Inka już ma się dobrze, leżakuje, ale była na spacerku i u weterynarza, Formica stwierdziła, że nawet nie zbladła... tylko dlaczego wczoraj Piotrek wspominał o intubacji... :roll: i gdzieś wsysło albo wyprychało ten cudowny sączek... opatrunek od Wandul_66, dzięki któremu krwotok wreszcie ustał... no cóż... szukamy... w nosie Inki ponoć go nie ma... :cool1: Ogólnie - Inka już lepiej, ja wyczerpana przeżyciami, najgorzej ma sie w tej chwili rogówka... plamy krwi... szukam speca od czyszczenia tapicerki... jak będzie dziwnie patrzył... to mu powiem: niech pan czyści na zewnątrz... to, co wewnątrz rogówki sama posprzątam w nocy... :diabloti:
chałupa uprzątnięta, stadko właśnie się rozbudziło, pojadło, nawet już zrobiło to i owo... :shake: i zaczyna harce... :p