-
Posts
10410 -
Joined
-
Last visited
-
Days Won
44
Content Type
Profiles
Forums
Events
Everything posted by WiosnaA
-
No tak,wiem,ale będąc na leku szybciej zawieszenia,wycofania właśnie bym się spodziewała jak nie dawno któregoś dnia miał, niż pobudzenia.Wczoraj był niespokojny bez powodu,a powinien być wyciszony i zaniepokoiło mnie,że coś jest nie tak. No ale już różnie tłumaczę,może woli być w domu razem ze wszystkimi i nie chce być w kojcu sam,bo chętnie wchodzi do klatki gdy zabieram do domu,w odwrotną stronę jest gorzej.Może jeszcze lek trzeba zwiększyć, a może za krótko bierze. On dużo przeszedł i psychikę ma rozhuśtaną,potrzebna stabilizacja i codzienna rutyna,a tu wożeniem mu namieszałam,może to miało wpływ :( W domu widzę,że stara się dopasować do zasad,ale jeszcze jest zagubiony,bo wciąż mnie się obawia. Za mała moja głowa... Nie znam u nas żadnego neurologa,tym bardziej dobrego. I jeszcze Marcel nieobsługiwalny :(. Zobaczę wstępnie co behawiorystka od leków powie.Coś będziemy radzić. Jeszcze nam tego by tylko brakowało :(:(
-
Może tak być:(...patrzeć nie można na to jak on zachowuje w strachu. Miałam kiedyś na dt psa lękliwego,mocno skrzywdzonego,czołgał się,siedział w kącie,po miesiącu odważył podejść do ręki.I wtedy poszło migiem,bardzo fajnym pieskiem okazał się.Znaleźliśmy domek i wyjechał z ludźmi na Maltę,przysyłają Opiekunce zdjęcia.
-
Livko,brakuje mi sił:( Brakuje mi też już rozumu :( Weźcie ode mnie Marcela, niech ktoś mądrzejszy nim się zajmie:(:( Wcześniej dwie ciocie mi sugerowały,że może Marcel ma zmiany neurologiczne i stąd tak skrajne jego zachowania, ale widziałam jak bardzo się boi i mówiłam,że przestraszony mocno,że główka strachem naładowana ...może jednak faktycznie coś innego jest jeszcze na rzeczy i zaczynam sama do tego się skłaniać,bo inaczej nie umiem już wytłumaczyć jego zachowania :( Ostatnie dni były ok,a nawet momenty całkiem miłe.W kojcu sam bawił się zabawkami,taczał,fikał,podchodził na wybiegu prawie swobodnie do siatki jak rozdzielałam jedzonko i nie uciekał ostatnie dni za każdym razem,tak jak było przedtem,lekko się cofał do tyłu i czekał ,trochę nawet za Majką razem podchodził jak byłam w środku na wybiegu,kopał doły dla zabawy,bawił się z Majką,chodził albo leżał spokojnie na trawie i obserwował co ja w pobliżu robię,nie uciekał na sofę jak szłam w pobliżu. Ogólnie pies był podobny do psa ...widziałam drobne zmiany na lepsze i dało się z nim pracować. Dziś zwrot, jakby był bez tabletek:( Od rana wszystko mu nie pasi:(..,szczekał wnerwiony,kopał wnerwiony,biegał wnerwiony bez większego powodu,podchodził do siatki po smaka z wielkim problemem i to zaraz zmykał- tak było do około 14-15,później zaszył się w kojcu.Leży teraz w domu dalej nie w "sosie". Wczoraj pies wyluzowany się bawi, a dziś jakby co tydzień temu przyjechał :( Wcześniej myślałam,że tabletkę na czas nie dostał,że nie tak coś przy nim zrobiłam danego dnia,ale pamiętam od początku ciągłe te jego skrajności nastroju,nawet jak na kulkach był,to jeszcze Poker mówiłam,że może mu większa dawka potrzebna. Dzień jest dobrze,dzień zawieszony,następny dzień podkręcony,ale na tyle,że pod jakąś normę można było trochę podciągnąć,a później się zmieniał na gorsze i latał zdenerwowany, rwał rzeczy,by w kolejnym dniu dochodzić do totalnej skrajności i w amok wpadał,bo coś tam go przeraziło...po dniu z amokiem zazwyczaj spał cały dzień , następnego wracał do żywych.. i tak w sumie to się powtarzało wiele razy. Tak było wcześniej, ale że teraz tak chwiejny na leku,to nie wiem co się dzieje:( Drugi lek nie jest jeszcze włączony ,ale sam Afobam powinien chyba wyciszać. Na działce cisza,spokój,tylko my sami...nie wiem co jest temu psiakowi:( Będę rozmawiać o tym ze swoją wetką i z p.Magdą behawiorystką,która zleciła leki.Zobaczę co powiedzą.
-
Livko, jedzonko dotarło,bardzo dziękujemy! Zapomniałam napisać,że we wtorek będąc w Białym wstąpiłam do weta po receptę na Afobam i wykupiłam,później wstawię rachunek. Zaproszę jeszcze na Marcelkowe bazarki,które Kochane Ciocie zrobiły,zaglądajcie proszę,bo przy tym maluszku wydatków wciąż mamy sporo:( 1. 2.
-
Sowo, pewnie,że możesz.Jeśli pomysł miałby pomóc jakiemuś psiakowi,to kopiujcie śmiało. Bardzo dobrze zaczęła się kojarzyć Marcelkowi ta podróż w stronę domu.Dziś nie mam czasu,ale w niedzielę postaram się nagrać jak fajnie na zaproszenie w kojcu wchodzi do klatki. Teraz,żeby całą resztę z naszego życia razem zaczął w końcu tak "łapać".
-
Tak,tu patrzy spokojnie.W ogóle wieczorem mnie zachwycił i wsiadaniem i w miarę spokojną podróżą, dziś też było ok. U Marcela póki co oczy się ustawiają w zależności z której strony wiatr mu zawieje:):) A na poważnie...wszystko zależy od danej sytuacji i jak kamera uchwyci (sami wiecie jak ze zdjęciami jest). Ogólnie przez pobyt w domu,więcej jest spojrzeń łagodniejszych,normalniejszych nawet w moim kierunku,robi się tyci odważniejszy, ale niech tylko przy nim nie tak ręką ruszę,nie tak podejdę i już oczy biegają i zaraz płoszy :(...nie mówiąc o normalnych czy szybkich ruchach w jego obecności,czy z wniesieniem do domu szczotki na trzonku:( Wnoszenie do domu raczej wyjdzie na korzyść,Marcelek bardzo uważnie obserwuje jak zachowują się psy i chwilami nawet wstanie,krok zrobi i chciałby za nimi podążyć przez pokój (w moim kierunku za jedzeniem),ale zaraz cofa,..jeszcze jest niepewność i blokada :( Minimalne zmiany na lepsze mimo wszystko zauważam przez to ,że bywa w domu.
-
ZPP nie załamuj się,uważam,że z Lumi tragedii nie ma,potrzebuje jeszcze trochę ćwiczeń.Sunia się boi na filmach,ale ma prawo i Waszej tu winy troszkę:).., Sunia zdezorientowana ,za dużo osób przy niej dookoła,nowi z łapkami od razu i na stojąco,bała się i krążyła,nie wiedziała o co Wam chodzi, patrzyła w oczy pytająco. Mikuniu, jak miałaś już smycz,było wziąć psa bliżej nogi i pójść z nią zdecydowanym równym krokiem przed siebie kilkaset metrów...Lumi by poszła. Dla Lumi widzę dłuższe spacery przed siebie,opanuje migiem smycz i później mijanie ludzi najpierw z oddali,potem coraz bliżej i bliżej.Murka tylko chyba na wsi mieszka i statystów tam raczej brak. Bardzo fajna sunieczka.
-
Królewicz piechotą nie chodzi :) Ale dziś mamy mały sukcesik...w trakcie transportu denerwuje się i robię przerwy ...wieczorkiem Marcelek pierwszy raz usiadł na postoju :) Nie wiem czy to był przypadek,czy już załapał,ale po wejściu do kojca powiedziałam,Marcel do klateczki,idziemy do domu...a ten hop i już w klatce:)...zawsze zachodu miałam z tym trochę,ale i tak w kojcu łatwiej było nakłonić niż w domu.
- 1746 replies
-
- 16
-
-
-
Na wsiach dużo jest takich piesków.Tu u moich sąsiadów jest taka sunia,wzięta z lasu jako dzikie szczenię.Na podwórku dzikawa,ale będąc w domu głaskanie lubi.I z wyglądu jakby była siostrą mojego Moriska:):) Od początku stawiam,że Marcelek właśnie biegał luzem,ale musiał być głaskany,bo dotyk ręki nie jest mu obcy. Marcelek kong już zna,od pierwszych dni dostaje i bardzo lubi. Dziś już lepiej i wracam powoli do żywych. Tak,trochę był :),trochę zdezorientowany też był, ale jest już ok. Na zdjęciu chyba kota mierzy :)...z kojca ściga koty ostro,jakby dorwał,to skórka by została:(:(...w domu uczymy się żyć w zgodzie wszyscy i mam nadzieję przejdzie mu ściganie.
-
Aha, jakby przestały pojawiać się zdjęcia na wątku...to będzie też sprawka Marcelina:) Stoję rano przy zlewie,odwracam w pewnej chwili,a Marcelek na kanapie trzyma w ząbkach mój telefonik:),podrzuca nim i bawi się:):) Ogólnie,to musiał dostać eksmisję z kanapy,bo uznał za swoją własność i nie dopuszczał innych piesków :)....pozwalam wchodzić,ale w domku musi do równych zasad się dostosować i uczy się leżeć jak koledzy:)
-
Co on by robił cały dzień sam w domu.Jest lato i ja całymi dniami jestem w ogrodzie,psy razem ze mną. W kojcu widzi nas,widzi co na ulicy się dzieje,na wybiegu może pokopać,z Majką pobyć. Miał jedno miejsce dotychczas, w kojcu,ale socjalizacja źle idzie i dlatego postanowiłam zabierać wieczorami do domu. Zostawić go jednak samego na cały dzień w domu nie odważę również z innego powodu, ..nie chciałabym zastać zniszczonej kanapy,mebli, widząc jaką demolkę potrafi zrobić w kojcu:( Z Marcelem nic nie jest takie proste :( jest trudny pod każdym względem :( Łatwiej i mniej czasu i siły obsłużyć jest 10 normalnych piesków niż jednego Marcela:( We wtorek miałam drugą szczepionkę i bardzo źle znoszę.Wysoka temp.na szczęście dziś już spada,ale głowa pęka,stawy i kręgosłup rozrywa i klatki z Marcelkiem dźwignąć nie dam rady.Siedzimy w domu:( Wózek wczoraj dojechał,ale nie załaduję.
-
Wczoraj złożyłam winę,że Marcel lek późno dostał,ale dziś dostał w porę i cały dzień siedzi smutny,w ogóle nie był zainteresowany wybiegiem,nawet szczekanie mu nie szło:(:((,do mnie też nie tak jak w niedzielę.....co siedzi w tym psie jeszcze:( Nic się nie wydarzyło i zaczynam już wątpić w słuszność swojej decyzji o braniu do domu:( Pierwszy dzień był na prawdę dobry,ale go ciągam,boi się tego...psy lubią rutynę,a ja mu serwuję zmiany,nowe strachy:( Z domem myślałam,że tak będzie lepiej,ale już nie wiem sama:(...siedzi teraz w domu,zobaczę jaki będzie wieczór..
-
No właśnie:( Rozi, nie mogę,nie puszczę,nie teraz.Gdybyś pobyła jeden dzień z Marcelkiem w jego średnim nastroju-nie tym najgorszym, jestem prawie pewna,że nie puściłabyś go luzem..no ale może nie znam Cię na tyle. To nie jest piesek w typie jak w większości na dogo,..że nie zna smyczy,obroży,że wycofany,że coś tam się boi.Ani filmy,ani zdjęcia nie pokażą faktycznego stanu Marcelka.Trzeba by było z nim pobyć na żywo w jego dniu średnim i dniu gorszym. Boi się mnóstwa rzeczy i w swoim zachowaniu jest nieprzewidywalny,nie panuje nad sobą,boi się ludzi ,w tym ciągle również mnie. Jak go miałabym zwabić do kojca,czy domu jak mnie unika? (bo to,że łaskawszym okiem patrzy na mnie czasami,to za godzinę u niego mogę być wrogiem -wiele razy już tak było),sam grzecznie wszedłby?...,że wszedłby obecnie ja daję 1-2%. Polatałby na pewno z chęcią ,ale przy pierwszym strachu pędziłby na oślep przed siebie i w sekundzie byłby po drugiej stronie siatki.Nie szukałby ratunku ani u mnie ani u psów,bo nie jest z nikim zżyty,związany,nawet nie szuka specjalnie kontaktu z psami,jedynie z Majką czasami.. jak ma humor. Albo i bez strachu zwiałby,bo chciałby uciec ode mnie jak najdalej . Nie pomyślałam,że nawet głos z telewizora może jego wystraszyć i takich rzeczy których się boi może być jeszcze całe mnóstwo,o których nie wiem. Kiedyś być może wypuszczę ,(on z pewnością kiedyś biegał luzem), też bardzo bym chciała dać mu jakąś wolność,próbuję,ale w żadnym razie nie teraz. Muszę widzieć choć trochę normalności w tym psie,w jego zachowaniu,jakąś stabilniejszą psychikę, stosunek do mnie choć obojętny żeby się pojawił a nie strach,bo np. nie kucnęłam a akurat stanęłam. Poza chwilowymi poprawami, obecnie wszystko odbiega u niego daleko od nawet minimalnej normy psiego zachowania. Wypuścić mogę,jeśli taka by była wola Livki czy większości z Was na wątku,ale na odpowiedzialność Osoby,która poniesie wszystkie konsekwencje w razie ucieczki,ew.pogryzienia dziecka,faceta i zapewni mnie,że zorganizuje akcję poszukiwania i odławiania.Ja do tego ręki nie przyłożę:(,bo widzę zachowanie psa przez dwa miesiące. Co on by robił,co by jadł, bojąc się podejść na wsi do ludzi i mając dookoła lasy,:(....może by wrócił,ale to tylko może:(
-
Oj,chyba powinnam zdawać relacje krótsze i raz na tydzień albo i rzadziej bo Wy pełni wiary,że my już na prostej :( Pokazuję te fajne momenty,fajniejsze ujęcia i może Was to mylić,że niby jest już wszystko dobrze,że Marcel już normalnym jest pieskiem,ale wcale tak nie jest niestety:(.Bo po co mam pokazywać jak się boi,jak lata wnerwiony,jak ucieka przede mną,jak siedzi zwieszony,czy tę masę porwanych posłanek,kocy:(...mnie samą ten widok dołuje:( to nie jest nic fajnego i telefonu się nawet nie chce wyciągać:(,wolę tylko napisać o tym co złe,...dobrego jest ciągle malutko i patrząc na takie lepsze chwile szybciej nagrywam,sama choć trochę mogę siebie pocieszyć i Was ,lżej na duszy jak z Wami podzielę,że jest podobny do normalniejszego pieska.Ale to ciągle jeszcze są jakieś momenty,godziny,czasami któryś dzień lepszy.Jest chwiejny jak chorągiewka,pisałam to już chyba nie raz... i co już nadzieja wstąpi,to Marcel "bum" zrobi:( Dziś np. byłam w Białym i wróciłam później niż planowałam,poranna dawka leku już nie działała ,a drugą mocno spóźnioną dostał i Marcel zupełnie inny:(...nawet na wybieg do Majki wyjść nie chciał,do domu przyciągnęłam klatkę i omijał mnie szerokim łukiem ,a wczoraj spał obok:(..wczoraj podchodził z trzech metrów po jedzenie z ręki,a dziś się nie ruszył z sofy,..cały wieczór leży w kącie. Wczoraj był fajny dzień i wieczór,a dziś wieczór do kitu...nawet sen mi nie idzie:( Patrzę na niego codziennie i serce się kraje widząc ten jego ciągły strach,czasem nawet wydawałoby się bez powodu czegoś boi. Na Afobamie zaczął być trochę luźniejszy,inaczej odpoczywać,inaczej patrzeć,w jakieś zabawy angażować i odrobina nadziei zaczęła jakby wstępować,ale Afobam jest mocnym lekiem i mimo wszystko widać na filmie jak trząsł się na głos włączonego telewizora.(Inny pies po takiej tabletce byłby solidnie rozluźniony i żadna rozmowa z tv by go nie ruszyła).Gdyby na początku był w domu i wszedł facet,to nie chcę sobie nawet wyobrażać jak Marcel mógłby mi dom zdemolować.Bo,że połamał by łapy lecąc po moich niebezpiecznych schodach na górę,to pewne:( Na leku dopiero można było z facetami oswajać z daleka :( Szkoda okropnie było zostawiać w tym kojcu,ale pewnych rzeczy nie przeskoczę przy takim psiaku, teraz będę próbować zabierać do domu,może terapia łączona pomoże:( Jesteśmy w trakcie dopasowywania dawki leku przeciwlękowego (choroba przeszkodziła ),na razie jest na dwóch dawkach,ale raczej będzie trzy potrzebne , później zostanie wprowadzony drugi lek (Seronil) na stabilizację nastroju na dłuższą terapię .Jak się unormuje,to wtedy z Afobamu schodzić powoli będziemy.
-
Czystości nie ma jak utrzymać i wypuścić nie ma jak:( Załatwia się w domu,ale widzę nie bardzo mu to pasuje,kręci się ,nie może znaleźć sobie miejsca i chciałby zrobić poza domem.Przywiozę dziś podkłady,to może łatwiej mu będzie. Przetransportowałam już Marcelka na wybieg,ale łatwo dziś nie było z wejściem do klatki.Boi się tego ciągania i nie wie, czy coś jeszcze nowego mu nie szykuję:( Śpię oczywiście teraz na dole na kanapie i rano się budzę,...a Marcelek ze 40cm od mojej głowy leży :):):)
-
Dla mnie troszkę ma,bo na wątku szukać nie trzeba.Chciałam zobaczyć kiedy były kupowane Marcelkowe puszki,bo zużyłam zapasy swoich i z ciekawości chciałam zerknąć. Mi wystarczy data przelewu za dany rachunek na pierwszej stronie. Jankamałpa,jesteśmy chyba rozliczeni do czasu zakupu wózka. Przepraszam,jeśli Cię uraziłam swoją uwagą.