Lucuś wieczorkiem był ze mną na 2 spacerkach, ale kupy nie było, w sumei wyszło ponad godzine spacerkow. Ale normalnie koszmar, weszłam dziś do pokoju, smród jak nie wiem, szczaniki zakupkane, sprzatnęłam im, kotom też, ale ten amoniak aż mnie rozkładał, otworzyłam drzwi, to Lucek zaczął szczekać, brązowy też, szczeniaki też, musiałam jedną ręką drapać Lucka, drugą brąza, a szczeniaki jadły mi włosy, potem postawilam miske z woda Lucka na ich klatke bo sprzątałam i poszliśmy z Luckiem na spacer, jak wrocilam pokoj zalany przez tą miskę...
ZNALAZŁAM MISIA I NIE ODDAM -tzn. oddałam szczeniakom!