No więc, wracam sobie z długiego spacerku z suką, mała skupiona na mnie, na smyczy, idzie obok nogi. Patrzę, na ławce siedzą jacyś ludzie (młodzi :P), ok, dalej idę z suką. Aż tu nagle zza ławki wyskakuje na moją jakiś tłusty, troche większy od Carmen (?) kundel. Dziewczyna łaskawie wstaje (jakby z niechęcią) i nie potrafi złapać psa :roll: ten się rzuca mojej do gardła, próbuję ją odciągnąć na smyczy ale nic. Mała się nie broni, tylko próbuje sie od niego odsunąć. W końcu dziewczyna złapała psa, nie usłyszałam oczywiście ani 'przepraszam' ani nic w tym stylu, tylko niezadowolona że musiała wstawać poszła z powrotem do tej swojej grupy :shake: Jakaś baba przez okno wyszła i ją za to opierniczyła :evil_lol: