Jump to content
Dogomania

dorota1

Members
  • Posts

    2259
  • Joined

  • Last visited

Everything posted by dorota1

  1. Jest bardzo łagodna i cierpliwa. Bardzo nie lubi zakrapiania oczu, ale ponieważ ciągle jej łzawią i podczas zabiegu sterylizacji, gdy była pod narkozą pan doktor sprawdził te oczy i okazało się, że w jednym jest uszkodzona powieka i to oko prawdopodobnie już tak będzie łzawić, a w drugim były mikroskopijne rzęsy, które wrosły w oko. Pan doktor usunął te rzęsy i zapisał krople do oczu. Jest zdecydowanie lepiej, ale ciągle te oczy zakrapiamy. Mila tego nie lubi, ale wystarczy, że powiem "Mila zakropimy oczka", to od razu wskakuje na kanapę i spokojnie poddaje się tym zabiegom. Podziwiam ją za jej posłuszeństwo. Jest też śmieszna w swojej zazdrości o mnie. Nikt nie może zbyt blisko mnie siedzieć, bo najpierw siada przede mną i tak śmiesznie prycha, a potem szczeka, albo wskakuje mi na kolana, a kiedy niedawno miałam imieniny i moja znajoma składała mi życzenia, Mila rozszczekała się na dobre.
  2. A jak się lubi czesać. :multi:Sama nadstawia się do czesania. Jedynie nie lubi jak się ją czesze po ogonie.
  3. Coś w tym jest, co napisała Red, że Lenka szczęście przekazała Mili. Gdy otrzymałam smutną wiadomość o śmierci Lenki, byłam właśnie w pracy, a moja koleżanka, która widziała, jak bardzo to przeżywam, pocieszała mnie, żeby potraktować to jako znak, że gdzieś jest inny piesek, który mnie potrzebuje. I rzeczywiście za kilka dni była z nami już Mila. Dobrze, że do wątku Leny dotarłam na dogo dopiero teraz, bo gdybym wtedy zobaczyła te zdjęcia Leny opuszczającej to okropne więzienie, gdzie tyle czasu spędziła i ten jej wzrok, w którym było chyba tyle samo lęku, co i nadziei na lepsze życie, to chyba by mi serce pękło. Teraz po pewnym czasie, gdy ten żal trochę okrzepł jest lżej, ale i tak bardzo, bardzo smutno, że Lena miała takiego pecha. Przez kilka pierwszych dni pobytu Mili u nas łapaliśmy się na tym (nie tylko ja, ale i mój mąż i dzieci), że wołamy na Milę Lena. Bo Lena miała być z nami. Teraz kochamy Milę chyba podwójnie mocniej, bo jeszcze za Lenę.
  4. Miałam adoptować Lenkę. Byliśmy cała rodziną na to przygotowani i nie mogliśmy się doczekać, kiedy ją weźmiemy, a tu przyszła taka tragiczna wiadomość, że Lenka nie żyje. Chciałam jej wynagrodzić te krzywdy, jakie w życiu doznała, jakie zgotował jej ktoś, kogo trudno nazwać człowiekiem. Że też takich bydlaków Święta Ziemia nosi!!! Mamy teraz Milę, cudowną i kochaną sunię, ale bardzo często myślę o Lenie i zastanawiam się, dlaczego Polska jest zaściankiem Europy jeżeli chodzi o traktowanie zwierząt. Nigdzie w Europie nie ma takiego bestialstwa jak u nas. Kary są zbyt niskie i na dodatek sądy karzą w zawieszeniu. A to co dzieje się na wsiach, przechodzi ludzkie wyobrażenie. Mieszkam w mieście, ale mam kontakty z różnymi osobami mieszkającymi na wsi i widzę, że trudno tu liczyć na zmiany w lepszym kierunku, bo trzeba by zacząć od wychowywania dzieci i mlodzieży w szkołach, a kto to ma zrobić, skoro nauczyciele też najczęściej pochodzący ze wsi sami nie szanują zwierząt. Słyszałam o psie nauczycielki (absolwentki Katolickiego Uniwersytetu Lubelskiego), której psu łańcuch wrósł w szyję, bo nawet mu nie kupiła obroży. Nic dodać, nic ująć. Wygląda na to, że na wsi jeszcze długo nic się nie zmieni. Cudownie, że są tak wspaniałe osoby, jak wolontariusze z dogo i nie tylko z dogo, którzy ratują te biedne zwierzaki, dają im tymczasowe domy i szukają stałych. Podziwiam Was wszystkich, jesteście Wielcy. Robicie coś wspaniałego!!!:lol::lol::lol:
  5. Ale Titce wygodnie! Ciekawe co pozostałe zwierzaki na to?
  6. Śliczna i słodka.:lol::lol::lol:
  7. Miałam kiedyś suczkę chorą na padaczkę i nie była ta choroba jakimś specjalnym problemem. Wystarczy tylko chcieć pomóc psu, a nie szukać wymówek, że jak chory to nie. Ludzie są bardzo wygodni. Szkoda słow.
  8. Moja adoptowana Mila też na początku dużo piła i często sikała zarówno w domu jak i na spacerach. Zdarzało się, że wychodzliśmy z nią co 1,5-2 godzin, ale teraz z czasem jest coraz lepiej. Sygnalizuje potrzebę wyjścia,a w domu zdarza sie jej wysikać ewidentnie z emocji, gdy np. przyjdzie ktoś obcy, albo ktoś z nas wróci na chwilę do domu i zaraz wyjdzie. Badania miała robione przed sterylizacją i wyszły dobre, więc to nie jest sprawa chorobowa. Im dłużej jest u nas, tym lepiej się kontroluje w kwestii sikania, bo kupy zawsze robi na spacerach. Z Kamą też na pewno wszystko się unormuje, jak tylko poczuje, że ma swój dom na stałe.
  9. Mila jest rzeczywiście członkiem naszej rodziny. Nawet śmiejemy się, że nas całkiem zawojowała, żeby nie powiedzieć zdominowała. Dziś po raz pierwszy biegała bez smyczy, było to u nas na działce, która niestety nie jest ogrodzona i dlatego dopiero dziś odważyliśmy się ją puścić luzem, ale czułam, że już można. I rzeczywiście Mila wybiegała się do woli za patykiem, ale biegała zawsze w pobliżu nas, jedno słowo i była przy nodze. Jest bardzo posłuszna i stara się nie spuszczać nas z oczu. Mamy teraz bojowe zadanie; na wiosnę ogrodzić nasz ogródek działkowy, żebyśmy wraz z Milą czuli się pewnie i bezpiecznie. Dziekuję Wszystkim za miłe słowa i pozdrawiam
  10. Super wiadomość i wspaniali ludzie!!! Takie gesty przywracają wiarę w człowieka.
  11. Polecam KrakVet - Wola Duchacka ul Sanocka 3, oraz Nowa Huta os. Złotego Wieku. Bardzo kompetentni i oddani zwierzętom lekarze. Wspaniały specjalista dr Jarosław Orzeł. Lecznica czynna cała dobę, a ceny naprawdę dostępne dla każdego. Nie to co w przereklamowanej Arce.
  12. Ponieważ dwa tygodnie temu sterylizowałam moją 2 letnią suczkę adoptowaną z Fundacji, chciałabym zabrać głos w tej sprawie. Powiem szczerze, że mam bardzo mieszane uczucia. Do sterylizacji obligowała mnie umowa adopocyjna, ale i sama byłam do tego przekonana, bo dawno temu dwie moje sunie umarły na ropomacicze, więc byłam przekonana o konieczności tego zabiegu, ale teraz już po fakcie, taka przekonana nie jestem. Oddałam na zabieg zdrową, wesołą i brykającą sunię, a odebrałam wrak psa, na którym autentycznie płakałam. Zabieg został wykonany bardzo dobrze przez wspaniałego i godnego polecenia lekarza dr Orła z KrakVetu, przed zabiegiem zrobiliśmy wszystkie konieczne badania, była narkoza wziewna, ale pomimo tego sunia przez całą noc po zabiegu ok. 10 godzin bez przerwy chodziła po mieszkaniu, jak tylko napiła się wody, to wymiotowała, nie jadła prawie przez 4 dni (schudła 1 kg), pod koniec karmiłam ją łyżeczką papkami Bobovity dla dzieci, bo bardzo się o nią bałam. Boleć ją raczej nic nie bolało, bo dostała środki przeciwbólowe i po zabiegu byliśmy kilka razy na koniecznych kontrolach w KrakVecie, gdzie sunia dostawała antybiotyki w zastrzyku. Teraz ma już zdjęte szwy i znów jest wesoła i brykająca, ale dla mnie było to bardzo traumatyczne przeżycie. Myślę, że gdybym miała przeżyć to po raz kolejny, odczekałabym na cieczkę u suni i jeżeli wtedy zobaczyłabym, że bardzo się męczy, albo ma urojone ciąże, byłoby mi łatwiej oddać ją na zabieg, a tak oddałam zdrowego psa na cierpienia. Ona cierpiała dodatkowo jako pies po przejściach, który już wiele przeżył w życiu, może takie wypieszczone rasowce znoszą to inaczej? Mam też wątpliwości co do masowych sterylizacji tych biednych suk w schroniskach. One dopiero muszą cierpieć, bo przecież ich nikt tak nie dogląda, jak ja doglądałam moją. Co do ropomacicza, można sukę np. raz w roku poddawać profilaktycznym badaniom np. USG, które odpowiednio wcześnie może wykazać zagrożenie tą chorobą. Myślę, że każdy właściciel musi rozważyć wszystkie za i przeciw, ale tych przeciw nie jest tak mało, jak by sie wydawało.
  13. Jestem nową właścicielką Mili, ale dopiero dziś dotarłam do tego wątku na forum i chciałam napisać o niej parę słów. Mila jest czarującym, wesołym i kochającym psiakiem, aż trudno uwierzyć, że tyle w życiu przeszła. Uwielbia jak cała rodzina jest w domu (tzn. mój mąż, moja mama i moi dwaj dorastający synowie). Jest nas tak dużo, że Milusia nigdy sama w domu nie zostaje. Kiedy na spacer wychodzi z nią więcej niż jedna osoba, oznajmia swą radość głośnym szczekaniem na schodach. Bardzo lubi spać w łóżku. Bawi się chętnie różnymi piszczącymi zabawkami, ale jest tak mądra i posłuszna, że nauczyła sie bez problemu tolerować naszą spacerującą od czasu do czasu po mieszkaniu świnkę morską, której tylko czasem wyjada z klatki surową marchewkę, bo Mila bardzo lubi chrupać marchewki. Miałam już w swoim życiu dwie suczki, ale takiej kochającej i w człowieka wpatrzonej jak Mila, to nie miałam nigdy. Bardzo się cieszę, że możemy jej wynagrodzić te krzywdy, które zgotował jej wcześniej człowiek. Cieszę sie też, że mamy za sobą sterylizację, bo choć zabieg wykonywał bardzo dobry lekarz dr Jarosław Orzeł z KrakVetu i Mila miała na moją prośbę narkozę wziewną, to po zabiegu czuła się źle. Całą noc chodziła z kąta w kąt i wymiotowała, schudła kilogram, bo przez trzy dni nic nie jadła, a ja nad nią płakałam, że jej to zrobiliśmy. Teraz po 2 tygodniach juz wszystko wróciło do normy i Mila dokazuje jak dawniej. To co wyczynia witając każdego z nas wracającego do domu jest trudne do opisania. Po prostu szaleje z radości. Czasem jeszcze zdarzy się jej wysikać w domu (ale w jednym miejscu na gazetę), więc nie robimy z tego problemu, bo wyglada na to, że jest to u niej częściowo sprawa emocjonalna. Sika, gdy przyjdzie ktoś obcy, albo gdy ktoś z nas wychodzi z domu. Staramy sie bardzo często wychodzić z nią na spacer, nawet co 2 godziny, ale nikt z nas sobie nie krzywduje, bo urok Milusi wynagradza wszelkie niedogodności. Dziwię się ludziom, którzy kupują za ciężkie pieniądze rasowce, podczas gdy tyle psiej krzywdy wokół, a żaden rasowiec nie da człowiekowi tyle miłości, co taki zwykły psiak, któremu zmieniło się świat na lepszy. Wiem to, bo sama miałam do tej pory tylko psy rasowe i mam porównanie. Kto nie odważy się zaadoptować psiaka pokrzywdzonego przez los, ten nigdy się nie dowie, co traci.
×
×
  • Create New...