dziś byłam u Bolusia. Zawiozłam mu budę na działkę. To taka sarenka na wysokich nózkach. Ma małą główkę w stosunku do reszty ciała. Jest bardzo grzeczny i wyjątkowo spokojny. Nie ma w nim szczenięcej radości. Jest smutny. Koleżanki bardzo o niego dbały ale o zabraniu do Warszawy nie ma mowy. Jedna ma kota, który na widok Bolusia ucieka w panice, gdzie oczy poniosą. Druga psa i męża, który absolutnie nie wyraża zgody na przywiezienie psa do domu. Sytuacja fatalna. Działki już opustoszały a on bez ludzi zdziczeje. Boluś ma jedną wadę. Goni za samochodami. Dziś o mały włos byłby już pod kołami. Poza tym boi się i szczeka na ludzi z laskami lub kijami.
W pierwszym kontakcie jest trochę nieufny ale po kilku chwilach przytulał łepek kiedy go głaskałam. Co z nim robic?????????