Jump to content
Dogomania

Martens

Members
  • Posts

    11174
  • Joined

  • Last visited

  • Days Won

    4

Everything posted by Martens

  1. Czego to się można z dogomanii dowiedzieć :D To dlatego moje włosy kilka lat wyglądały dobrze tylko po Gliss Kurze, a potem nawet po nim przestały :p Teraz myję pokrzywowym z Biedronki za 3 zł za litr czy więcej, i efekt jest ten sam co po specyfikach po 15 zł za buteleczkę 200 ml...
  2. Narażanie dziecka na pogryzienie też jest okrutne. Ja wiem, że wszystko powinno wyglądać inaczej, ale rozmawiamy z osobą, która mieszka w cudzym domu, ma problem w gruncie rzeczy z cudzym psem, nie ma możliwości sama psa ogarnąć. To wszystko należałoby właściwie wytłumaczyć właścicielom psa, czyli teściom, albo mężowi Kury, ale widać jak oni są zainteresowani, skoro to ona szuka pomocy w internecie dla ICH psa.
  3. Może to zdjęcie pomoże w "postawieniu sprawy jasno" ;) [url]http://www.chirurgia-plastyczna-kobus.pl/zdj/plastyczna/plast_36_new.jpg[/url] To jest dziecko po pogryzieniu przez dużego psa. Blizny są takie "małe" dzięki operacjom plastycznym. Dzieci mają delikatną skórę, nie mają sierści. Ugryzienie, które innego psa obślini, a dorosłemu czlowiekowi zrobi siniak, maluszkowi może zrobić poważną ranę. Może pokaż zdjęcie rodzinie? Psa trzeba na już wg mnie od dziecka odizolować i tyle. Czy w kojcu, czy u innych właścicieli. Bierzcie też pod uwagę, że nawet jak pies będzie w kojcu czy garażu, trzeba będzie uważać w przyszłości na jego relacje z dzieckiem, spróbować nad nim popracować - bo i przypadkowo mogą mieć kontakt. Sorry, ale gdyby wielki, rozwydrzony pies, który już wykazywał agresję do czlowieka, rzucił mi się na dziecko, to na teksty że "przesadzam" nie pozwalając mu podchodzić, zrobiłabym taką awanturę, że dach by się unosił - choćbym była szarą myszką w cudzym domu... Ja to ja, o siebie bym może aż tak nie walczyła, ale dziecko to dziecko ;) Może niech wywalą dziecko do garażu, a z psa zrobią wnuka i dom mu odpiszą w testamencie :p
  4. Martens

    Wybór karmy.

    Takim postępowaniem UCZYSZ psa, żeby wybrzydzał. Pies musiałby być bezdennie głupi, gdyby żarł suche bobki, których nie lubi, wiedząc że jak nie zje, to dostanie co innego. Jak pies nie jest chory, stary czy wyraźnie chudy, to bierze się go na przetrzymanie i tyle, a nie co 3 dni zmienia menu.
  5. A mnie intryguje, czemu w Polsce obowiązkowa sterylizacja miałaby coś zmienić, skoro państwo jest niewydolne do wyegzekwowania jej (o zgrozo tam, gdzie jest ona najbardziej potrzebna)? Są kraje, które od lat masowo sterylizują zwierzęta, i nadal muszą je usypiać, i borykają się z problemem bezdomności na ogromną skalę - choćby USA. A są takie, gdzie obowiązku sterylizacji nie ma, ba, nie poleca się jej nawet bez wyraźnej potrzeby - a zwierzęta bezdomne to ewenement (Szwecja). Czym one się różnią? Mentalnością i odpowiedzialnością ludzi. W Skandynawii ogromne środki wkłada się w edukację społeczeństwa w każdym wieku, na każdej płaszczyźnie - i cóż, mają tego efekty. U nas edukacja kynologiczna jest na szarym końcu działań na rzecz zwierząt. U nas tylko sprząta się burdel, zamiast wyjaśnić przeciętnemu Kowalskiemu, jak ten burdel wygląda i skąd się bierze. Za lekarstwo na bezdomność przyjmuje się zabijanie, i/albo robienie z obywatela kretyna i zmuszanie go do sterylizowania zwierzęcia. Hiper postępem w edukacji były telewizyjne spoty o nie kupowaniu psów na prezent i nie wyrzucaniu na wakacje. O sterylizacji nadal trąbi się tylko w środowiskach "zwierzęcych", a jak już tłumaczy się coś o niej Kowalskiemu, to tyle, że tak zdrowiej (co bywa bzdurą), albo że tak trzeba i już (nierzadko w zwyczajnie chamski sposób - i jeszcze jest zdziwienie, czemu ktoś sę nie zgadza). Jak żyję, nie widziałam, żeby gdziekolwiek w tv, ogólnodostępnej gazecie, etc. wytłumaczono jak krowie na rowie problem nadpopulacji psów w Polsce, z czego bezpośrednio wynika konieczność ograniczenia rozmnażania, a co za tym idzie, w wielu przypadkach sterylizacji zwierząt. U nas nawet jak się już edukuje, to z d*py strony, bo krzyczy się do Polaków, żeby kastrowali, a na dobrą sprawę nie wyjaśnia się, po co; jak duży jest problem. W tv wolą pokazywać spaloną tęczę albo powódź na drugim końcu świata; jakże wygodnie, bo jeszcze ludzie zauważyliby problem, i zaczęli się domagać od polityków jakichś rozwiązań :D Obrońcy zwierząt też tego nie robią, bo są zbyt zajęci pluciem jadem na hodowców i, co jeszcze zabawniejsze, na innych obrońców zwierząt, że źle pomagają :evil_lol: czym w sumie sami strzelają sobie (czy raczej psom) w kolano. I tak będzie ten bajzel trwał, bo każdy, kto ma trochę oleju w głowie i ma litość dla swoich nerwów, trzyma się od środowiska pomagających pieskom z daleka. Zostali tam albo pieniacze i niedowartościowane psie Matki Teresy, albo osoby, którym tak zależy na pomocy psom, że jakoś wytrzymują z tymi pierwszymi i robią swoje - i te osoby szczerze podziwiam. Szkoda tylko że mam wrażenie, że jest ich tam jeszcze mniej niż dobrych hodowców w skali całego ZKwP :roll:
  6. [quote name='Gibutkowa']Ot cała dyskusja - jak pisałam temat tabu, czekałam tylko na taką reakcję (swoją drogą od razu można poznać kto z forum jest hodowcą dla zysku - żeby nie było znam kilku, którzy mają inne podejście niż ogół). Najgłośniej o usypianiu nierasowych krzyczą ci, którzy przykładają rękę do rozmnażania. A z czyich zwierzaków te półrasowce są? Sterylizujecie wydawane z hodowli psy/koty? Trzeba patrzeć szerzej na całą sprawę, troszeńkę dalej niż czubek własnego nosa, jeśli chce się realnie i na długą metę pomóc zwierzętom (a nie sobie, czy żeby ktoś o nas fajnie pisał, albo dla własnego dobrego samopoczucia). I nie zrozumiałaś zupełnie kontekstu w jakim użyłam słowa "kara" :roll: Może inaczej - dlaczego na zwierzętach ma odbijać się głupota ludzka? To nie one są winne takiego stanu tylko ludzie. Ja, ty - każdy. Tylko że jedni biorą za to odpowiedzialność na własne barki, a inni nie, wolą tą odpowiedzialność przerzucić na zwierzaki i iść po najmniejszej linii oporu - nie dać nic od siebie, tylko jebnąć psu morbital. Lepiej dać 1000 psów/kotów morbital niż wysterylizować własnego psa/kota dla dobra ogółu (w przypadku konieczności wprowadzenia odgórnych przepisów które tego by wymagały). Aż się skręcasz, żeby włożyć do worka z napisem hipokryta/dorobkiewicz/egoista każdego, kto się nie zgadza z Tobą w dyskusji - tyle, że kiepsko Ci wychodzi. Tak, jestem hodowcą dla zysku - mój dorobek hodowlany to cały jeden miot, liczący jedno szczenię, za to koszty całej zabawy licząc od zakupu pierwszego psa z papierami poszły już dawno w kwoty pięciocyfrowe. Niniejszym, zarobiłam na hodowli kokosy, nasprzedawałam psów do pseudo i zapchałam polskie schroniska :D bo śmiem wyrażać swoją opinię na forum i śmie ona nie do końca współgrać z najbardziej ortodoksyjnymi pomysłami cioć od bezdomnych piesków. Gdybym chciała tłuc kasę na psach, to nie brałabym się za hodowlę, tylko za pomoc zwierzętom. Założyłabym sobie płatny domek tymczasowy/hotel i doiła kasę z naiwnych dogocioteczek. Postraszyłabym, że jak nie będzie zapłacone, to piesek leci do schroniska. I zapłacą. Albo lepiej - zająć się pomocą zwierzaczkom na większą skalę - zacząć wyłapywać psy albo prowadzić schronisko. Tu to bym się willi z basenem dorobiła. Na uczciwej hodowli niestety marne szanse. Sama jesteś hipokrytką, bo najpierw jazgoczesz o tym, że zwierzęta nie powinny płacić za ludzką głupotę. A czemu niby moje zwierzęta mają płacić za głupotę Kowalskiego? Czemu ja mam je sterylizować bez wskazań zdrowotnych czy potrzeby, bo ktoś gdzieś jest nieodpowiedzialny? Jak tak obchodzi Cię los zwierząt, to po co marnujesz czas na jałowe dyskusje z "hodowcami dla zysku" i "hipokrytami"? A no tak, trzeba gdzieś spuścić parę z czajnika, i zrobić z siebie jedyną altruistkę kochającą zwierzęta w gąszczu tych wszystkich zapatrzonych w czubek swojego nosa dogomaniaków... :roll: P.S. Zaraz się dowiecie, że się ze mną zgadzacie, bo mam dużo postów na forum, a Gibutkowa jest nowa i dlatego obrywa :evil_lol:
  7. [quote name='Gibutkowa']Najpierw krzyki "Usypiajmy zwierzaki w schroniskach" ale jak są dość proste do ogarnięcia i wyegzekwowania pomysły takie jak właśnie sterylki obowiązkowe (jeden będzie mądry i nie rozmnoży a drugi będzie głupi i rozmnoży - jak zależy nam na dobru zwierząt to musimy się poświęcić i ciachać wszystko jak leci - też swoje zwierzaki ciacham, choć bym nie musiała przecież) to już nie, bo ja swojego nie ciachnę, bo to, bo tamto, bo sramto. To zależy Wam naprawdę na tych zwierzakach czy tylko na statystykach? Tak jak pisze Ulv - na gębę to się można umawiać na sterylkę i nigdy nie masz pewności że będzie zrobiona. Ciekawe czy byście się na gębę umówili z wpłaceniem zaliczki na mieszkanie bez podpisania umowy przedwstępnej. Nie widzę tutaj chęci rzetelnego podejścia do tematu i prawdziwej chęci naprawy problemu od strony ludzkiej przede wszystkim (bo to nasze decyzje zwiększają populację tych zwierzaków), bo jak tylko przychodzi do tego że sami musielibyśmy coś zrobić, poświęcić się i ciachnąć swoje zwierzaki (bo byłby ogólny nakaz, żeby zmusić tych opornych i rozmnażających) albo ograniczyć mnożenie w hodowli, to już nieeee... Bo lepiej uśpić zwierzę, prawda? Tylko że to absolutnie nic nie da, bo problem nie jest w zwierzętach tylko w ludziach i po tej dyskusji to bardzo widać. Nawet zwierzolubni, jak mają się "poświęcić" dla ogółu zwierząt to wycofują się rakiem, bo "swoich nie ciachnę", "a to kasy za dużo", bla, bla, bla... To po co w ogóle ta gadka - strata czasu po prostu. Sami macie mentalność takich ludzi, nie umiecie wziąć odpowiedzialności każdy pojedynczo za ten ogrom głupoty jaki już ludzie zafundowali zwierzakom.[/QUOTE] Przede wszystkim, to nie ja się poświęcam sterylizując swoje zwierzęta - mnie naprawdę ani grzeje ani ziębi 300 zł na sterylkę czy 10 dni opieki po operacji. Tyle, że to ja POŚWIĘCAM SWOJE ZWIERZĘTA, które są dopilnowane i nie są rozmnażane bez sensu, bo ktoś gdzieś nie umie dopilnować suki albo celowo produkuje pseudorasowce. To nie ja mogę mieć powikłania po zabiegu, nie ja mogę zejść przy narkozie. Ja mówiąc, że chcę mieć wolną rękę co do decyzji o zabiegu, nie myślę o swojej wygodzie czy kasie, tylko o dobru swoich psów, bo ok, może dla Ciebie jestem hipokrytką (chociaż z tego co widzę wszyscy są, i hodowcy, i obrońcy zwierząt :)), ale najpierw odpowiadam za dobro swoich zwierząt, które wzięłam pod swój dach i odpowiedzialność, a dopiero potem za zbawianie świata. I ja nie mówię, żeby niczego nie sterylizować. Dla mnie oczywiste jest, że wszystkie bezdomne zwierzęta powinny być ciachnięte, szczególnie przed adopcją. Jak mam fantazję mieć nieciachanego to albo muszę kupić w zarejestrowanej hodowli, albo zebrać z ulicy "psa-niespodziankę" i sobie go ewentualnie posiadać bez wykonywania zabiegu. Nigdzie nie napisałam, żeby wydawać ludziom niewysterylizowane zwierzaki, w imię wolności decyzji. Jednak nakaz dla osób prywatnych to o wiele za dużo. I może spójrzmy realnie. Czy coś w Polsce rozwiązano nakazem? Polska nie jest w stanie wyegzekwować nawet nakazu szczepienia przeciw wściekliźnie! A przecież nie chodzi w nim o dobro psa, tylko bezpieczeństwo, zdrowie i życie ludzi. Może zacznijmy od obowiązku znakowania, i jak wypali, to myślmy dopiero o dalszych rozwiązaniach, np. obowiązku sterylizacji wszystkich zwierząt bezdomnych. Chcecie się brać za "pańskie" psy, kiedy jesteśmy w takim bagnie, że nawet w schroniskach rodzą się mioty? Na razie mamy ogromną rzeszę nijak niekontrolowanych zwierząt, o których państwo oficjalnie nawet nie wie, że są - to komu nakaże sterylkę? A jakże, tym co psy szczepią, rejestrują i dbają :) czyli hodowcom i odpowiedzialnym właścicielom. "Szara strefa" pseudohodowców i osób trzymających psa z troską podobną co o wróble ba dachu, pozostanie nienaruszona :D Odpowiedzialni właściciele jak zwykle dostaną po dupie za winnych. Naprawdę tak ciężko to zauważyć?
  8. [quote name='Gibutkowa']Eutanazja zwierząt w schroniskach przy jednoczesnym mnożeniu ich w hodowlach - sorry ale dla mnie to szczyt hipokryzji. Pies to pies, kot to kot - uszy, ogon, łapy - a tutaj się różnicuje na te które mają prawo żyć i być w domach i te które takiego prawa nie mają, bo są nierasowe, bo jakiś debil jeden z drugim chciał mieć szczeniaczki czy kociaczki i potem nie wiedział co z nimi zrobić. No ale tego tematu podejmować nie wolno, bo to takie tabu. Lepiej uśpić zwierzaka nierasowego niż dac czasowy zakaz rozrodu w hodowlach (lub mocno ograniczony). Wszelkimi środkami niestety nie do końca w mniemaniu większości znaczy "wszelkimi środkami", a to już jak pisałam hipokryzja. Poza tym czemu chcesz karać zwierzaki za głupotę ludzką? Co z tego że uśpisz psy w schronach jak góra za 2-3 lata będzie ich dokładnie tyle samo co było, bo to nie zmieni ludzkiej mentalności i znów będzie problem z przepełnieniem i znów będziesz chciała usypiać psy zamiast likwidować PRZYCZYNĘ problemu czyli ludzką głupotę i nieodpowiedzialność.[/QUOTE] Kobieto, psy rasowe pochodzące z hodowli to poniżej 1% populacji psów w Polsce. W schroniskach to jednostki w powodzi kundelków i psów z pseudohodowli. Hodowla psów rasowych ma znikomy wpływ na bezdomność zwierząt w Polsce. W moim miasteczku psy z rodowodem mogę policzyć na palcach - prawie wszystko (jakieś kilkaset zwierząt) to psy z pseudo i mieszańce. Czemu więc tak usilnie "obrońcy zwierząt" próbują obwinić za stan polskich schronisk zarejestrowanych hodowców? Dlaczego chcą zakazywać rozmnażania psów rasowych, skoro one problemu bezdomności praktycznie nie generują? Już wyjaśniam dlaczego. Po prostu tą grupę obrońców zwierząt, którą ja nazywam eko oszołomami, tak strasznie boli d*pa, że psy z rodowodem są w ogromnej większości chciane, i jeszcze ktoś za nie płaci. Niektórzy najwyraźniej mają już przesyt walki z bezdomnością i powinni sobie od tego zajęcia chyba wziąć długi urlop, bo zaburza im się jasność oceny sytuacji. Plucie na dobrych zarejestrowanych hodowców to po prostu szukanie kozła ofiarnego... Jedna cioteczka z drugą nie pójdzie do chłopa z suką przy beczce, bo by je na widły nadziałł; nie będzie walczyć z pijanym menelem, bo dostanie w łeb - a że jad już jej się uszami wylewa, to wejdzie na forum i popisze o hipokryzji hodowców i nawymyśla sobie jak tu im utrudnić życie, i jacy są źli. Zapomina się przy tym, że masa hodowców obok hodowli prowadzi DT; obok swoich rasowców mają często w domu przygarniętego kundelka; wielu z nich wspiera działania na rzecz ochrony zwierząt... Niestety, równie wielu hodowców od tego "towarzystwa pomocy zwierzętom" odeszło, bo w tym bagnie nie da się wytrzymać. W hodowli też nie jest słodko, atmosfera bywa różna, ale chociaż nikt nie robi afer, szykan i awantur pod płaszczykiem bycia Matką Teresą i zbawcą świata, jak robią to eko oszołomy. Ja też kiedyś działałam znacznie więcej, ale niestety, skutecznie odstrasza mnie właśnie eko oszołomstwo, więc jak już pomagam psom, to na własną rękę w najbliższej okolicy, albo wpłacam coś fundacji, do której mam zaufanie. Obrońcy zwierząt jak zwykle kłócą się, z frustracji plują na kogo się da i szukają winnych - a na tym ostatnim tracą psy. Myślisz, że jakikolwiek hodowca będzie chciał pomagać fundacji, która wyzywa go od hipokrytów? Ja tak zawęziłam pole pomocy zwierzętom do całej jednej fundacji, bo nie będę pakowała kasy w organizację, która obraża moją pasję i mnie jako człowieka. Ja na tym nic nie straciłam, psy w tych fundacjach tak - trudno. Skorzystają psy w tej, w której ludzie mają równiej pod sufitem. W niektórych mam wrażenie, że niedługo będzie się linczować ludzi, dlaczego kupili telewizor albo pojechali na wakacje, skoro mogli kasę oddać na psy. A usypianie psów nie jest karą - jest środkiem zmniejszającym bezdomność. Kara z definicji jest negatywnym bodźcem dla zwierzęcia, które ma zniechęcić je do danego zachowania. Nazywanie usypiania zwierząt (ktore powinno być bezbolesne) karaniem jest nieporozumieniem i w tym kontekście kolejną manipulacją słowną, która ma na celu zrobienie potworów z ludzi, którzy uważają, że jest konieczne. Bo niestety, w tym stanie rzeczy jaki jest w Polsce nie wystarczy zlikwidować przyczyny - trzeba zlikwidować i przyczyny, i skutki.
  9. [quote name='a_niusia'] zwykle tacy ludzie gotuja gar ryzu z pluckami, marchwia itd i w ten sposob po taniosci zywia swojego pieska. [/QUOTE] I żywią go tak lepiej niż tym Chappi :diabloti: Pedigree czy Darling może rzeczywiście na kieszeń ubogiej osoby tanie nie jest, ale biedronkowe Puffi już tak, i masa ludzi karmi tym psy, bo co jestem w biedrze, to widzę w co drugim koszyku wielkie wory. A naprawdę to wychodzi dla psa dużo gorzej niż wspomniana taniocha z mięsnego plus wypełniacz.
  10. Mała prawdopodobnie wraca do hodowcy Honey - mama jest u nas na warunek hodowlany ;)
  11. Po stu latach milczenia może dam wreszcie fotusie :evil_lol: 3 dzień [IMG]http://i302.photobucket.com/albums/nn104/Blackpoint/Zdj1190cie1107.jpg[/IMG] [IMG]http://i302.photobucket.com/albums/nn104/Blackpoint/Zdj1190cie1119.jpg[/IMG] 4 dzień [IMG]http://i302.photobucket.com/albums/nn104/Blackpoint/Zdj1190cie1120.jpg[/IMG] [IMG]http://i302.photobucket.com/albums/nn104/Blackpoint/Zdj1190cie1124.jpg[/IMG] Wczoraj - 7 dzień [IMG]http://i302.photobucket.com/albums/nn104/Blackpoint/Zdj1190cie1128.jpg[/IMG] Jak pewnie już ciekawscy czytali na porodówce, poród mieliśmy naturalny, ale dość dramatyczny :roll: bo pierwsza sunia urodziła się bez oznak życia i mimo prawie godziny reanimacji na wszystkie dostępne sposoby nie udało jej się uratować... Druga sunia była o 1/3 mniejsza od pierwszej, ale na szczęście jest z nami; pierwsza szła opornie i musiałam pomagać; druga poleciała jak korek od szampana :evil_lol: kiedy spodziewałam się jeszcze z 10-15 minut skurczów, zanim coś się pokaże ;) Radocha skończyła się po dwóch dniach, jak małe dostało biegunki i słabo przybierało na wadze; potem Honey zrobiła strajk głodowy i zrobiło jej się mało mleka... Pierwsze 6 dni to był koszmar, bo podpierałam się na rzęsach wstając co 2 h w nocy, żeby przypilnować, żeby mała najadła się do syta z kilku sutków (w sumie do tej pory wstaję ale już bez takiego stresu); masowanie cycków, żeby pobudzić produkcję mleka, i karmienie suczy jak gęsi na tucz... Dopiero wczoraj odetchnęłam, bo mała zaczęła przybierać na wadze jak należy i nabrała energii; próbuje mi wyskoczyć z pojemnika do ważenia :evil_lol: Honey pierwsze kilka dni była nie do zniesienia, z kojca trzeba było ją wynosić, bo wyciągana na smycz, zapierała się o bety i jechała razem z kojcem ;) zero szans, żeby wyszła się pomiziać czy na spacer dłuższy niż expresowe siku i kupę. Jak tylko coś jej nie pasowało to zakrywała małą tak, że nie było jej widać i uparcie gotowała się razem z nią pod kwoką, mimo że było jej za gorąco. Dopiero wczoraj trochę odżyła, potrafi wyjść z kojca i przespać się trochę w klatce, była dziś godzinkę na działce, poszalała i wrócił jej apetyt :evil_lol: i już nie patrzy na każdego kto dotyka szczeniaka, jak na Charlesa Mansona :diabloti: Cycuś w roli Józefa odnajduje się neutralnie :evil_lol: W dniu zamieszania porodowego z emocji miał 39,2 i dyszał z wytrzeszczem obserwując wydarzenia ;) Na drugi dzień Honey wyznaczyła strefę bezpieczeństwa wokół kojca w promieniu 2 metry i Cycuś został oburczany jak chciał iść pod stół naruszając ową strefę - zaczął chodzić po tapczanie :evil_lol: Początkowo zdarzyło mu się pod nieobecność mamusi podejść na metr do kojca i ostrożnie wietrzyć dziwne zapachy, po czym nagle uciekał w podskokach :D teraz już nie boi się wetknąć głowy, spojrzeć na małe coś i iść w swoją stronę z miną "e, nic ciekawego, to mnie jednak nie pożre" a i mamuśka już go nie goni i trochę znormalniała ;) Na koniec powiem tylko, że śmierć szczeniaka to gorsze przeżycie niż śmierć Baryły po 13 latach... Jak takie maleństwo rodzi się bezwładne jak flaczek, walczy się o nie godzinę, wytrząsa i wysysa wodę z płuc, rozciera, masuje, dopatruje chociaż drgnięcia - i nic :( Przy starym psie wie się, że to już czas; że prędzej czy później to by się stało, że nie można było już nic zrobić. A tu? Analiza co można było zrobić inaczej; a może gdyby cesarka, to by było dobrze; a może to, a może pstro... A jak by wyglądała? A co by wyrosło? A jak by się bawiły we dwie? Niby jak się zabiera za rozmnażanie to wie się, że mogą się zdarzyć takie, jak i dużo gorsze rzeczy, bo mogliśmy stracić obie małe, mogliśmy stracić obie i mamę - ale jak przychodzi co do czego, to emocje są nie do opanowania... Mam zapowiedzianą sesję małej dobrym aparatem jak już będzie bardziej kumata; na razie musicie oglądać bohomazy z komórki robione w świetle kwoki :evil_lol:
  12. I najgorszą karmę można trochę podrasować choćby skrawkami ze sklepu mięsnego, albo poszukać karmy choć o półkę wyżej, która przy mniejszym dawkowaniu wyjdzie identycznie cenowo ;) i po to jest forum, żeby takim osobom powiedzieć, o takiej możliwości ;) skoro już ktoś pyta, a pies ma problemy na 90% pochodzące z kiepskiego odżywiania, to trudno kogoś oszukiwać, że ten łupież i smród z pyska to sam przejdzie. Sporo osób karmi też marketówkami z niewiedzy; w końcu Acana czy TOTW nie stoi w spożywczym, i często dopiero taka uwaga sprawia, że ktoś zainteresuje się tematem. Jeśli go nie stać, zawsze może to napisać, wtedy można poszukać rozwiązania takiego jak wyżej ;) ale to trzeba być otwartym na sugestie i szukać rozwiązania, a nie od razu się obrażać ;)
  13. Mięso z ryżem i marchewką jak najbardziej jest ok, tylko koniecznie trzeba je uzupełnić preparatem mineralno-witaminowym, choćby niedrogim Can-Vitem, i dorzucić kapkę oleju lnianego albo rybnego. Można też co kilka dni dodawać trochę wątróbki. Wymieniałabym tylko rodzaj mięsa, żeby nie bazować na samym kurczaku, bo to najbardziej nafaszerowane hormonami i antybiotykami mięso. Można podawać psiakowi również mięso z indyka (chyba najbardziej opłaca się kupić indycze golonki i obrać z kości), gulaszowe wołowe... Z czasem można urozmaicać wypełniacz i wymieniać go na makaron czy płatki jęczmienne; dołączyć inne warzywa. Jogurt naturalny też możesz podawać takiemu maluszkowi; jest na pewno lepszy od mleka. Poczytaj też o BARFie, u psów z grupy północniaków super się sprawdza, jest mnie czasochłonny od gotowania i chyba nawet taniej wychodzi. Co do wieku odbioru pieska - nie da się tego przeciągnąć choć do 7 tygodni? W wieku 6 tyg. powienien dostać pierwszą szczepionkę przeciwko parwowirozie i nosówce. Bardzo niefajnie, gdyby zbiegło się to ze stresem związanym ze zmianą domu oraz "odcięciem" przeciwciał chroniących go przed chorobami wirusowymi, które dostaje w mleku matki. To bardzo zwiększy ryzyko problemów zdrowotnych. 6 a 7 tygodni to przepaść; u takich maluszków te kilka dni robi dużą różnicę... Do tego dochodzi możliwość problemów w kontaktach z innymi psami w późniejszym wieku; człowiek nie nadrobi idealnie nauki "delikatności" w obchodzeniu się zębami z otoczenie, zachowań socjalnych w kontaktach z innymi psami itd. choć tu pomóc może obecność drugiego psa w nowym domu (jednocześnie jednak zwiększa ryzyko choroby zakaźnej, bo może przynieść coś ze spaceru i przenieść na maluszka).
  14. Ja się odniosłam nie tyle do samego chipowania, co do sytuacji, gdzie biedna rodzina w ogóle nie powinna mieć psa, bo np. stać ją tylko na marketówki. I zwróciłam uwagę na sytuację, co kiedy do takiej rodziny pies się przybłąka i go przygarną. W polskich warunkach wg mnie o wiele sensowniej, kiedy państwo sfinansuje znakowanie i sterylizację tego psa, który może na standardy dogomaniackie będzie bardzo nieszczęśliwy, bo dostanie Chappi zamiast Orijena, ale nadal będą to lepsze warunki niż w większości schronisk albo Morbital. Jeśli pies trafi do schroniska, to wtedy i tak za znakowanie i sterylkę zapłaci państwo - nie lepiej zapłacić za tego psa, kiedy mieszka w biednej rodzinie, ale ma dom i tak czy siak lepszą opiekę niż gdy będzie całkowicie własnością państwa?
  15. A jeśli ta biedna rodzina przygarnęła psa z ulicy (bo nie sądzę, żeby naprawdę biednych ludzi było stać nawet na szczeniaka za 500 zł z pseudo)? Albo ze schroniska, gdzie pies miał znacznie gorsze warunki i opiekę niż u nich? Co - zabrać im tego psa i uśpić albo wsadzić do schroniska? To dopiero jest robota z d*py strony, ale niestety typowo polska, bo u nas urzędnicy też wolą zabrać dziecko do placówki niż wspomóc jego rodzinę finansowo (nawet głupimi bonami żywnościowymi czy dofinansowaniem odzieży, podręczników). Z psami to samo. Przecież to idiotyczne zabierać psa z kochającego tyle że biednego domu, i wsadzać do schroniska w dużo gorsze warunki - tam i tak za jego utrzymanie i leczenie będzie płacić państwo. To nie lepiej żeby dołożyło do jego utrzymania w czyimś domu, bez blokowania miejsca na psy naprawdę bezdomne? Gdybyśmy mieli puste schroniska i mrowie zamożnych chetnych na bure kundelki to ok, miałoby sens,a le tak nie jest.
  16. [quote name='toyota']Hodowcy, rzecz jasna, nie byliby zwolnieni z podatku, niestety koszt podatku muszą sobie wliczyć w swoją hodowlaną działalność.[/QUOTE] Hodowcy już w tej chwili płacą co roku do US podatek od każdego zwierzęcia z uprawnieniami hodowlanymi (niezależny od podatku za psa w gminie i od tego czy psa rozmnażają czy niew; wystarczy że ma hodowlankę) i oczywiście mają obowiązek płacenia podatku dochodowego, jeśli z hodowli uzyskują jakiś przychód. Jasne jest dla mnie, że powinni płacić normalny podatek za psa plus ten w US, bo i czemu mieliby być zwolnieni, skoro ich psy nie są sterylizowane ani adoptowane. Natomiast w tym przypadku windowanie podatku za niesterylizowanego psa do jakichś grubych tysięcy jest chore. Szczególnie, że jedni z największych producentów bezdomności w Polsce, właściciele gospodarstw rolnych, gdzie suki dyndają często na łańcuchach i rodzą miot za miotem, są zwolnieni od podatku za dwa psy, nawet jeśli są to rodzące na okrągło suki... Ja bym się dobrała do dupy rolnikom i zwalniała ich od podatku za psy pilnujące gospodarstwa tylko wtedy, gdy są one po kastracji/sterylizacji.
  17. Może się zgadzamy, tylko nie rozumiemy ;) Ja bym jednocześnie zadziałała z obu stron - i z dalszą perspektywą poprzez znakowanie i sterylizację, i z tej bliższej, bo przy przepełnieniu rzędu 600% (a i takie notuje się w polskich schroniskach) wg mnie na cito trzeba poprawić los już żyjących psów... A skoro miejsca ani środków na wszystkie nie ma, trzeba zdecydować o eutanazji - czy to agresywnych, czy chorych, czy bardzo wiekowych. W moim odczuciu lepiej uratować 300 psów zapewniając im choć godziwe warunki, niż na siłę walczyć o wegetację 600 sztuk w warunkach urągających wszystkiemu co chodzi po Ziemi.
  18. Martens

    Ziemniaki

    [quote name='MatiAlzacki']Ja jestem przeciwnikiem ziemniaków dla psa... Ani to odżywcze ani piesek się na to nie rzuca zbytnio, a tuczą. Już ryż lepszy :)[/QUOTE] Jakim cudem tuczą, skoro są o wiele mniej kaloryczne od ryżu? Z moich obserwacji wynika, że psy trawią lepiej gotowane, dobrze pogniecione ziemniaki, niż ryż.
  19. [quote name='raq102']Zgadzam sie z moja poprzedniczka, tylko z ta różnica, że parzenie mięsa to konieczność w karmieniu tak małego szczeniaczka.[/QUOTE] A co ma na celu sparzenie mięsa? Poprawę walorów smakowych? Bo tak krótki czas poddawania wysokiej temperaturze powierzchni mięsa żadnych zarazków nie zabije ;)
  20. Ja nie wiem, czy niektórym rzyguś tęczusią do wszystkich piesków świata tak zaślepia mózg, że będą czekali aż dziecko będzie miało 50 szwów na twarzy, żeby orzec, że pies nie nadaje się do mieszkania z nim? Pies jest agresywny wobec człowieka, pogryzł już ludzi, w tym swoją właścicielkę; zaatakował również dziecko "przez kojec" mimo że go nie prowokowało. Czemu miałby mieć jakiekolwiek opory przed ugryzieniem go jutro, za miesiąc albo za 2 lata? Autorka wątku wyraźnie napisała, że z psem sobie nie radzi, CZASEM jest w stanie coś od niego wyegzekwować (!), nie może się nawet z nim szarpać, była również obiektem agresji, w swoich wysiłkach jest osamotniona. Były już próby pracy ze specjalistą, ale jak widać efektu nie przyniosły - bo rodzina nie chciała się stosować i nie będzie. Sorry, ale wyżej d*py nikt nie podskoczy. To nie jest nawet jej pies, ona sama sobie z nim nie poradzi, a rodzina ma gdzieś niebezpieczeństwo i pracę z psem. Z całą swoją miłością do psów i niechęcią do oddawania/usypiania psów, bo ciąża/dziecko, w TAKIEJ sytuacji, zrobiłabym wszystko, żeby pies zniknął z otoczenia mojego dziecka, czy to przez znalezienie innego domu, czy uśpienie. I nie autorka wątku jest winna tej sytuacji, tylko właściciele psa, którzy przez całe lata, jeszcze przed przybyciem synowej, sukcesywnie go rozwydrzali i doprowadzili do tego, że stał się niebezpieczny. Oprócz dziecka i jego potencjalnej tragedii może wypadałoby pomyśleć, jak na wszystkich bogu ducha winnych psach większych/groźniejszych ras, odbija się każdy medialny przypadek ugryzienia dziecka. Za takie sytuacje jak tutaj, gdzie psa rozpuszcza się jak dziadowski bicz i kompletnie ignoruje niebezpieczeństwo, jakie on stwarza dla dziecka, cierpi potem opinia mnóstwa psów, tylko dlatego, że są duże, albo nie tej rasy co trzeba. Nikt nie zapamięta, że rodzina olewała jawną agresję, że lata źle wychowywała psa - będzie tylko afera, że pies bandyta pogryzł dzieciaka, psy są złe.
  21. Ja takie pieski widziałam na wsi, po suczkach typu bury kundelek :D Nie widzę ani yorka, ani shih - skąd miałby po takich rodzicach mieć taką krótką sierść? Nawet na pół-yorka ani pół shih tzu nie wygląda. Śliczny mix i tyle :)
  22. Po warunkach schroniskowych temu psu wystarczy nawet godzinny spacer na smyczy i będą to i niebo lepsze warunki niż ma teraz. Weź też pod uwagę, że pies schroniskowy, po x czasu siedzenia w boksie i nie wiadomo jakiego żywienia, może kompletnie nie mieć formy na takie ilości ruchu jak opisałaś.
  23. Według mnie w Polsce bezdomność osiągnęła taki level, że samo znakowanie i sterylka to za mało, żeby ogarnąć ten bajzel. Trzeba działać i z zapobieganiem, jak i "z dupy strony, czyli zmniejszaniem przepełnienia schronisk na już, eutanazją części zwierząt. Zatrzymanie rozrodu nie sprawi, że zniknie ta powódź bezdomniaków, która już jest w schroniskach i na ulicach. A nakaz sterylizacji domowych zwierzaków pod karą 10 000 zł na szczęście długo jeszcze pozostanie w snach ekooszołomów.
  24. Spróbuj w okresie jesienno-zimowym dawać mu ze 2 tabletki Żuravitu dziennie, super działa na problemy z pęcherzem, można zapobiegawczo stosować go nawet kilka miesięcy.
  25. [quote name='tymonparasol']A może chcę dać do zrozumienia że to on jest alfą?[/QUOTE] Ten toner od drukarki, co go reklamujesz? :p
×
×
  • Create New...