W sklepach w ogóle nie powinno byc zwierząt, czy to psów, czy kotów, królików, czy węży... Dla wszystkich zwierząt to katorga i duże prawdopodobieństwo bycia zabawką w przyszlosci, która sie znudzi jak urosnie... Wiecie, cos na zasadzie, ze wchodzi matka z dzieckiem do sklepu i jest: "Hej mamo, patrz, jaki słodki, kup mi"... A potem psy i koty kończą w schroniskach, a króliki, myszy i inne mniejsze zwierzęta są wypuszczane do lasu (już pomijam gówniarzy, którzy kupują małe zwierzeta, żeby się nimi trochę 'zabawić' - a jak, to pewnie wiecie)...
Paranoja...
Zwierzaki są często chore, mają robaki, zaropiałe oczy, są w malych klatkach, czesto brakuje wody, nawet w upalne dni... Najczęściej to jeszcze maluszki, które powinny byc przy mamie...
Tak jest chyba wszędzie, nie tylko w Krakowie.
Ja wychodząc z zoologicznego zawsze jestem wsciekla, nie wiem czy bardziej przez warunki tam panujące, czy przez moją bezsilność...