-
Posts
10423 -
Joined
-
Last visited
Content Type
Profiles
Forums
Events
Everything posted by malibo57
-
Jedzie, jedzie:) Aktualnie odrzuca oferty z pojazdami poniżej pewnej klasy. Pojemność bagażnika mam na myśli:razz:
-
Sochaczew - ROBIN, dzielny jak jego imiennik - juz za TM
malibo57 replied to luka1's topic in Psy, które pożegnaliśmy....
[quote name='Lilek'][FONT=Times New Roman]Malibo, właśnie wróciłam do domu z pracy i przyznam, że o mało szlag mnie nie trafił, kiedy przeczytałam Twój post.Wybacz, że zapytam.Ile masz zwierząt w domu? Ile mamy my, wiesz z mojego postu. Od lat całe swoje życie podporządkowaliśmy zwierzętom, pomaganiu im i ratowaniu.Pomoc Fundacji bardzo nam to ułatwiła, ale nie załatwia wszystkiego, bo jest to niemożliwe.Przez długie lata musialiśmy sobie radzić sami, wrzucane nam przez płot zwierzęta były na ogół w złym stanie,leczyliśmy je na swój koszt, karmiliśmy tak dobrze, jak tylko mogliśmy, choć nie było to to, o czym marzyliśmy dla naszych psów. Przez 8 długich lat nie pomagał nam nikt. Zanim zrobiłam prawo jazdy, chore psy woziłam do weta na rowerze.Nie insynuuj więc nam, proszę, że nie zrobiliśmy nic i że nie dbamy o nasze zwierzęta, bo nie jest to prawdą. Wyadoptowujemy psy do domów z bólem, bo jesteśmy do nich przywiązani bardzo, ale robimy to ze względu na ich dobro. Robin uciekał,, wrócił późno w nocy, przyszedł sam, miał pogryzioną łapę i udo. Po powrocie z pracy chciałam go zabrać do weta, ale nie zdążyłam już tego zrobić.Czy Twoje pytania mają na celu zasugerowanie, że pozwalamy psom umierać bez pomocy? Mam nadzieję, że nie, ponieważ tak się składa, że ja potrafię udowodnić, że zwierzęta są leczone, kiedy dzieje sie coś złego. Poza tym dobrze byłoby, gdybyś zdała sobie sprawę, że po odejściu wielu psów w stadzie następuje teraz przegrupowanie i niestety, borykamy sie z wiecznymi awanturami i agresją.Robin padł tego ofiarą. I jeszcze jedno.Wyobraź sobie faceta chodzącego o lasce, który przez dużą połać niezbyt równego terenu usiłuje jak najszybciej dojść do gryzących się psów, żeby je rozdzielić.Zapewniam cię , że tego typu rzeczy zdarzają się często i jeśli dzieje się to bliżej niż w przypadku Robina, szybko dajemy sobie z tym radę.Niestety, tym razem to było daleko, a Jędrek był sam. A swoją drogą ciekawa jestem, dlaczego tego typu pytania, jakie byłas uprzejma nam zadać obecnie, nie padły, kiedy po sterylizacji umarła moja ukochana suka Ardżuna?Czyżbyś uznała to wtedy za wypadek przy pracy?Bo jakos nie pamiętam, żeby padło z Twojej strony na ten temat choćby słowo.Przykro mi, że musze mówic o tym w taki sposób, ale nie pozwolę, żeby ktokolwiek nam insynuował, że nie obchodzi nas los psów potrzebujących pomocy. A poza tym nas samych bardzo boli to, co sie stało.[/FONT] Droga Lilek i drogi Jędrku, powinniście wiedzieć, ile psów mam na głowie, a jeśli nie wiecie, to zapytajcie tych, co wiedzą, np. Luki i Ziutki, okolicznych weterynarzy, pana Jandy itd. Dowiecie się , że również Wasze psy mam na głowie. Ale nie tylko. Więc proszę mnie nie epatować ilością i trudnością przedsięwzięcia. Nie uzurpuję sobie prawa do pytań - ja je mam. Wasze psy powinny już dawno być rozdzielone, a te agresywne umieszczone w boksach - odrzuciliście taką możliwość, aby nie ograniczać psom wolności. I to są skutki. To przecież nie pierwszy przypadek pogryzienia/zagryzienia w Waszym gospodarstwie. "Pomagaj, ale mądrze. Ratuj tak, abyś nie musiał ratować znowu" - stosuję się do tej zasady i Wam polecam. Z całym szacunkiem Panie Jędrku, ale nie interesuje mnie czego Pan oczekuje lub nie. Interesuje mnie los i stan psów, które u Was przebywają. Droga pani Elu, wypominanie akurat mnie śmierci Ardżuny, to już zwykła manipulacja i arogancja. To nie był mój wypadek przy pracy. A może tak chociaż zdawkowe "dziękuję" za to, że pozostałe suki w ilości ponad 20 zostały wysterylizowane, żyją i dobrze się mają, co spowodowało, że ustała u Was produkcja szczeniaków, które były pożerane po urodzeniu, a te, którym udało się przeżyć powiększały znacząco stan liczebny Waszego stada? Macie Państwo dobre samopoczucie, że pomagacie zwierzętom? Tak wnoszę z tych elaboratów na wątku w Waszym wykonaniu - gratuluję. -
O jejku, dzięki, dzięki za info:) To cudnie - ogromnie się wszyscy cieszymy, a za fotki to damy się pokroić:grins:
-
Jeszcze mało szcześliwa, bo Cioteczki odjeżdżają. Ale nowa Pańcia promienieje:) I tak ich trzyma do tej pory, a nawet bardziej:evil_lol:
-
Sochaczew - BANDERAS , powrót marnotrawnego MA DOM
malibo57 replied to luka1's topic in Już w nowym domu
:klacz::klacz::klacz::klacz: :bigcool::bigcool::bigcool::bigcool: :sweetCyb::sweetCyb::sweetCyb::sweetCyb: :Dog_run: Wielkie, serdeczne dzięki dla Medor i całej jej Rodziny:loveu: Daliście serce Banderasowi, a nam przywróciliście wiarę w człowieka i sens tego, co robimy:calus: -
Sochaczew - BANDERAS , powrót marnotrawnego MA DOM
malibo57 replied to luka1's topic in Już w nowym domu
Wszyscy czekamy i ja już dłużej nie wytrzymam i wyjdę przed orkiestrę:roll: Banderasek dziś otrzymał swój nowiutki ślimaczy domek, za którym w ślad, jedzie jutro do nowego domku! Ludzie! Da domku, gdzie go już kochają i za nim tęsknią! A poznali go przedwczoraj -
Są nowe wieści!:) Julka, potraktowała "pawikiem" taxi i okropnie wydygana przyjechała do domku. Na razie jeszcze nie je i nie pije, ale już zapoznała się z miejscową kanapą, a w trakcie mojej rozmowy telefonicznej, z kolankami pana! Kochane stworzenie:lol: Wszyscy są nią zachwyceni, łącznie z sąsiadami.
-
Ziuta, ja Cię tu wzywam pilnie! Gdzie te zdjęcia?:mad: Mamy prawie 1Gb, a tu nic, a ludzie czekają? Zrób coś, plisssssssssssss
-
Ciociu Dorotko!:mad: To my tu gryziemy palce, a ciotka obstrukcje informacyjną czyni? Dlaczego się nie chwali, ze Mambo w domku?! :sweetCyb:
-
"Umówiłam się z nią na 9.00..." - wieczorem. Jak nie wrócę do 22.30, to ratujcie kogoś - stary numer, wiem:razz:
-
:Cool!::Cool!::Cool!::Cool!::Cool!: :laola: :cunao::cunao: :laugh2_2::laugh2_2::laugh2_2::laugh2_2::laugh2_2: :drink1::drink1::drink1::drink1: :sweetCyb::sweetCyb::sweetCyb::sweetCyb::sweetCyb: :cool2:
-
Sochaczew - ROBIN, dzielny jak jego imiennik - juz za TM
malibo57 replied to luka1's topic in Psy, które pożegnaliśmy....
Witam! komentarza, nie będzie dopóki nie dowiemy się, czy Robinowi udzielono pomocy lekarskiej. Telefony działały? Sądzę, że tak, a Fundacja Nero udowodniła do tej pory, że nie odmawia w potrzebie. -
Ty chcesz mnie wykończyć:no-no-no: Do nowej bryczki, myślałam:)
-
Jasne!:) Szukamy domku - przed północą musi być!
-
No, no:) Koniecznie. Już słów brak na buraczana mentalność:mad:
-
Lukasek, w szelki i do auta:)
-
Pucek siedzi w hotelu:) I ma się dobrze, tylko traci powolutku maniery w boksie:( Więc dziś do północy musimy mu znaleźć domek:diabloti:
-
Ale o co chodzi? Ty to masz zaraz kosmate myśli, Luka:hmmmm: Skrzywienie zawodowe?:razz: Miałam na myśli platoniczny związek, jasna sprawa:sg168:
-
[quote name='luka1']a kogo trzeba bedzie ratować? ciebie czy tych ludzi :evil_lol::evil_lol::evil_lol:[/quote] Lukasku:) Tylko Ty na to wpadłaś:mdrmed:
-
Zabrać, a co innego?:(
-
Faktycznie! ale boska czarnuszka:) To, co? Przysłać swatów?:evil_lol:
-
To trzymajcie, trzymajcie! Jak się nie odezwę do 14.00, to wyślijcie po mnie ekspedycję ratunkową:painting:
-
Sochaczew - BANDERAS , powrót marnotrawnego MA DOM
malibo57 replied to luka1's topic in Już w nowym domu
Antonio miał dziś wizytę w kojcu:) i prawdopodobnie dostanie to, czego najbardziej potrzebuje - serducho! Ja coś wiem, ale nie powiem;) -
Haaalllo! Jest tu kto? No, tak, nikogo. A jutro wizytka przed adopcyjna dla Julci:) Gdzie wszystkie ciocie z zaciśniętymi paluszkami? Rozmawiałam telefonicznie z chętną rodziną - jutro jestem u nich:)