Domek się nie odezwał, choć wydzwaniałam cały dzień. Nagrywałam się na pocztę, prosząc choćby o potwierdzenie rezygnacji. Zostałam olana. To że ja to nieważne ale serce boli że stary biedny pies też. Wydzwaniała równiez osoba, która miała wieźć Maćka. Również się nie dodzwoniła.
Cud się nie zdarzył.
Cioteczki, poproszę o decyzje co z pieniędzmi, które wpłaciłyście. Ja 50zł od p. Gosi przeznacze na najbliższy transport psiny z naszego schroniska.