-
Posts
2390 -
Joined
-
Last visited
Content Type
Profiles
Forums
Events
Everything posted by jola od jadzi
-
Łódź{FNiZ} Basza odszedł...
jola od jadzi replied to jola od jadzi's topic in Psy, które pożegnaliśmy....
To już dwa tygodnie jak Basza odszedł... -
Łódź{FNiZ} Basza odszedł...
jola od jadzi replied to jola od jadzi's topic in Psy, które pożegnaliśmy....
Zobaczcie... http://schronisko.doskomp.lodz.pl/index.php?co=psy&nr=5033 -
Łódź{FNiZ} Basza odszedł...
jola od jadzi replied to jola od jadzi's topic in Psy, które pożegnaliśmy....
Lepiej bym tego nie podsumowała mimo, że i mnie dręczą wyrzuty sumienia... -
Łódź{FNiZ} Basza odszedł...
jola od jadzi replied to jola od jadzi's topic in Psy, które pożegnaliśmy....
Cóż... prawdą jest, że majqa chwilami mnie dobijała, gdy się dręczyła myślami, czy wszystko w porządku, bo: dziewczyny milczą, nie dzwonią, nie piszą. Dzwoniłam wtedy i pytałam o Baszeńkę i słyszałam to, co zwykle, czyli, że wszystko dobrze, że Basza czuje się wspaniale,że biega, nosi piłeczkę, wszystko w porządku... Teraz mam wrażenie, że majqa podświadomie czuła, że coś się wydarzy...Zawsze prosiła mnie, bym do nich zadzwoniła, tego feralnego dnia zadzwoniła sama... -
Łódź{FNiZ} Basza odszedł...
jola od jadzi replied to jola od jadzi's topic in Psy, które pożegnaliśmy....
Chyba nikt nie wierzy... -
Łódź{FNiZ} Basza odszedł...
jola od jadzi replied to jola od jadzi's topic in Psy, które pożegnaliśmy....
Ja już wróciłam, gołębia nie dało się uratować, pustułka wydziobała mu wole i zwyczajnie jadła go żywcem, miał tyle ran, że lekarz go uśpił żeby się dłużej nie męczył -
Łódź{FNiZ} Basza odszedł...
jola od jadzi replied to jola od jadzi's topic in Psy, które pożegnaliśmy....
Miałby wielki żal , on nam zaufał... My też zaufałyśmy... -
Łódź{FNiZ} Basza odszedł...
jola od jadzi replied to jola od jadzi's topic in Psy, które pożegnaliśmy....
Nie wiem...Chyba nie, bo...co ja mu powiem, jakimi słowami opowiedzieć o tym, co się stało ? Cokolwiek można by było powiedzieć o p. Włodku, złego czy dobrego, to jednak wiedział, że zostawiając Baszę przy sobie, robi mu krzywdę, bo nie jest w stanie nim się zaopiekować. Oddał nam Baszę bo wiedział, że zapewnimy mu najlepszy dom na świecie, w którym Basza dożyje swoich sędziwych lat. Wiedział, że zapewnimy mu najlepszą opiekę weterynaryjną, że doprowadzimy go do zdrowia i dopiero wtedy oddamy go do adopcji, do tego najlepszego domu.Cieszyłyśmy się jak dzieci, kiedy zadzwonił i poprosił nas o przyjazd do niego, bo już dojrzał do ostatecznej rozmowy i rozstania z Baszą. I pożegnał się z Baszą po raz ostatni. Jak mam mu powiedzieć o możliwościach, które nie zostały wykorzystane a dzięki którym Basza mógł żyć? Czy mam mu powiedzieć, że życie Baszy zależało od jednej rozmowy telefonicznej, która się nie odbyła w odpowiednim czasie? Nie mogę, wybaczcie... -
Łódź{FNiZ} Basza odszedł...
jola od jadzi replied to jola od jadzi's topic in Psy, które pożegnaliśmy....
Przeczytałam raz jeszcze cały wątek Baszy od pierwszego mojego wpisu o nim z dnia 29 czerwca 2009 r do dzisiaj. I jest mi tak cholernie żal, tak bardzo żal, że Baszy nie ma już z nami... Ratowaniu Baszy poświęciłyśmy rok, może nie tyle ja, co majqa. Te niekończące się wizyty u p. Włodka, rozmowy z nim, przekonywanie, prośby, wizyty u weta, zabiegi pielęgnacyjne u Magiji, włączanie się coraz większej ilości osób chcących pomóc, zakupy specjalistycznej karmy, szczepienia, dobre fluidy i życzenia płynące od przyjaciół i wielbicieli Baszy, wreszcie zabranie psa do majqi... Był u niej trzy miesiące, które ledwo zmieściły się na kilkudziesięciu stronach zapisanych tu, na forum, majqa relacjonowała każdego dnia to, co Basza zrobił, co i jak zjadł, ile piłek przegryzł, gdzie spał, jak spał...Z tych relacji biła wręcz miłość do Baszy, z resztą sami wiecie, że tego psa nie można było nie kochać, był wyjątkowy...Przyznam, że wątpiłam, by majqa oddała go komukolwiek, ona kochała Baszę, jak swoje dziecko, drżała z niepokoju, gdy Basza zrobił rzadszą kupę, gdy przez chwilę posmutniał, rozmów z wetami i kontrolnych wizyt u nich nie zliczę, rachunków za nie również, ale dzięki temu Basza był we wspaniałej formie, miał ustawione leki na trzustkę, kupy się unormowały, karma była odpowiednio dobrana( przetestowałyśmy chyba wszystkie karmy), było tak, jak być powinno.W całą tę mozolną pracę włączyła się Mama majqi, która córce w niczym nie ustępowała, ba, powiedziałabym nawet, że majqę przewyższała.Otoczyła Baszę tak troskliwą opieką, że patrzyłam z podziwem na te dwie kobiety, które mając tyle własnych osobistych i zdrowotnych problemów,mając kilkanaście( popraw mnie Izuniu, bo nigdy się nie mogłam doliczyć), łącznie chyba jednak ponad 20 zwierzaków, dawały radę ze wszystkim. Nie sposób tu nie wspomnieć o Maćku, mężu majqi , który dzielnie we wszystkich poczynaniach je wspomagał, wożąc Baszę i inne psiaki i koty do weta, przewożąc i odwożąc karmę dla Baszy( bo nie ta),robiąc to wszystko, czego inni mężowie zwyczajnie mogliby odmówić, gdy po kilku godzinach wyczerpującej pracy wracali do domu. Przez te trzy miesiące Basza był zaopiekowany i kochany tak, że tą miłością można by obdzielić kilkadziesiąt psów, i jeszcze by coś zostało... Było wiele telefonów i zgłoszeń w sprawie adopcji Baszy, wszystkie w większości odrzucałyśmy bo to nie było to. Byłam tak, jak Wy przekonana, że majqa nie odda nikomu Baszy bo nikt nie był w stanie sprostać jej wymaganiom, aczkolwiek wiem, że nie były one tak duże, szukałyśmy kogoś, kto odda Baszy całe serce, czas, troskliwość, miłość, będzie się zajmował Baszą tak, jak jak majqa i jeśli zauważy coś ( cokolwiek) niepokojącego natychmiast zareaguje.Może powiecie, że to zbyt duże wymagania ale Basza był jedyny, chciałyśmy dla niego wszystkiego, co najlepsze. Gdy odezwała się do mnie Paulina proponując swój dom, mialam wrażenie, że to jest to. Dom na wsi, psy, koty wyratowane z opresji, młode dziewczyny( dojrzałe w wypowiedziach), które wiedzą czego chcą i co mogą zaoferować, gotowość do przekazywania informacji, stały kontakt z wetem, który przyjeżdża natychmiast na wezwanie, spokój, sielanka. Obawiałam się tylko, czy majqa będzie gotowa do oddania Baszy ale moje obawy były płonne, miłość majqi do Baszy była odpowiedzialna, dojrzała, wiedziała, że jeśli jest ktoś, kto zajmie się Baszą równie dobrze, jak ona, to trzeba dać Baszy szansę... I dała. Basza przeżył w swoim nowym domu dwa miesiące... -
Łódź{FNiZ} Basza odszedł...
jola od jadzi replied to jola od jadzi's topic in Psy, które pożegnaliśmy....
Jakie to wszystko nierealne, nie do ogarnięcia... Poprzedni właściciel Baszy chorujący na nieuleczalną chorobę, z powodu której musiał rozstać się z psem, żyje, a Baszy już z nami nie ma...Wiele z naszych psów odeszło mimo, że walczyliśmy o nie, ale tutaj ta śmierć nie miała prawa mieć miejsca, za wcześnie było na nią. Tylko wielki żal pozostaje i pytanie, dlaczego? Tego pytania nie kieruję już do konkretnych osób, ono zostanie we mnie do końca wraz z obawą o los każdego z naszych zwierząt, które oddajemy do adopcji. Bo to, jak widać zawsze jest wielka niewiadoma, to łut szczęścia, uda się, albo i nie... -
Łódź{FNiZ} Basza odszedł...
jola od jadzi replied to jola od jadzi's topic in Psy, które pożegnaliśmy....
Kiedy napisałam o śmierci Baszy napisałam też, że te ostatnie miesiące życia były najszczęśliwszymi dla niego, ja towiem i pewnie nie tylko ja. Ale Basza mógł być szczęśliwy jeszcze przez wiele miesięcy, lat, gdybyście tylko powiedziały, że coś mu dolega, że coś złego się dzieje. Dlaczego milczałyście? Obie z Pauliną zdawałyście sobie sprawę z tego, że z Baszą jest źle, dlaczego nie zadzwoniłyście do którejś z nas żeby o tym powiedzieć? Wiem, Karik, że cierpisz, ale nie jesteś w tym cierpieniu sama, każda z nas cierpi, a możesz zrozumiec, co czuje Majqa? -
Łódź{FNiZ} Basza odszedł...
jola od jadzi replied to jola od jadzi's topic in Psy, które pożegnaliśmy....
Basza wrócił do nas... Pochowałyśmy go na cmentarzu dla zwierząt w miejscu, z którego miałby piękny widok na pola i łąki, miałby, gdyby żył. A mógł żyć. Wiadomość o śmierci Baszy starałam się przekazać lakonicznie,nie chciałam pisać o (słusznych) pretensjach do opiekunek Baszy za zaniedbanie, jakiego się dopuściły, starałam się nie dopuszczać do siebie myśli, że być może zignorowały pierwsze objawy choroby,zlekceważyły apatię, brak łaknienia u psa... Rano,umawiając się z lekarzem w kwestii odebrania ciała Baszy usłyszałam to, czego usłyszeć nie chciałam.Powiedziano mi, że Basza miał szansę na przeżycie gdyby znalazł się w lecznicy choć 12 godzin wcześniej.Nie były to szanse 100% ale były,choć już wtedy był w ciężkim stanie. Załamałam się, nikt nas nie powiadomił, że Basza zachorował, że dzieje się coś złego. Nadal starałam się nie dopuszczać do siebie myśli, że opiekunki Baszy zlekceważyły jego zły stan zdrowia,wydawało mi się to niemożliwe bo przecież chyba nie można spokojnie patrzeć, że pies zachowuje się zupełnie inaczej, nie je, jest smutny,apatyczny i nie zareagować. Widać jednak można. Nie dawało mi to spokoju a ponieważ w Łodzi współpracujemy z najlepszymi lecznicami,w których pracują najlepiej wykwalifikowani lekarze weterynarii, pojechałam do jednej z nich, do lekarza, który znał Baszę, zdiagnozował go i leczył. Miałam ze sobą wyniki badań krwi, wykonane podczas ratowania Baszy, miałam też opis stanu psa i wszystkich zabiegów, które zostały wykonane podczas reanimacji. Opowiedziałam to, co usłyszałam od Pauliny(jednej z opiekunek) ,czyli historię króciutkiej, bo trwającej zaledwie 24 godziny choroby. I usłyszałam od lekarza, że niemożliwym jest, by w ciągu tak krótkiego okresu czasu babeszja doprowadziła do takiego stanu, że mocznik pięciokrotnie przekroczył normę, Bo norma u zdrowego psa wynosi 45, u Baszy wynosił 257.0. By doszło do tak wysokiego stężenia trzeba było poczekać około 4-5 dni.Podwyższający się mocznik daje objawy zatrucia, pies nie ma łaknienia, nie chce jeść, to jest widoczne, jeśli ktoś chce widzieć. Lekarz dwukrotnie mi powtórzył zdanie: babeszja to nie wypadek lokomocyjny, nie ginie się od razu.Wcześnie uchwycone w/w objawy + natychmiastowa reakcja i działania lekarza w postaci zbadania krwi i potwierdzenie lub wykluczenie babeszji dają szanse na prawie 100% wyzdrowienie. Powiedział też, że w Warszawie babeszja była często i praktycznie każdy lekarz jest w stanie ją błyskawicznie rozpoznać i zareagować tak, by psa z niej wyprowadzić, byle tylko właściciel chciał zauważyć, że psu coś dolega.Z całą stanowczością podkreślił, że Basza mógłby żyć, gdyby tylko dano mu szansę a nie czekano, aż stan zdrowia sam się poprawi. Fakt, że lekarz, którego wezwały opiekunki Baszy, na podstawie badania ogólnego zdiagnozował babeszję, potwierdza tylko to, że choroba Baszy rozwinęła się już do takiego stopnia, że stan Baszy pogarszał się z godziny na godzinę. I nikt z opiekunów wcześniej tego nie widział? Od dnia adopcji proponowałyśmy pełną pomoc, prosiłyśmy o informacje o Baszy, o stanie jego zdrowia,byłyśmy gotowe do natychmiastowej reakcji na każdy sygnał, że Baszeńka ma rzadszą kupę, że wydziela albo nie wydziela gazów, pytałyśmy o kondycję finansową opiekunek bo chciałyśmy w razie problemów finansować specjalistyczną karmę, czasem miałam wrażenie, że się narzucamy z tą naszą nadopiekuńczością ale chciałam, żeby opiekunki wiedziały, jak bardzo zależy nam na dobru Baszy. I wiedziały. Tylko dlaczego nie zadzwoniły, przecież można było tego psa uratować, uratowałybyśmy go... Czy łatwiej było czekać aż umrze? Wiem, że opiekunki go kochały, tak mówiły przecież ale jak widać nie była to dobra miłość, beztroska, nonszalancja i brak właściwej opieki zaowocowały śmiercią Baszy... Dodam jeszcze jedno: jeśli tylko moja wredota(jak to zgrabnie ujęła Maligna w bełkoczącej malignie) pozwoli mi uratować inne zwierzęta-to obiecuję, będę wredna do końca życia... -
Łódź{FNiZ} Basza odszedł...
jola od jadzi replied to jola od jadzi's topic in Psy, które pożegnaliśmy....
Dzisiaj Basza wróci do Łodzi, przywieziemy go i pochowamy na cmentarzu dla zwierząt na Malowniczej -
Łódź{FNiZ} Basza odszedł...
jola od jadzi replied to jola od jadzi's topic in Psy, które pożegnaliśmy....
Może nie zaniedbanie, może brak przewidywania? Nie wiem, jak to nazwać...Wiem, że dziewczyny go kochały ale jego dobra forma uśpiła ich czujność, tylko dlaczego nie zawiadomiły nas od razu, że coś złego dzieje się z Baszą? -
Łódź{FNiZ} Basza odszedł...
jola od jadzi replied to jola od jadzi's topic in Psy, które pożegnaliśmy....
Rozmawiałam przed chwilą z lekarzem. To była babeszja...Wyniki badań krwi wykazały podwyższone parametry wątrobowe i nerkowe,będę je miała jeszcze dzisiaj. Pewne jest jedno, gdyby nas od razu powiadomiono, że zachorował, leży i nie ma siły się podnieść, natychmiast trafiłby do kliniki. Miałby większe szanse.Tak się nie stało... -
Łódź{FNiZ} Basza odszedł...
jola od jadzi replied to jola od jadzi's topic in Psy, które pożegnaliśmy....
Goniu, za wcześnie, za szybko, bez sensu... -
Łódź{FNiZ} Basza odszedł...
jola od jadzi replied to jola od jadzi's topic in Psy, które pożegnaliśmy....
Izuniu, a ja siedzę i ogarnia mnie trzęsionka. Emocje związane z telefonicznymi rozmowami,ustaleniami, opadły i zaczyna do mnie docierać to, co się stało.I nie wierzę... -
Łódź{FNiZ} Basza odszedł...
jola od jadzi replied to jola od jadzi's topic in Psy, które pożegnaliśmy....
Nie znamy jeszcze przyczyny, jutro rano będą wyniki badań -
Łódź{FNiZ} Basza odszedł...
jola od jadzi replied to jola od jadzi's topic in Psy, które pożegnaliśmy....
Tak. I że był szczęśliwy...Te ostatnie miesiące były chyba najpiękniejszymi w jego życiu...Śpij spokojnie Baszeńko... -
Łódź{FNiZ} Basza odszedł...
jola od jadzi replied to jola od jadzi's topic in Psy, które pożegnaliśmy....
Dzisiaj wieczorem Basza powędrował za Tęczowy Most... -
Łódź{FNiZ} Basza odszedł...
jola od jadzi replied to jola od jadzi's topic in Psy, które pożegnaliśmy....
To i ja się przywitam... -
Łódź{FNiZ} Basza odszedł...
jola od jadzi replied to jola od jadzi's topic in Psy, które pożegnaliśmy....
Najpiękniejsze zdjęcie to kiciuś w objęciach Baszki... -
Zimowa jamniczka - PELASIA ODESZŁA ZA TM [*]
jola od jadzi replied to malagos's topic in Psy, które pożegnaliśmy....
A ja do mojej Skowroni... Ale i tak będą zawsze jedyne... -
Dzisiaj odszedł Szkielecio ['] ...
jola od jadzi replied to katya's topic in Psy, które pożegnaliśmy....
Dwa lata temu Szkielecio jeszcze radośnie się bawił...