-
Posts
13273 -
Joined
-
Last visited
Content Type
Profiles
Forums
Events
Everything posted by mmd
-
Rawianin nie żyje... żeganmy wspaniałego kudłacza...
mmd replied to sleepingbyday's topic in Już w nowym domu
Miałam taki mętlik, że nie zauważyłam, Rawcio może mieć domek? Kajko porąbany... też coś, on nie jest porąbany, tylko ma swoje zdanie i nawet się z nim nie zgadza:evil_lol: -
Zdjęcia trzeba wybrać. Wyślę, jak będzie jakiś pomysł, które. Wunia, Ty kolorki zostaw Isadorze... a w ogóle to na stu wątkach jesteś - jeża masz, nie powiem gdzie :evil_lol:
-
Ja znam tylko jedną ciotkę-artystkę:) A serio to Isadora ma bazarek usługowy.
-
To zdjęcie jest odlotowe: http://img237.imageshack.us/img237/1811/dsc06309h.jpg Panicz:) W tytule przelewu napisałabym "na pomoc potrzebującym zwierzakom od Luckiego". Jak tu, kurczę, jakieś fajne pisemko stworzyć? Może dyplom?
-
Super. Wysłałam Ci rano sms.
-
Ciocia, zmień tytuł wątku, że szukamy DS
-
A ja? Mi promieniuje z d... do głowy:evil_lol::evil_lol::evil_lol:
-
Ano JAKBY :) Jak tam szafa?
-
Chyba nie bardzo. To nie wygląda dobrze nigdy.
-
Intensywne myślenie :)
-
No właśnie, też tak myślałam. A to co wcześniej napisałam, to mój słynny skrót myślowy - chodzi mi o napisanie w tym rozliczeniowym poście, ile kosztowało 2 tygodnie szpitalowania Luckiego, chyba za darmo tam nie siedział;)
-
Oj, Wunia, żebyś się nie zdziwiła z tą szafą. Nie mam pomysłu, jak można podziękować, pewnie najfajniej by było, jakby Lucky łapką "podpisał":) Jola, właśnie myślałam, że my tu gadu gadu, a FNiZ też maczało paluszki w tej zabawie:)
-
........................
-
Nowości z domku -------------------------------------------------------------------------------- Wysyłam parę zdjęć Lackusia.Na jednym ślicznie się uśmiecha do wszystkich cioteczek,chyba dziękuje za uratowanie mu życia.
-
Jakby ktoś nie wiedział - Ania czyta i od samego początku była na bieżąco, więc "buziaki" docierają tą drogą bezpośrednio. A silną nić przyjaźni nawiązałyśmy przy drugim kęsie tortu, bo pierwszy był dla królewicza:) Wyłączam się - i nie śmiać mi się - nawet nie wiecie, jak potrafi boleć miejsce, gdzie plecy tracą swą szlachetną nazwę po blisko 700 km. Jeszcze mi mięśnie w nogach się przypomniały, amortyzowałam panicza na zakrętach, bo wtedy koniecznie musiał wstawać. Bazarek z rzeczy podarowanych od Ani zrobię jak najszybciej, jak tylko zacznę normalnie chodzić.
-
Podobno karetką do wypadków jeżdżą szybko :diabloti: Tym razem NIE jechał szybko. Swoją drogą i samochód, i kierowca - rewelacja, Lucky spał słodko, a wstrząsów on bardzo nie lubi. Dlatego tak się kręci i marudzi, jak jedzie przez miasto, bo w mieście drogi nierówne, te wszystkie zakręty jeszcze.
-
16 dni temu było tak: Popatrzcie teraz na jego uszka - już postawione ciekawsko, oczka, w których nie ma tego ogromnego smutku i przerażenia. Ja miałam szczęście widzieć ogonek w ruchu, wcześniej ten ogonek był podkulony, przyklejony do brzucha.
-
Moja nowa opiekunka wie, co lubię (nawet już pokrojone, fajnie) ;) Jeszcze nie wiedziałem, że za chwilę będzie tort, ale już mi się podobało:
-
Fotencje: Pierwszy etap Łódź - Warszawa. Mordka na kolankach, to już mamy opanowane:) To już drugi samochód, wcześniej p. Janusz robił mi zdjęcia, które widzieliście i jedziemy teraz trasą Warszawa - Białystok, nadal jestem grzeczny: Już w moim łóżeczku od cioci Ellig w nowym domku. Trzeba się wyciągnąć, mizia mnie nowa cioteczka, chyba nie będzie źle:
-
Wiadomości od panicza:) Wklejam list od Anny: U nas wszystko w porządku.Noc minęła spokojnie,Lucki nie marudził,grzecznie przespał,nie nabrudził.Po szóstej wyszliśmy i było siku.Dałam mu hilsa,ale suchej karmy nie chce jeść,namoczyłam w rosołku,też nie pasuje,zobaczymy może później,będziemy się przyzwyczajać.Pasują mu paróweczki,rosołek i kotlecik drobiowy,chyba lubi ludzkie jedzenie,choć właściwie w szpitalu chyba był na suchym. Dostał siemię lniane i troszkę oleju z pestek winogron i była już dziś kupka. Dziś chodzi dużo lepiej,chyba odpoczęły nóżki w nocy ,sam wstaje,kładzie się,pewniej łapki stawia.Bardzo mu się chce na podwórko,ciągle prosi,wyszliśmy parę razy,ale tyko stoi rozgląda się,do domu nie ciągnie jak wczoraj,nawet nie chce wracać,ale zabieram,aby się nie zmęczył staniem.Zobaczymy jak będzie wieczorkiem,bo na razie ok. Odkurzacza się nie boi,już sprawdziliśmy.Natomiast odwiedził mnie sąsiad,starszy pan i Lackuś był zmieszany,zaniepokojony,uszka położone,od razu podszedł do mnie,cały czas był przy nodze i go obserwował uważnie,wyglądało że się boi. Tyle nowości od Luckiego. Lackuś pozdrawia wszystkie cioteczki cieplutko.
-
Kochani - nawet Was nie wyliczę, bo kogoś pominę - nie zmienimy całego świata ale w ciągu dwóch tygodni wspólnymi siłami zmieniliśmy cały świat dla tego psa:loveu: (teraz azymut: wanna - łóżko) Dobranoc
-
Wars w basniowym domku,dziekujemy Wuniu za matkowanie i nauke.....:)
mmd replied to giselle4's topic in Już w nowym domu
A ja tu muszę zakablować, że Wunia nadal w ruchu. Dzisiaj pomagali z TZ-em bardzo kochanemu i potrzebującemu piesowi. Kolejny pies Wuniu na Twoim koncie ;) -
I dlatego ten pies tak ciągle ogonem macha. On swoje wie :)
-
Dopiero wróciłam. Lucky jest super i ma super domek, szkoda, że tymczasowy, bo bym go widziała właśnie w takim domu na zawsze:) Rano w lecznicy w Łodzi myślałam, że śnię - Lucky wyszedł na smyczy:lol: Chodzi!!!! Jeszcze niedużo, szybko słabnie, ale to już inny pies. Bardzo zmienił się też psychicznie. Jeszcze jest trochę nieśmiały, ale już tego przerażenia nie widać. I macha ogonkiem do wszystkich! Ostatnie dwie noce już nie szalał, nie dostawał nic na uspokojenie. Całą droge przejechał idealnie, a dziś też był bez żadnych uspokajaczy, leżał i głównie spał, trochę myszkował mi w gratach, bo tam kurczak przecie był. Tak jak Jola wspomniała, był tort powitalny i pierwszy kawałek dostał oczywiście Lucky. Wcześniej były inne smakołyki, mizianko, głaskanko, cała rodzinka mu coś podstawiała do jedzenia. Ponieważ Lucky nie mógł się ułożyć, zaraz była podusia pod główkę, poprawiana później co chwilę. Kiedy wychodziłam, nawet nie jęknął, miał osiem rąk do miziania i był już wyraźnie odprężony. Jak już pojechałam, Lucky był na siusiu, ale tak się bał, że straci swój nowy domek, że nic nie zrobił, tylko chciał wracać. Później wyszedł drugi raz, siusiu i pędem do domu. Boi się biedak porzucenia. Niedługo mu przejdzie. Nie wiem dokładnie co z tym gipsem, ale on już w Łodzi był naprawiany, jak Lucky się szarpał w pierwszych dniach i coś tam się przesuwa. Pani doktor była i ją Lucky też chyba lubi. On teraz chyba będzie wszystkich lubił. To tak w dużym skrócie. Przywiozłam też torbę rzeczy na bazarek od Ani. Aha - ja też dostałam pyszny obiadek. Wunia ciasto dostała, dowiozłam. Ciotki (i Wujkowie) mają moc pozdrowień. Z ostatniej chwili: Lucky rozwalił się na materacu i chrapie:evil_lol: Jutro kilka fotek i co sobie przypomnę.
-
Kurak dla psa jest! I nie będzie próbowania:evil_lol: