Poszłam kiedyś z moja koleżanką na spacer. Mówiła mi, że widziała w rowie martwego psa. Poszliśmy do tego rowu i...leżał tam pies.
Czarny, mały kudłaty, dość młody kundelek, w rowie, pyszczek miał w wodzie, jakby...wykręcony. Bardzo nam było go żal...Zastanawiałyśmy się jak to się mogło stać. Ustaliłyśmy coś w typie tego, ze pies stał na drodze, zagapił się, auto jedzie i nagle...pies odwraca głowę, widzi światła, trąbienie, zgrzyt opon i...Ale, gdy Ania (moja koleżanka) powiedziała o tym swojemu bratu Adamowi powiedział że to pewnie ten pan co mieszka na przeciwko tego rowu go zabił bo on tak robi jak jakiś pies chce się dostać do jego suczki.
Mieszkam na wsi, tu niektóre psy biegają luzem wiec jest to bardzo prawdopodobne...Ciekawe ile jeszcze psów zginie z rak tego pana.