Jump to content
Dogomania

Kasia77

Members
  • Posts

    4673
  • Joined

  • Last visited

Everything posted by Kasia77

  1. [quote name='Beat2010'] Teraz informacja dla kol. ze schr. Dopytałam się o zdrowie Lili, bo "guz" jak był tak jest , nawet rośnie. Lila była operowana w polowie czerwca tego roku, był usunięty tłuszczak pod ogonkiem. Nastepnie stwierdzono guza przy nadgarstku, a to na brzuszku to przepuklina brzuszna. Ma wpis,że z uwagi na wiek nie będzie operowana :( . Napewno te operacje są poważniejsze od tłuszczaka, ale tamtą premedykacje przeżyła, wybudziła się,czyli może i kolejna by się udało. W tej chwili jest leczona: kaszlała, więc dostaje antybiotyki na przeziębienie i jakies nasercowe lekarstwa ( nie było kardiologa ). Kazdego dnia jest u veta po te antybiotyki. Dr troszkę był zaskoczony, że po miesiącu od porzedniego zabiegu jest za stara na jakikolwiek. Z Fioną jest gorzej, tylnie łapki sztywne, wolniej chodzi niż zawsze, dyszy,schudła, zrobiła się z niej staruszeczka, choć ciągle nadrabia miną i udaje młódkę.Po wczorajszym spacerze miałam taką myśl: "niewiele już jej zostało" :( :([/QUOTE] A Ja Lili chyba nie znam? Fiona, to czarna, mniejsza od owczarka sunia? , Flora i Mela owczarkowate? - tak mi sie zapamiętało :) Pod koniec sierpnia będę pewnie przejazdem w Warszawie , zobaczymy co to z tego wszystkiego wyjdzie i czy cokolwiek wyjdzie....
  2. Rexsiu , trzymaj sie bido.... A nasz Cezar dalej męczy Miodka, spokoju mu nie daje, "pastwi się" nad biedulą, chociaz sam ledwo powłóczy łapami. Dziś widac wyraxnie, jaki Cezar jest bólowy, już wczoraj wieczorem piszczał jak robił kupe i szczekał sam do siebie jakby przed oczami miał wroga, dopiero dzis wyłapałam o co chodzi.... , żadne to zwidy a zwykły ból- Cezar szczeka solidnie jak go boli, odwinął sie w kierunku ogona kilka razy i chciał gryźć sam siebie, przy podnoszeniu się też popiskuje, bo ciezko mu wstać. Kupiłam mu doraźnie carprodyl, juz dzis dostał, powinien czuc się lepiej, na jutro maja dowieźć trokoksil, więc odbiore jak będę w sprawie Miodka, Iguni tez zamówiłam- to taka ostatnia nadzieja, ze stanie sie cud i Izia choć jeszcze raz da radę podnieść się na łapy. Poza tym kupiłam Cezarowi zastrzyki na biegunkę, tabletki po Amonku nie pomagają a Cezar kupe ma straszną, wczoraj wieczorem było jakby lepiej a rano w domku masakra i Igunia też z jakimś koszmarnym rozwolnieniem, boje się, ze złapała cos od Cezara a moze tak być, pytałam dziś o to weter., na szczęscie Idze z reguły pomagają tabletki, nie chce jej kłuć, ona boi sie zastrzyków bardzo. Kazan i Cezar dwóch bandytów:) , jeden sprawdza nieustannie drugiego, każdy chce rządzić, więc ustawiają sie nawzajem,tylko Miodzio taka bida uległa, muszę ich przywoływać do porządku, bo Miodek nie umie sie bronić. Na dokładkę, Kazan waleczny:cool3:, zjadł wczoraj szybciej swoją kolację, przybiegł do Miodka i dawaj go z warkotem i zębami za kark, Miodek jeszcze jadł a ja stałam przy nim, bo chciałam mieć pewność, ze apetyt ma normalny przy tym jego niepewnym stanie,ale Kazanowi widać wszystko jedno kto stoi i czy w ogóle stoi,dlatego muszę mieć będę Miodka szczególnie na oku.
  3. [quote name='iwna5702']Tak, na tym watku bedziemy pisac o Idze, Kazanku i Miodku Tak mysle, ze może Miodkowi trudno wejsc do budy, chciaz do tej pory tez nieszkal w budzie, a moze to kwestia wietrzenia - na dworzu ma chlodniej[/QUOTE] Nieco o Miodku .... Miałam jechac z Miodkiem do weterynarza najwczesniej dzisiaj , ale pojechaliśmy wczoraj ,on tak strasznie oddychał, ze bałam sie, ze serce mu przestanie pracować, taką miałam nadzieję, ze to tylko serce, ale kiedy wyraxnie zaczęło grać mu w płucach, to...nawet wolałam nie mysleć.... Miodek trzeszczał strasznie, charczał, odchrząkał jakby miał się udusić za chwilę, osłuchowo było strasznie , poszliśmy sprawdzic na RTG co w płucach siedzi , bo weter, od razu brzmiało nowotworowo, ale na rtg nic nie widać, serce wygląda nie najgorzej, płuca normalnie - co najdziwniejsze, to znaczy nie ma zadnych guzów, które wet. spodziewala sie zobaczyć, obraz rtg nie pasuje do faktycznego stanu Miodka, tego, który słychać i widać. Miodek dostał zastrzyki - antybiotyk, przeciwzapalny, cos tam jeszcze i nadzieję, że cos po nich drgnie- będzie lepiej. Weter. obawiała się obrzęku, dlatego do domu dostałam jeszcze furosemid w zastrzyku , który dałam mu wczoraj przed 24tą. Po wczorajszych zastrzykach na razie róznicy nie słychać, dzis byliśmy na usg, do badania poszła krew- czekamy na wyniki. USG- nowotwór jądra, strasznie przerosnieta prostata, mozliwe, ze tez nowotwór - wszystko do usunięcia, inne narzady w porządku. Dzis osłuchiwała Miodka inna weterynarz, ta która prowadziła Amona i generalnie leczy nasze dziadki, potwierdziła jedynie to, co wiem od wczoraj - osłuchowo Miodek brzmi jak pies z nowotworem płuc, osłuchany był b. dokładnie i mimo, ze na rtg nie widać nowotworu, nie znaczy ze go nie ma, bo moze byc tak, ze jest tak zaawansowany - mocno "rozlany" po całej powierzchni płuc , że na rtg płuca wygladają normalnie/jednolicie . Dzis Miodek dostał te same zastrzyki co wczoraj, póki nie ma wyników z krwi, nie wiedzą co mu mogą podać innego, dlatego dopiero wieczorem cos powinno sie wyklarować a póki co trzeba mieć nadzieję, ze to jednak nie nowotwór płuc i zastrzyki, które dostaje zaczną przynosić jakąkolwiek poprawę. Wczorajsza wizyta- rtg i zastrzyki - 75 zł dzisiejsza wizyta- usg 0 zł , zastrzyki Miodka, tabletki przeciwbólowe Cezara i zastrzyki na biegunkę Cezara - 75 żł badanie krwi - 67 zł - razem 217 zł Niestety weterynarz daleko i za dojazdy/paliwo musimy płacić (wozi nas samochód, który odbierał psy z Gdańska), w większości przypadków nie pisałam o kosztach paliwa, brałam to na siebie, ale nastały cieńsze czasy a za każdy przejazd dajemy 20 zł Na leki dla dziadków wpłynęło 200 żł , prawie w całosci pokryją wczorajsze i dzisiejsze wydatki, na minusie zostanie 37 zł, no a jutro zobaczymy jak będzie, najprawdopodobniej podjadę do kliniki sama, tylko po leki. Jedyne co chciałabym jeszcze napisać to tyle, ze Miodek to baaaardzo grzeczny, spokojny , pokorny pies, bez grama sprzeciwu pozwolił mi wziąc się na ręce, połozyc na stole do rtg, do zdjęcia leżał tak grzecznie, ze nie musiałam mieć pomocy przy przytrzymaniu z reguły wierzgających psich łap, dziś na usg też stał jak przymurowany , ani drgnął. Dobre z niego psisko.
  4. Tej nocy tak jak poprzedniej , Cezar zapakował sie do Igi i taka przyduszona Izia musiała spać, rano nie słyszałam żadnego psa prócz niej właśnie, głośno wołała na pomoc, otworzyłam drzwi i juz wiedziałam dlaczego woła, nie było kawałka czystej powierzchni, wszystko mokre,zafajdane kupą, łącznie ze sprawcą Cezarem , który leżał przycisnięty do Iguni, bo tylko przy niej został kawałek suchego koca. Dałam mu tabletki, które dawałam Amonowi i Idze na rozwolnienia, moze pomogą. Cezar gubi to co leci gdzie popadnie, chodzi tak jak Amcio kiedy miał rozwolnienie, tym sposobem brudno jest wszędzie, jedyne co, to Amon omijał legowiska rozłożone dla Igi i sama Igę, Cezar nie oszczędza niczego co ma na drodze ;) Dzis go zaopatrze w leki. Najlepsze na rozwolnienia są zastrzyki, ale Cezar to nie Amon...wczoraj chciał mi wieczorem odgryźć rękę, więc nawet go wyczyścić póki co nie można a przydałoby sie na pewno , bo zapaskudzony jest tu i ówdzie tą swoja kupą
  5. [quote name='iwna5702']Leki musza byc - ja przeslalam na razie do Ciebie 100 zl - jako zaliczke hoteliku Cezara - ale w takim razie moze dosle jeszcze ze 200 zl wstepnie na leki - napisz prosze ile te trokoksile - z tego co pamietam to chyba ok 100 zl kosztuje jeden?[/QUOTE] W takim razie lipiec Cezar ma zapłacony, od wczoraj wychodzi 100 zł do końca m-ca. Dziś będę u weterynarza z prosiakiem, to wezmę trococsil dla Cezara i napiszę ile kosztował, zapłace za niego przy następnej wizycie. Myslę, ze Kazanek jeszcze moze chwile poczekać , nic sie u niego na gorsze przynajmniej nie zmienia, natomiast Cezar wczoraj wieczorem dosłownie powłóczył ledwo łapami. Ide na niego skarżyć w takim razie na jego wątek a tu o Miodku pisać? Miodek drugą noc przespał pod gołym niebem, Kazan zaszyty jak zawsze w budzie, Miodek na ziemi, może mu za gorąco...a może mu w tej budzie koce nie pasują tak jak Kazanowi, który wolał i wybrał budę ze słomą. Wymienie Miodkowi koce na pachnące siano prosto z łąki, może pomoże Wczoraj rozłozyłam mu kołdrę przy budzie , potem zaglądałam , to przynajmniej spał na tej kołdrze, więc miękko i sucho. Dziś jest bardzo gorąco, Miodek kładzie się tam, gdzie znajdzie gołą ziemię, oddycha paskudnie
  6. [quote name='Beat2010']Kasiu, od Małgoś idzie 100zł za podróz Filipka. Jeszcze mam oko na kolejną 50 za podróz, zobaczymy. Info od Małgosi po rozmowie z domkiem filipka: Filipek jest leczony, już siusia tylko w jednym miejscu i nie cały czas bez przerwy, ma złe wyniki ale , jak widać z siusianiem, się polepsza.[/QUOTE] Dziękuje, pieniądze - 150 zł przekazałam zgodnie z ich przeznaczeniem. Filipkowi życzę dużo zdrowia i długiego , dobrego życia.
  7. I nie może zabraknąć Iguni Moja księżniczka, pozdrawia Warszawe :) [URL=http://www.fotosik.pl][IMG]http://images65.fotosik.pl/4/0f4240ee1f22976dmed.jpg[/IMG][/URL]
  8. [quote name='iwna5702']Dwa nowe psy dotarly dzis poznym wieczorem do Kasi. Jeden z nich mial jeszcze czekać ale trzeba bylo podjac szybka decyzje - bo psiak planwany do wyjazdu niespodziewanie znalazl sie w szpitalu[/QUOTE] Wróciliśmy...i jakoś do życia i tu, gdzie było najtrudniej zajrzeć... Wczoraj bardzo póxnym wieczorem dojechał do Nas Cezarek i Miodek. Wszystko jest w porządku, w stadzie panuje pełna zgoda chociaz wczoraj po przyjeździe wcale sie na to nie zanosiło, ale dziś jest dobrze, gdyby jeszcze tylko zdrowie było lepsze... Cezar musiał byc pięknym psem, ta jego duża śliczna łepetyna, sposób bycia , zachowanie - przypomina mi Amonka, silny, niezależny charakter.Fajny ten nasz nowy Zbój . A teraz to co gorsze - jego łapy...strach patrzeć jakie są słabe a że dostał dziś uderzającą dawke ruchu, to ledwo się na nich trzyma , na bardziej ugiętych i wykoślawionych nie mógłby iść , w tej chwili te łapiny są tak umęczone, ze Cezar momentami wlecze je za sobą a w końcu go ścina i ma przymusowy odpoczynek. Trzeba go pilnie wzmocnić, ogólnie coś zaradzić, może go potraktować trokoksilem? , u Iguni żaden lek nie zadziałał skuteczniej niz trokoksil, póki w ogóle cokolwiek działało. [URL="http://www.fotosik.pl"][IMG]http://images62.fotosik.pl/4/5aa738484b01da7cmed.jpg[/IMG][/URL] [URL="http://www.fotosik.pl"][IMG]http://images61.fotosik.pl/4/15b5c27cb0f524a3med.jpg[/IMG][/URL] Po Amonku zostały resztki witamin, nie było tego wiele, wszystko zaczynało sią akurat kończyc, ale to co było, skończył Kazan, więc trzeba by witaminy dla całej trójki, jakiekolwiek... Kazan to taka wyścigówka, w całkiem dobrym stanie, chociaz kuśtyka mocno, zwłaszcza na jedną tylną łapę a w stawach chrupie tak, że głuchy by usłyszał. Jemu trokoksil czy inne dobrodziejstwo też byłoby wskazane Miodek - mimo, ze wygląda najlepiej, to własnie póki co, on jest pierwszy w kolejce do weterynarza, niepokoi mnie to jak oddycha, "trzeszczy" za mocno, zmęczony chodzeniem jest na pewno + stres, ale to nie to, wydaje mi się , ze to serce i oby tylko serce. Po niedzieli będę starała się zabrać go do kliniki w związku z czym pokłonią się pieniądze, na początek dla Miodka na badania 100zł + leki , no i suplementy + przeciwbólówki mogły Nam zacząć padać z nieba Rano zastałam go pod budą Kazana, spał tak (mam nadzieję, że nie całą noc) - [URL="http://www.fotosik.pl"][IMG]http://images62.fotosik.pl/4/6d5dcd47777a4cb3med.jpg[/IMG][/URL] [URL="http://www.fotosik.pl"][IMG]http://images64.fotosik.pl/4/4d1f0b5e6334a124med.jpg[/IMG][/URL] [URL="http://www.fotosik.pl"][IMG]http://images62.fotosik.pl/4/7a698531ae810f0amed.jpg[/IMG][/URL]
  9. [quote name='Beat2010']Kasiu, to nie tak .....usunęłam wpis, napiszę jutro na pw[/QUOTE] przepraszam, pewnie jestem niesprawiedliwa, nie widze jak tam jest, łatwo mi pisać, mieć żal i pretensje , ale kiedy chcesz pomóc z całego serca, dać psu nadzieję, szanse na odrobinę dobrego zycia a dzieje się tak jak sie stało, to bezsilnosc jest nie do zniesienia , dla mnie to nie jest jeden z dziesiątek czy setek psów, dla mnie kazdy jest jedyny, wyjątkowy i kazdemu gdybym mogła uchyliłabym nieba, żeby wynagrodzić im tą wegetacje, wyniszczenie, w tym przypadku 8 lat koszmaru , 8 lat i wszystko na darmo:(. Wiem , ze tam sie leczy jak leczy...ale czasem sie udaje a jak nie leczą wcale, to i szansy na ocalenie nie ma, pies i tak umiera , tyle, że wcześniej dłużej wegetuje w chorobie:( .Wiem ,ze rózne są sytuacje, rózne choroby, psy i przypadki i mnóstwo takich, które zyja tylko dlatego, bo nie wpadły w łapy weter. , ale Ja teraz widze tylko Aze którą musiałam pochować :(:( , zaledwie kilka dni temu pochowałam Amonka, świat mi się zwala na głowe. 10 dni życia Azy .... Przez te 10 dni, tylko raz zabrałam ją do Fredzia, to był taki mini spacerek, bo Aza ledwo dreptała. w ostatnich dniach, tych lepszych, przydreptywała do Nas- blisko Igi i psów, kładła się obok, głaskaliśmy się, wyczesywaliśmy a potem znikała, zwykle chowała sie w budzie, nie spędzała w ciągu dnia czasu w domku, spać szła do budy albo na legowisko, które lezy obok budy,tak wybierała, widać tak wolała. (wczoraj spędziła tak prawie cały dzień- to był ten dużo gorszy dzień niż wczesniejsze) Kilka razy kładła sie pod schodami, kiedy widziała, ze wchodze po nich i znikam, wychodziłam po jakims czasie a ona czekała . Najbardziej charakterystyczna i najczesciej okazywana przez te jedyne 10 dni, była chyba niechęć do Kazana, pewnie dlatego ze krótko po przyjeździe zaszedł jej za skórę a może po prostu go nie lubiła - kiedy sie pojawiał zbyt blisko , pokazywała mu zęby i powarkiwała. A dziś, 11go dnia, którego w ogóle nie licze, bo nie ma czego pamiętać, zostało mi tylko oglądać jej nienaturalnie wielką sledzione z ogromnym guzem, tyle zostało, tyle mi weter. pokazała i tłumaczyła.... guz sie rozpadał, zatruwał sunie, dlatego wątroba była w takim niedobrym stanie , wszystko było dużo za późno... Amonek odszedł po 8,5 m-cach dobrego zycia, zdążył zapomnieć jak kiedyś było źle, przez 8,5 m-ca starałam sie dac mu wszystko to, co powodowało, ze zyło mu sie dobrze, był szczęsliwy, w dobrej formie, jeszcze dziś weter. powiedziała, ze Amcio miał szczęscie, miał czas zeby zapomnieć o tym co złe i szczęscie, ze tak umarł jak umarł. Dla Azy zabrakło wszystkiego:(:( piatek 05.07 - Aza po pierwszych badaniach [URL="http://www.fotosik.pl"][IMG]http://images44.fotosik.pl/749/e5c695b83c667065med.jpg[/IMG][/URL] [URL="http://www.fotosik.pl"][IMG]http://images39.fotosik.pl/2093/b8a88c3a7c96d494med.jpg[/IMG][/URL] A tu sie wyczesywała Azunia [URL="http://www.fotosik.pl"][IMG]http://images44.fotosik.pl/749/afb373253a992ff9med.jpg[/IMG][/URL] [URL="http://www.fotosik.pl"][IMG]http://images38.fotosik.pl/2101/3907efd2a9b60fddmed.jpg[/IMG][/URL] Jeszcze tylko dopisze, że Azunia zrobiła w klinice dzis to samo co w piatek na pierwszych badaniach- pakowała sie na wagę, nie wiem czemu ja tak bardzo ciągnęło na tą wagę, ale koniecznie chciała tam wejść, weszła, zważyła się,( schudła przed ten tydzień kilogram), zabrałam ja stamtąd a ona znowu weszła i nie chciała zejść.
  10. Nie mam juz na to siły....mam w sobie tyle żalu,pretensji, bezsilnosci, bólu, wszystko okazało sie za póxno, winna śmierci Azy jest osoba opiekująca sie nią na co dzień, u Azy główną role odgrywał czas, gdyby była zgłoszona do lekarza na czas, żyłaby a przynajmniej miałaby szanse, ktos jej tej szansy nie dał. Nawet jesli jadła jeszcze w schronisku normalnie, to jej straszne wychudzenie tym bardziej powinno dawać do myslenia, przeciez po niej było widać, ze cos jest mocno nie tak, brak reakcji i umierała sobie w klatce, bez pomocy.
  11. Był telefon przed chwilą- Aza umarła..... umarła.... weterynarka mówi, ze ten guz był w fazie rozpadu, on juz ją mocno zatruwał ,zniszczył, wszystko za pózno!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!! , za pózno, za pózno, serce zaczeło "wariować", próbowali reanimować, ale nie podjeło pracy, umarła Chroni sie te psy przez szpitalem schroniskowym, tylko na co to? brak reakcji na czas prowadzi i tak do smierci Jade po nią, martwą zabiore do domu, martwą :placz::placz::placz::placz::placz::placz::placz::placz::placz::placz::placz::placz::placz::placz::placz::placz::placz::placz::placz::placz::placz::placz::placz::placz::placz:
  12. [quote name='Beat2010']czekam na informacje, oby dobre Kasiu, za podróz Filipa dostaniesz w najbliższym czasie 3x50zl, od Małgoś i ode mnie, będziemy myśleć dalej[/QUOTE] Dziękuje, bardzo dziękuje. Dzwonili z kliniki - operacje przeżyła, konkretnych innych guzów nie było, ten na sledzionie był juz w fazie rozpadu, ale wątroba jest brzydka-zmieniona, żółtawa, nie jest z nią dobrze. Weterynarze zrobili co mogli, teraz pozostało czekać czy wątroba podejmnie prace , najbliższe godziny, doba potem kolejna - teraz o wszystkim decyduje czas i wola walki Azy. Tak czy siak, weterynarka kazała sie nie cieszyć, nie wolno sie cieszyć, bo to za wczesnie na jakiekolwiek radości. Na pewno jutro kroplówki, weter. mówiła też cos o transfuzji, ale ....na razie czekamy. Odbieram ją o 18 tej. Więcej napisze wieczorem
  13. [quote name='Pollyg']Tak jak Iwona pisała chyba bym liczyła na to co powie lekarz. To trudne decydować o czyimś życiu i śmierci. Jednak gdyby się okazało, że w środku dzieją się jakieś straszne rzeczy to chyba bym jej już nie męczyła. Ale może operacja jej pomoże. Bądźmy dobrej myśli. Jeśli chodzi o apetyt to zarówno w schronisku, potem u mojej koleżanki i u mnie to raczej miała spory apetyt. Może to te upały na nią tak działają.[/QUOTE] To nie upały, wczoraj u nas było chłodno żeby nie powiedzieć zimno, ona jest w strasznym stanie,do jakiegos czasu jadła, ale guz rósł i rósł, cały brzuch ma twardy . Ten dzień dzisiejszy, boże, ile nerwów... Kiedy pojechalismy do kliniki, Aza wyglądała tak jak wczoraj- ledwo zywo, kardiolożka ją osłuchała- serce pracuje źle - podejrzenie, ze jest na sercu guz, w takim przypadku rokowania byłyby żadne. Poszlismy na usg, kolejny raz, guz jest na sledzionie ogromny, byc moze przez to, ze uciska żołądek Aza przestała jeść(oby tylko to było to), weter. chciała obejrzeć na usg serce, ale żebra zasłaniały prawie cały obraz- takie ma Aza zwyrodnienia ogromne, że nie widać przez nie serca a to co było widać, to nie na tyle dokładnie, żeby byc pewnym czy to guz czy nie guz Cięzko było decydować co robić bo jej stan jest fatalny a każde wyjscie złe, weter. dawała jej 30 procent na powodzenie i operacji i zycia po operacji. Przed ostateczną decyzją jeszcze raz pobrali krew, zeby sprawdzic czy przez ten tydzień, nie popsuły sie nerki. Pojechałam z krwią do laboratorium, Aza została, ale poprosiłam, żeby zadzwonić jak bedą wyniki, bo jeśli nerki byłyby w porządku i zaryzykowaliby operacje, to na wszelki wypadek , gdybym miała jej nie odebrac zywej, chciałam podjechac do kliniki zeby przy mnie zasnęła, żeby wiedziała że jestem , że nie jest sama - I tak było, zadzwoniła weter. ze nerki dobre, więc popędziłam do kliniki z powrotem, Aza leżała, tak naprawdę to chyba było jej wszystko jedno czy jestem czy nie, nie reagowała, zero reakcji, ale wygłaskałam ją i wycałowałam. Weter. powiedziała, ze im póxniej będą dzwonić do mnie, tym lepiej, znaczy ze nie jest najgorzej, ale mogą ją otworzyc i zobaczyc wszystko- przerzuty na zołądek, wątrobe, bo to nie zawsze wychodzi w usg. Jeśli tego nie będze, to jest zostaje ryzyko, ze guz jest na sercu- Aza strasznie oddycha i mozna podejrzewać przerzuty, w takich wypadkach po operacji psy przezywaja do kilku dni. Nie wypuszczam telefonu z ręki, odliczam minuty, które upłynęły z nadzieją, że nie zadzwonią za szybko.... Weterynarka powiedziała kiedy wychodziłam, że teraz można tylko odprawiać zaklęcia i modły i liczyc na szczescie ale nastawic się na najgorsze. W przypadku Azy najwieksze znaczenie miał czas, gdyby wczesniej była zdiagnozowana, leczona/ operowana, mogłaby jeszcze sobie zyć. Weterynarka nie rozumie,nie może pojąć, jak w schronisku pies może byc w takim stanie, i jaki to ma sens. Ta geriatria to w wielu przypadkach chyba nie jest taka najgorsza, bo Aza i Iga nie były z geriatrii a w gorszym stanie niz Dżekuś i wiele innych , Dżekuś na geriatrii dostał chociaz pomoc na czas i chodzi i zyje.
  14. ......Aza jest słabiutka, w ostatnich dniach chodziła trochę po ogrodzie, była w miare ozywiona, przychodziła do mnie, kładła sie koło Igi, była blisko, ale dziś jest dużo gorzej, w dzień nie chciała jeść a wieczorem w ogóle nie reagowała na jedzenie, jest bez zycia, tak bardzo ze nie wiem czy będzie kogo jutro zawieźć na operacje dawno powinna byc leczona, miałaby wtedy jakies szanse, gołym okiem było widac że jest chora, ślepy by zobaczył:placz: 8 lat wegetacji w klatce schroniskowej i po co?
  15. [quote name='Pollyg']Bardzo mi przykro z powodu Amona, ale przynajmniej odszedł godnie i w spokoju. W ciągu ostatniego miesiącą 3 moich podopiecznych zeszło w szpitalu, samotnie w strasznych warunkach... brak słów :shake: Kasiu myślę, że operować - jeśli chodzi o termin operacji to zdajmy się na opinię lekarza tzn. jeśli uważa, że nadaje sie na operację to zróbmy to jak najszybciej a jeśli za słaba to może ją chwilę wzmocnić. Ja wpłacę 200 zł na operację Azy.[/QUOTE] Aze odwożę na godzinę 10tą. Co mam robić, jeżeli zadzwonią, ze ją otworzyli i okazało się, ze prócz guza na śledzionie sa inne, np. na żołądku, których na usg nie było widać? , mają w takiej sytuacji nie wybudzać Azy czy wybudzić i dać jej jeszcze kilka dni a jak cudu doczeka to tygodni zycia? Bardzo mnie niepokoi, ze ona nie chce jeść, prawie w ogóle nie je, jej główny posiłek składa sie z pasztetu w którym chowam jej witaminy, niedawno próbowałam wcisnąć w nią parówkę, skubnęła trzy kawałeczki,wątróbka i inne mięso, są niejadalne- jest jakis powód tego, ze nie je, mam nadzieję, że go nie znajdą jutro nigdzie/na niczym
  16. [quote name='Beat2010']Kasiu, napisz ile za Amanka trzeba oddać w lecznicy, to dzisiaj wyślę do kosztów podrózy Filipa dołozą się obie dziewczyny M., potem będziemy myśleć dalej[/QUOTE] wizyta- 2 zdjęcia RTG , kroplówki, zastrzyki - 100zł , usg jak zwykle nie policzone badania z krwi 57zł i 25zł musiałam dać za paliwo kierowcy, który nas woził, razem 182zł
  17. Aza umówiona jest jutro na operację, umówiłam ją w poniedziałek - byłam uregulować sobotnią wizytę Amonka. pollyg, jak uważasz? - operować czy nie operować?, jutro czy ryzykować i przetrzymać ją jeszcze próbując bardziej wzmocnić?. Aza przyjechała w takim stanie w jakim jest, samo to jej straszne wychudzenie od razu nasuwało na mysl cos znacznie więcej niż same zwyrodnienia. Rozmawiałam w poniedziałek z weter. raz jeszcze o Azie, weter. jest zdania, ze trzeba operować, bo Aza żyje dzis a jutro moze nie żyć- guz jest wielki i i jeśli pęknie a moze w każdej chwili, to koniec. Jesli wytną, to przedłużamy jej zycie , ale operacja jest ryzykowna, wszystko może się zdarzyć, moge nie odebrać jej z kliniki zywej. Przed operacja miałaby jeszcze raz sprawdzone serce, bo ona bardzo zieje/oddycha ciężko a to według weter. nie ma nic wspólnego z tą śledzioną Koszt operacji 400 zł . Sama nie dam rady, chyba, ze mi to rozłozą na raty na kilka m-cy, sypie mi się wszystko, Zuzi musze zrobic wszystkie badania, bo jakas niewyraźna a tez po usunięciu listwy, Borys ma przy odbycie "jajo" - tez do usuniecia +tysiąc badań przy okazji a jeszcze Gaja koniecznie i badania kontrolne i leki, tak bym chciała kupić jej kwas hialuronowy dostawowy,bo kuleje okrutnie ale to kolejne 300 zł a jest jeszcze reszta mojego psiego świata. A tu na jamnikach mozna zobaczyc Filipka, Bianca go wkleiła z informacją o stanie zdrowia. Połowe kosztów transportu Danusia wzięła na siebie - serdeczne dzięki Danusiu za wszystko..... także mam do oddania za małego 250zł [URL]http://www.dogomania.pl/forum/threads/173573-Jamniki-i-jamnikowate-w-potrzebie-z-ca%C5%82ej-Polski-%21%21%21%21%21%21/page305[/URL]
  18. [B][SIZE=3]07.07.2013 Amonek odszedł [/SIZE][/B]:-(:-(:-(:-([B][SIZE=3] [/SIZE][/B] To jedno z jego ostatnich zdjęć z około 22ej ,żadnych innych już nie będzie:-(:-( [URL="http://www.fotosik.pl"][IMG]http://images46.fotosik.pl/2105/4a8815eb20866155med.jpg[/IMG][/URL] Odszedł w nocy, tak jak chciałam dla niego. Poczucie spokoju daje mi czas, który wczoraj z nim spędziłam, to że nie odeszłam od niego na krok kiedy przez dwie godziny zlatywała kroplówka, siedziałam przy nim, głaskałam, głaskałam, głaskałam. Kiedy wychodziłam o 22.30 leżał spokojny. Potem poszłam o 00.40, leżał w zmienionej pozycji, nie spał, bardzo rozziajana i niespokojna była Aza, tylko Igunia spała tak mocno, ze można byłoby bombe zrzucić i nie otworzyłaby oka. Zapaliłam światło, Aza wyszła na dwór, Amonkowi dałam wody, napił się, oczka miał jakby troszke żywsze, pogłaskałam, wycałowałam, leżał spokojnie, rano już nie żył. Gdyby zobaczył go ktoś nie zorientowany w sytuacji, pomyslałby że śpi, oczy miał przymknięte, na pycholku wymalowany spokój , odszedł prawdopodobnie niedługo po tym jak byłam u niego ostatni raz. Bałam sie poranka, bałam sie, ze będę musiała wzywać weterynarza, bałam się jego cierpienia, zawsze strasznie się boję, ale u Amoncia wszystko stało sie tak raptem, nie było czasu na cierpienie - chwała losowi za to, w ciągu jednego- wczorajszego dnia przyszło to gwałtowne załamanie i..... już go nie ma, mojego pięknego "Zbója" :placz: Będę za Tobą bardzo tęsknić Amciu :-(:-(:-(:-(
  19. [quote name='APSA']:( Dziś dzień złych wiadomości. Właśnie odebrałam telefon od Megii, u której jest Hania, i też wygląda, że koniec jest blisko. Więcej napiszę na jej wątku...[/QUOTE] poczytałam, biedna Haneczka:( usg i rtg nie miała? ciekawe czy ten guz z listwy nie dał przerzutów i nie siedzi gdzieś w jamie brzusznej albo na płucach, szczególnie płuca lubią te dziady z listew, oby nie dlatego czuła sie Hania coraz gorzej, trzymam za sunieczke kciuki. Siedziałam przy Amonku aż kroplówka calutka ściekła, leżał spokojnie kiedy wychodziłam, jeszcze pójde potem do niego.
  20. Troche będzie do poczytania, ale ...:-(:-(:-( sama ciągle nie wierze w to, co muszę napisać..... Amonek umiera, wszystko dzis działo sie w takim tempie, ze jeszcze nie uświadomiłam sobie chyba, że działo sie naprawdę Tak jak pisałam wielokrotnie, Amon bywał nieobecny, spowolniony. Wszystko zwalałam na garb zespołu przedsionkowego i starczych postepujących zmian neorologicznych. Wczoraj póxnym popołudniem Amonowi znów poleciała z nosa krew + spore skrzepy, dałam mu zalecane wczesniej przez weter. leki, wieczorem Amcio zwolnił tempo i zaczął działać na mocno zwolnionych obrotach, ale tak jest od dawna, więc mnie nie niepokoiło, nawet zjadł sporo jak go karmiłam z ręki. Dzis po wypuszczeniu z domku, od razu połozył się na materac pod domkiem, nie wstał i nie poszedł za mną jak zwykle , nie kręcił się i mnie nie "pilnował" jak to ma w zwyczaju, był wyraźnie nieobecny i oddychał gorzej- myslałam, ze moze w nosie pozasychała krew i przeszkadza, taką miałam nadzieję, chociaż przeczucia gorsze, więc pojechaliśmy do weterynarza. Wyniosłam go z samochodu i kiedy naszczekał przed kliniką na dużego samca a potem na jeszcze jednego wychodzącego od weter., pomyslałam że nie jest tak źle, ale w ciągu kolejnych 20tu minut kiedy czekalismy w kolejce, Amon dostał całkowitego załamania, kiedy przyszła nasza kolej i go podniosłam, to "leciał z nóg" , nie miał siły stać, w ułamku sekundy zrobił sie w pół przytomny. Weterynarka spojrzała na dziąsła i powiedziała ze jest żółty, pierwsza myśl- wątroba-nowotwór wątroby, więc kolejne było USG, ale wyszło czyste, zmian nie było a przynajmniej nie takie, które byłoby widać. Amonek leżał taki słabiutki... Ja zawiozłam pobraną krew do laboratorium a on został pod kroplówką, kiedy po niego wróciłam były juz wyniki, wątroba nie wyszła zła, przeciwnie, wyniki lepsze niż ostatnie kontrolne , za to wyszedł duży rozpad czerwonych krwinek i zawyżone ogromnie parametry świadczące o stanie nowotworowym i kolejne podejrzenie- białaczka, po czym Amonek wylądował na RTG a na zdjęciu nowotwór płuc, rozsiany w górnej cześci płuc przy samym sercu, podobno właśnie tam lubią umiejscawiać się guzy, które są przerzutami białaczkowymi, więc wyniki+ umiejscowienie guzów na płucach moze sugerować białaczkę, ale może być czyms kompletnie innym, tego sie nie dowiemy, trzebaby zrobic rezonans czy tomograf żeby wiedzieć, czy guzów nie ma w mózgu , czy te na płucach mogą byc przerzutami z mózgu albo odwrotnie, z kolei przez to, ze Amon ma krwawienia z nosa moze byc tez tak, ze ma nowotwór w jamie nosowej, wersji może byc mnóstwo a prawda taka, ze umiera ,bez względu na to gdzie jeszcze ten nowotwor ma. Wczoraj jeszcze chodził za mną, kręcił sie po schodach, był ciągle przy mnie a dziś jest ledwo żywy, jeszcze jest, ale to nie potrwa długo. Zapytałam weter. co mam robić???, powiedziała, ze wyjscia są dwa- eutanazja albo spróbować zawalczyć i jeśli Amon będzie w stanie w miare normalnie funkcjonować, jeść musi przede wszystkim, to przedłuzyc mu zycie , o chwilę... Nie wiem co byście zrobili na moim miejscu, ten nowotwór, jego stan, to że umiera mój zbój, który jeszcze "przed chwilą" rządził wszystkimi..., Ja nie umiałabym podjąc decyzji od ręki, chociaz patrząc na niego, takiego lezącego niemal bez reakcji i to po kroplówce, może powinnam zdecydować inaczej....Ale poprosiłam o leki, dostał zastrzyki , na jutro do podania w domu kolejne i kroplówki, zaraz ide podłączyc mu drugą, dwie dostanie jutro. Weterynarka pomogła mi zanieść go na kocu do samochodu i wrócilismy, żaden pies nie powinien odchodzic w obcym miejscu, na weterynaryjnym stole, zawsze zastanawiam się czego chciałby pies i myśle, ze każdy chciałby wrócić do domu, chociaz jeszcze na chwilę, do siebie, na swój koc, na swoje podwórko. Jego wyniki takie a nie inne, powodują, ze i z krążeniem są kłopoty, oddycha z wysiłkiem, bałam się, ze w domu zacznie sie dusić,więc na wszelki wypadek dostałam zastrzyki do podania dożylnie, gdyby zaczął mieć większe trudności z oddychaniem. W tej chwili leży na legowisku Iguni, rano, tylko raz podszedł pod schody, ale nie miał szans postawić na nich nawet jednej łapy. Teraz do niego pójde, może uda mi sie nakarmic go trochę, posiedze, niech zleci kroplówka. Ciężko mi w to wszystko uwierzyć...nie chce żeby cierpiał i nie chce żeby umierał, nie wiem ile jeszcze razy dam rade podejmować decyzje. Niech los da, żeby odszedł sam, bez bólu, moich decyzji i wyroku wykonanego przez weterynarza. :-(:-(:-(:-(:-( I przy okazji- wyniki Igi i Azy w miare dobre, to znaczy u Azy wyraźnie świadczące o nowotworze, który ma, ale ogólnie nie najtragiczniejsze Aza zyje w tej chwili jak na bombie, bo guz jest ogromny, jesli wybuchnie, sunia dostanie krwotoku i umrze, więc weter. uważa, że należy wycinac jak najszybciej, wyniki sa na tyle przyzwoite, że narkoza nie powinna byc wyjątkowym ryzykiem.
  21. Co do Filipka, Amona i aniołka z rogami Dżekusia :) U Filipa ok, czekam na zdjęcia, bo miały pojawić sie na wątku bianka0. Z tego co mówiła Danusia, to od razu poczuł sie jak u siebi, widać spodobało mu sie w nowym miejscu. Najważniejsze, ze teraz jest leczony i ma odpowiednia opiekę, bo co prawda miał w papiery ze schroniska wpisanego cushinga, ale leczony nie był a w stanie był bardzo złym. Amonek cały posuwa sie w tą gorsza stronę, ostatnio zauważyłam, ze stoi na podwiniętej stópce, więc te zmiany neurologiczne, pewnie powoli postepują. Amcio żyje na zwolnionych obrotach, dłużej mysli, częso gęsto jest "nieobecny", dlatego też i nie sprzeciwiał sie szczególnie nowym psom. Za to Dżekuś to zbój - musiałam rozdzielać go z Azą, bo do niej wystartował z zębami Poszczekiwała sobie, widać Aza lubi poszczekać na wszystkich co sie koło niej kręcą , tyle że Ząbek nie reagował, Amonek stał obok mnie i też nic sobie nie robił z tego jej gadania, za to przyszedł Mały Dzekuś i na szczekanie Azy odpowiedział awanturą ,doskoczył do niej, ona była w gorszej sytuacji-leżała na materacu i nie próbowała sie podniesć nawet, więc jak zaczęły sie gryźć, to Ja za Małego i go odciągam a jemu nie po nosie , to chapie za moje ręce, takiego to mamy nowego zbója, ale jemu tak z oczu patrzyło, jak tylko na niego spojrzałam , taki diabełek pod przykrywką aniołka.
  22. [quote name='Beat2010']to pewnie i Dzekus był u veta?[/QUOTE] Dżekuś nie był, nie tym razem. U weterynarza były panny, Igunia na Dzień Dobry zasikała cała klinikę, mocniej sie nie dało...a wyciskałam ją przed wyjazdem, no ale ona już tak ma, ze zawsze musi zrobic bałagan. A ile sie naszczekała:), cały czas jak ja byłam zajęta Azą (a troche to trwało), to Izia leżała i dziamdziała, nagadała sie za cały lipiec:). USG Igi w porządku, nic sie złego czy nowego nie dzieje. Zapytałam weterynarkę, czy Iga według niej, jest psem, któremu trzeba pomóc odejsć, bo tak słyszę czasem...ale weter. mówi, że Iga jest taka jaka była, kiedy wdziała ją ostatnio- jakies dwa m-ce temu, czyli nic sie nie zmieniło, nic sie bardziej w Idze nie popsuło ,mimo, ze praktycznie kilka m-cy juz leży i nie chodzi, nie ma odpaźeń, odlezyn , więc dopóki Ja daje sobie radę z jej niesprawnością a ona ma apetryt i jej stan nie ulega wyraźnemu pogorszeniu, to niech tak trwa... W tej chwili w gorszym stanie niż Iga, jest Aza. Aza ma na śledzionie ogromny nowotwór, który w każdej chwili grozi pęknieciem, więc czekamy na wyniki badań z kwi, które bedą wieczorem i zobaczymy co dalej, żeby guz nie pękł i Aza nie wykrwawiła sie do srodka, powinna mieć go usuniętego. Przerzutów na płuca nie ma, bo RTG wyszło czyste, za to zwyrodnienia przeeeeeoooogromne, juz Iga miała koszmarne i niespotykane normalnie-u psów domowych czy nawet podwórkowych, wydawałoby sie, ze gorszych nie mozna znaleźć, ale znalazły sie , u Azy. Zyrodnienia ma wszędzie, na każdej kości, żebrach, całym mostku co sie podobno nie zdarza, więc tyle zostaje z tych bid, po x latach na betonie . Przedwczoraj Azie leciała z nosa krew, dwa razy i dość mocno, nie ma pewności, czy nie ma zmian nowotw. w jamnie nosowej, ale to trzebaby sprawdzić pod narkozą. Waży tylko 28 kg, sama pięknie władowała sie na wagę , żeby pokazać, ile jej brakuje:(. Bardzo jest wychudzona. Po niedzieli moze dam rade ogarnąć Małego - zbója, dzis z babciami umordowałam się , Igunie trzeba nosić a lekka nie jest, dobrze, ze Aza jakoś przebiera łapkami.
  23. [quote name='APSA']Dżekusia średnio kojarzę, a Aza jest właśnie tym psem, o którym myślałam. Bardzo się cieszę, że zaczyna nowe życie :)[/QUOTE] Oto i " Dżekuś" :) i cała reszta informacji - Wczoraj, pierwszy dzień był...taki jaki zawsze jest pierwszy dzień :) Aza była w fatalnym stanie, myślałam ze nie dozyje do dzisiaj, prawie cały dzień leżała w bezruchu, nie reagowała na psy, na mnie, na cokolwiek, dopiero wieczorem wróciła do żywych na tyle, że podniosła pare razy głowę a potem dźwignęła się i weszła do domku. Z apetytem lepiej, bo wczoraj było źle, tyle co udało mi sie w nią wcisnąć troche BB Balance dla rekonwalescentów, najpierw w pasztecie, potem w wątróbce, za to dzisiaj na mnie warczała jak chciałam dołozyc jej do miski jedzenie, dawno nikt na mnie nie warczał, nawet przy misce. Dzis jest ogólnie lepiej, sama wyszła z domku , potem weszła i po południu to samo, jest w niej więcej zycia. Póki co robi tylko pod siebie, no i chuda jest strasznie, same kosci, tylko sierść gęsta i nie widać. Mały- niespokojna dusza :) ,w odróznieniu od Azy apetyt dopisuje, je za dwóch a w obronie miski potrafi pokazać kolegom jaki jest groźny:) Amcio musiał sobie poszczekac na początku, ale poza tym wszystkie zachowały sie tak, jakby nie przyjechał żaden nowy pies, cisza i pełna zgoda. Przez cały dzień psi dom jest otwarty, więc mały śpi w srodku, w budzie tylko nocuje. Poza tym, to taka z niego piszczałka, popiskuje niespokojnie, chciałby czuć na sobie cały czas czyjes ręce, wtedy jest psu dobrze :) Byłam dzis w klinice po leki, kupiłam meloxidyl, zeby mieć cos przeciwbólowego dla Azy, zobacze jak będzie sie czuła po nim, na piątek umówiłam ją na badania, trzeba zrobic krew i usg koniecznie,mam nadzieję, ze dam rade zabrać tez Igunie , w każdym razie chciałabym bardzo Meloksidyl -115 zł, reszta to carprodyl Gai i vetmedin mojej Misi. [URL="http://www.fotosik.pl"][IMG]http://images34.fotosik.pl/705/aeff830b278dfcd1med.jpg[/IMG][/URL] Aza wczoraj: [URL="http://www.fotosik.pl"][IMG]http://images39.fotosik.pl/2085/3e4dbaaaca6ac07amed.jpg[/IMG][/URL] [URL="http://www.fotosik.pl"][IMG]http://images37.fotosik.pl/2108/746f0a895fbc6659med.jpg[/IMG][/URL] Aza dziś : [URL="http://www.fotosik.pl"][IMG]http://images44.fotosik.pl/741/db961f78512e00c6med.jpg[/IMG][/URL] [URL="http://www.fotosik.pl"][IMG]http://images49.fotosik.pl/1945/7698edbb21c8b95fmed.jpg[/IMG][/URL] Mały w domku, leżakuje w ciągu dnia: [URL="http://www.fotosik.pl"][IMG]http://images48.fotosik.pl/742/1d12df4e75ea9b0amed.jpg[/IMG][/URL] [URL="http://www.fotosik.pl"][IMG]http://images50.fotosik.pl/1999/07a5b4b41a11df50med.jpg[/IMG][/URL] Amcio oczywiscie blisko pańci, mój piękny stróż ;) , tylko coś Amon jeść nie chce, coraz większy z tym problem, jak karmię z ręki to zjada troche więcej, bo z miski i własnej woli niewiele:sad: [URL="http://www.fotosik.pl"][IMG]http://images34.fotosik.pl/705/e3ba3741710e590amed.jpg[/IMG][/URL] [URL="http://www.fotosik.pl"][IMG]http://images33.fotosik.pl/709/9f5613e911319fc9med.jpg[/IMG][/URL] [URL="http://www.fotosik.pl"][IMG]http://images40.fotosik.pl/2093/46f50355334148damed.jpg[/IMG][/URL]
  24. [quote name='iwna5702']Wlasnie tez sie troszkę zdiziwłam :) chyba troszke trzeba jednak Idze pomóc w tym spacerku ?[/QUOTE] No nie, nie sama, chodzi w takim w sensie, że jak ją podniose z pozycji leżącej i trzymam tył, to przebiera przednimi łapami ,co kilka kroków "pada" a w najlepszym razie robimy postoje na odpoczynki po czym znowu przemieszczamy sie kilka kroków do przodu - tak to "chodzenie" wygląda. Inna sprawa, ze jak juz wyjdziemy za bramke, gdzie Fredzio mieszka, to zaraz Izie kładę na trawie w cieniu, więc tych zrobionych z moją pomocą kroków, jest niewiele,tyle, ze zmienia jej się otoczenie i zawsze jakas odmiana, ale zabrzmiało szumnie- Iga "chodzi":sad:;)
×
×
  • Create New...