-
Posts
7523 -
Joined
-
Last visited
-
Days Won
5
Content Type
Profiles
Forums
Events
Everything posted by filodendron
-
Oprócz Mosera i Ostera podobno jeszcze Andis wchodzi w grę, w zestawie jest ostrze 1,5 mm. Podobno cicha. Można dokupić ostrze 19 mm (może takim bym nie pokaleczyła?) Jak myślicie?
-
[B]Roofi[/B], dzięki serdeczne. Andis cenowo też wychodzi najlepiej - szkoda, że w Germapolu towar chwilowo niedostępny. Dokupując do tej maszynki wraz z ostrzem 1,5 mm, drugie ostrze do ścinania na 19 mm będę miała już niezbędny komplet, czy to 4F jest konieczne?
-
Obejrzałam galerię Birmy i strasznie mnie kusi, żeby sobie takiego charta wystrzyc...
-
Dziewczyny, będę próbować, bo ja już stara jestem i mi nadgarstek nawala przy tych nożyczkach ;) Jeszcze napiszcie, którą kupić - Moser 1245 czy Oster Golden A5 (czy jeszczej jakąś inną?) I jakie podstawowe ostrza do domowego ciachania (bo to, że na pudlu nie sprawdzają się nakładki dystansowe to już udało mi się doczytać).
-
Przed chwilą dzwoniłam do Germapolu. Tam twierdzą, że Moser 1245 i Oster golden A5 to porownywalne maszynki i że z obu będę zadowolona. Moser wychodzi trochę taniej, bo w zestawie jest jedno ostrze - 3mm ale czy ono się nadaje dla pudla?
-
[quote name='Gośka']Filodendron dlaczego się boisz ostrzyc w takim razie??? Skoro fryzjer czy praktykant czy komu tam psa zostawiłaś schrzanił? Gorzej już nie będzie. Wogóle uważam że każdy wł psa decydując się na kudłacza powinien sobie umieć sam zrobić wszytsko przy swoim psie i tylko z czystego lenistwa latają do fryzjerów. Mnie pierwszego pudla kupiła mama jak miałam 13 lat i MUSIAŁAM SAMA go ostrzyc, wykąpać, uczesać, nakarmić, wyprowadzić. A ludzie dorośli mający psa nie potrafią przyciąć włosów na siuśku i potem przychodzą ze śmierdzącym, brudnym, zakołtunionym psem do fryzjera. Ja mając te 13 lat wstydziłam się iść do weta na szczepienie z nie wykąpanym psem. Czego tu się bać? Ściąć włosy?? Toż to nie łapa, włos odrośnie. No chyba że ktoś ma wyjątkowy "talent" i potrafi z włosem obciąć psu łapę;) Każdego namawiam i pokazuję jak sobie samemu radzić i co tu dużo gadać parę osób namówiłam, nawet tych które są na forum i chyba nie żałują tego że kilka razy udało im się psa zepsuć, bo teraz robią to świetnie.[/quote] No to gratuluję takiego podejścia do klientów. Naprawdę.:multi: Oby więcej takich ludzi. Widać miałam pecha. Ile ja się uprosiłam różnych fryzjerów, żeby móc zostac z psem podczas strzyżenia - ale nie, bo pies będzie bardziej nerwowy, nieposłuszny, będzie dłuzej trwało. A może za dużo zobaczę i następnym razem nie przyjdę? Takie odniosłam wrażenie. Nie byłam leniwa - chciałam dobrze, w końcu od tego są fachowcy, żeby robić rzeczy, na których się znają. Znalazłam nowocześnie wyposażony salon, którego właścicielką była dyplomowana groomerka i jak najbardziej legalna i zarejestrowana hodowczyni dwóch ras wymagających strzyżenia (yorki i sznauce mini) i raz zrobiła psa pięknie, a za drugim razem d**a blada:shake:. Nie boję się strzyc nożyczkami - robię to półtora roku, ale jest to czasochłonne i dla psa z urazem, czas który na to muszę poświęcić, jest stresujący. Boję się strzyc maszynką, bo nie wiem jak. Boję się, bo widziałam, jak można psa maszynką poranić i nie wiem, czy uniknięcie takich skaleczeń wymaga dużej wprawy i doświadczenia czy tylko zdrowego rozsądku. Dlatego pytam.
-
Witam. Chciałabym maszynkę do domowego (stricte domowego) strzyżenia pudla średniego. Chodzi o to, żeby można było skracać mu sierść w miarę często do długości ok 2 cm. Podczytuję wątek od początku i widzę dwa typy - tytułowa Moser 1245 lub Oster golden A5. Która będzie lepsza do takich potrzeb? Która ciszej pracuje? Gross rozmowy miało miejsce parę lat temu, dlatego pozwalam sobie odświeżyć to pytanie. I jakie minimum jeśli chodzi o ostrza - coś na te 2-3 cm i jeszcze coś do pyszczka i stópek. Bardzo będę wdzięczna za podpowiedź, zwłaszcza od osób mających doświadczenie z pudlową szatą.
-
Mówiąc klatka piersiowa mam na myśli odpowiednik ludzkiej klatki piersiowej - tam, gdzie są żebra. A u psa jak to się nazywa?
-
[quote name='Gośka']Jeśli fryzjer zgolił ci psa ostrzem hirurgicznym to tak mogło być że rany tam gdzie było pociągnięte. [/quote] Na pewno nie, nie było powodu do używania takiego ostrza. Pies był ogolony na krótko, ale nie do samej skóry. Ktoś schrzanił sprawę i tyle (może jakiś praktykant, bo wcześniej było ok). Tak czy inaczej pies ma po tym zdarzeniu silny uraz - dlatego tak się sama certolę zamiast oddać groomerowi. Trzeba powolutku i bardzo cierpliwie (i z talerzem ugotowanego kurczaka). To już trwa od dłuższego czasu i są duże postępy - bywa już, że pies się potrafi nawet zrelaksować ale na pewno nie przy genitaliach - tego to już się nie będzie dało odkręcić. Miał zraniony napletek, to się paskudziło, potrzebne były antybiotyki i do teraz nie pozwala tam się strzyc. Tzn. pozwala, jesli mu ktoś inny w tym czasie podaje mięso kawałek za kawałkiem, ale i tak cały się przy tym wzdryga. Myślałam o maszynce, żeby ogólne przyspieszyć sprawę, niekoniecznie na wszystkie części ciała, ale mimo wszystko wyobrażałam sobie, że "większość psa" da się machnąć maszynką - na jakieś 2 cm na przykład.
-
Używam fiprex spot-on 2,5 roku i uważam go za preparat skuteczny. W jesiennym sezonie kupiłam zapas na allegro, ponieważ producent, vet-agro, przekazał prawa do sprzedaży preparatu na pośrednika i zapowiadało to podniesienie cen. Cały czas "lecę" na tym zapasie. Jeśli są namiary na jakieś oficjalne dane o szkodliwości nośnika, to bardzo poproszę o ich podanie. Fiprex nadal jest wśród produktów na oficjanej stronie vet-agro
-
[quote name='bonsai_88']Filodendron cięłam całego psa maszynką... po prostu uważałam na sutki i Birma nigdzie pokaleczona nie była ;). W przyszłym tygodniu zaś będę ciąć maszynką, ale nie na zero ;)...[/quote] Czyli to kwestia fryzury a nie ryzyka pokaleczenia, tak? Ja się tak szczypię, bo pies był mocno poharatany - rany cięte skóry na całej klatce piersiowej, podbrzuszu, wewnętrznej stronie łap. Dosłownie można było policzyć, iloma pociągnięciami maszynki został zgolony. I teraz jedna część mnie mówi mi, że fryzjer mocno spartaczył sprawę, a z drugiej strony boję się, że nie mając wprawy mogę spartaczyć tak samo.
-
[quote name='Gośka']Filodendron pudla strzyże się tylko nożyczkami, maszynki używa się do pyszczka, nasady ogona, stopek, brzucha i ew jeśli pies toleruje genitalii, ale tu trzeba uważać i lepiej pierwszy raz ściąć nożyczkami bo wiele psów dostaje potem uczulenia. Tak więc maszynkowe strzyżenie to jedynie kawałeczek pudla. Jeśli strzyżesz domowo to plecy też można objechać maszynką ostrzem np 4F z włosem, ale łap raczej się nie da, chyba że bardzo krótko, nigdy szczerze mówiąc nie próbowałam ścinać łap maszynką, no chyba że pies "leciał" cały na zero.[/quote] A to mnie zaskoczyłaś - oglądałam trochę filmików zamieszczonych w necie i wydawało mi się, że groomer prawie cały czas operuje maszynką. Jedynie wykończenie - berecik i pompony nozyczkami. No ale takie formalne fryzury "na lwa", jak choćby te w Twoim banerku, chyba wymagają strzyżenia maszynką łap między grzywą a pomponami na dole? Tam włos jest przecież na 2-3 mm? Zdecydownie chodzi mi o domowe strzyżenie. Chciałabym, żeby szło to trochę szybciej niż nożyczkami. (I trochę równiej ;)) Czyli szyi, klatki piersiowej tez się nie goli? Nie robi się tego ze względu na niemożność uzyskania pożądanej fryzury czy ryzyko pokaleczenia? (Pytam, bo mi raz psa mocno pokaleczono maszynką właśnie na klatce piersiowej i brzuchu)
-
[quote name='PATIszon']Hmmm wydaje mi sie, ze nozyczkami latwiej skaleczyc niz maszynka...[/quote] A to mnie trochę uspokoiłaś. W czasach studenckich bywało, że goliłam mężowi głowę na łyso, no ale jednak napięcie skóry na pudlu jest zupełnie inne ;) A psie łapy tez się da golić maszynką? Przeglądam ten wątek o maszynkach. Jeśli miałabym kupować, to nastawiałam się raczej na oster golden A5 ale widzę, że tam też Mosera polecają.
-
Jak już tak wszyscy pytają o wszystko, to ja zapytam strasznie lamersko - jeśli się strzyże psiaka na krótko, powiedzmy na 2-3 cm, to łapy też się strzyże maszynką czy nożyczkami? I czy to w ogóle jest bardzo skomplikowana procedura (mam na myśli zupełnie proste, domowe strzyżenie) - łatwo można psa zranić maszynką? Naszego pundla od jakiegoś czasu obcinam nożyczkami ale coraz bardziej dojrzewam do kupna maszynki, tylko boję się, że mogłabym go pokaleczyć.
-
Coś mi znowu nie wyszło z cytatem powyżej. Przepraszam. ** Oleniek, bardzo ta inspiracja była pomocna, mimo że nie wiedziałam że to tylko luźna bluzka i zatknęłam suszarkę pomiędzy fiszbiny - zmieniło mi to jakość suszenia. :lol: Znajoma tylko potem zapytała, co z dostępem powietrza do wiatraczka z tyłu suszarki ale - albo mam suszarkę dobrą, albo... dostęp ;)
-
[quote name='Gośka'] Nie jestem przekonana do tego przeciągania szmaty, u młodego psa można tym sposobem zrobić wadę zgryzu. [quote] O - właśnie dlatego trzeba pytać o wszysko sto piętnaście razy. My się przeciągamy dopiero od jakiegoś pół roku czyli ze zdecydowanie dorosłym psem. Nie pomyślałam, że młodziakowi może to zaszkodzić.
-
[quote name='aga_21']hmmm..... moj suchej karmy nie chce w ogole jesc;/ chyba ze z takiej pileczki z ktorej wylatuje podczas zabawy;/ Ostatnio zjadł połowe pumeksu;/ bo sobie wyciagnał z łazienki, i to mu pomoglo;) to musze mu sprobowac zaczac dawac kosci..... czyli szyjka z kurczaka albo indyka moze byc?[/quote] Mnie się wydaje, że mogą być, ale z tymi kośćmi - zwłaszcza drobiowymi -to śliska sprawa. Jedni mówią - jedyna naturalna dieta, psy zdrowsze, sierść piękniejsza, inni - absolutnie nie, bo może dojść do zaczopowania/przebicia przewodu pokarmowego (to akurat prawda, jeśli podda się je obróbce cieplnej - jeśli już, to tylko surowe). Lepiej popytaj hodowcę, jaki ma do tego stosunek. Jeśli karmi BARFem, to pewnie nie będzie miał nic przeciw. Barfujący zwracają uwagę na to, żeby zaczynać stopniowo, nie za dużo na raz (trzeba patrzeć na koopy, czy nie ma tendencji do zaparć), psa trzeba nauczyć systematycznego gryzienia (najpierw trzymasz taką kość czy drobiową szyję w ręku - dość obrzydliwe ;) - a piesek sobie pogryza). No i trzeba pilnować tych odstępów czasowych. Z suchą karmą na pewno tak, nie wiem jak z domowym-gotowanym. Możliwe, że też. Surowe zdaje się "przelatuje" przez psa najszybciej. Ale zweryfikuj gdzieś to, co ja tu wypisuję. Każdy pies jest inny - mojemu bardzo służyło, ale któregoś niepięknego dnia zupełnie "zapomniał", co się z kością robi. Tak samo, jak służył mu Orijen - miał najlepszą sierść, ale przestał go jeść i koniec i kropka :placz:
-
[quote name='aga_21'] czyli nawet jak zaczne mycie zebow to osad ktory juz postal nie zniknie?? [/quote] Od mycia raczej nie zniknie. Od gryzienia surowych kości prędzej - na kościach psy sobie naprawdę dobrze czyszczą zęby. Niektórzy dają szyje indycze. Pies musi być nauczony gryzienia kości (żeby nie łykał dużych kawałków), no i oczywiście musi je tolerować (tzn. jego przewód pokarmowy ;)) Dla bezpieczeństwa podobno dobrze jest zachować 8-godzinny odstęp pomiędzy suchą karmą a surową kością, bo jedno i drugie jakoś inaczej się trawi - inne enzymy, inne ph czy coś w tym stylu ;)
-
O to :) ale widzę, że musiałabym i stół dokupić ;) Na razie chyba zostaniemy na dywanie z suszarką wetkniętą za stanik. To i tak pewien postęp ;)
-
hmm, nie jestem znawcą, ale to nie wygląda na uchwyt na suszarkę ;) Wcześniej była mowa o suszeniu piesków a potem zeszło na zęby - i stąd to zamieszanie :)
-
Chodziło mi o ten uchwyt na suszarkę :) Za bardzo cytat ciachnęłam, przepraszam
-
[quote name='martyna.']W ogóle, polecam taki uchwyt, to naprawde duże udogodnienie :)[/quote] A czy mogłabyś podać jakiś link do tego urządzenia?
-
[quote name='aga_21']jeszcze chciałąm zapytac o jedna rzecz... moze nie tyczy sie to szaty ale pielegnacji;) jak czesto myjecie zęby?? Ja mojemu jeszcze nie mylam, ale widze ze juz sa zaczatki osadu;/ wiec chyba zeby go usunac powinnam zgloscic sie do weterynarza, czy jezeli teraz zaczne regularne mycie to osad zejdzie??[/quote] U nas mycie nie wypaliło - pies się wił jak piskorz i uciekał na widok szczoteczki a rezultatów i tak nie było widać. Trochę lepiej sprawdził się taki żel z propolisem, który się rozprowadza na dziąsłach. Ale najlepiej z zębami było, gdy pies gryzł kości cielęce albo szyje z kurczaka (surowe). Niestety jakiś czas temu zbuntował się i nie chce gryźć żadnych kości :shake: Trochę pomaga zabawa w przeciąganie szmaty.
-
Nie mogę znaleźć wątku, w ktorym ktoraś z Forumowiczek zamieściła swoje fotki z suszenia pudelka za pomocą zwykłej suszarki zatkniętej w damskie ustrojstwo pt. biustonosz, co w warunkach domowych zastępuje trzecią rękę. Bardzo mnie te fotki natchnęły i właśnie dziś wypróbowałam (na tę okoliczność stabilne ustrojstwo na fiszbinach :cool3:) no i super się sprawdziło. Sama nie wpadłabym na to udogodnienie. Chciałam podziękować za fotki i inspirację, ale nie znajduję wątku. Więc piszę tutaj - może akurat dotrze. No, prosta rzecz, a tak cieszy - dzięki. :)
-
Czy szanowni forumowicze nie odnoszą wrażenia, że psów jest po prostu za dużo? I że to statystyka działa na ich niekorzyść? Tak sobie wspominam swoje dzieciństwo – wychowałam się w czteroklatkowym, czteropoziomowym bloku mieszkalnym. Na każdym piętrze 4 mieszkania. W sumie 80 rodzin. I jeśli mnie pamięć nie myli, na te 80 rodzin było 4, może 5 pikusiów – takie malutkie i zwykle podtuczone kundelki – jakaś Nańcia, Miśka, Pusia. I były dwa psy rasowe. Po jednej stronie bloku mieszkał skorumpowany myśliwy-komunista i jego wyżeł. I to był po prostu wyżeł – nie weimar czy munsterlander. Słowo „wyżeł” wystarczało. Po drugiej stronie mieszkała opozycjonistka z kontaktami za żelazną kurtyną i miała pudla dużego. Ale wtedy to też był po prostu pudel – nie standard, mini czy toy. Zwyczajnie - pudel. I czasem (im rzadziej tym lepiej) pojawiał się milicjant ze swoim owczarkiem zupełnie niepodobnym do dzisiejszych ONów – na niego mówiło się: „wilczur”. I tyle, jeśli chodzi o edukację „pso-znawczą” mojego miejskiego pokolenia bez kynologicznych tradycji. Jak to się stało, że teraz na wielkim, miejskim osiedlu można uświadczyć wszystko – skolko ugodno – przekrój przez wszystkie grupy i wszystkie typy użytkowości (oczywiście z rodowodem co trzydziesty, czterdziesty? Polak przecież zaradny jest). Czy to się w ogóle da wziąć w jakieś karby? Czy raczej te namnażane przez nas bez opamiętania pieski w końcu nas zjedzą (niezależnie od rasy)? Żeby się na koniec tego przydługiego postu odnieść do sytuacji, która sprowokowała dyskusję – nie dziwicie się ludziom aż tak bardzo. To nie jest wiedza aż tak powszechnie dostępna, jak wydaje się komuś, kto siedzi w temacie od lat. Pokolenia wychowały się z burkiem na podwórku i to była norma. A potem przyszły te wygładzone i śliczne zachodnie modele zachowań i spasowały tak gładko – to tak pięknie wygląda. Reklama nie pokazuje, co się dzieje wtedy, gdy maleńki labrador wyrasta z rozkosznego wieku rozwijania papieru toaletowego. Nie pokazuje kotów, samochodów, przechodniów, gdy nasze nasycone energetyczną nutellą dziecko biega z psem w te i wewte. Najedzone chappi psy nawet wykopują dołki pod gotowe do zasadzenia drzewka, a nie odwrotnie. A Kubuś Puchatek mówi: pogłaszcz misia. Nie jest dobrze :shake: I tylko z pozoru jest tak prosto, że to matka zawaliła sprawę, więc nas to nie dotyczy. Wszyscy ponoszą za to pośrednią odpowiedzialność - media, nieodpowiedzialni właściciele, polska zaradność w temacie "popyt kształtuje podaż", niektórzy posłowie i hiphiphurraistyczne akcje adopcyjne trochę też.