Jump to content
Dogomania

DT-Karmelki

Members
  • Posts

    138
  • Joined

  • Last visited

  • Days Won

    7

Everything posted by DT-Karmelki

  1. Na 6? No to mój ojciec ambitnie planuje... Wczoraj nie mogłam nic napisać - Dogo zjadało wszystkie wpisy. Emi i Kami są śliczne :) Czy mam coś jeszcze wiedzieć odnośnie transportu? Będą mieć swoje podkłady, miseczkę na wodę?
  2. Łapki zostały dokładnie obejrzane w piątek, gdy dziewczyny ostatni raz odwiedziły lecznicę. Kenya ma zaniki mięśni spowodowane ciężką chorobą no i brakiem ruchu w okresie wzrostu. W lewym kolanie coś strzyka, ale na razie stawiamy na dobrą dietę i sulementację. Obie dziewczyny dostają FosfoVit, VetAminex i HepatialeForte na wątrobę. Jutro mam jeszcze odebrać jeszcze jeden preparat. Z innych dobrych wieści - mojej Avie udało się NIE zarazić kokcydiami :) Ufffff :) Tola - odnośnie wyjazdu zadzwonię do Ciebie jutro rano.
  3. O wynikach rozmawiałam dziś z dr Ewą telefonicznie. Wczoraj dzwoniłam kilka razy ale w lecznicy cały czas było urwanie głowy. No i w sumie wszystkiego co jest można było się spodziewać. Ważne, że nerki są w porządku, stanu zapalnego tez nie ma. O wyjeździe rozmawiałyśmy, że ta sroda to jest najwcześniejszy możliwy termin ze względu na zakończenie leczenia. Wtedy myślałam też, że jechać będzie moja mama. Tak było ustalone przed przyjazdem szczeniaków: ja jadę w ferie, a ona na początku marca. Gdyby to ona jechała to dzień tygodnia byłby bez znaczenia. Za to ja nie za bardzo mogę sobie pozwolić na wyjazd w środu tygodnia - zwłaszcza biorąc pod uwagę wszystkie odwołane godziny w drugim tygodniu ferii. Klienci mnie zjedzą.... Ale coś trzeba będzie wykombinować. Jeszcze odnośnie Kenyi; miała być u mnie na BDT więc nie były przewidziane fundusze na jej hotelowanie. Nie wiem czy coś się zmieniło
  4. No, jakimś cudem mamy jeszcze wszystkie 8 kotów. ;) Mimo ich usilnych wczorajszych starań. Któryś geniusz rozmontował kratkę wentylacyjną i prawie szystkie latały nam po sufitach (podwieszanych) i po stryszku. Piper to nawet wrócił z wyprawy z ryjówką w paszczy... Jeśli o mnie chodzi to przyznam szczerze, że w najbliższym tygodniu łatwiej będzie mi nadal tymczasować maluchy ( zwłaszcza, że we wtorek kończa kwarantannę i będą mogły mieć kontakt z moimi psami) niż tak na szybko organizować 4-dniowy wyjazd. Ale rozumiem, że Emi i Poker Junior są w trudnej sytuacji. No nie, bardzo dobre to nie są. Wątroby oberwały, trochę anemii też jeszcze widać. Także nic strasznego, wszystko do odrobienia dobrą dietą i suplementami na wątrobę. Przyznam, że bardziej niepokoją mnie tylne łapki Kenyi. Gryzie kolana i biodra, zaczęła też dziwnie je podnosić kiedy pochyla się nad miską... zobaczymy.
  5. Wyjazd bzie logistycznie skomplikowany pod kilkoma względami. 1. To będzie cały dzień w podróży więc musimy mieć pewność, że nie zaszkodzi maluchom. Wetka powiedziała, że najwcześniej mogą jechać w środę - chyba, że coś jeszcze wyjdzie w badaniach krwi. 2. Ze względu na ich chororobę lokomocyjną, przed wyjazdem muszą dostać cerenię w zastrzyku. Problem polega na tym, że mój ojciec będzie chciał wyruszyć o 5-6 rano. Nie wiem czy moja mama zdecyduje się jechać. Jeśli nie, to ja będę musiała. 3. Kolejną kwestią są transporterki, w których psiaki miałyby jechać... 4. I właściwie nie wiem czy Kenya też miałaby jechać. W pierwotnym założeniu miała być moim tymczasem.
  6. Czy doba mogłaby być 2 razy dłuższa? Dzisiaj znowu nie zdążyłam zrobić zdjęć... Ale za to zbliżam się do skończenia remontu kuchni. 1. Kotka. NIe mam pojęcia czy ona ma dom. Znajoma, do której kotki przychodzą mówiła że one są dzikuskami, ale ta podbiega do mnie i domaga się żarełka. Być może jest kotką sąsiadów znajomej ale tam nigdy nie ma jak spytać. Rzeczy dla maluchów odebrałam. Dziękujemy :) Żarełko jest już w brzuszkach, od pluszaków odcięłam wszystko co niebezpieczne, wieczorem wrzucę do pralki. Owieczki maluchom nie dam, bo ma rozprucie i musze najpierw zszyć. Od zespołu w lecznicy dziewczyny dostały chrumkającą świnkę :) Badania krwi zrobione, jutro będą wyniki. Uszka Mini czyste, mała waży 3,5kg - od soboty przybrała 700gr. Kenya tylko 300gr ( waży 4,5kg); ma zaniki mięśni i trochę koślawe tylne łapki. Po zakończeniu leczenia trzeba będzie włączyć lepsze witaminy i suplementy na kości.
  7. Ha! Ha! W poniedziałek kupiłam im chrumkającą gumową świnkę. Po kwadransie musiałam zabrac bo Mini była w trakcie odgryzania nogi.. Hitem jest też gryzienie misek i prętów od klatki. NIe tylko maluszek. Już kiedyś wytrząsałam takie oczko z 50kilowej psicy mojej kuzynki... Dlatego moim psom nie daję nawet zabawek wypełnionych groszkiem. Miałam rano zrobić zdjecia maluchom ( obie urosły :))) a Mini zarosła ), ale pomiędzy olejowaniem blatów, dezynfekcją transporterek i sprzątaniem ogrodu zwyczajnie nie zdążyłam. Tola - Widziałam dziś kotkę, o której myślę, że jest mamą Adasia i tej kotki z listopada. Nie chcę krakać, ale chyba niedługo poznamy ich młodsze rodzeństwo... Wetkę chyba odwiedzimy jutro, bo w sobotę nie damy rady. Ja pracuję od 9, a mój ojciec ma szkolenie.
  8. O, jaki fajny prosiaczek :) Wpadłam dzis na Spadek na moment ale udało mi się złapać już dosłownie ostatniego pluszaka. Ja dziewczyny zaopatrzyłam w kilka gryzaków i wczoraj dokupiłam jeszcze takie beczułki na smakołyki a'la Kong. Mimo, że cuchną niesamowicie ( kto i po co wymyślił zabawki dla psów o aromacie wanilii?) to zajmują dziewuchom dzioby :) Doszło nam jeszcze jedno opakowanie pieluch i nie wiem czy na tym skończymy. Kupki Mini są już na tyle ładne, że teoretycznie pieluchy nie sa konieczne, ale mała małpa nie chce używać podkładów. Także na razie trzymamy się pieluch, zwłaszcza w godzinach pracy. Kenya zrobiła dzisiaj lepszą kupkę: bez krwi i bardziej stałą niż płynną :) Na to konto nawet jej wybaczam, że jest małym rzucającym guano kangurem, który na sam dźwięk wody dostaje szału. Za to Mini uwielbia się myć i suszyć suszarką. Odstawiamy takie show po 4 razy dziennie; ku kompletnemu zgorszeniu Kenyi ;) Aha, dziewczyny będą w sobotę u wetki. Czy nie byłoby warto zrobić im badań krwi?
  9. Maluchy dobrze. Ze mną trochę gorzej, pomiędzy zmianami pieluch ledwo nadążam z nadrabianiem zaległości z ostatnich dwóch tygodni... Spróbuję wieczorem napisać więcej, teraz wracam do roboty.
  10. Jeśli nic nie przekręcam to dopiero za 2 tyogdnie będzie można zrobić test. Na razie ludzie we wsi dziwnie na mnie patrzą, bo zbieram jej kupy do woreczków... Oj tam. Przy tym całym myciu i dezynfekowaniu lakier i tak odłazi. A tak, po wypaleniu przynajmniej efekt jakiś by był ;)
  11. Od wetki mam środek o nazwie sandezia, działa na kokcydie i parwo. Wcześniej poza virkonem używałam jeszcze domestosa. Była też sugestia, żeby podłogę po prostu wypalić palnikiem do uli ;) Maluchy następną wizytę u weta mają dopiero w sobotę. Mini umyśliła sobie, ze bedzie cicho tylko siedzac u mnie na rekach, wiec dzis ucze trzymajac Chewbacce w pampersie :)
  12. Ehh, miałam miec wolne między 9-15 lutym... Z Ninką na szczęście nic tak drastycznego. Zwykle jak wieczorem klapnie na swój materacyk to wywala się brzuszkiem do góry, tylne łapki opiera najwyżej jak się da i chrapie do rana. A tamtej nocy nie mogła sobie znaleźć miejsca, kręciła się , zwijała w kłebek i była bardzo niespokojna. I to zaledwie parę dni po tak nagłym odejściu Lulka, strasznie się zestresowałam. Teraz myślę, że mógł jej dokuczać któryś ze zrostów po operacji ( pod koniec stycznia miała wycięte cztery guzy), bo tamtego dnia trochę więcej była na dworze, a było zimno... Mini definitywnie czuje się dużo lepiej. I myślę, że jak tyko będzie to możliwe to powinna trafić do DT gdzie będzie miała lepsze możliwości socjalizacji niż mogę jej zapewnić. Kenya pewnie będzie musiała u mnie zostać trochę dłużej - cały czas w kale pojawia się krew, mimo vitaconu. Wczoraj przygotowałam trochę książe na bazarek, ale musiałabym je komuś przekazać, bo w żaden sposób nie znajdę czasu na zrobienie zdjęć i prowadzenie bazarku. I mówiąc o przekazaniu, kenel i transporterka, w której dziewczyny przyjechały są zdezynfekowane virkonem i gotowe do odbioru. Trzeba je będzie jeszcze potraktować czymś na konto kokcydii, ale to już chyba lepiej po 'wyjściu' ode mnie.
  13. Napiszę :) Dziś już jestem w stanie. Wczoraj byłam zbyt zmęczona, żeby mówić a co dopiero pisać. Pół nocy siedziałam przy Nince, mojej owczarkowatej 10latce. Na szczęście wszystko w porządku. Maluchy dostały wczoraj zastrzyki i syropek na kokcydię, dzisiaj podam drugą dawkę. Mają apetyt, bardzo energicznie się bawią. Nawet zbyt energicznie, Mini za mocno gryzie Kenyę i ją dominuje... Mały dyktator się z niej robi :) W dodatku z bardzo donośnym głosem... Keyna jest zafascynowana moimi psami. Jak tylko słyszy je w ogrodzie, przykleja nos do szyby i obserwuje. MIniza to obszczekuje wszystko co się rusza. Jutro przede mną trudny dzień. Nie wiem jak będę pracować ze szczeniakami w gabinecie. Nie zapeszaj! Po weekendzie zawartość uszu Mini idzie pod mikroskop.
  14. Muminki trochę lepiej. Krew w kupkach nadal się pojawia ( zdecydowanie mniej u Mini), ale konsystencja jest bardziej stała. No i Kenya nie wymiotuje więc wieczorem udało się wrócić do stałego żarełka. Dziewczyny mają też zdecydowanie więcej energii, co przekłada się na ilość unicestwianych zabawek... No i na nocne pobudki na zabawy i dodatkowe karmienie.
  15. Maluchy w porządku. W nocy, zupełnie niespodziewanie, za Tęczowy Most przebiegł nasz ukochany Lulek :((( Poszedł spać i już nie wstał. Wszyscy ryczymy... Nie tak miało być. Lul miał mieć jeszcze długie lata życia...
  16. Pieluszkom powiedziałyśmy stanowcze nie wczoraj wieczorem. Przy stałych kupkach mijały się z celem. Chodziaż Mini bardzo lubi suszenie tyłeczka suszarką :) Minus braku pieluch jest na razie taki, ze Muminki jeszcze nie zauważyły braku "podręcznych podkładów" i nie chodzą na prawdziwe podkłady...
  17. Biorą probiotyki BioProtect, jedza rozmoczonego GastroIntescinal. Dzisiaj został włączony TriDigest. Anula, na razie zachowujemy spokój. Moja wetka podkreśla, że po parwo układy pokarmowe muminków mają pełne prawo do tego typu anomalii, nie tylko teraz ale i w dłuższej perspektywie.
  18. Uffff, jesteśmy. :) Tylko nie panikujcie :) Mini nad ranem zwymiotowała i rano zrobiła płynną kupę, ale wszystko jest pod kontrolą. Oczywiście odwiedziłyśmy wetkę zaraz po otwarciu gabinetu, Mała dostała leki, płyny i dodatkowe tabletki do domu. Mamy się nie martwić, chyba że pojawi się więcej atrakcji. Mini ma mieć dłuższe przerwy mięzy posiłkami i nie szaleć jak mały wariat :) Z innych wieści, to może jednak rozwinie się świerzb w uszach, ale dziś pod mikroskopem zostało znalezione tylko jedno jajo, więc póki co czekamy. W ogóle to wetka powiedziała, że Mini wygląda jak czarny maltańczyk. Kenya w porządku, była bardzo zirytowana faktem, że poranne zabawy przyrywa jej się na wyjazd do igieł.... Zdjęcia sprzed chwili:
  19. Że co? Że ja? ;) Jak zostawię muminki ( tak sobie zaczęłam mówić na dziewczynki) na kroplówki, to jadę do babci sprzątać, bo już od soboty kuzynka wydzwania, że brudno, a ona jest "chora". Wcześniej muszę wpaść do sąsiadki rozłożyć jej leki na ten tydzień i jakoś zręcznie zbyć pytania kiedy przyjdę lodówkę umyć... A jak to ogarnę to będę mogła zacząć myśleć o tym jak wrócić do pracy i skończyć remont kuchni - bo jak maluchy przyjechały to akurat mięliśmy całą wybebeszoną ( kuchenka chyba dalej mieszka w salonie). O tym, że nie pojechałam zacząć przygotowań do remontu nowego domu to już nie wspominam. Także, nie, ja nie wiem co to odsapnąć :) Ale coś Wam powiem. Patrząc na te dwie zdrowiejące mordeczki to wcale nie narzekam :) Aaa, Kenya zrobiła kupkę. Taką całkiem normalną. A Mini to nawet dwie od rana.
  20. Noc minęła spokojnie :) Nawet udało nam się pospać do 6:10. Obie dziewczyny mają apetyt: Mini chyba zjadłaby tyle ile waży, gdyby jej pozwolić; Kenya się ogranicza, trochę. Na szczęście przeprosiła się z jedną miską. Czkawka na razie się nie pojawia, za to Kenya pokazuje nam jak potrafi ślicznie bekać :)
×
×
  • Create New...