Jump to content
Dogomania

dreag

Members
  • Posts

    6714
  • Joined

  • Last visited

Everything posted by dreag

  1. Cześć, wróciłam na łono forum. Najpierw wyjazd, potem zepsuty komputer, ale jestem. Co słychać? Ta pani, o której mówisz Monia, to ta z tym domem w Starosielcach, prawda? Pisałam o niej wyżej. A co u Zuzy, wysyłałam smsa do Ani, ale cisza. Do Moni też, czyżby na wyjeździe? Pozdrawiam wszystkie "tuzaglądaczki".:lol:
  2. Barrrrdzo się wstydzę!!!!!!:oops:
  3. Ania właśnie mówiła, że będzie ją powoli przyuczać do obroży, a potem do smyczy. Słodziutka ta mała, widziałam ją w ogłoszeniach. Super, że udało się znaleźć domki dla Buni i Bezy. Mam nadzieję, że trafiły w miejsce, gdzie będzie im chociaż w przybliżeniu tak dobrze, jak u Ewy.:cool2:
  4. A jak było na zawodach? Wygrałyście jakieś miejsce, jak atmosfera, dużo ludu? Nas z Niką niestety zabrakło.:oops:
  5. Kobity to teraz Zuza!!! Pomóżcie porozklejać jeszcze jakies ogłoszenia. Ja już po wsiach i osiedlach wszelakich zjeżdżam tyłek, ale nie wszędzie jeszcze dotarłam. Niech i jej się w końcu poszczęści. A jak tam ten nowy szczeniaczek (to ona, tak?);) Jak ktoś zadzwoni, będę proponować.
  6. Byłam w piątek u Zuzy na zdjęcie szwów. Suczka nie ta sama. Zadowolona, biega z kumplami, zakochana w Ani (z wzajemnością zresztą). Wczoraj dzwonił Pan, szukał ostrego psa do pilnowania posesji, ale jak usłyszał, że była bezdomna, stwierdził, że nie będzie dobrze pilnować. I tyle.
  7. No właśnie, coś mi się przypomniało, że mówiłaś o nowym domu, to co, schronisko jej nie złapało? Skąd ten nowy dom? A co do tych okładów z kapusty, przypomnij o nich Ani, może zrobi...
  8. Przypomniało mi się... Czy wiedziałyście, że ta czarna suczka z Rynku Kościuszki (pomnik Piłsudskiego) została podobno złapana do schroniska? Wczoraj zapytałam o nią kwiaciarkę pod filarami przy Empiku i ona mi to powiedziała. Było to jakieś miesiąc temu. Biedna suczka trafiła za kraty... Ciekawe czy jeszcze tam jest (hmm)...?
  9. Ania mówiła, że Zuza zwymiotowała po tej tabletce, więc chyba nie będzie jej dawać. A Altacet namiętnie wylizuje i też nie może go stosować... Szkoda, bo bidula się męczy, ale co zrobić:razz:
  10. Właśnie wysłałam do Ciebie Ewuś prośbę o przesłanie na mój mail. Byłam dzisiaj u Zuzi dać Ani tabletki p/laktacji, które załatwiłam. Sunia bardzo grzeczna, Ania bardzo ją chwali. Koniecznie chce siedzieć w domu, zagląda do pokoju, ale Ania ze względu na maluchy nie wpuszcza jej na dywan. Mówi "nie wolno" i ona to rozumie. Bardzo się słucha, jest spokojna i posłuszna, naprawdę super. Ania wpuszcza ją do korytarza, Zuza najchętniej kładzie się w łazience na posadzce, pewnie ze względu na ochłodę. Jest super do dzieci. Bardzo cierpliwa, mały (2latek) przynosi jej zabawki, zaczepia, bierze za uszy, a ona znosi to ze stoickim spokojem. Ania mówi, że ona nadaje się do siedzenia w domu, bo bardzo to lubi, a poza tym czuje obecność człowieka. Widać, jak bardzo tego potrzebuje i jak lgnie do kontaktu i pieszczot. Jak się do niej coś mówi, to zaraz skomle, skarży się... Fajna psiunia. :lol:. Dzwoniła jedna kobita, co to może by ją wzięła do pilnowania posesji w Starosielcach. Ona mieszka w innej miejscowości, ale mąż pracuje w Białymstoku i podobno codziennie tam zajeżdża. Ale chyba nie o to nam chodziło, prawda...? Poza tym na razie cisza:shake:
  11. Ewa, jak możesz i masz chęci to zrób ten plakat. Dzięki za propozycję:multi:!
  12. Może ktoś pomoże mi zrobić jakiś fajny plakat z opisem do wywieszania w lecznicach i innych miejscach? Jak już Monia wklei inne zdjęcia, będzie można coś wybrać. Na razie nikt nie dzwonił z ogłoszeń "oddam"...
  13. Szwy spoko, choć widać, że chyba zaczynają jej przeszkadzać, bo tam zagląda, a może to te nabrzmiałe cyce... A co do jej figury, to taka właściwie była, szkapina... W ciąży wyglądała trochę masywniej. Ale jest śliczna, prawda? I taka smutna...
  14. Podchodzi, bo jak zajechałyśmy do Doktorc, to też byłyśmy obce, a od razu podeszła i dała sie głaskać. Tylko nienawidzi wszelkich prób złapania jej. Miała już z tym styczność...
  15. Ja tam byłam i zdjęcia robiłam... Zuza ma się chyba lepiej, chociaz ciepi na tęsknotę i bardziej przyziemną, ale bolesną przypadłość - nabrzmiałe sutki (mleko) i niezłe zapalenie, bo gorące jak diabli:angryy:. Ania ma jej robić okłady z Altacetu, a ja spytam jutro mego kolegę lekarza, czy może inny specyfik. Ma towarzystwo dwóch psich panów - kładą się z nią w sieni, razem spaceruja po podwórku. Ale dalej chodzi i popłakuje, aż się serce kraje. Przyzwyczaja się chyba do Ani, bo chodzi za nią krok w krok. Chudzina, ale mam nadzieję, że się odkarmi. Zapuściłam jej środek od pcheł i robali, wygłaskałam, wycałowałam i pogadałam. Nic mi nie odpowiedziała, ciekawe, co bym usłyszala, gdyby mogła...Marzę o tym, że ktoś się w niej zakocha na zabój. Ma takie śliczne oczy i robi takie minki, że serce się ściska. Właśnie wysyłam zdjęcia Monice - daj tu kilka koleżanko, bo ja w tych sprawach niekumata:oops:.
  16. Czekajcie na Monię, jak wróci, pewnie nam wszystkim powie kogo ma na myśli. Wszyscy byśmy chcieli, by trafił tam ktoś, komu naprawdę zależy na losie zwierząt, a nie robieniu interesu, czy działaniu na zasadzie "robię, bo muszę". Ciekawe, co tam u Mamci. Jak dzwoniłam rano do Ani, mówiła, że wczoraj nawet nie chciała wyjść na dwór. Dzisiaj już chodzi po podwórku, ale z kolei popłakuje. Albo tęskni, albo bolał ją brzuch, bo podobno rzuciła się na jedzenie. Może Monia będzie dzisiaj u niej z Iwoną, to dadzą znać. Ja wybieram się jutro. Jakoś za nią tęsknię. No, a teraz jadę nakarmić moje 2 podopieczne dzikusy. Jak będą w dobrym humorze, to może przynajmniej jedna da się pogłaskać. Ostatnio, po kilku miesiacach przerwy, dostąpiłam tego zaszczytu. Jak przyjeżdżam aż skaczą z radości i wiszczą, a jak wyciągam rękę - uciekają. A tak uwielbiają pieszczoty... Instynkt samozachowawczy jest jednak silniejszy.
  17. A co do tych "niusów", dopiero doczytałm, że już była o tym mowa. Co do schroniska- to Ci się Plinka nie dziewię, wiele razy tam (dawno) byłam, żadne moje wspomnienie nie jest pozytywne, pracujące tam osoby, (niektórych już na szczęście nie ma) na zawsze pozostaną w mojej pamięci (niestety). A psy... nie jestem w stanie znieść tego widoku. Codziennie tam przejeżdżam jadąc do pracy i ZAWSZE patrzę w te stronę, ale wejść tam już chyba nie potrafię:shake:. Może mam zgorsze wspomienia niż tam jest teraz w rzeczywistości, ale to jest próg, którego boję sie przekroczyć, by mieć spokojny sen. Wiem, że z drugiej strony to tchórzostwo i zamykanie oczu, ale tak jest. Poza tym kilka bezdomnych psów, które kiedyś dokarmiałam (robiłam to chyba od zawsze) i się do nich strasznie przywiązywałam, ktoś w końcu oddawał czy zgłaszał w to miejsce i one tam zapadały się pod ziemię...
  18. Dziewczyny, mam prośbę, jeżeli gdzieś zobaczycie plakat, zerwijcie - porozklejałam ich około 40, teraz wisi ich pełno, zwłaszcza na Dojlidach i Centrum, jako, że zaczęli dzwonić ludzie, że tam być może jest. Część już zlikwidowałam, ale jeszcze sporo zostało. Z góry dziękuję!!!!
  19. Czy to ta, o której rozmawiałyśmy?
  20. Dzięki Plinka, trzymaj teraz kciuki za dobry dom. Masz jakieś zdjęcia mojej Niki z Pikniku? Jesli możesz, to wrzuć mi je. Zaglądasz do schroniska? Wiecie, że kierownik został wyrok w związku z poprzednią pracą (jakieś machlojki finansowe) i w związku z tym nie będzie mógł dłużej pracować w schronisku, na stanowisku publiczym? Słyszałam w radiu. Ciekawe kto będzie następny. Widziałam, że zrobili zadaszenia dla psów przy bramie, a już się zastanawiałam, czemu nie ma (słyszałam, że mieli dostać blachę od Pruszyńskiego).
  21. Mam nadzieję, że szybko znajdą się amatorzy na psiunie, pozdrawiam i trzymam kciuki.
  22. Wiesz Monia, tak wczoraj rozmawialam z Anią, że może ona jednak sama otworzyła tą bramkę, skoro Ci ludzie w Doktorcach mówili, że ona umie sobie radzić z ogrodzeniami? Psy, które chcą wyjść umieją różne niesamowite sztuczki. Bo z drugiej strony, kto byłby na tyle durnowaty, żeby otwierać bramkę wychodzacą wprost na ruchliwą ulicę? Trzeba być nie wiem jaką świnią, ale z drugiej strony, bywają lepsi... Ania ma ten remont i dwójkę malutkich rozrabiaków, trudno jest jej napewno wszystko to ogarnąć. Podziwiam ją, że dziewczyna jeszcze nam pomaga, bo gdyby nie tacy ludzie, to wiele byśmy nie wskórali z tymi bezdomnymi psinkami, którym trzeba znaleźć dom:loveu:. A co do naszej Mamci vel Zuzy - to naprawdę niełatwa sprawa... Też tak myślałam wczoraj dłuuuuuuuuuugo. Gdyby miała dom, taki z prawdziwego zdarzenia, kogoś kto kocha zwierzęta, a nie bierze psa, ot tak, niech będzie, kto by ją pieścił, głaskał, rozmawiał, to jestem przekonana, że byłaby wdzięczna i oddała swoje przywiązanie (nie mogę zapomnieć, jak wczoraj mnie zobaczyła i z jakim szczęściem do mnie biegła, choć przecież mało miałam z nią kontaktu-ale byłam kimś kogo znała). Nie miałaby pcheł, kleszczy, nie marzłaby, nie musiała żebrać... Czy ktoś taki się znajdzie???? Dostałam na jej punkcie bzika (to u mnie normalne, zawsze tak się angażuję z tymi zwierzakami). Moja mama zawsze mi mówi, że kiedyś się przez to wykończę. I co, Ania ją gdzieś przywiązuje? Nie chcę jej co chwila zawracać głowy i wydzwaniać. Zostawiłam tam wczoraj jeszcze to posłanie na którym jeździła u mnie w samochodzie, może przez to poczuje się troszkę lepiej, wiesz, swojskie zapachy. Pytałaś skąd dzwonili - z wieszanych ogłoszeń, czy z netu - stąd i stąd. Jeszcze wczoraj wieczorem, dzwoniła przejeta pani, kolejna osoba, która mówiła, że biegała koło Urzędu Miejskiego. Musi tam być jakaś podobna sunia (kolejne psie nieszczęście)[IMG]http://static.dogomania.pl/forum/images/icons/icon9.gif[/IMG], bo to czwarta osoba z tego terenu. Bardzo się ucieszyłam, że tyle ludzi starało się pomóc. Dzwonili, pytali, dłużej ze mną rozmawiali, żałowali, podniosło mnie to na duchu. Bo znam wielu, którym los zwierzaka jest obojętny, a nawet chętnie by któregoś przygrzmocili dla frajdy:mad:, i takie tam, a tu masz! Naprawdę jestem pod wrażeniem. Miałam dzisiaj rano miły telefon od pani AW, którą serdecznie pozdrawiam, wiem, że też się martwiła, bo wie jak wygląda sprawa z puszczonymi szwami, brr, makabra. Z tego wszystkiego nie zapytałam jak poszło w niedzielę z kotami. Powiedz coś. :smile:
  23. Cały czas drżę czy ona tam jest... Monia, dzwoniłaś do nich? Wysłałam smsa, żeby Ania jej trochę posypała zasypką skórę w okolicach szwów, bo brzuch trochę obwisa, by nie porobiły się odparzenia. Nie dostałam odpowiedzi, a boję sie dopytywać. A to, o czym pisałaś mi w mailu to możliwe, a nawet wielce prawdopodobne. To nie jest dla niej nalepsze miejsce, jesli chciałyśmy ją trochę zsocjalizować. Jest przyzwyczajona do dużej nieograniczonej przestrzeni. Żebyś widziała jak się ucieszyła, gdy mnie zobaczyła w tym samochodzie, a wiesz przecież jak było w Doktorcach. Bez żadnego "ale" dała się wziąć na ręce i włożyć do samochodu. Ani się nie odgryzała, ani wyszarpywała. Zero kagańca czy nawet potrzeby smyczy. Była nieźle wykończona. Przybiegła do mnie jeszcze, a w samochodzie zupełnie opadła z sił. Jak chciałyśmy żeby wyszła z samochodu, to nie dała rady, przelewała się przez palce. Widać, że nieziemsko zmęczona, miała przekrwione oczy. Gdyby ktoś chciał jej poświęcić dużo czasu i dać mnóstwo czułości, myślę, że byłaby szczęśliwa. W innym wypadku to nie ma sensu.
  24. Skończył się 28 godzinny koszmar. Mój i suczki. Sunia się znalazła!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!! Ile się najeździłam, chodziłam, ryczałam, to tylko ja wiem. Nie mogłam przeżyć, że przywiozłam ją z tych Doktorc. Tam, choć bezdomna, mieszka na spokojne wiosce, pokłada się przy krowach, żebrze u znajomych gospodarzy, a tu skazana na poniewierkę, straszny stres z nieznanym miejscem, a co najgorsze- tylko co po operacji... (na szczęście już będzie wolna od ciągłego matkowania). Oczyma wyobraźni widziałam ja jak leży gdzieś w krzakach samotna, z rozwalonym szwem i dogorywa. Koszmar. Jeździłam trzy razy do Dojlid, w tym szukałam po noocy, przeczesywałam krzaczory, ulice, posesje, wołałam, nasłuchiwałam i nic... Rano mąż zadzwonił, że podobna biega przy działkach na 27 Lica, więc byłam tam w 5 minut. Nie ta. Za chwilę ktoś zadzwonił, że widział prawdopodobnie ją na Warszawskiej przy poczcie głównej. Chodziłam, szukała, zagladałam, byłam w parku z tyłu Kościelnej, przy Białce, potem za jakiś czas znowu wróciłam na Warszawską - przeszłam całą, potem Jurowiecką, znowu park przy Piłsudckiego, Dojlidy. W międzyczasie przyjechałam wyprowadzić swoje psy. I wtedy przyszedł sms - chyba była o 11.00 na Pałacowej, gdzieś przy sklepie Bojary. Chociaż w tym czasie przeszukiwałam Warszawską, pomyślałam, ze sprawdzę to jednak, bo nie da mi spokoju. Wsiadłam w samochód i skręciłam na Dolistowską, bo pomyślałam, że z 27 Lipca tam wygodniej dojechać. Minęłam schronisko, dojechałam do skrętu na ul. Pieczurki... i ONA tam stała. Cud. Stała, jakby na mnie czekała. Zawołałam ją i podbiegła, machając ogonem choć w wiosce uciekała na widok samochodu. Nie mogłam uwierzyć (i nadal jestem w szoku) we własne szczęście. Położyła sie na środku jezdni, a ja ryczałam jak głupia. Kobieta zatrzymała się i zapytała czy coś sie stało - wytłumaczyłam jej (wszyscy przejeżdżajacy myśleli pewnie, że potrąciłam psa). Pomogła mi zapakować psinę do samochodu (nawet nie protestowała, choć wcześniej panicznie się bała) i padła jak nieżywa. Nawet sie nie poruszyła. Zawiozłam ją z powrotem do DT i poprosiłam na litość by jej bardzo pilnowali i nie spuszczali ani na chwilę. Strasznie się boję, że znowu pójdzie, a cuda nie zdarzają się co chwilę. Chyba się do tego wszystkiego nie nadaję... Tak strasznie to przeżyłam, że łzy dalej leją mi sie ciurkiem. Głupia baba ze mnie. Tak się zastanawiam czy rzeczywiście uszczęśliwiać ją na siłę i szukać jej tego domu, czy nie lepiej zawieźć z powrotem na jej znaną wieś. Z nowego domu też ucieknie, i co wtedy, znowu tułaczka? Teraz cały czas kołacze mi się po głowie myśl, żeby znowu nie uciekła i aż przeraźliwie boję się telefonu. Nie poszłam dzisiaj na dyżur, prosiłam Pana Boga o pomoc i idę podziękować. Serdeczne dzięki wszystkim, którzy starali sie pomóc, a zwłaszcza Pędzelopce, która wysłała tego smsa, o którym pisałam wyżej. Pozdrawiam wszystkich. Trzymajcie za sunię kciuki. W DT nazwali ją Zuza.
×
×
  • Create New...