A to ja wam chciałam jeszcze coś opowiedzieć. POjechaliśmy dziś z suczydłami do lasu nad Wartę na spacer. Ale po drodze zatrzymaliśmy się w pobliskiej miejscowości na lodach. Jak to zwykle bywa, przy lokalu jest ogródek, do którego można wejsć z psami. Jednak ja postanowiłam przejsć z nimi kilka metrów żeby mogły się załatwić. Szybko z tego zrezygnowałam jak zobaczyłam za płotem..siatką galopującego do nas dużego amstafa. Pewnie bym tak nie spanikowała, gdyby część siatki nie była powiazana sznurkiem!!! Niestey mó j odwrót był za późno i amstaf pędem wydostał się i zaatakował Carmen. Nawet nie wiem czy ją ugryzł. Chyba poczuł że to suki...i stał przy nich gotowy do ataku...Cały wściekły i spięty. Ja w tym czasie chwyciłam go za kolczatkę i odciągałam na siłę. Szczęście takie, że nie był na tyle agresywny aby mnie pogryźć. Zaczęłąm szukać wejscia na posesję. Ale w tym czase wyszła do nas uradowana właścicielka, że złapałam jej pieska. Żadne moje słowa o nieodpowiedzialnosci do niej nie trafiały... Strach pomyśleć, jak mogło się to skończyć.