No więc tak, przestaję odliczać bo widzę że żadnych informacji nie uzyskam. Nie powinnam sie poddawać ale nie mogę wymagać rzeczy niemożliwych. Sama jestem winna tej sytuacji - mogłam zabrac Zytę gdy była w Polsce. I pewnie gdybym miała choć maleńki cień możliwości - byłaby u mnie.
Mam nadzieję, że Zyta nie przepadnie i Pani, u której jest zapewni jej przyszłość. Sama jestem z tzw. innej epoki - pamietam dinozaury- a z internetem jakoś sobie radzę. Widocznie Pani woli zachować - jak to powiedziała Hania - intymność. Powodzenia Piesku.
Jestem na siebie wściekła - na swoją niemoc, starość, nieoperatywność i wogóle na swoją głupotę.