Dziewczynki, żebym ja tam z gołą doooopu poszła nic to! Kuzyna namierzyłam około 18:00, usłyszałam kategoryczne NIE! Pies zostaje u niego, nic mi nie chciał powiedzieć, ani skąd on ani czy rasowy. Kuzyn raczej w nastroju nieprzysiadalnym. Na moje stwierdzenie, że Lucerek się po nocy zapuszcza aż na Limanowskiego i że może mu się coś stać odrzekł filozoficznie: wierzę. Szlag mnie tyrpał, jak klasycznego choleryka, ale podziękowałam za konwersację i odpaliłam swój rower ostro z pedała, że się tak wyrażę. PAT więc! Sraluchy oczywiście puszczone były luzem, fuj!!!!!!!!!!!!! Lucusia nie widziałam:(