Jump to content
Dogomania

Muszelka

Members
  • Posts

    128
  • Joined

  • Last visited

Everything posted by Muszelka

  1. To straszne, co spotkało Konwalię! [quote] Napisał [B]Greven[/B] [URL="http://www.dogomania.pl/forum/f1059/szczecin-briard-zagryzl-jamniczke-krolicza-konwalie-135749-post12189548/#post12189548"][IMG]http://www.dogomania.pl/forum/images_pb/buttons/viewpost.gif[/IMG][/URL] [I]Ok. [B]Co w takim razie proponujesz w tej konkretnej sytuacji, aby zapobiec kolejnym zagryzieniom?[/B] Piszę "kolejnym", bo Konwalia nie była pierwsza. Napisz proszę jakieś konkretne, a co najważniejsze realne w naszej rzeczywistości rozwiązanie.[/I] [/quote]Co zrobić: Po pierwsze: zapobiegać. Żaden pies nie staje się mordercą z dnia na dzień. Ten Briard pewnie zaatakował już wiele psów, gdyby ich właściciele zareagowali, być może Konwalia nadal by żyła. Pamiętajcie, machając ręką na to że my lub nasz pies zastaliśmy zaatakowani przez jakiegoś psa, stajemy się do pewnego stopnia odpowiedzialni za jego kolejne ofiary. Nasza pierwsza broń: sprawdzenie szczepienia na wściekliznę (to jest choroba zwalczana z urzędu, jeśli jest wątpliwość czy pies który nas zaatakował jest szczepiony policja zawsze podejmie na naszą prośbę interwencję). Jeśli jakiś pies choć dotknie/zadrapie/ poślini Cię podczas ataku na twojego psa domagaj się okazania aktualnego dowodu szczepienia na wściekliznę, jeśli właściciel się wykręca dzwonisz na policję i oni zmuszą właściciela do okazania zaświadczenia, jeśli pies jest nieszczepiony, ma 15 dniową obserwację. Przy okazji sprawdzania zaświadczeń pouczą właściciela psa i może to wystarczy. Po drugie, wielu ludzi przejmuje się bardziej swoim portfelem niż tym co się stanie z ich psem. Przy najmniejszym pogryzieniu, żądajmy zwrotu kosztów ew. wizyty u weta, uszkodzonej smyczy psa, naszych naderwanych spodni itd. W większości przypadków to wystarcza i okazuje się nagle, że właściciel umie prowadzać psa na smyczy i w kagańcu. Po trzecie: utrudniajmy jak się da życie nieodpowiedzialnym właścicielom psów, zgłaszajmy straży miejskiej i/lub policji że taki pies biega luzem/ podbiega do nas i my się boimy (a co nie wolno nam:evil_lol:) i żądajmy aby pouczyli właściciela ew. ukarali go mandatem (tu całkiem nieźle sprawdzają się zdjęcia na gorącym uczynku np. psa luzem atakującego/obszczekującego ludzi z psem na smyczy). Mandat można też dostać za drażnienie psa, a jeśli ktoś ciurkiem puszcza luzem psa który podbiega, podgryza czy warczy na naszego to co to jest jak nie drażnienie. Generalnie bądźmy uparci i roszczeniowi, wtedy policja/straż zaangażuje się dla własnego spokoju. Zgadzam się z tymi poprzednikami którzy pisali, aby wystąpić do sądu z pozwem o odszkodowanie za stratę materialną i straty moralne. Sprawa ma dużą szansę powodzenia bo Konwalia była psem rodowodowym o określonej wartości, więc łatwiej udowodnić wartość straty. Babie nie można odpuścić, jak przyjdzie jej zapłacić kilka tyś. złotych to sama uśpi psa, aby nie być drugi raz narażona na koszty. Życia Konwali to nie zwróci, ale może uratować inne psy przed podobnym losem. Pozdrawiam
  2. Z moich doświadczeń warto w takiej sytuacji spróbować z każdym ciekawskim i "wąchającym" psem. Znam przypadek, że kota odnalazł piesek mix Yorka - który nigdy nie miał swojego kota i oczywiście nie był uczony na psa tropiącego - kot był przerażony i siedział cichutko w takim miejscu, że nikt by tam nie sprawdził, a pies go wywąchał. Bazujemy w takiej sytuacji na naturalnej ciekawości psa: jeśli pies poczuje coś niezwykłego to może się zdarzyć, że zwróci na to uwagę na zasadzie zaciekawienia odstępstwem od normy. Problem jest taki, że u nieszkolonego psa nie ma gwarancji, że kota nie przegapi, dlatego myślę, że najlepiej powtórzyć "test" z kilkoma psami (oczywiście z każdym pojedynczo, aby się nie rozpraszały). Pozdrawiam i trzymam kciuki za odnalezienie zguby
  3. Vanguard plus to wcale nie takie nowe szczepionki, są dostępne w Polsce od wielu lat. Ja osobiście nimi nie szczepiłam - więc nie mam doświadczeń własnych. Co do wczesnego szczepienia, Nobivaciem Puppy Interwetu można szczepić już od 4 tygodnia, więc 5 tyg to żadna rewelacja. Potem standardowy program szczenięcy, więc tak naprawdę nie ma specjalnej różnicy np. w czasie gdy możesz wyjść ze szczeniakiem na dwór. Myślę że sprawa zależy gł. od weta i hodowcy - kto ma jakie doświadczenia z jaką szczepionką i jakiej marce ufa. Ja u szczeniaków trzymam się Nobivaca i raczej przy nim zostanę, tym bardziej, że jest to pierwsza seria szczepionek na naszym rynku, których producent oficjalnie potwierdza sens szczepienie dorosłych psów co 3 lata. Pozdrawiam
  4. Ostatnio podczas sympozjum behawiorystycznego dowiedziałam się ciekawej rzeczy: może komuś się przyda. Okazuje się, że niesprowokowana (np. głodem lub skrajnym stresem) agresja suki w stosunku do swoich szczeniąt tzn. zjadanie/zagryzanie szczeniąt zaraz po urodzeniu jest uwarunkowana genetycznie i dziedziczy się przez chromosomy męskie tzn. córki agresywnej suki nie dziedziczą takich zachowań po matce, obciążenie przechodzi natomiast na jej synów i ujawnia się u ich córek. Czyli szukając dobrej suki hodowlanej należy bacznie przyjrzeć się jej babci ze strony ojca. Pozdrawiam
  5. [B]Kaja10014[/B] Nie wiem czy dobrze zrozumiałam, ale twierdzisz, że twój pies został polany kropelkami działającymi 3 miesiące na kleszcze:-o Wszystkie nakraplane preparaty działają do miesiąca na kleszcze, niektóre działają dłużej (np. 3 mieś) na pchły, ale na kleszcze tylko miesiąc! Jeśli minął już miesiąc od zakroplenia to koniecznie zabezpiecz psa, bo możesz mieć powtórkę z babesziozy!
  6. Co do prostaty to jest teraz nowy lek Ypozane (zresztą tej samej firmy co implant) który długotrwale blokuje receptory dla testosteronu tylko w prostacie co prowadzi do jej zmniejszenia. Co ciekawe, można go stosować u reproduktorów - pies może być używany do rozrodu podczas terapii. Podaje się po 1 tabletce przez 7 dni i efekt utrzymuje się przez 5 mieś. Cenowo wychodzi taniej niż implant (u małych psów dużo taniej) więc jest dla niego ciekawą alternatywą jeśli chodzi nam tylko o prostatę. Teoretycznie zaczyna działać po 14 dniach, ale u znajomych którzy stosowali u swoich psiaków ze względu na krwawienia z prostaty efekt w postaci ustania krwawienia był widoczny już po 1-2 dniach. Pozdrawiam
  7. Jeszcze nie wiadomo czy w tym tkwi problem, jeśli tak to zwykle podaje się preparaty rozmiękczające kał i co jakiś czas oczyszcza zachyłki, możliwa jest też operacja, ale ponieważ to problem staruszków, to zwykle się jej nie wykonuje (różne przeciwwskazania związane z wiekiem itp) i leczy się zachowawczo. Daj znać co powie twój wet. Pozdrawiam
  8. A czym karmisz swojego psa i w jakim on jest wieku?
  9. Witaj, Czy psiak załatwia się normalnie tzn. czy nie jest tak, że oddaje kał z wyraźnym trudem? Zwróć uwagę, czy obok odbytu nie ma wybrzuszeń. U psów w tym wieku zdarza się, że w wyniku zaniku mięśni dochodzi po powstania zachyłków odbytnicy w których zalega kał - może to powodować właśnie taki kałowy zapach. Nieprzyjemny zapach może być też spowodowany chorobami zębów, nieprawidłowym funkcjonowaniem przewodu pokarmowego, chorobami nerek lub skóry - ale wtedy jest to trochę inny smrodek niż opisujesz ;) Najlepiej zabierz psa do weta, niech go dokładnie przebada - to już emeryt :) więc lepiej dmuchać na zimne!
  10. Marruda, Po pierwsze nie załamuj się, takie zachowanie u (nieświadomie "źle wychowanych") szczeniaków w tym wieku nie jest wcale rzadkie i jeśli tylko odpowiednio zareagujesz wszystko da się jeszcze odwrócić. Z moich obserwacji (jeśli tylko w porę wszystko się odwróci i zły nawyk się nie utrwali) nie świadczy to w żaden sposób o żadnych skłonnościach do agresji czy "dominacji;)" w przyszłości u dorosłego psa. W przeciwieństwie do poprzedników nie uważam, że takie zachowanie wiąże się z przebytą traumą, wręcz przeciwnie :) Moim zdaniem, całkiem nieświadomie, nauczyliście psiaka agresji i teraz cieszycie się rezultatami - pieski w tym wieku są bardzo pojętne chłoną wszystkie nauki i naprawdę trzeba cały czas myśleć co się robi: to nie jest tak, że obwieścimy koniec lekcji i piesek przestaje się uczyć: nauka trwa cały czas. Szkolenie pozytywne nie może oznaczać braku konsekwencji w działaniu. Malutki szczeniaczek też okazuje niezadowolenie i myślę, że w tym momencie popełnialiście błąd : odpuszczaliście gdy psiak zaczynał panikować/ powarkiwać/ łapać za rękę gdy wykonywaliście czynność która mu się nie podobała i psiak odbierał to jako nagrodę (szarpałem się i lekko pokazałem ząbki i właściciel przestał mi np. wycierać łapki). Na pewno zauważyłaś, że gdy uczysz psa np. siad i nagradzasz go po takim zachowaniu to za każdym razem siada szybciej i ładniej, żeby szybciej dostać nagrodę, czym lepsza spodziewana nagroda tym ładniejsze siad -> z "agresją wyuczoną" u szczeniaków jest tak samo: za każdym razem pies głośniej warczy i szybciej pokazuje zęby bo wtedy szybciej dostaje nagrodę (zaprzestanie niepożądanej czynności). Zwykle pierwsze problemy właściciel zauważa np. u weterynarza lub fryzjera bo tam psu najbardziej zależy, aby czynność ustała. Pies naprawdę bardzo się starał, żebyście zabrali go od weterynarza, wzniósł się na wyżyny swej sztuki, żebyście go nagrodzili. Moim zdaniem postępowanie lekarki było całkiem prawidłowe: spróbuj "dobrym słowem" namówić psa żeby nie usiadł gdy usłyszał komendę siad i widzi nagrodę w ręku swojego przewodnika, a zrozumiesz w jakiej sytuacji była lekarka : Ona z ręką do psiaka, psiak z zębami, wy go chwalicie (w jego mniemaniu) "no już dobrze [B]dobry piesek[/B] (niemal każdy pies zna to określenie i jest ono dla niego niczym kliknięcie klikera- sygnał, że robi dobrze)" więc Ona znowu do psa, on bardziej się rzuca -> znów na chwilę przerywacie czynność(żeby się uspokoił :diabloti:) więc jest i nagroda i pochwałą itd. za każdym razem pies reaguje silniej i mocniej i wierz mi : w ten sposób można bawić się cały dzień i pies po prostu do perfekcji opanuje tę "sztuczkę". Weterynarz nie jest wstanie nauczyć psa przeciwstawnego zachowania niż był uczony dotąd w ciągu kilkunastu minut. Musi wykonać badanie, szczepienie itp. i w miarę możliwości rozwiązać/zmniejszyć problem w przyszłości. To w takich sytuacjach wygląda dość brutalnie, ale najlepsze co można zrobić to przytrzymać psa tak długo aż się uspokoi i dopiero wtedy puścić (nagrodzić) aby zrozumiał (u niektórych szczeniaków wystarczy jeden raz, u niektórych dopiero nasty) że oczekuje się od niego cierpliwości i pozwolenia na wykonywanie pewnych czynności. Po wszystkim dobrze jest nagrodzić psa smakołykiem i/lub pieszczotą. Nie bój się, że szczeniak będzie miał traumę - większość szczeniaków z takim problemem które znam, przychodzi potem do weta dość chętnie i nie chowa urazy (jakby zrozumiały, że tam po prostu panują takie zasady). Oczywiście w domu jest więcej czasu i należy stosować łagodniejsze metody : generalnie należy zorientować się co "wkurza" szczeniaka i robić serie ćwiczeń prowokując takie sytuacje - doprowadzać do końca czynności które "złoszczą" psa (nawet jeśli ma się to odbyć kosztem założenia kagańca i przytrzymaniem psa dość długo). Odpuszczamy dopiero gdy szczeniak daje za wygraną i wtedy bardzo, bardzo nagradzamy. Oczywiście nie mówię tu o jakimś drastycznym "przyciskaniu" raczej o przytrzymaniu psa, aby nie mógł sobie pójść np. na rękach lub na kolanach. Ważne jest abyś przez cały czas "ćwiczenia" była idealnie spokojna, nie krzyczała, nie złościła się na psa i chwaliła tylko w momentach gdy pies jest spokojny. Oczywiście za pierwszym razem może to wyglądać tak, że będziemy np. pół godziny obcinać pazurki w jednej łapce ale w końcu pies się uspokoi, my go nagrodzimy i psiak zrozumie, że cierpliwość się opłaca. Potem następnego dnia następna łapa itp. aż nie będzie potrzebne ani trzymanie ani kaganiec. Jeśli "klikasz" to możesz rozkładać stresujące czynności na krótkie fragmenty i nagradzać zanim pies zdąży nawarczeć, ale wymaga to niesamowitego wyczucia, żeby nie nagrodzić niechcący złego zachowania. Po każdej sesji ćwiczeń zaplanuj jakąś odstresowującą przeciwwagę np. szaloną zabawę ulubioną zabawką, lub spacer z atrakcjami. Warto też uczyć psa tzw. miękkiego pyska - to bardzo się przydaje, gdy dorosły pies ma mieszkać na z dziećmi lub małymi zwierzakami. Szczeniaki w tym wieku są niezwykle "plastyczne", więc 1-2 tyg ćwiczeń i zwykle jest po problemie, potem należy po prostu myśleć o tym co się robi :) - w końcu jest jeszcze wiele innych niepożądanych rzeczy których można "niechcący" nauczyć psa. Oczywiście klikanie, ćwiczenie komend itd. jest bardzo potrzebne aby wzmocnić więź psa z opiekunem, szkolenie też się przyda (w tym wieku jakieś dobre, pozytywne psie przedszkole), koniecznie zaplanuj też "dobre" wizyty u weta np. po odrobaczenie lub preparat na kleszcze z wypieszczeniem i nagradzaniem - żeby pies wiedział, że w tym miejscu raz do czegoś zmuszają, a raz nie. Pozdrawiam i życzę dużo pociechy z małego (jeszcze :) ) złośnika
  11. Ja spotkałam się z trzema przypadkami myśliwskiego użytkowania bullowatych (2 pitbule i 1 mix amstafa z bulterierem) - nie powiem dokładnie do czego były wykorzystywane (jeden jako aporter do polowania na kaczki, a 2 pozostałe nie wiem dokładnie w jaki sposób - właściciele mi tłumaczyli ale jestem zielona w temacie polowań więc niewiele do mnie dotarło:oops: w każdym razie coś z tropieniem "grubego" zwierza) w każdym razie wszyscy trzej właściciele (zapaleni myśliwi) byli zachwyceni - wcześniej mieli psy typowo myśliwskie i nie żałowali, że teraz wzięli bulla :) Widziałam zdjęcia, i generalnie psy wyglądały na zachwycone takim zajęciem, z innymi psami z którymi spotykały się na polowaniach też nie było żadnych problemów - psy wyraźnie wiedziały że ta "zabawa" wymaga współpracy z innymi psami.
  12. Kasienkagall napisała [quote]W naszym przypadku, przypuszczam, że tylko dobra psychika suki uchroniła takich laików jakimi byliśmy od powtórki tego co stało się z Lukasem.[/quote]Myślę że w większej mierze jej płeć :evil_lol:, Nie twierdzę, że nie zdarzają się agresywne w stosunku do domowników suczki, ale zdarza się to niepomiernie rzadziej niż w przypadku psów. Ja spotkałam się z kilkoma przypadkami bardzo podobnymi jak w przypadku Lukasa : pies samiec (typ ON - choć podobne przypadki zdarzają się niezależnie od rasy lub jej braku) w wieku 2-4 lata (w tym wieku psy dojrzewają psychicznie, zaczynają czuć się silne i postanawiają to wykorzystać), dotąd nie sprawiający kłopotów, nagle przejawia agresję (w typie dawnej dominacyjnej, czyli konkuruje o "zasoby") w stosunku do domowników - nawiasem mówiąc był to sztandarowy przykład wyznawców teorii dominacji. Problem przejawia się w błahych, codziennych sytuacjach: pies nagle reaguje agresją gdy np. właściciel coś mu karze, czegoś zabrania, lub chce coś odebrać - zwykle właściciel odbiera taką agresję jako atak bez powodu. Problem często pojawia się w okresie gdy pies jest dodatkowo poddenerwowany cieczkami u okolicznych suk. Wszystkie przypadki łączy jedno: ogromne zaniedbania w wychowaniu psa, zbyt mało ruchu i zbyt mała aktywność w stosunku do potrzeb rasy, oraz nie zauważanie lub lekceważenie przez domowników pierwszych objawów problemu. To nie jest tak, że kupując psa nawet najlepiej socjalizowanego, z najlepszej hodowli, możemy spocząć na laurach - wychowanie psa to ciągła praca, jeśli ktoś to zaniedbuje naraża się na kłopoty bez względu na to jak dobry "psychicznie" jest szczeniak. Jeśli ktoś myśli, że z małego szczeniaka ONka bez pracy ze strony właściciela wyrośnie idealny Szarik lub Cywil bo wystarczą same "geny" do duża szansa, że srogo się zawiedzie ;)
  13. Faktycznie, w Krakowie nie da się studiować weterynarii - są tylko 4 wydziały w Polsce: w Lublinie, Olsztynie, Warszawie i Wrocławiu. Cztery zupełnie inne miasta, więc każdy znajdzie coś dla siebie :)
  14. Witam, To nie jest tak, że jak ktoś nie ma bogatych rodziców to ma sobie wybić z głowy weterynarię. U mnie na roku studiowało kilka osób z naprawdę bardzo ubogich rodzin i jakoś im się udało. Oczywiście trzeba zaciskać pasa, nie wynajęte mieszkanie tylko akademik, książki z biblioteki, obiady w stołówce uczelnianej no i przede wszystkim nauka, nauka i jeszcze raz nauka (przy dobrej średniej są stypendia naukowe, za to za powtarzanie przedmiotu się płaci - co może być problemem dla osoby mało majętnej), do tego stypendium naukowe i ew. jakieś "studenckie dorabianie" np. jako hostessa czy płatna publiczność w programach telewizyjnych lub dając korepetycję; i naprawdę się da! Jeżeli ktoś ma taką możliwość to warto w czasie wolnym od nauki w liceum nauczyć się strzyżenia psów: to dość dobrze płatne zajęcie (jeśli robi się to dobrze) i spokojnie można taką dorywczą pracą dorobić do studiów (niestety wcześniej trzeba zainwestować w dobrą maszynkę). Stałej pracy na weterynarii sobie nie wyobrażam (no chyba, że na samym końcówce studiów). Są osoby którym na pierwszym roku wydaje się, że jeśli będą chodzić tylko na zajęcia obowiązkowe :evil_lol: (na ćwiczeniach trzeba być, na większości wykładów obecność jest nieobowiązkowa) to wygospodarują trochę czasu na inne cele: zwykle kończą one swoją przygodę z weterynarią po pierwszym semestrze. Co do wieczorowej weterynarii - dokładnie to samo co dzienna (u nas były nawet mieszane grupy): kolejne osoby z listy dla których zabrakło miejsca na dziennych(mieli trochę za mało punktów) mogą studiować jeśli za to zapłacą - ot cała filozofia wieczorowej weterynarii. W zależności od tego na co w danym momencie wpadną władze uczelni, studenci z "wieczorowych" mogą przejść na "dzienne" jeśli uzyskają odpowiednią średnią przez 1-2 semestry lub muszą płacić do końca studiów (dość przykra perspektywa biorąc pod uwagę, że weterynaria trwa 11 semestrów, a mówi się, żeby wydłużyć do 12). Ktoś napisał że ważne są koneksje - u nas (SGGW) tak nie było, nie słyszałam też, żeby skarżyli się na to ludzie z innych uczelni. Z moich doświadczeń: jeśli ktoś naprawdę chce zostać lekarzem weterynarii (wiedząc na czym polega ten zawód, a nie wyobrażając sobie, że będzie głaskał pieski i kotki) to nim zostanie. I nie wierzcie w to co nam mówili od początku, że nie ma pracy dla weterynarzy: z moich obserwacji w tym zawodzie praktycznie nie ma bezrobocia, choć niestety zarobki (przynajmniej początkowo) są dość niskie (szczególnie jeśli ktoś ma taką fanaberię ;) i chce pracować ze zwierzętami, a nie jako np. przedstawiciel handlowy jakiejś firmy). Z pracą za granicą też nie ma problemów. Pozdrawiam, i życzę powodzenia przyszłym koleżankom po fachu :)
  15. Moim zdaniem powinno się karać dotkliwie nieodpowiedzialnych właścicieli, a nie psy. Nie znamy sytuacji, więc bardzo trudno jest stwierdzić po której stronie leży wina - ale moim zdaniem leży ona zawsze po stronie osoby która ma psa bez smyczy. Oczywiście znam przypadki gdy na małe psy rzucają się duże bez smyczy, lub małe bez smyczy (dzielnicę gdzie pracuję w swoim czasie terroryzowały dwa krwiożercze pekińczyki - kilkadziesiąt psów było szytych zanim nie "ujarzmiono" właściciela małych potworów). Wielu właścicieli małych piesków prowadza je na smyczy i chwała im za to, ale pełno jest biegających "dziamgaczy" , łapiących psy za łapy i przechodniów za nogawki, często nawet nie szczepionych na wściekliznę - bo przecież są takie malutkie :angryy: Znam przypadek jamnika który zginął gdy "zaczepiał" ONka - pies był w kagańcu i na smyczy, ale oganiając się tak nieszczęśliwie uderzył jamnika łapą, że złamał mu kręgosłup - tego ONka też powinno się uśpić bo zabił innego psa? Nie - moim zdaniem to właściciel jamnika powinien zostać ukarany bo to on doprowadził do śmierci swojego psa. Powiedzcie z ręką na sercu: kto ma psa który (będąc na smyczy i w kagańcu) będzie grzecznie siedział gdy podbiegnie do niego inny pies który będzie szczekał i próbował gryźć. Są psy ( i duże, i częściej małe) które trafiają do lekarza pogryzione kilka - kilkanaście razy z rzędu i zawsze właściciel widzi to tak samo: ich malutki pieseczek podbiegł się przywitać do psa (idącego na smyczy) a tamten potwór się na niego rzucił - że też prawo pozwala trzymać takie krwiożercze bestie :evil_lol: Moja koleżanka ma amstafowatego mixa i nauczona przykrymi doświadczeniami widząc biegającego bez smyczy szczekacza już z daleka krzyczy głośno do swojego (idącego na smyczy) psa: O zobacz, zaraz przybiegnie do ciebie obiadek :evil_lol: - zwykle działa i właściciel malucha czym prędzej łapie go na smycz ew. wygłaszając obowiązkowy tekst o psach mordercach. Mrzewinska pisze: Dlaczego tylko psa? a jeśli pogryzie kota, królika lub świnkę morską (są takie przypadki), a może również gdy zagryzie szczura, mysz, kaczkę, kurę, gołębia czy łabędzia - wszystkie zwierzęta moją prawo być niezagryzane przez psy czy dajesz je tylko zwierzętom domowym :shake: Bądź tak miła i określ granicę: dotąd usypiać a odtąd już nie :roll: To że pies gryzie jest zwykle winą właściciela a nie psa i to jego powinno się karać (dotkliwie) ! Nie jestem uprzedzona do małych psów: oprócz pitbulki mam w domu również mixa jamnika :)
  16. berneńczyk, Przyszła mi do głowy jeszcze jedna myśl: jeśli twój pies ma dysplazję, to zastanawiam się, czy tak duży i skoczny psa jak CC nie zrobi mu (w zabawie) krzywdy - może bezpieczniej wziąć jakąś trochę mniejszą rasę :roll:
  17. Po pierwsze Cane Corso nie są na liście bo to "młoda" (w sensie rejestracji) rasa i po prostu uszła uwadze. Osobiście uważam, że nie ma porównania między np. CC i ASTami - CC są dużo trudniejsze w prowadzeniu. Ta rasa jest bardzo niewyrównana zarówno wielkościowo (znam psy 50kg i 80kg) i charakterologicznie. Wiele jest "do rany przyłóż" ale zdarzają się też psy bardzo, bardzo trudne, u których problemem jest agresja. Generalnie suki są duuużo łatwiejsze w prowadzeniu niż psy (przynajmniej z moich obserwacji). Co do innych psów: te które ja znam bardzo dobrze tolerują inne zwierzaki w domu (i psy i koty), ale wprowadzając innego psa do domu trudno jest przewidzieć który będzie "szefem" - w dużej mierze zależy to od samych psów. Naprawdę pies od psa nie różni się tylko umaszczeniem, wielkością i kolorem sierści - molosy i owczarki to zupełnie inne pochodzenie rasy i zupełnie inny charakter. Musisz też brać pod uwagę, że to pies bardzo krótkowłosy i w zimnych porach roku niespecjalnie nadaje się do stróżowania na dworze. Czytając twój post w którym opisujesz czego oczekujesz od psa mam wrażenie, że bliżej ci do owczarka niemieckiego niż do Cane Corso - wiele ONków wykazuje właśnie takie sposoby stróżowania o których piszesz (mówię oczywiście o psach z rodowodem i zdecydowanie tylko o nich, bo ONki z pseudo to obecnie w większości tragedia pod względem charakteru). Wzięcie psa to decyzja na wiele lat i trzeba dobrze się zastanowić, żeby potem wszyscy: i Wy i pies byli zadowoleni. Co do zachowania w stosunku do ludzi i dzieci: młode CC to wulkany energii i często wykazują chęć do skakania w zabawie na ludzi - oczywiście można to wyplenić. W stosunku do znajomych są zwykle łagodne, do obcych różnie bywa - zależy od psa - zdarzają się problemy. Ja osobiście uwielbiam molosy i asty - uważam, że to super psy, natomiast charakter dajmy na to owczarków zupełnie mi nie leży, ale musisz wziąć pod uwagę, że dla każdego "super pies" znaczy co innego :) Pozdrawiam
  18. A jakie są wyniki badań krwi?
  19. Witajcie, Jeśli chodzi o leki to od niedawna jest dostępny dokładny odpowiednik Rimadylu - Scanodyl. To dokładnie ta sama substancja, też lek weterynaryjny (też są opakowania 50mg x 100tabl) a cena jest o ponad 1/3 niższa. Spytajcie - może wasz weterynarz może zamówić ten lek zamiast Rimadylu? zawsze byłoby trochę taniej. Pozdrawiam i trzymam kciuki za psisko :)
  20. Witam, Ja spotkałam się z pęcherzycą liściastą u 5 letniej suni mix, na początku zmiany były niewielkie, oczywiście były poszukiwania przyczyny, w końcu psa wysypało prawie całego, zmiany pojawiły się na pysku, dookoła oczu, na uszach, do tego bardzo złe samopoczucie - suczka jest od jakiś trzech lat na sterydach (na początku w końskich dawkach , teraz już dość niewielkich), dostaje też Gammolen (pozwolił bardzo obniżyć dawkę sterydów) i w międzyczasie była wysterylizowana (i po sterylizacji też jest jakby trochę lepiej). Oczywiście skóra nie jest idealnie zdrowa, pojawiają się na niej co raz to nowe strupki - ale szybko odpadają. Choroba jest opanowana, choć nie da się jej wyleczyć i pies musi być na lekach do końca życia. Generalnie toczeń i pęcherzyca (a w zasadzie tocznie i pęchrzyce) należą do tej samej grupy rzadkich chorób autoimmunologicznych w których układ immunologiczny chorego niszczy jego własne tkanki. Różne choroby z tej grupy różnią się objawami i rokowaniem. W łagodniejszych można stosować mało intensywne leczenie, występują też długotrwałe remisje, w ciężkich potrzebne jest podawanie silnych leków immunosupresyjnych, często przez całe życie zwierzęcia, nie raz też choroby nie da się zatrzymać i dochodzi do stopniowego pogarszania się stanu zdrowia zwierzaka. Najbardziej wiarygodne wyniki daje badanie histopatologiczne pobranego wycinka (ew. cytologia). To naprawdę bardzo rzadkie choroby więc trzymam kciuki, żeby u twojej suni to był fałszywy alarm :)
  21. My też mamy " orkę" tylko większą: [URL="http://www.karusek.com.pl/produkt.php?prod_id=4286&action=prod"]PETSTAGES - Orka Chew 15cm[/URL] Jest dość ciężka (w porównaniu do innych naszych zabawek) i na początku była przyjęta z pewną nieufnością ;) Teraz często się nią bawimy, choć zdaniem psa zdecydowanie nie jest numerem 1 :( O wytrzymałości na razie trudno mi coś powiedzieć - dla mojego psa ta zabawka istnieje tylko gdy jest rzucana - o memłaniu dla zabicia czasu nie ma mowy, więc użytkowanie jest raczej łagodne i na razie orka nie ucierpiała. Odbija się kapitalnie, czasem nawet myślę, że za dobrze (przy średnio mocnym rzuceniu jakieś 1,5-2m w górę, w kierunku trudnym do przewidzenia): jeśli idzie o rzucanie w domu to trzeba zachować dużą ostrożność - inaczej grożą straty w sprzęcie i w ludziach ;) Do wybiegania psa na dworze (szczególnie jeśli mamy do dyspozycji dobrze "odbijającą" powierzchnię) kapitalna - pies musi naprawdę nagimnastykować się, żeby ją złapać. Generalnie mi się strasznie podoba, niestety mój pies nie w pełni podziela mój entuzjazm ;)
  22. My mamy dwie ulubione zabawki, są ciągle używane od ponad roku, i nadal nie udało się ich zjeść, a rozgwiazda wciąż piszczy. [URL="http://www.allegro.pl/item488182544_trixie_rozgwiazda_gwiazda_piszczaca_23cm_wroclaw.html"]TRIXIE ROZGWIAZDA PISZCZĄCA [/URL] [URL="http://psiraj.pl/index.php?option=com_virtuemart&page=shop.browse&category_id=73&keyword=&manufacturer_id=0&Itemid=28&orderby=product_list&limitstart=80"]Piłeczka pleciona [/URL] tylko my mamy nie 7cm, tylko większą - 10cm :) Moja Musli to pittbulka, więc siła w pyszczku jest :cool3:, a te zabawki zniosły nawet próby przeciągania się nimi :)
  23. Muszelka

    Wodobrzusze

    Przyczyną nie musi być marskość (rozszerzone badania krwi mogą ją sugerować) ale i tak powinno się zdiagnozować psa, żeby wiedzieć jak leczyć. Pomocne może być badanie próbki płynu z jamy brzusznej, biopsję też można wykonać, ale to już bardziej inwazyjne i niebezpieczne badanie. Przy marskości w USG wychodzi zwykle pomniejszenie wątroby. Najlepiej, żeby suczkę zbadał jakiś dobry specjalista od chorób wewnętrznych psów. Pozdrawiam
  24. Muszelka

    Wodobrzusze

    Wszystko zależy od tego jaka jest dokładna przyczyna (marskość, zbyt niska ilość białka w surowicy.itd) Generalnie raczej podaje się leki odwadniające i ew. leczy przyczynowo np. podaje leki przeciwzapalne. Ściągnięcie płynu osłabia psa, a płyn i tak nachodzi z powrotem, jeśli nie usunie się przyczyny. Warto mierzyć psa centymetrem krawieckim, żeby lepiej monitorować skuteczność leczenia. Stan w którym w wyniku choroby wątroby pojawia się wodobrzusze jest bardzo poważny - my widzimy wodobrzusze ale płyn to tylko objaw, najgroźniejsze jest samo upośledzenie czynności wątroby i jego skutki dla całego organizmu. Pozdrawiam i trzymam kciuki za pieska.
  25. Dawka Zipyranu to 1 tabl/każde 10kg (pies 20-30kg -> 3 tabl), czterema też się nie otruje, ale moim zdaniem, jeśli są problemy z jelitami to lepiej zrobić badanie kału (u dorosłych psów biegunki tła pasożytniczego najczęściej wywołują takie pasożyty jak włosogłówki, tęgoryjce lub giardia; a przy nich Zipyran podany jednorazowo nie pomoże, nawet jeśli pies dostanie większą dawkę).
×
×
  • Create New...