Jestem w szoku.
Spróbujcie nas zrozumieć. Że każda przeprowadzona adopcja najczęściej poprzedzona jest długim oczekiwaniem, więc kiedy pojawia się nadzieja na dom, szalejemy z radości. Trudno tu zapanować nad emocjami, najpierw bezgranicznej radości, że dom jest, a potem złości, że nie wypaliło.
A w przypadku Gucia (offuję, sorki) i Luki, osoby zainteresowane adopcją zalogowane były na Dogo i z nami rozmawiały i rozbudzały nasze nadzieje, więc kiedy wszystko jest już załatwione, transport zorganizowany, pieniądze zadeklarowane, kilka osób zaangażowanych nie tylko wirtualnie a tu nagle bomba. Domu nie ma. Nagle. Niespodziewanie. Czy zdajecie sobie sprawę z tego jak skrajne emocje nami targają. Ja po Guciu przepłakałam pół nocy, to nie jest ważna akurat, ale jedni reagują płaczem, drudzy agresją, złością. Każdy z nas jest inny, jest tylko człowiekiem. Szanujemy ludzi, kochamy zwierzęta, tylko że ludzie potrafią wyrządzić tyle krzywdy, zwierzaki są bezbronne i bardzo nas potrzebują. Znacznie więcej ludzi pomoże człowiekowi niż zwierzęciu....