A więc jeszcze nie opisywałam jego historii tutaj
Było ciepłe popołudnie, szłam z psem na spacer, nad jezioro, przechodziłam koło lasu- gdy nagle ujrzałam tego psiaka- obraz nędzy i rozpaczy, najpierw leżał bez ruchu- więc cmoknęłam, podniósł główkę- trzęsła mu się, ledwo mógł ją utrzymać- było mi ciężko bo miałam na smyczy Korę, która rwała sie do psa....
Szybko złapałam za telefon- szukałam kogoś kto weźmie nas zawiezie do weterynarza...choćby na eutanazje- wtedy poznaje się przyjaciół- w biedzie- wszyscy odsyłali mnie pod SM- ale ja wiedziałam, że SM zadzwoniłaby po schron- a tam zginął by w cierpieniach.
Jedyna Ambra zadeklarowała chęć pomocy, niestety nie bardzo wiedziałam co mam robić- bo to na takim uboczu, że musiałam wyjść na drogę by wskazać kierunek Ambrze- i tak zrobiłam, była to największa moja głupota, której już nigdy sobie nie wybaczę.
Gdy wróciłyśmy na miejsce- psa nie było- do dziś zadaję sobie pytanie- jak pies, który ledwo podnosił głowę oddalił się?
Niektórzy twierdzą, że chciał odejść w spokoju...mnie jednak coś do dziś dręczy....coś nie daje spokoju, pytałam osoby które tam mieszkają czy nie widziały tego psa...nikt nic niby nie wiedział:roll:
Byc może, to był pies ludzi mieszkających obok i chcieli ukryc dowód swego masakrycznego czynu?
Nie wiem...i się nie dowiem, przez 3 dni od rana obszukiwałam z znajomymi kawał terenu...brak śladu...ale wątpie w to by ten pies żył:-(
To było chyba przed wakacjami,,,
fotki strona wcześniej....
Wyrzuty sumienia mam do dziś...
Żegnaj
[*]