Ale mieliśmy boski spacer, nie ma co. :))) z samego początku coma wyszła by z obroży i wpadła pod auto. Dlawik chyba wróci do łask :p potem nie chciała wejść do lasu. Poszliśmy na polane, a tam morze onkow. Wiec misia się już nabuzowala, Coma to podlapala... i heja na większość psów. Siedlismy sobie na ławkę, biegnie dziecko. Jak się okazało do nas, Misia szczeknela mu w twarz. Dziecko się wystraszylo, miał łzy w oczach :D od razu zgarnął opieprz ode mnie. Myślałam, że ja zgrane od jego matki ale nie było nic, chyba nie wiedziała że to do jej synulka.