-
Posts
1016 -
Joined
-
Last visited
Content Type
Profiles
Forums
Events
Everything posted by dota&koka
-
witajcie. dziś dzionek pięknie się zaczął,ponieważ okazało się,że Welsh w nocy nic i nikogo nie obsikał. ale żeby nie było zbyt pięknie,kiedy wyszłam załatwiać swoje sprawy (nie było mnie 2 godz) Welshyk nadrobił stracony czas. znowu wyciął numer z cukierniczką.ale tym razem słodko jest na podłodze w kuchni.standardowo śmietki,poczęstował się surowym makaronem,przewrócił suszarkę z jeszcze mokrymi,wczoraj do późna w nocy pranymi w ręku ciuchami (pralka mi się popsuła :angryy: ) no i oczywiści zasikał przedpokój,a na dywanie postawił figurkę. Jamor,bardzo dziękuję za namiary na chłopaka,na pewno skorzystam.myślę,ze na następną niedzielę moglibyśmy się umówić.Welsh zdąży dojść do siebie po traumie związanej z brakiem jajek dziś jadę do chey po kennel,więc zakup klatki jest w tej chwili najmniejszym problemem.ale rozglądam się,rozglądam może upoluję jakąś "promocję" to tyle na razie,zaraz pędzę dalej,na 13 mam wizytę z dziecięciem u lekarza,potem jadę po klatkę,a późnym popołudniem idę na przegląd z Welshem.jeśli wetka okaże się sensowna i wzbudzi moje zaufanie,umawiam się od razu na zabieg. zapomniałam wspomnieć o wyniku jaki dała koopa na kliszy. klisza jest wyżarta,zobaczcie sami: [IMG]http://i53.tinypic.com/1zp33gi.jpg[/IMG] jakość nienajlepsza,bo się śpieszę,ale dobrze widać. myślę,ze test się udał,ale jeśli ktokolwiek ma wątpliwości,można badanie powtórzyć u weta.
-
[quote name='Ewanka'] ... bądź silna i konsekwentna ............. :buzi:[/QUOTE] takie jest moje zamierzenie,serio.inaczej wyrządzę ogromną krzywdę psu,nie sobie. dziękuję Ewanko za słowa otuchy,w ogóle wszystkim,wszystkim dziękuję że jesteście. właśnie wróciliśmy z długiego spacerku.dotleniliśmy się (o ile to możliwe w środku miasta ;) ) pobiegaliśmy trochę,aż Welshowi jęzor wypada z dzioba :) czekają teraz oboje na michy,szanowny pan wystawił tylko łeb zza futryny i przygląda mi się z zapytaniem w ślepiach:"ruszysz się wreszcie???"
-
nie wiem czy pójdę do nieba,ale wiem że będę spać spokojnie wiedząc,że wyczerpałam wszystkie możliwości,a Welsh nie jest sam w boksie.słyszałyście jaka w tym roku ma być zima?zeszła przy niej to pikuś.zeżarłyby mnie wyrzuty sumienia,że on ze swoimi chorymi stawami nie śpi na miękkim kocyku w ciepłym mieszkanku. więc wszystko jest jasne,decyzje zapadły,mi spadł kamień z serca i szczerze powiem,dostałam takiego "kopa" że chciałabym już teraz coś zacząć działać. klisza do jutrzejszego południa leży w słoiku i czeka.nawet jeśli ja wyczytam wynik,i tak pójdę nim do mojej wetki,to nic nie kosztuje. przy "przeglądzie" Welsha na konopackiej,uważnie będę analizowac każde słowo wetki i jesli coś mi się nie spodoba,walczymy z jajkami w sobotę :) jaki dziś cudowny wieczór,nieprawdaż?:loveu::loveu::loveu:
-
[quote name='anawa'] Dota, co z kastracją?[/QUOTE] koło mnie na ul.konopackiej kastracja wyniesie 250-300zł,w zalezności od ilości podanych leków.umówiłam się z wetką,że najpierw przyprowadzę Welsha na "przegląd" a ona określi czy on się nadaje do zabiegu (musi!!) i jaka będzie cena kastracji. czekam tylko na pozwolenie i działam. Ewanko,w dzisiejszym zachowaniu Welsha nie było cienia agresjii.mam wrażenie że on głupieje z braku zajęć.bo ile można leżeć?łapiny już go tak nie bolą,on chce się ruszać-na spacerach z przyjemnością ze mną biega.to jest ONek,inny niż wszystkie,ale jednak ONek.on chce coś robić,pracować,działać,jemu się nudziiiiii. a wiecie,że on nawet po wchodząc schodach czeka na mnie i idzie obok nogi?i umie już dać głos. mimo wszystko to jest zajefajny pies :) Anawo,złożona wejdzie na pewno,ale nie do kijanki,pojadę kombiakiem.jesli nie da się złozyć to może być problem,ale nie musi
-
chey,dzięki serdeczne!!mogę podjechać choćby jutro! lecę napisać maila :)
-
masienka,Welsh był na początku tylko na royalu,wcale nie chciał jeść tej karmy,przerzuciłam go na gotowane frykasy,na początku mu smakowało,potem zastrajkował.nie wiem juz,czy chudł,czy wyszły mu na wierzch kości bo wyczesałam tonę podszerstka (notabene ze słomą,pewnie ze schroniska-wyobraźcie sobie ile on tego miał na sobie i jak zbite,że po takim czasie znajdowałam w sierści takie skarby).w sumie od dłuższego czasu codziennie dostaje identyczne posiłki.juz tylko dwa.a jest przeraźliwie chudy-widać żebra i czuć kręgosłup.tak być nie powinno Anawo,napisałam szczerze co myślę i jak czuję.zresztą w rozmowie tel. wspominałam,że jeśli zabierzecie Welsha,to będzie moja totalna porażka i nowa gehenna psa.nawet jeśli znalazłyby się pieniądze na pierwszy miesiąc hotelowania,co potem?a jeśli on będzie w hotelu miesiące,lata?a jeśli ktos go adoptuje,jako wspaniałego,wyprowadzonego na "ludzi" przez Jamora psa,a w domu wytnie jeden z obecnych numerów? wiem,że jest Ci ciężko na sercu wiedząc że w pewnym sensie ten pies ropierdaczył mi rodzinę (ja się z tym nie zgadzam-to marcin jest winny),że zniszczył chałupę.ale nie będzie ani Tobie,ani nikomu zaangażowanych w sprawę Welsha lżej.to nie jedyny "niszczyciel" i "pies demolka" na dogomanii.Welsh ma tę zaletę,że absolutnie nie jest agresywny.ma nierówno pod sufitem,ale nie na tyle żebym go skreśliła. i myślę,że on mnie nie zdominował,on nie ma zadatków na przywódcę.on się boi że znowu zostanie porzucony.nie jestem ekspertem,mogę się mylić,ale tak podpowiada mi serce.samiec alfa jest pewnym siebie wojownikiem,przywódcą stada,najsilniejszym.te przymioty nie pasują do Welsha.on jest z innej bajki.z bajki o kopciuszku.tylko ta dobra wróżka coś nawaliła i jeszcze na bal nie wysłała :) kennel to w tej chwili najlepsze rozwiazanie.z czasem okaże się czy skuteczne. przyznałam się,że coś zchrzaniłam,stąd pomysł choćby jednej konsultacji behawiorysty.kogoś,kto choć rzuci okiem na Welsha. no i kastracja w trybie natychmiastowym plus modlitwa....
-
to też niezły gagatek :) piórkowa koopa będzie hihi przed chwilą Welsh zapraszał mnie do zabawy,ale nie dałam się.nie chciałam,żeby wiedział,że będę robiła wszystko co mu się zachce.i wiecie co on zrobił?obszczekał mnie i próbował złapać za rękę,ale nie po to,żeby mnie ugryźć.tak bardzo chciał się pobawić.wpadł w jakiś dziwny szał,obszczekiwał mnie i skakał.musiałam ryknąć "spokój,na miejsce" bo by mnie obalił na podłogę. do tej pory bawił się podobnie,najczęściej w "a kuku",uciekanie,kręcenie się wkoło i podszczypywanie,ale to co dziś odstawił zdarzyło się pierwszy raz. i przy mnie,bezczelnie przy mnie siedzącej w kuchni z papierosem w zębach ściągnął weroniki plecak z krzesła.miał ochotę popisać?albo poczytać o ali co ma kota? :) ważną rzecz mi dziś przypomniał.zawsze kiedy sprzątam bałagan jaki on zostawił,znajduję moje ciuchy wyciągnięte z łazienki.czystych nie ruszy.i tylko moje.a na łóżko w pokoju zanosi moje buty,a raz nawet w nie nasikał :diabloti: musze to wszystko zapisywać bo zapominam,a to są ważne sygnały.
-
Idusiek,Welsh dostaje od końca czerwca (dobrze pamiętam?może lipiec?) karmę animondy w puszkach zmieszaną z makaronem (jeśli ma sr..kę z ryżem ),i gotowanym mięsem,warzywami.do tej pory marcin latał na bazarek kupował mu mięsko,a to baraninkę,czasem koninkę,często jedli razem kabanosy z dzika (bo ja nie lubię),kupował kurze łapki,kosteczki cielęce,wybierał te z większymi chrząstkami,bo dobre na Welsha stawy.dodatkowo suche bosha-wciąż to samo,bo mam niedaleko zaufany mały sklepik z dużym wyborem suchego dobrego papu.często na śniadanie dostaje biały serek z łyżką jogurtu i cukrem waniliowym (inaczej nie ruszy)ale....w tym problem,że Welsh częstuje się tym,czego absolutnie nie powinien jeść,np. arbuzem.wczoraj jajka,wcześniej nażarł się przypraw (ale nie miał rozwolnienia) nie było mnie teraz trochę dłużej w domu.nie mam pomysłu gdzie chować kosz na śmieci.gdzie bym go nie postawiła,on i tak się do niego dobiera.a nie będę przeciez wyrzucała co chwila worka z kilkoma papierkami :/ tak więc,śmieci znowu rozwalone.znowu próbował dostać się do szafki z przyprawami,ale wychodząc ustawiłam pułapkę z taboretu i krzeseł,więc poleciało mu coś na łeb a do szafki się nie dostał. łóżka nie tknął dalej.o dziwo,nie pożarł ciastek zostawionych jak zwykle przez dzieciaki.zrobił tylko siku w przepokoju. dziś nie jest źle,ale nawet tyle nie powinno mieć miejsca... uparta ze mnie bestia,bezsprzecznie wskazany jest kennel i kupa roboty :) fajnie byłoby gdyby ktoś takowy pożyczył,zamiast wydawac 300zł na coś,czego nie jest się pewnym czy zadziała. i dziś udało mi się zapaskudzic kliszę ;) siedzi sobie zamknięta w słoiku do jutra.niestety koopa była twardaaa i niewiele udało mi się kliszę ubrudzić,w każdym razie zawsze można powtórzyć,to nic nie kosztuje. nie wiem,czy mam iść z nim na konopacką na przegląd przed wycięciem jajek-jeśli miałby mieć zabieg koło mnie. na razie czekam na wynik na kliszy i z nim robię wycieczkę do mojej wetki. dziś w nocy przemknęła mi myśl,że może on jest zdrowy,ale znerwicowany i dlatego nie chce przyprać ciała?z ludźmi tak bywa.ja w nerwach wysycham.może to bez sensu...już sama nie wiem
-
wróciłam.wchodziłam do domu z duszą na ramieniu.nie zrobił nic,oprócz kupy na dywanie (ok 3 godz temu był na spacerze :crazyeye: i robił dwie) i rozwalonych śmieci. ufff,ulżyło mi.wychodzę zaraz znowu,muszę dowieźć jeszcze pit 11 do urzędu. ciekawe czy też będę się cieszyć jak wrócę.
-
słuchajcie to ważne: szykuję się teraz do wyjścia,musze złożyć wniosek o rodzinne.ubieram dzieci,a pies dostaje kręćka.lata w tę i spowrotem,obwąchuje mnie.wcześniej nie bardzo zwracałam na niego uwagi przed wyjściem. az boję się zamknąć drzwi z tamtej strony... on ma poważniejszy problem niż mi się wydawało. idę posmarowac mu zabawki szynką,może się nimi wreszcie zajmie.ja musze wyjść na pół godziny.
-
wszyscy macie po trosze racji,ale... nie jest tak,że od dawna sytuacja w domu była napięta.nie było awantur o psa,o kupy,o niszczenie.jeśli były jakiekolwiek różnice zdań między nami,absolutnie ani dzieci,ani pies nie mogły tego odczuć.dzieci nauczyły nas rozwiązywać nasze problemy w taki sposób,żeby nie zauwazyły że coś jest nie tak.zaręczam,że pies nie "miał stresa",a w domu sytuacja nie była napięta.nawet kiedy wracaliśmy po dwóch dniach z wakacji i marcin musiał zostać z psami w domu,nikt się nad tym nie rozwodził.tak musi być,i tyle. marcin zawsze bierze wszystko "na miękko",to ja jestem tą która się o wszystko i wszystkich martwi,ale nie uzewnętrzniam się,duszę wszystko w sobie.dzieci mnie tego nauczyły.nie umiem też długo się gniewać,zwłaszcza jeśli chodzi o dzieci i psy.co z tego,ze wczoraj Welsh zjadł mi łóżko?popłakałam sobie,pożaliłam Wam i tyle. marcin nie wyprowadził się z domu przy okazjii wielkiej awantury.on po prostu kiedy usłyszał przez telefon co musi robić drugi raz,bo pies zjadł,postawił mi ultimatum,a usłyszawszy moją odpowiedź,po prostu nie wrócił do domu.swoją drogą,mieszka na ulicy obok i dzieci,a także pies widzą się z nim praktycznie codziennie. gdybym była na skraju załamania psychicznego,gdyby w domu sytuacja była nie do zniesienia,napisałabym Wam po prostu żebyście zabierali ode mnie tego potwora. a ja chcę z nim zacząć pracować,najlepiej pod okiem fachowca,bo kocham to zwierze,kocham też swoją rodzinę,a on do niej nalezy i chcę walczyć o wszystkich włącznie z nim.nie umiem odwrócić się na pięcie od kłopotów,mam nieskończone pokłady cierpliwości i nie zraża mnie dodatkowa praca z psem. pytacie co na to dzieci.dzieciaki,jesli ja jestem spokojna i opanowana,nie odczuwają że coś jest nie tak.mają swoje zajęcia,ja ich w problemy domowe nie mieszam.czasem pytają kiedy Welsh znajdzie domek,żeby inny biedny piesek do nas przyjechał. mimo wybryków Welshowych,nieobecności w domu marcina,żyjemy jak zawsze,stałym rytmem dnia.nawet psy wiedzą kiedy wyjdą na dwór,kiedy zjedzą. i ja uważam,że oddanie Welsha do kojca nic nie zmieni.nauka też nic nie da.pies ewidentnie ma jakiś problem.na dobrą sprawę,niszczyć zaczął od momentu kiedy wyjechaliśmy na wakacje i jakiś czas była z psami moja mama.wtedy zaczął od rozwalania śmieci.kiedy wróciliśmy,zaczęło się nagminne bezczelne sikanie na dzieci i robienie kup na dywan.pomyśleliśmy,że Welsh przeżywa to,że zostawiliśmy go w domu.ale wydawało nam się,że jeśli zostanie w domu który zna,z osobą którą zna,nie będzie tak źle. wzięliśmy psy na drugi wyjazd z nami.i to byla totalna porażka.już pierwszej nocy Welsh przeorał całą działkę,zniszczył wszystkie możliwe krzewy.dostał ode mnie reprymendę,ale potem zachowywaliśmy się normalnie.był taki upał,że cały dzień zlewaliśmy się wodą,chlapaliśmy w basenie,wszystko razem z psami.Welsh był zadowolony,co było widać.nie wychodziliśmy nigdzie,psy nie zostawały same.w nocy nauczeni już,że Welsh pozostawiony sam na dworzu "głupieje",zamknęliśmy się na noc razem z psami w domku.spaliśmy na górz***** były na dole.rano widok był wstrząsający.podjęlismy decyzję,że marcin ze względu na psa,który ewidentnie źle się tam czuje,wraca z nimi do domu.wtedy jeszcze wszystko było w miare ok.na dobre zaczęło się kiedy wróciłam z dziećmi.a totalna masakra jest odkąd Weronika chodzi do szkoły.rytm dnia mam teraz trochę zmieniony-najpierw spacer z psami,potem muszą poczekać aż wrócę ze szkoły,dam młodszym śniadanie,w kuchni piję kawę-psy już wiedzą że dopiero kiedy skończę daje im śniadanie.w wakacje było ciut inaczej,bo bez mojego wychodzenia do szkoły pomiędzy spacerem psów a ich sniadaniem.może to jest problem?z dziećmi jest podobnie,od urodzenia ustala się rytuały które powtarza się dzień w dzień. on czuje że coś się dzieje.jest strasznie grzeczny od wczoraj,"przylepiasty",patrzy na mnie tym swoim skruszonym wzrokiem.na wieczornym spacerze tracał mnie nosem co chwilę,jakby chciał powiedzieć,spójrz jak cię kocham,potrzebuję,chcę być blisko. dziś rano kiedy zaprowadziłam dziecko do szkoły nie nabroił nic,nawet kosz stoi nieruszony na swoim miejscu. kiedy szykowałam miski z jedzeniem,tańczył w kółko z radości,a rzadko mu się to zdarza. on umie normalnie się zachowywać.w tej chwili bawi się ze mną w "a kuku".wystawia łeb zza futryny,jesli spojrzę na niego wpada do pokoju,robi rundkę i ucieka do kuchni.i tak w kółko. on nie jest totalną świnią i okropnym potworem.on jest super psem zapatrzonym we mnie z poważnym problemem...jeśli zmieni miejsce,jestem pewna że to się nasili :( Akrum,masz rację.w hotelu nie ma szafek które można pootwierać,dywanu który można za...ć,regału któremu można poobgryzać ranty,telewizorów do zrzucania,firanek do rwania,łóżek,koszy na śmieci.on nie umie tak jak inne psy,okazac że potrzebuje człowieka,jedynie wysyła czasem sygnały.jeśli nie będzie miał co broić i będzie miał swojego człowieka,który będzie z nim pracował,to będzie pies-marzenie.ale w momencie adopcjii,przemieni się znowu w niszczyciela.tego jestem pewna. moim zdaniem,biegusiowa kastracja,kennel i praca.jetsem w o tyle komfortowej sytuacji,że nie pracuję i mam na to czas. chcę jemu,całej naszej rodzinie dać szansę...
-
odpowiem pytaniem na pytanie: ile jest wart człowiek,który stawia najbliższą osobę przed takim wyborem? na razie jestem na niego wściekła.po to jest się razem,żeby stawiać wspólnie czoła przeciwnościom a nie zwiewać przed kłopotami.wcale nie zastanawiam się czy i kiedy wróci do domu. hrabiemu korona z główki spadła bo musiał kilka psich kupek zebrać,ojojoj straszne :evil_lol: miałam dziś zrobić sama test kliszowy i albo Welsh nie chciał zrobić co trzeba (ale w domu to i owszem:angryy:),albo zapomniałam wziąć wyposażenia ze sobą.na nocny spacer przygotowałam sobie już w takim miejscu,że nie mam prawa zapomnieć.
-
jesli mogę coś zasugerować,wyrazić swoje zdanie,to proponuję zdecydowanie obcinać mu jajka,(gdziekolwiek) rekonwalescencję spędzi u mnie (po pierwsze będzie trochę obolały-mam nadzieję-i nie będzie miał ochoty niszczyć,po drugie już nic poważniejszego do zepsucia nie mam w domu:evil_lol:) w międzyczasie będę szukać klatki,może ktoś mi pożyczy,może sama kupię i wtedy się zobaczy.Anawo,myślę że Welsh w klatce nie narobi sobie na posłanie (choć ogólnie jest okropną świnią-raz narobił sobie do miski),a nawet jeśli,to w jednym miejscu siuski i koo sa do ogarnięcia.wymienie kocyk,bielinką zleje i tyle.z czasem nie ma siły,żeby bez jajek znaczył mieszkanie. wiem,że zmarnuje się miejsce u Jamora.ale i tak Welsh nie ma wystarczającej kwoty:shake:
-
Ewanko,doskonale Cię pamiętam,pamiętam że zawoziłam do was Dosieńkę.i to z jakimi przygodami:evil_lol: zgadzam się z Tobą,że klatka może wcale nie pomóc,albo pomóc chwilowo.ale jeśli jest choć cień szansy że się uda,to chcę spróbować.i proszę,nie gloryfikujcie moich "zasług" wobec Welsha i nie dziwcie się że mam jeszcze cierpliwość.trójka dzieci nauczyła mnie nie wybuchać :evil_lol: kocham tą "świnkę",choć chwilami mam ochotę go udusić. czy to jego wina,ze jest jaki jest? dobro rodziny jest najważniejsze,zgadza się.ale Welsh w tej chwili do niej należy i jak mogłabym członka mojej rodziny,który ma problemy ot tak,wystawić za drzwi? nie jestem masochistką,ale jestem upartą zodiakalną panną,która zawsze musi wszystko doprowadzić do końca.nie cierpię robić czegoś na pół gwizdka.taki ze mnie dziwoląg :)
-
[quote name='beka']Nie zauważyłam Waszych postów. Dota w jakiej dzielnicy mieszkasz? Zapytam czy dałoby sie go wykastrować za ok 150 zł, ale to dośc daleko. Targówek. [/QUOTE] jejku,ja mieszkam na pradze,na targówek mam 5 minut:) 150zł to cena marzenie
-
jak dla mnie,kennel jest wystarczającym rozwiązaniem.na razie jestem ciągle w domu,mam czas przyzwyczajać go do klatki stopniowo. Anawa musi zdecydować.jeza wszystko na głowie jednej kruchej kobitki :(
-
Bela,ja nie jestem władną osobą w tym temacie.trzeba poczekać na Anawę,formalną,duchową i księgową opiekunkę Welsha. mam nadzieję,że się zgodzi na takie rozwiązanie.dobrze byłoby,gdyby ktos pożyczył kennel choć na tydzień.gdyby zdała egzamin,sama bym zainwestowała w takie cudo.to bardzo przydatna rzecz,zwłaszcza,kiedy już powymieniam meble ;-) na pewno wyjdzie taniej niż następna zmiana mebli...
-
Bela,jemu tez ktoś kiedyś zabrał wszystko... ktoś go "zepsuł",a ja mimo wielkich szczerych chęci nie umiem go naprawić. Welsh jest już w znacznym stopniu zsocjalizowany,nie boi się juz panicznie wszystkiego.nie przerażają go już autobusy,tramwaje,ludzie na ulicy. czasem tylko wystraszy się gwałtownego ruchu,człowieka na rowerze,podniesionego głosu.ale to już nie jest ten sam wystraszony na maxa pies który do mnie przyjechał. strasznie boję się,że on w momencie kolejnej zmiany miejsca,po prostu oszaleje. potrzebna jest mi klatka kennelowa.to może być rozwiązaniem.tańszym niż hotel. on nie niszczy bez powodu.daje mi sygnały a ja nie potrafię ich odczytać.
-
znalazłam lecznicę,tu u mnie pod nosem na konopackiej,gdzie pozbawią Welsha jajek za 250 do 300zł w zależności ile będzie potrzeba leków.Welsh jest szczupły,żeby nie powiedzieć chudy i myślę że tych leków nie będzie potrzeba wiele. na temat ew problemów z trzustką,wetka poleciła mi zrobić usg (jakiekolwiek zmiany czy uszkodzenia będą widoczne) albo pobrać próbkę na amylazę.tyle że ta próbka musi być wysłana kurierem do niemiec,co musi sporo kosztować. swoją drogą,mogą to być robale (mimo odrobaczania) w wolniejszej chwili podejdę do gabinetu z Welshem na "przegląd" aby określić koszt kastracji.
-
zanim ktoś obcy wejdzie do mieszkania,szczeka,biega jak oszalały po przedpokoju.w momencie przekroczenia progu przez obcego,podkula ogon i zwiewa na swoje miejsce. jeśli daję psiulom jeść czy nalewam wodę,zawsze zaczynam od koki.on musi czekać.karmię je rano,ale najpierw spacer,odprowadzam dziecko do szkoły,reszta je śniadanie,ja piję kawę i na samym końcu daję psom.wieczorem stawiam miski po ostatnim spacerze,przeważnie w okolicach północy. kiedy wchodzimy do domu,siłą rzeczy nie mogę zwracać uwagi na psy-muszę rozebrać dzieci i posprzątać choć na tyle,żeby dało sie wejść do pokoju :-/ na pewno coś sknociłam,na pewno.ale co??? na początku za bardzo się litowałam,zwłaszcza po jego "wyskoku" z okna.ale zawsze kiedy coś nabroił,siknął czy przyozdobił dywan,wygłaszałam mu monolog.dziś,wstyd się przyznać,sklęłam go na czym świat stoi. on wie że robi źle,bo kiedy wracam do domu,on trzęsie się jak osika. chciałabym jeszcze powalczyć o niego.nie lubię się poddawać Welsh nigdy nie wariuje kiedy biorę smycz do ręki aby iść na spacer.na dźwięk adresatki przybiega do przedpokoju i czeka grzecznie az założę mu obrożę.przez drzwi przepuszcza mnie sam.po powrocie pięknie siada i czeka aż odepnę smycz. nigdy nie żegnaliśmy się z nim przed wyjściem.kiedy wychodzi się z trójką dzieci,jest takie zamieszanie,że nie myśli się o niczym,tylko pilnuje żeby dzieci nie pospadały ze schodów :) telewizor zawsze zostawiałam włączony (skleroza) dopóki Welsh go nie zwalił z szafki.teraz nie działa... no i na dzień dzisiejszy, rodzina to tylko ja :/
-
[quote name='Cantadorra']Dota, bardzo ci współczuję, to są już powody do sytuacji rozwodowej. Naprawdę bardzo mi przykro :([/QUOTE] czego oczy nie widzą.... :-) zresztą bardziej przejmuję się Welshem i jego (i moim) zdrowiem psychicznym niż marcinem.
-
[quote name='Cantadorra'] 3. Jeśli ustali się hierarchię w stadzie, uważam, że powyższe objawy mogą całkowicie zaniknąć.[/QUOTE] Cantadorra,błagam o podpowiedź jak to zrobić? on kiedy jestem w domu jest aniołem.słucha się,dużo rozumie,spacery z nim to przyjemność-pięknie chodzi przy nodze i cały czas czuwa zerkając co chwila mi w oczy,próbuje odgadnąć w którą chcę iść stronę,czy może chcę podbiec.w domu leży grzecznie na swoim miejscu,do pokoju wchodzi tylko kiedy go zawołam.w ogóle nie widać psa.demon w niego wstępuje w momencie zamknięcia drzwi z drugiej strony. zwariuję.naprawdę zwariuję.
-
ha!Agmarek,w tym problem,że on miał na mordzie kaganiec kiedy wychodziłam z domu.Anawa podczas rozmowy tel przypomniała mi że istnieje coś takiego i zaopatrzyłam się wczoraj.sąsiadka dała mi na próbę,skórzany,co by przypadkiem sobie krzywdy nie zrobił i nim bardziej nie poniszczył. mam wrażenie,że on po złości zjadł łóżko.a masz wstrętna babo!chciałaś mi dziób zamknąć to masz za kare kanapę we wzorki-pomyślał sobie i z satysfakcją wziął się za prucie wymiękam.boję się wyjść z domu. może kennel byłby wyjściem?tylko skąd pożyczyć choćby na próbę? dobrze że marcin tego nie widzi...
-
nie wiem co napisać.bardzo gorzkie słowa cisną mi się pod palce.Welsh dziś dobił mnie doszczętnie.nie było mnie 40 minut w domu i zobaczcie same co znalazłam po powrocie.jest tego więcej-w łazience,w kuchni,w przedpokoju wszędzie są ślady zębów Welsha.nie posprzątam tego do wieczora [IMG]http://i53.tinypic.com/14jq5pe.jpg[/IMG] przykro mi,że chłopaczyna nie docenił tego co od nas dostał. ale to tylko zwierzak,pies który wiele musiał w swoim życiu przejść. dziś mnie załamał,nie miałam siły nawet mu nagadać.i tak to pewnie by nic nie pomogło. nie chcę Ani niepokoić w pracy,wieczorem sama zobaczy kiedy tu zajrzy. wetka doradziła mi zrobić samej test kliszowy,jeśli będę miała wątpliwości co do wyniku,mam pokazać jej kliszę. na razie nie znalazłam tańszej kastracji niż 300zł,ale wetka ma popytać między swoimi znajomymi.sama jeszcze nie ma w gabinecie warunków do przeprowadzania takich zabiegów. idę sobie popłakać do kąta
-
pisałam dziś koło południa,ale widzę,że poleciało w kosmos :angryy: dobrze że mnie mój internet nauczył wszystko kopiować i zapisywać "należą Wam się wyjaśnienia. jest mi okrutnie ciężko..moje najmłodsze dziecko jest poważnie chore a ja umieram ze strachu o nią.marcin wyprowadził się z domu,a Welsh zdemolował juz praktycznie wszystko. decyzja o opuszczeniu nas przez Welsha nie jest moja. ja wytrzymam jeszcze wiele.a jeśli Welsh zmieni tymczas,to będzie moją totalną porażką.bo mnóstwo serca włożyłam w jakiekolwiek przystosowanie go do rodziny,domu,normalnego życia.i tu tkwi problem.bo im wiecej serca mu okazałam,tym bardziej się na nas otwierał a tym samym coraz więcej rozrabiał. każdy kto daje bezdomniakowi dt,liczy się z ew szkodami,dodatkowymi wydatkami.ja także.i uwierzcie mi,mam w domu wszystko do wymiany od a do z.od podłóg,przez regały.łóżka az po firanki.mnie to nie przeraza,owszem jest to kłopot związany z wydatkiem,ale w imię miłości do tego psa,mogłabym mieszkac i w piwnicy.ale marcin tego nie zdzierżył,ze względu na dzieci dochodziło do spięć.a szalę goryczy przelały zniszczone przez Welsha bardzo ważne dokumenty marcina.postawił mi ultimatum:on albo pies.moja odpowiedź była oczywista i szanowny pan się wyprowadził. mieszkanie z Welshem pod jednym dachem,nie nalezy do przyjemnośći,zwłaszcza natury aromatycznej.sprzątam i sprzątam,kilka,czasem kilkanaście razy dziennie myję podłogi,meble,albo kilka razy dziennie piorę dywan (którego zresztą juz prawie nie ma-4cm włos od szorowania kup miejscami ma może 1cm) a smrodek jest niemożliwy do zniesienia.wstyd mi drzwi otwierać choćby listonoszowi.sąsiadka zwróciła mi uwagę że spod moich drzwi wieje smrodkiem.sąsiadów mam "społeczniaków" i boję się że gdzieś nadadzą w jakich warunkach smrodowych trzymam dzieci.notabene dzieci śpią wszystkie na moim łóżku,bo nie chcą absolutnie spać na swoich,obsikiwanych,które pomimo prania i tak śmierdzą. kosz na śmieci zaczęłam chować do łazienki.nic to nie dało,bo chłopak umie otwierać drzwi,a jeśli spróbowałabym zamknąć je na amen,na pewno by je zjadł jak to zrobił z pokojowymi.stawiam kosz do wanny,co i tak nie jest przeszkodą dla niego,wywala zawartość na całe mieszkanie.to jego hobby.i nie ważne czy jest jeden lub dwa papierki.on je poszarpie na kawałeczki i zostawi pamiątkę na łóżku. dziś odwalił numer.zdjął (jak???) cukierniczkę z szafki,zaniósł ją do łazienki i tam rozsypał cukier.kto mi powie jak to możliwe??kto nie zobaczy,to nie uwierzy.do tego dorobił podłogę w kuchni i zjadł jajka których zapomniałam schować wysoko.Welsh co najlepsze,umie otworzyć sobie lodówkę.kilka razy pozbawił nas obiadu,albo kolacji.i nie jest tak,że zostaje na całe dnie sam.mnie nie ma góra 15 minut kiedy zaprowadzam dziecko do szkoły,drugie tyle kiedy po nią idę.jeśli wychodze do sklepu,nie ma mnie góra godzinę.na razie nie pracuję,więc jestem non stop w domu.ale jemu dużo do szczęścia nie potrzeba-wyjdę za drzwi na 5 minut a już mogę mieć pewność że będę coś sprzątać. nie umiem wytłumaczyć dlaczego welsh potrafi zaraz po powrocie ze spaceru walnąć na dywan koopsko,choć chwilę wcześniej na spacerze zwalił 3?któregoś dnia naliczyłam spacerowych i domowych kup 12.nie ma się czemu dziwić,że pies nie tyje choć je za trzech. mogłabym tak do wieczora Wam opowiadać o "zaletach" mieszkania z Welshem pod jednym dachem. suma sumarum,kocham go szczerze i potwornie mocno i chcę żeby prosto ode mnie trafił do swojego domku,tego na zawsze tylko jego.ale nie jestem władną osobą w tym temacie.ja tu tylko sprzątam :evil_lol: dziś rozglądam się i dzwonię po lecznicach w poszukiwaniach weta który pozbawi przystojniaka klejnotów.mojej wetki dziś nie ma i nie wiem kiedy będzie,nie odbiera tel. a czas nas goni.spróbuję dołożyć połowę do kastracji.na więcej w tej chwili mnie nie stać,żyję z marnych oszczędności i tego co da marcin. marzy mi się,że Welsh po kastracji zmienia się ze wspomnianej przez Anawę świni,w gentelmena w każdym calu. oby to było skuteczne lekarstwo na wybryki gówniarza...amen" ps.Anawo błagam,nie przejmuj się tak.naprawdę proszę mam wyrzuty sumienia że obarczyłam Cię dodatkowym problemem.trzeba było trzymać buzię na kłódkę i zacisnąć zęby. tak na marginesie-dziś,kiedy poszłam po dziecko do szkoły,Welsh dobrał się do szafki nad zlewem,gdzie trzymam przyprawy,mąkę,cukier etc. będzie cudem brak u niego rozwolnienia. na dodatek zmieszał mąkę z wylaną wodą z miski i zbierałam kluski z podłogi.Welsh kucharzy jednym słowem :evil_lol: