Jump to content
Dogomania

jola od jadzi

Members
  • Posts

    2390
  • Joined

  • Last visited

Everything posted by jola od jadzi

  1. Jadziuniu, to pierwsze święta bez Ciebie maleńka, tak bardzo mi Ciebie brakuje...
  2. Szkieleciu kochany,pamiętam... Aniu, dziękuję!
  3. Szalony kocie, Stryków to woj. łódzkie
  4. Jak ten czas leci... Wczoraj minęły dwa lata, jak Skowronia odeszła. W maju dołączyła do niej Jadzia. Śpijcie spokojnie moje kochane staruszki...
  5. Szkieleciu, Skowroniu, Jadziu, śpijcie spokojnie...
  6. [FONT=MS Shell Dlg 2][/FONT] Śpij spokojnie Basza...
  7. [quote name='malagos']Wczoraj odeszła prześliczna jamnisia gładkowłosa, która ze swą córką była u mnie 4 lata temu na dt - obie znalezione w centrum Łodzi, śliczne, zadbane, a nikt ich nie szukał. Znalazły wspólnie cudowny dom i przekochanych ludzi -pan teraz dzwonił, płakał....Nowotwór. To zdjęcie jamnisi, jeszcze u nas, w Łodzi. Śpij spokojnie maleńka...
  8. Jadzię zobaczyłam pierwszy raz już u mnie w domu, przywiozła mi ją Kaja, która tak wcześniej o niej pisała: " Babulinkę zobaczyłam w pawilonach..cały czas leży zwinięta w kłębuszek, tak bardzo boi się większych psiaków, jej wspólkatorów... W schronisku nie ma szans na adopcje a widać że malutka kompletnie się poddała. Leży tak tylko , wtula malutki nosek w ogonek..i czeka....tylko na co??? " I zostałam domem tymczasowym dla Jadzi. W sumie śmiesznie to teraz brzmi, bo większość naszych znajomych działających w fundacji wie, że zwierzaki trafiające do nas (do mnie i Natalii) zawsze zostają na stałe, ale co tam, nieważna nazwa, najważniejsze, że sunia była bezpieczna. Przyjechała 17 grudnia 2006 r i została z nami. Nie powiem, że jej wejście do domu nie zrobiło na mnie wrażenia. Weszła tak, jakby wróciła z 15 minutowego spaceru, machając puszystą kitą zwiedziła całe mieszkanie, gościnnie skorzystała z miseczki z wodą Szkielecia, który ze zdumienia nawet nie zareagował, pomachała radośnie ogonem do przyglądającej jej się z boku kotki Żaby, przywitała się ze mną i akceptując zaistniały stan rzeczy ułożyła się wygodnie na posłaniu Szkieletka. To był jej dom, wiedziała o tym. Nie miałam z nią żadnych problemów, to jest właśnie najlepsza strona posiadania starszego psa. Docenia to, że ma własne posłanie, zawsze pełną miseczkę ,nie gryzie, nie psoci, nie niszczy, jest wierny do bólu, na spacerach pilnuje właściciela nie odchodząc dalej, niż na kilka metrów, umie zachować w domu czystość, co tu dużo mówić, starszy pies to ideał.I taka była Jadzia. Od razu akceptowała nowoprzybyłe do nas zwierzęta, matkowała wyniszczonej chorobami młodziutkiej bigielce Polusi, tolerowała szaleńcze zabawy dorastającego Felka,nie reagowała na bezustanne przytulanie się do niej naszego kota Lesia, Dakotę-Bubę,kolejną kotkę potraktowała jak członka rodziny.W międzyczasie pożegnała wraz z nami Szkielecia i Skowronię. Ze Skowronią była oddzielna historia.Ta niewidoma i głucha jamnicza staruszka mieszkała z nami rok i niestety, nie polubiły się z Jadzią, często dochodziło między nimi do spięć. Tak wtedy opisywałam to na wątku Skowroni: "Jadźka ma przewagę bo jest ciut młodsza i większa,Skowronia stara się, jak może, żeby jej dorównać w zawziętości i głośnym szczekaniu ale gdy dopadają siebie na moment to Skowronia od razu traci równowagę i przewraca się,a Jadźka usiłuje dalej szarżować.Nie wiem, kiedy im ta wzajemna nienawiść czy zazdrość przejdzie,jak na razie trzeba je ciągle pilnować, by nie zbliżały się do siebie bo to moment tylko, jak zaczyna się awantura. I nie mogę powiedzieć, że zawsze inicjatorką tych awantur jest Jadźka, Skowronia niestety też zaczyna... " No i był jeszcze Raster, pies naszej sąsiadki, jego też Jadzia nie lubiła a on jej się bał straszliwie. Trzeba było to widzieć, jak Jadzia widząc Rastera-sznaucera olbrzyma, biegła z szybkością przekraczającą światło z żądzą zagryzienia go na śmierć, a Raster ile sił w nogach umykał jak najdalej. Oczywiście doganiała go i wtedy cały entuzjazm i chęć mordu z niej opadały, poszczekała tylko swoim piskliwym głosikiem i wracała grzecznie do mnie. I tak trwałyśmy spokojnie w naszej zwierzolubnej rodzinie.Czas jakiś temu Jadzia zaczęla zapadać na zdrowiu, stwierdzono u niej utajoną niewydolność nerek, dokuczały jej zmiany na kręgosłupie, miała już około 17-18 lat. Od listopada była codziennie nawadniana kroplówkami, które miały za zadanie wypłukiwać toksyny i mocznik,na początku robili to lekarze, później robiła to Natalia pod stałą kontrolą wet. Były dni lepsze i gorsze ale zawsze nawet po tych gorszych Jadzia się podnosiła.Do ostatniego tygodnia.Walczyliśmy wszyscy,niestety,w sobotę 14 maja moja ukochana Jadzia odeszła. Pochowałysmy ją na Cmentarzu dla Zwierząt przy ul. Malowniczej, leży w jednej alejce ze Skowronią ( na szczęście w odpowiedniej odległości).Mam nadzieję jednak, że tam, dokąd poszła, nie ma waśni i nienawiści między zwierzętami, że Szkielecio i Skowronia wyszły po nią i przeprowadziły ją przez Tęczowy Most, do którego ja ją doprowadziłam.Mam nadzieję, że jest wreszcie zdrowa i sprawna, jej chudziutkie nóżki wypełniły się znowu mięśniami i biega sobie i szczeka, jak każdy zdrowy psiak. Mam nadzieję, że jest szczęśliwa.Moja kochana Jadzia... i kiedyś przybiegnie po mnie i przywita razem ze Szkieleciem, Skowronią i innymi psami, które pożegnałam. I mimo wielkiego smutku jestem już spokojna bo wiem, że pomogłam jej odejść wtedy, gdy nadszedł ten czas.
  9. Tak Małgosiu, to nasza Jadwisia,moja kochana staruszeczka...
  10. Dziękuję Tanitko, chyba żadne słowa nie są w stanie oddać tego, co teraz czuję, choć przecież wiedziałam, że kiedyś to nastąpi...
  11. Wczoraj, 14 maja odeszła moja Jadzia, moja dzielna schorowana dziewczynka podreptała na swoich słabiutkich łapkach do Skowroni i Szkielecia. Była z nami cztery i pół roku...http://www.dogomania.pl/threads/35812-%C5%81%C3%B3d%C5%BA-malutka-BABULINKA..ZOSTAJE-NA-ZAWSZE-W-DOMKU-TYMCZASOWYM!-Jadzia-za-TM. Tak wyglądala w schronisku: A to już u mnie w domu:
  12. I była z nami cztery i pół roku, do dzisiaj. Dzisiaj odeszła. Moja Jadzia kochana...
  13. Z Teosiem bez zmian.W najbliższym czasie wybieramy się na czyszczenie teosiowych ząbków bo mały zakład kamieniarski nam się wyszykował...:) Teoś jest ogłaszany ale cóż z tego, chętnych do adopcji jak na lekarstwo a i ci się wykruszają gdy informuję, że psiak może na spacerki tylko na smyczy wychodzić bo mały wędrowniczek z niego. I tak sobie Teoś czeka aż znajdzie się ten, kto zrozumie, że ważniejsze jest, że może pies będzie na tej smyczy mniej szczęśliwy ale będzie bezpieczny...
  14. Faktycznie potrzeby są ogromne, ja największy problem widzę w transporcie zwierzaków, odległości są duże a na miejscu nikogo nie ma. Teraz priorytetem powinno być założenie licznika przedpłatowego żeby w domu był prąd, tym problemem obiecała się zająć Carmen. Reszta powolutku...
  15. Muszę sprostować... Nie możemy przelewać pieniędzy za wykonane zabiegi( leczenie, kastracje) prywatnym osobom.Faktury za leczenie zwierzaków wystawione na naszą fundację regulujemy w lecznicy. A jesli chodzi o pośrednią pomoc dotyczącą komfortu zwierząt to Szalony Kocie wybacz,ale równie dobrze moglibyśmy finansować remont domu, to pośrednio też dotyczy zwierząt, prawda? Od września zaopatrujemy wszystkie zwierzaki pana Stanisława w karmę i będziemy robić to nadal.
  16. [quote name='piechcia15']chciałam jeszcze nadmienić iż pojawiła sie propozycja opłacenia rachunku przez Fundację Niechciane i Zapomniane, podobno, bo ja w tym nie uczestniczę, więc nie mówię tu o żadnych konkretach. Pewnie jutro Magda (opiekunka) skontaktuje sie z nimi, ale nie sądzę aby "coś" z tego wyszło bo Magda też jest w pewnym sensie instytucją. Założyła grupę wolonatryjną Miauczykotek, która jest pod patronatem VIVY, ale fundacją nie jest. Zobaczymy co z tego wyjdzie.[/QUOTE] Piechcia15, nie ma sprawy,zadeklarowałyśmy pomoc na prośbę Luty ale przecież jest tyle zwierząt w potrzebie, którym pomagamy, że w sytuacji, gdy macie lepsze propozycje i dużo chętnych osób do sfinansowania leczenia suni i jej szczeniąt, my nie będziemy się narzucać.
  17. Spróbuj skontaktowac się z dr Bartolikiem w lecznicy Kalinowa w Łodzi- tel. 255-67-67, jeśli sam nie pomoże to da namiary na specjalistę
  18. [QUOTE To, że dawno nie widział psa nic nie znaczy. Ja też długo nie wiedziałam sąsiada z psami ... ale po prostu zmienił godziny spacerów... No ale, jak zaginął nasz kot - sąsiad dowiedział się o tym natychmiast... Trzymam kciuki ... musi się znaleźć[/QUOTE] Ale fakt, że pies po "krzyczkowych" przejściach był wypuszczany sam na spacer to już chyba coś znaczy... Dziwi mnie też, że najbliżsi "zapsieni" sąsiedzi nie zostali powiadomieni o zaginięciu psa, przecież to właśnie oni mogliby być źródłem nowych informacji o Aresie, znają go przecież...
  19. Lisio rozpuszczony jak dziadowski bicz...Ciekawe kto go tak rozpuścił?
  20. W czwartek jest dzień wolny od pracy, będzie mniej ludzi na ulicach, będę w tym rejonie około godz.11, ktoś dołączy do mnie?
  21. Dobrze, że Angel ma swoje malutkie miejsce chociaż tutaj...
×
×
  • Create New...