-
Posts
44210 -
Joined
-
Last visited
-
Days Won
13
Content Type
Profiles
Forums
Events
Everything posted by Nutusia
-
[quote name='diuna_wro'][FONT=Arial] Własnie to mnie denerwuje u wetów:angryy:. Zrobią wszystko, by najpierw wepchnąć leki wet. Gdyby nie to, że moja bliska znajoma jest wetką a TZ farmaceutą, to pewnie też dawałabym się nabierać. Incurin (wet.) kosztuje ponad 40, a jest ludzki odpowiednik tańszy (ten, co wysłałam). Nie wiem czy to wynika z braku wiedzy, czy ze złej woli,. Tak czy siak. [/FONT] Naszego Doktora można posądzić o wszystko, ale nie o wyciąganie kasy. Za wizyty nie bierze od nas grosza, tańsze specyfiki np. do przemywania wrzodów dostajemy w prezencie, pazury obcina, uszy czyści, kontroluje wszystko za friko... Nie dalej jak wczoraj przyjechał facet ze znalezionym na ulicy kocim dzieckiem potrąconym przez samochód - miał łzy w oczach, bo z czterech klinik całodobowych odesłali go z kwitkiem - bezpańskich nie leczą, bo kto pokryje koszty?... Nasz doktor bez słowa wziął kociaka na ręce i 40 min. później kocię było po dość skomplikowanym zabiegu chirurgicznym i bezpiecznie leżało w kontenerku. Teraz Doktor we własnej osobie będzie mu szukał domku. Dopiero przed paroma dniami znalazł domek psiakowi, którego też jakaś litościwa dusza zgarnęła z ulicy po potrąceniu przez samochód. To było w grudniu, jeszcze przed Świętami. Zabieg na koszt Doktora plus ponad dwa miesiące leczenia i karmienia. Nauczył go czystości, chodzenia na smyczy. Na koniec bezpłatnie wysterylizował psiaka, żeby jego nowej pani nie narażać na koszty. Sterylizuje dzikie koty na własny koszt, daje bezpłatnie karmę menelom, którzy mają psy... Taki Człowiek się nie dorabia na naiwnych właścicielach. Nie wiem skąd mu wczoraj przyszedł ten Propalin. Był okropnie zmęczony, po czterech zabiegach, było późno, do tego to kocię i nasza nieprzewidywalna Tośka... Parę tygodni temu urodziło mu się drugie dziecko - chodzi notorycznie niewyspany... Wiem, że sprawdzał coś tam w Internecie w tej sprawie, może źle doczytał... Wrócę jeszcze z nim do tego tematu i przekażę Twoje, Diunko uwagi. On się nie obraża - to bardzo dobry i mądry człowiek. Wie, że za Tośką stoją zwarte szeregi Ludzi Dobrej Woli, a każdy z nich ma swoje doświadczenia. On jest jeszcze młody, wciąż się uczy, jeździ na jakieś kursy - ma otwartą głowę i postawę świadczącą o tym, że nie pozjadał wszystkich rozumów O tym Incurinie to sama mu powiedziałam, bo akurat tę nazwę zapamiętałam, a nazwa leku, który nam wysłałaś mi umkneła... To tak tylko gwoli wyjaśnienia komu od ponad roku Tośka sen z powiek spędza :) Ale wiem, Diunko, że bywają inni weci - nawet kilku miałam nieszczęście poznać... :(
-
[quote name='diuna_wro']i daj znać czy hormon na nietrzymanie moczu działa - to też dorzucę na kurację na następny miesiąc. Coś z wiesiołkiem też wykombinuję, a jeśli Doktor wymyśli jakiś specyfik na skórę - daj znać śmiało. No i wyściskaj Smoczycę:diabloti: Rozmawiałam wczoraj z Doktorem na temat Incurinu i wszelkich jego odpowiedników. Mówił, że to jest lek hormonalny i na razie by się wstrzymał z podawaniem go Toscance. Mówił natomiast, że jest taki lek (syrop), który działa podobnie, ale nie jest hormonalny. Nazywa się Propalin (100 ml kosztuje 86 zł, ale ponoć starcza na dość długo - nie ma jednak pewności czy zadziała...). Jest to niestety lek weterynaryjny, dostępny tylko u wetów. Oczywiście nie będę go teraz kupować, bo to nie jest artykuł pierwszej potrzeby w tym momencie - piszę tylko informacyjnie. Dopóki Tosik nie wyzdrowieje, odkładam temat Incurinu czy Propalinu ad acta. Smoczycę naszą nieustannie obcałowuję... Fajnie wyszło z tą Smoczycą - szczególnie, że Tośka z pochodzenia jest przecież Krakowianką! :)
-
[quote name='Ewa Marta']Ech Tosiaczku biedny:-( Oby wracała do zadrowia jak najszybciej.... Czy miałaś głowę Nutusiu, żeby zapytać jaką karmę powinna dostawać w tej chwili? Czy jest możliwe, że jednak zmiana karmy spowodowała takie problemy? Czasami człowiek chce jak najlepiej, a wychodzi inaczej. Bardzo się o nią martwię:-( Ja też się martwię... Ryczę za każdym razem jak spojrzę na tego smutaska... Tak Ewuniu, zapytałam jaką karmę Doktor by zalecał dla Tosiny najbardziej, przy założeniu, że wszystkie Ciotki napadłyby dziś na bank :) On się najbardziej skłania do wszelkich karm dermatologicznych (bo jednak największe problemy to Tosik ma ze skórą), czyli: Eukanuba Dermatosis, Royal Skin Supoort lub też Royal, ale Alergenic i Hill's d/d.
-
Dzwoniłam jeszcze przed chwilą do Doktora, żeby powiedzieć o ewentualnej wersji "sikaniowej". Mówi, że możemy zbadać mocz (jak złapać - poradźcie, bo nigdy tego nie robiłam), ale nie przypuszcza, by to było to, bo ona tydzień brała Enroxil, a to jest antybiotyk podawany na problemy skórne i dróg moczowych właśnie. Chyba, że Tośka ma jakaś bakterię, która akurat na ten antybiotyk jest odporna. A wiadomo, ona jest przypadkiem szczególnym i wszystko jest możliwe.
-
Aha, wczoraj się zadłużyłyśmy u Doktora na 122 zł - koszt morfologii, badań wątrobowych, kroplówki i leków podanych przez wenflon (godzin nadliczbowych Doktor nie wliczył...) Dziewczyneczki, chyba trzeba na tzw. gwałt pomyśleć o allegro takim jak wtedy, gdy chorowała na zapalenie płuc, bo w kasie minus, a zapowiadają się spore wydatki... Do tego może jakiś banerek, czy co?... Ja się biorę za zmianę pierwszego postu. Jutro zrobię dokładne rozliczenie. Dziś kupię jej te podkłady wciągające wilgoć - nie mam wyjścia, bo udka łysawe, chude i za chwilę pojawią się... odleżyny! :( Nie może leżeć na wilgotnym podłożu, w dodatku w żrącym amoniaku! Kupię w aptece, bo nigdy niczego nie kupowałam przez Internet (a poza tym nie możemy czekać...)
-
Właśnie dzwonił Doktor - to nie tarczyca! Mało tego, badanie wykazało... niedobór hormonu, więc prawdopodobnie dawkę Euthyroxu trzeba będzie wręcz zwiększyć! No i jesteśmy w punkcie wyjścia - skąd ta gorączka?.... Jadę z nią dziś do Doktora wieczorem (bo niestety dziś oboje z mężem musieliśmy do pracy...) i będziemy badać dalej. Wygląda na to, że coś się z tego stanu zapalnego wykluje - tylko CO?! Myślę, że jeszcze będziemy musieli się przyjrzeć temu puszczaniu moczu... Może to coś w tym kierunku?...
-
Gdy wczoraj wróciłyśmy do domu, nie mogła sobie miejsca znaleźć... Napiła się, dosłownie polizała gotowane jedzonko i usiłowała się ułożyć na posłanku. Zupełnie jakby się bała położyć... W końcu powolutku, zsuwając przednie łapiny położyła się. Położyłem jej poduszeczkę pod łepek, żeby jej było lżej oddychać. W nocy poszłam sprawdzić co u niej, przeniosła się obok łóżka męża. Ponieważ pod dupiną miała mokro, a nie chciałam jej ruszać, podłożyłam ręcznik. Rano mąż wstał, a ona nie wyszła z pokoju. Wzięłam obróżkę, czyli GPS-a (jedyny sposób na oporną Tosinkę). Łepek dosłownie przykleiła do podłogi, żeby nie dać sobie założyć obróżki, ale jak już mi się udało, poszła ze mną. Wypuściłam ją na dwór. Podreptała, zrobiła siusiu i wróciła. Połaziła wolniuteńko po domu, napiła się, jeść nie chciała i wolniuteńko położyła się na posłanku. Dałam jej na próbę plasterek kiełbaski - zjadła. Niestety, nawet nie miałam wczoraj z czego ugotować jej jedzonka. Poprosiłam sąsiadkę - ma jej ugotować ryżu na rosole i zajrzeć do niej, wypuścić na siusiu i zmienić ręcznik na posłanku, bo na pewno będzie zasikany...
-
[quote name='gusia0106']Po wczorajszej kroplówce gorączka spadła. Morfologia wskazuje na stan zapalny, ale Pan Doktor powiedział, że przy jej stanie ogólnym takie wyniki są jak najbardziej możliwe. Dzisiaj będą pozostałe wyniki. [FONT=Arial]Jestem.....[/FONT] [FONT=Arial]Ponieważ mój mąż był smarkaty, spał w pokoju gościnnym i wszystkie psy z nim, oblegając łóżko dookoła. Wczoraj rano, gdy wstawałam do pracy, Lesio z Oskarem przyszli, żeby ich wypuścić na dwór, a Tośka nie. Poszłam sprawdzić – spała rozwalona na boku i wyglądało, że po prostu jej się nie chce wstać. Zdziwiło mnie co prawda, że nie przyszła do kuchni sprawdzić z czym sobie robię kanapki do pracy, ale poprzedniego dnia na śniadanie i kolację dostała tę dobrą karmę, którą dostała w prezencie, więc złożyłam to na karb tego, że nie jest głodna. Ponieważ się śpieszyłam, nie szykowałam psom śniadania i nie szczękałam miseczkami. Mąż miał je nakarmić jak wstanie. [/FONT] [FONT=Arial]I rzeczywiście, jak wstał, Tosina też wstała, zjadła śniadanie, choć bez wciągania nosem (ale mąż pomyślał, że ta nowa karma jest pewnie wysokoenergetyczna i szybciej i na dłużej pies czuje się syty), wzięła leki, poszła na siusiu i po powrocie położyła się na posłanku spać. Po jakichś dwóch godzinach zwymiotowała trochę na wpół strawionej karmy, ale nie dużo. Podreptała po domu i znów się położyła... Żadnych bardzo niepokojących objawów nie było, zdaniem męża, choć nie do końca mu wierzę, bo marny z niego obserwator.....[/FONT] [FONT=Arial]Gdy wróciłam do domu o 18-tej, nie wyszła się przywitać. Podeszłam do niej, nawet nie podniosła łepka i ciężko oddychała (oddech był płytki i wyraźnie przyśpieszony). [/FONT] [FONT=Arial]Zrobiłam więc w tył zwrot, zapakowałam do auta i pojechałyśmy do Doktora. Ponieważ puścił mróz, pacjentów była cała poczekalnia, brak miejsca do zaparkowania. Ten kawałek od dalszego parkingu Tosina przeszła bardzo powolutku, ale po drodze walnęła kupala (w normie, choć okropnie śmierdzącego).[/FONT] [FONT=Arial]W poczekalni, choć rozłożyłam jej kocyk, jakby się bała położyć. Stała ze spuszczoną głową i ciężko oddychała. Wepchnęłam się bez kolejki, na szczęście ludzie tak się wystraszyli jej widokiem, że nikt nie protestował.[/FONT] [FONT=Arial]Doktor najpierw się rzucił do mierzenia temperatury i... zabrakło skali! Osłuchał ją dokładnie, pamiętając przejścia z płucami – nic. Zabrał się więc za pobieranie krwi, a panna do niego z zębami! W życiu nie było z nią takiej sytuacji! Zawsze wszystko dawała sobie zrobić bez problemu, a tu cyrk już przy próbie założenia opaski uciskowej! Skończyło się na namordniku, niestety... Wyszłyśmy do poczekalni, jakoś udało mi się ją ułożyć w wygodnej pozycji i poszła kroplówka, a do tego sześć czy osiem zastrzyków (bo już straciłam rachubę) przez wenflon. W połowie kroplówki temperatura spadła do 39,6, a na koniec była już całkiem normalna, bo 38,6.[/FONT] [FONT=Arial]Morfologia wykazała stan zapalny, ale nie jakiś alarmujący. Taki, który ma prawo być choćby z powodu stanu jej skóry czy też ogólnego stanu jej organizmu (zaraz postaram się przepisać parametry).[/FONT] [FONT=Arial]I jak to u Tośki zwykle bywa – nie wiadomo do końca co jej jest![/FONT] [FONT=Arial]Najpierw myślałam, że może się przejadła, ale nie miała biegunki. Poza tym z tego powodu nie miałaby tak wysokiej gorączki.[/FONT] [FONT=Arial]Doktor postawił na przesilenie tarczycowe i stąd badanie krwi na oznaczenie poziomu hormonu. Z tego, co zrozumiałam chodziło raczej o to, że dawka hormonu, jaki teraz przyjmuje mogła się okazać za duża (cholera, za tydzień mieliśmy właśnie w planie zrobić jej ten poziom!), bo tarczyca się na tyle nim nasyciła, że podjęła pracę i dawkę trzeba będzie zmniejszyć. W każdym razie ani wczoraj wieczorem ani dziś rano nie dostała Euthyroxu. Na korzyść tej wersji przemawiają wymioty (miała jeszcze potem taki odruch wymiotny, jakby kaszel, ale niczego nie zwróciła) i gorączka. Mogła się jeszcze pojawić biegunka...[/FONT] [FONT=Arial]Wróciłyśmy do domu o 21.30. I znów Doktor musiał pracować po godzinach..... Nie omieszkał zrobić Tośce wyrzutu, że przez nią kiedyś zawału dostanie w młodym wieku, a ma małe dzieci, na kąpanie których przez Tośkę wczoraj nie zdążył. [/FONT]
-
[quote name='gusia0106']W końcu się uda :) Chyba Ci umknął mój post - mam do oddania troszkę ręczników, kocyków i prześcieradeł - jakby Tosca potrzebowała to jutro dowiozę do pracy i będą czekały razem z szaliczkiem na recepcji ;) Gusieńku, dzięki, ale jakoś sobie radzimy. Wywalam te zasikane na taras i jak się uzbiera wsad do pralki - piorę. Gorzej będzie jak się zrobi ciepło...:diabloti: Też powyciągałam wszystkie stare ręczniki i inne szmatki. Twoje może się przydadzą bardziej potrzebującym psinkom, np. w schronisku. A, przy okazji - mam do oddania stary dywan (a może nawet dwa - jeden spory) - przydałby się na coś?... Jakieś wymoszczenia do bud czy coś w tym guście?...
-
[quote name='gusia0106']A jakiej przeglądarki używasz Magduś? Ech, Gusiaczku... Już wszystko jasne, trzeba było kliknąć dwa razy! :))) Następną porażkę poniosłam, bo dobre dwie godziny aktualizowałam drugi post (rozliczeniowy), wycięłam kawałek, żeby przekleić i mi... wcięło! Ja się tak nie bawię - zabieram moje zabawki i idę do innej piaskownicy! (to znaczy robię rozliczenie w wordzie, zapisuję i potem przeklejam, bo inaczej zacznę WYĆ!
-
[quote name='diuna_wro']FELICJAN, FELEK:loveu: - ta jamniorek, długowłosny, na obłędnie krótkich nóżkach, a drugie moje futro to dziewoja, długonożna, gładkosierściasta o imieniu KLARA:loveu: typ gończy, nierasowy. Ludziska się śmieją, że to moje dzieci i dlatego takie imiona nadałam, a co ważniejszy katolik mnie beszta, bo psy duszy nie mają i imion ludzkich nie godzi się używać, ot co. U mnie Oskar (przybył już nazwany), Lesio vel Lesław i Tosia! :) Plus kocica Nocka Gwiaździsta (czarna jak noc z białą gwiazdeczką na piersi) i - dla kontrastu - Dzionek - biały z płaszczykiem szarym w prążki. Ech, ci ważni katolicy... Mój syn kiedyś przydarł ze szkoły z płaczem, bo mu katechetka powiedziała, że zwierząt nie wolno kochać - to uczucie "wyższe", zarezerwowane dla ludzi, a on swoją Nutkę kochał jak nie wiem co... Zaproponowałam, żeby na lekcji wspomniał nieśmiało o św. Franciszku z Asyżu... :) Skończyło się na tym, że gdy tylko mógł o tym decydować sam - przestał uczęszczać... a kocha domowe potwory do dziś, choć żadnego nie tak, jak swoją Nutusię, która go wychowała, trącała nosem w zadek jak pieluchę trzeba było zmienić i wyniańczyła jak najlepsza niania (zresztą tak do niej mówił, zanim nauczył się wymawiać jej prawdziwe imię).
-
Mądraluszki, poratujcie komputerowego debila, proszę... Chciałabym wreszcie się wziąć za porządki w dwóch pierwszych postach, bo dostałam władzę absolutną w tym względzie (dzięki Maupo!:)), ale gdy klikam na "edytuj post", zaczyna się kręcić takie kółeczko, aż się w oczach troi i... nic z tego nie wynika! :(
-
[quote name='diuna_wro']Kochana:loveu: wiem, że często wyskakuję jak przysłowiowy Filipi z konopii i że mogę sprawiać wrażenie, jakbym wszystkie rozumy pozjadała.... ale proszę Cię - nie zrażaj się: wyłuskaj z tego co wygłówkuję to co istotne, lub nowe, albo całość po prostu wyrzuć i zapomnij. Ja zdaję sobie sprawę, że na to o czym piszę już dawno mógł, ktoś mądrzejszy ode mnie wpaść. Filipku nasz kochany, dywaguj sobie ile chcesz i zjadaj rozumy na zdrowie! Nie bój smoka - ja się tak łatwo zrazić nie daję! :) Zdróweczka życzę Felusiowi! (uwielbiam odludzkie imiona dla piesów :)
-
Idolek odszedł za TM:-( Nie chciał już walczyć...
Nutusia replied to Ewa Marta's topic in Psy, które pożegnaliśmy....
Dzień dobry, Wczoraj przeczytałam cały wątek - GRATULUJĘ wszystkim zaangażowanym w sprawę - macie swojego IDOLA :) Doczytałam, że maluch ma chorą wątrobę. Mam ogromną prośbę... Wczoraj się okazało, że sunia, którą znalazłam w lesie 6 lat temu (miała ponad 200 kleszczy - w życiu czegoś takiego nie widziałam!) i która znalazła wspaniały dom u moich sąsiadów ma marskość wątroby. Rokowania są bardzo złe, ale nie na tyle, żeby nie powalczyć. Potrzebna jest karma lecznicza dla wątrobowców. Podzielcie się, proszę ze mną wiedzą i doświadczeniami w tej dziedzinie. Chodzi o to, żeby karma była naprawdę dobra, jak najbardziej skuteczna, a jednocześnie z jak najtańszego źródła (sąsiad na rencie, sąsiadka bezrobotna...). Żeby nie zaśmiecać wątku Śmieszka Idolka, proszę o PW. Dziękuję i najserdeczniej pozdrawiam, M. -
[quote name='Ewa Marta']Zamówiłam właśnie w aptece internetowej 2 opakowania encortonu 20 mg, na który dostałam "ludzką" receptę. To oznacza, że cena spadła do 3,20 za opakowanie. Ponieważ w tej chwili idzie do Ciebie paczka od Diuny, ja encotron przekażę Ci Nutusiu przy okazji. Może wtedy będę miała też jakąś karmę dla Tosi..... Pięknie dziękujemy i się do ziemi kłaniamy! Pośpiechu nie ma absolutnie, bo jeszcze mamy drobny zapasik, no i w paczuszce od Diuny też znajdziemy. Mam nadzieję, że okazja do spotkania się znajdzie jak już przyjdzie wiosna i będzie można przyjechać w odwiedzinki do Toscanki!
-
[quote name='diuna_wro']Zwróć uwagę czy problemy skórne nie wiążą się z porami roku, lub zmianą otoczenia (np. na zakurzone). Czy w ogóle mają swoją regularność, lub czy z czymkolwiek byś je połączyła (np. z pchłami lub obrożą przeciwpchelną, albo jakimś detergentem: np. proszkiem do prania posłania). Alergia wynikająca z pożywienia to jedno, ale przecież wokół nas masa jest innych alergenów. Obserwuj. Buźka, Ciotka, do juterka! O masz! A miałaś iść spać! :mad: Droga moja, ja nic innego nie robię, tylko obserwuję! :lol: Obserwowaliśmy z Doktorem "otoczenie itp" względem ewentualnej alergii i wyszło nam, że jeśli Tośka w ogóle jest alergiczką, to pokarmową. Regularności w łysoleniu nie ma żadnej. Pcheł nie miała odkąd u nas jest (jaka pchła chciałaby wskoczyć na taką śmiardolącą istotę - chyba, że miałaby na stanie maskę p-gaz!:diabloti:). Na obróżki też reagowała dobrze - na kołnierzu włos najszybciej odrósł i już nigdy potem kołnierz nie ucierpiał, jeśli chodzi o łysienie. Tak naprawdę, to Tośka z owczarka - za przeproszeniem - niemieckiego ma łeb, ogon i kołnierz właśnie! Reszta to fragmenty smoka (albo jak kto woli łosia), ryby głębinowej, mrówkojada i wyżartego przez mole babcinego futerka z królików!:evil_lol:
-
[quote name='diuna_wro']Faktycznie! wątek przejrzałam, zdjęcia odnalazłam i ma ta śmiesznota takie płetwy z pazurkami. Smoki też takie mają, jeśli w ogóle istnieją, poza książkami :) Hi, hi... taka smoczyca jak ze Shreka! :) I każdą karmę wciąga nosem! :)) Co do karmy właśnie... Ja jutro zadzwonię i zapytam naszego Doktora co by najbardziej zalecał, gdybyśmy napadły na bank! :) Kiedyś wspominał, że żeby sprawdzić na 100%, że problemy ze skórą biorą się z alergii (co nie do końca mu się wydaje prawdziwe), musiałaby przez pół roku bez przerwy jeść tę samą karmę leczniczą dla alergików, a to byłoby wielce kosztowne i wątpliwe, czy przyniosłoby oczekiwane efekty. Tośka nie ma chorej trzustki - miała robione badania. Padło podejrzenie, bo ona wciąga wszystko jak smok (potrafiła się posilać w kompostowniku!), a nie tyje i strasznie dużo kupoli wali. Nawet przez pewien czas brała Kreon, na wszelki wypadek. Ale się okazało, że powyższe problemy wynikają z wadliwego wchłaniania, a to z kolei jest spowodowane długotrwałym głodowaniem. Po prostu trzeba się pogodzić z jej smukłą sylwetką i tyle :) Z kolei na jej zdruzgotany, zwyrodniały kręgosłup szczupłość jest bardzo wskazana... Dziewczyneczki, jeszcze raz dziękuję za wszelką pomoc - tchnęłyście we mnie nowe życie! :)
-
[quote name='diuna_wro']Enrofloksacyna jest niestety substacją wyłącznie w zastosowaniu wet. i tu nie pomogę. Podaj mi, proszę, adres na PM, postaram się dziś wysłać hormon i pozostałe leki. Gdyby Twój wet pytał co to za hormon, to z chemicznego punktu widzenia jest tym samym co INCURIN, lek wet stosowany przy nietrzymaniu. Cokolwiek podawać będziesz na bazie żywych kultur bakterii (wspomagające przy antybiotykach), NIGDY nie podawaj łącznie z antybiotykiem, a najlepiej dopiero po zakończeniu antybiotykoterapii. Diunko, Ten psi antybiotyk już mamy - kupiliśmy u Doktora i mamy zapas na całą kurację. Mam nadzieję, że więcej nie będzie potrzeba. Zaraz Ci napiszę adres, dopiero dotarłam do domu... Jeśli chodzi o "ochraniacz" przy antybiotyku, podawałam jej albo kefir albo coś w stylu Trilacu, co najmniej godzinę po przyjęciu antybiotyku... Jak to po antybiotykoterpaii?... W Tośki przypadku ona trwała ponad rok! Potem Tosina dostała od jednej Cioci probacti w prezencie i zjadła dwa opakowania z wielkim apetytem:diabloti:
-
[quote name='diuna_wro']Nutusiu, przepraszam za te pytania, ale nie przebrnę przez cały wątek, a chciałabym wiedzieć co jeszcze Ci wysłać: czy był stosowany miejscowo, przeciwświądowo krem z HYDROKORTYZONu? Grzybica wykluczona? Mówiłaś coś o ciężkim, mdłym "zapachu" tej skóry i jej szarym kolorze... czy brzegi tych placków są zaczerwienione? A może alergia? I ma atopowe zapalenie skóry... Przepraszasz?... Za co, Kobieto Złota?! Ja Ci odpowiem na każde pytanie - nawet ile ważę :) Żaden krem przeciwświądowy nie był stosowany. Prawdopodobnie z tej przyczyny, że oprócz makówki i ogona, trzeba by było wysmarować psicę w całości - tak jak Ci mówiłam, jej się nawet głaskać nie daje, bo od razu zaczyna się drapać. Teraz i tak jest lepiej, bo swego czasu samo zbliżenie do niej dłoni powodowało taki "skórny tik". Stosowaliśmy jedynie szampon po całości i ewentualnie taki brunatny płyn do rozcieńczania wodą na największe wrzody i strupy (niektóre wielkości pomidora). Grzybica została wykluczona (były brane zeskrobiny i nic nie urosło). Skóra (i sierść) rzeczywiście śmiardoli szpetnie i głaski pozostawiają na dłoni taki tłusty filtr. Wszystko pięknie ustępuje po kąpieli, by powrócić po kilku dniach :( Tak jak Ci mówiłam, Tosina nie ma ani grama podszerstka - to, co odrosło i odrasta po każdym podłysieniu, to włos - miękki i delikatny. Skóra jest w szarym kolorze po calości - nie ma na niej wyraźnych placków. Spójrz na ostatnie zdjęcia na str. 107 i 108 wątku i ewentualnie dla porównania z poprzedniego ataku łysienia - str. 97. Najgorzej jednak było zimą 2008 (zdjęcia str. 23), gdy miała wyjątkowo zjadliwego gronkowca, odpornego jedynie na rifampicynę - antybiotyk stosowany przy trądzie i gruźlicy. Wtedy też dokumentnie rozwaliliśmy jej wątrobę, ale nie było wyjścia. I wtedy właśnie stosowaliśmy Essentiale Forte, żeby ją odbudować. Tośka przez ponad rok bez przerwy była faszerowana antybiotykami. I jak to bywa - na jedno pomagały, na drugie szkodziły... Alergia była brana pod uwagę, ale jedynie pokarmowa. Niestety, środki finansowe nie pozwoliły na kilkumiesięczną kurację leczniczą karmą, a tylko taka próba dałaby w miarę jasny obraz. Ona porasta, a po jakimś czasie znowu zaczyna się "przerzedzać" - i zawsze zaczyna się od zadka. Doktor już dawno stwierdził, że jej kłopoty ze skórą są sprawą wtórną. Dopóki wszystko w niej nie będzie działać jak w zegarku (a pewnie nigdy już tak nie będzie po tym, co ją spotkało), będą przejściowe kłopoty z łysieniem. Ponieważ ostatnio znowu się pogorszyło, od ubiegłego wtorku do wczoraj brała ENROXIL 150 mg (lek weterynaryjny drogi jak... ojej!). A teraz ma brać tylko w weekendy (pt. sob. i niedz.) przez 6 tygodni. O, i tak to jest w wieeeelkim skrócie! :) Jeśli jeszcze mogę coś wyjaśnić - służę w każdej chwili.
-
[quote name='bros']nie ma problemu Nutusiu wysyłaj połączymy siły bazar bedzie MEGA :) moja poczta : [email protected] Dobra, ale dopiero dziś późniejszym wieczorem, bo zdjęcia mam w domowym komputerze...
-
[quote name='bros']ja szykuję już bazarrro dla Toskanki , cykam fotki opisuję praca wre :) Jeju, Dziewuszki, DZIĘKUJĘ!:loveu: W imieniu własnym i naszego "Łosia" :evil_lol: Ech, cudak z niej jest straszny... Ma takie "plaskate łapy" jak łoś albo wielbłąd :evil_lol: - to jest jakaś wada, która nawet ma swoją nazwę całkiem medyczną, ale zapomniałam... A ponieważ mieszkamy w Puszczy Kampinoskiej, której herbem jest właśnie łoś, to skojarzenie się nasuwa samo!:lol: Co do bazarku, to ja mam jeszcze trochę męskich kosmetyków i parę drobiazgów, że się tak wyrażę "bez przydziału tematycznego", które się kiedyś tam nie sprzedały. Są obfocone - może Ci prześlę, Bros i powiększymy w ten sposób ofertę?... Ewunia, daję Ci dożywotnie pełnomocnictwo na przekazywanie mojego numeru telefonu - możesz go nawet w kosmos wysłać, jeśli tylko jest szansa, że stamtąd nadejdzie pomoc dla Toscanki:loveu:
-
[quote name='Ellig']Czy chodzi o pieluchy , czy o podklady na ktore pis siusia jak na trawe, ja takie kupuje w sklepie ....... http://www.kuchniapupila.pl/pies/czystosc1/pieluchy/savic_podklady_chlonne_rozne_rozmiary,p362448994 O psia kostka, weszłam na tę stronę i... zbaraniałam! Taki wybór! Ja nie wiem który z produktów najlepiej by się sprawdził w przypadku naszej Tosiny... Chodzi mi o coś w rodzaju maty, którą kładłabym na posłanku, żeby przepuszczała duuuuużo płynu i pozostawała sucha i żeby posłanko też pod spodem pozostawało suche. Rozumiem, że takie ustrojstwo jest jednorazowe... Przeczytałam też info o przepuszczalnych posłaniach, ale te, jak rozumiem, za każdym razem trzeba prać... No nic, na razie nie mamy funduszy na bardziej pilne potrzeby, więc mamy czas do namysłu i posłuchania dobrych rad. Póki co, pozostajemy przy posłanku owiniętym w folię i praniu ręczników i szmatek. ;) Pan mąż mi się pochorował i na dwa dni zostaje w domu, więc będzie pilnował suchości posłanka i wypuszczał pannicę na śnieg!:evil_lol: A Łoś wczoraj się ucieszył na mój widok bardziej niż zwykle, gdy wtargałam do domu żarełko przekazane przez Ewę Martę i Anonimowego Darczyńcę, któremu z caaaaałego serca dziękujemy! Dziś rano zostało zapodane i - jak zwykle - wciągnięte nosem!:diabloti: Ponieważ kuleczki są male, więc nie tak łatwo je pożreć w sekundzie - szczególnie, że posypane siemieniem, które wznieca kurzi przykleja sie do nosa!:diabloti:
-
[quote name='bros']jesoooo ciotki obiecuję bazar na Tośkę jak tylko się zorganizuję , do końca tygodnia będzie !!!!! Nutusiu poczytaj proszę tu na bazarku czy Toskance nie przydałby się taki olej rybny ???? jeśli tak daj tylko znać http://www.dogomania.pl/threads/179696-Ryby-suszone-i-olej-rybi-tran-dla-starych-chorych-gA-odnych-suk-i-klaczy-do-17-02 Właśnie dzwoniłam do Doktora z pytaniem. Woli, żebyśmy Tosince podawali olej z wiesiołka lub z ogórecznika. Nie miał czasu na wykład, bo miał pacjenta, ale coś wspomniał o nasyconych i nienasyconych kwasach (ja jestem kompletny debil - z chemii trója z bólem, więc nie wiem...) I mówił, że te roślinne dla niej lepsze, bo rybi zawiera za dużo witaminy D?... No nie wiem, tak powiedział. Oprócz oleju z wiesiołka, daję jej do żarełka mielone siemię lniane i drożdże. No i witaminę B complex. A, przypomniało mi się... Gdzieś czytałam, że są do zdobycia podkłady - takie coś w stylu pampersów?... Czy to można kupić?... (gdzie i czy to drogie jest). Tosinka musiała zostać poddana sterylizacji dosłownie z godziny na godzinę, bo ropa już zalewała otrzewną - tak rozległe było ropomacicze. Operacja przebiegła nad wyraz dobrze, psica szybciutko wróciła do siebie, a po roku... wyniknęło posterylkowe nietrzymanie moczu :( Ona jest teraz sama w domu ok. 10 godzin. Jest zimno, więc bardzo niechętnie rano spaceruje - dobija się do drzwi już po jednej rundce. Ponieważ sporo pije - głównie z powodu przyjmowania Encortonu (a przecież nie mogę ograniczać jej wody!), niekontrolowanie zasikuje posłanko. Kołderkę już zapakowałam w worki foliowe, a na wierzch kładę ręczniki lub inne "szmatki", które łatwo wyprać, ale jak ona to zasika, to potem w tym leży (oj, nie jest to księżniczka na ziarnku grochu... :). A to nie bardzo służy jej podrażnionej skórze i przełysiałym kurczaczym udkom. Gdybym jej na dzień mogła zostawiać taki podkład, miałaby sucho. W nocy nie ma problemu, bo do niej wstaję i sprawdzam. Poza tym jest wypuszczana bardzo późnym wieczorem, więc do rana pęcherz się nie przelewa. Są dni, kiedy wytrzymuje, ale niestety często nie. Jak się zrobi ciepło - problem się rozwiąże, bo panieneczka będzie mogła zostawać w ogrodzie...