Co do sterylizacji...
mnie wystarczająco przekonuje los zwierząt w schroniskach:
[URL]http://brightlion.com/InHope/InHope_pl.aspx[/URL]
Pierwszego kota wykastrowaliśmy, kiedy zaczął intensywnie zaznaczać teren... czyli olewać chałupę tu i ówdzie...
Pierwszy pies nie był wykastrowany i ciągle gdzieś uciekał... jak tylko się go spuściło... wracał pogryziony... Całe życie spędził na smyczy, bo wszyscy w domu się vali, że wpadnie pod samochód albo go inne psy rozszarpią...
Suczkę miałam niewysterylizowaną... Przy pierwszej cieczce ojciec nie dopilnował i trzeba było odchować i porozdawać pięć szczeniaków... potem zaczęły się ciąże urojone... i pamiętam to opędzanie sie od psów...
Teraz mam rodowodową suczkę doga błękitnego - wysterylizowana!
mixa Platona - wykastrowany!
2 koty - wykastrowane!
Odpada problem niechcianych szczeniąt, walki na spacerkach z wałęsającymi się napalonymi psami, nerwy, że pod klatką czycha już stado zwabionych zapachem suczki... plamienie...
Zmniejszył się problem agresji i pobudzenia Platona... i sika na spacerku ze trzy razy tylko...
Koty nie znaczą terenu i kuweta nie jest aż tak "wyczuwalna", nie wychodzą i nie płaczą z tego powodu... przestały się ganiać i traktować jak potencjalne partnerki...
Co nam grozi? nadwaga... ale i nad tym spróbujemy zapanować...
Jestem zadowolona z decyzji!