-
Posts
15551 -
Joined
-
Last visited
Content Type
Profiles
Forums
Events
Everything posted by Neris
-
Mari, napisałam to oświadczenie ręcznie i dałam dzisiaj sąsiadowi który jechał na zakupy. Mam nadzieję, że poczta dzisiaj czynna... Nie mogę się dodzwonić do Kikou, pojawia mi się "błąd połączenia", teraz ona powinna zbierać na swoje konto wpłaty od ludzi i regulować należności za pobyt Maksia. Nie ukrywam że jestem zdezorientowana całą tą sytuacją.
-
Senior-prosi o wsparcie - za TM [*] odpoczywaj
Neris replied to xmartix's topic in Psy, które pożegnaliśmy....
Bazarek jest na pewno potrzebny. Gosia pewnie już urodziła i teraz jest w matczynym "amoku", ale napiszę zaraz do Bjuty która była niedawno u Kikou, zrobiła mnóstwo zdjęć, może i Fabio się załapał? -
Posiwiał mu ryjek bardzo, teraz to widać że starunio...
-
Nasze psy i inne zwierzęta, które odeszły w 2010 roku ...
Neris replied to Maupa4's topic in Psy, które pożegnaliśmy....
Wkleję tu jeszcze zdjęcia Fifci... -
Jamniki i jamnikowate w potrzebie z całej Polski !!!!!!
Neris replied to danka1234's topic in Już w nowym domu
[quote name='anita_happy']Isadoo - parę dioptrii mi brakuje..ale dzieki za - wypunktowanie... sprawdziałam pierwszy post i nie było go... szkoda, ze na info na FB - nie podano, ze sprawa ogarnięta[/QUOTE] na FB podano, że sprawa ogarnięta 24 grudnia o 13,50, a o 16 wstawiono zdjęcia z DT. -
Nasze psy i inne zwierzęta, które odeszły w 2010 roku ...
Neris replied to Maupa4's topic in Psy, które pożegnaliśmy....
Godzinę temu odeszła Fifcia, 13-letnia szorstkowłosa jamniczka. 10 lat temu wypatrzona na giełdzie, gdzie leżała w kartonie, ona i jej szczenięta - na sprzedaż. Wyszarpana od dziada, dla którego była tylko producentem gotówki. Spędziła 10 lat w kochającym domu. Mimo leczenia, wizyt u najlepszych warszawskich kardiologów było jej coraz ciężej oddychać, dzisiaj łapała powietrze jak ryba wyciągnięta na brzeg... Podczas zastrzyku zasłabła, pan doktor poprosił o chwilę rozmowy, czasami potrzebne są trudne słowa powiedziane wprost... Odprowadzona najdalej jak się da, Fifcia pobiegła już potem sama. Jej pan, który jest "twardzielem" i naszą dogomaniacką fascynacją psami uważa za wariactwo wybiera się jutro, żeby ją pochować na wsi, na działce. Nie wyobraża sobie, żeby mogło jej tam nie być. Argument, że ziemia jest zamarznięta nie przemawia do niego, jest gotów kopać kilofem. -
W przypadku Maksia uroda nie idzie w parze z cudownym charakterem, kiedy był chory i cierpiący zachowywał się jak w patrzony we mnie aniołek, niestety ta intensywna opieka odbija się teraz na jego zachowaniu, wczoraj usiłował "zadziobać" jamnika i to suczkę! Gonił ją po łóżku i dziobał nochalem, bo przecież zębów nie ma...
-
Mnie zawsze, na każdym zdjęciu zadziwiają te oczy z czarnym, scenicznym makijażem, na tle białej sierści to wygląda niesamowicie :loveu:
-
Tanitko, czyżby była szansa na DT dla Amika u Ciebie? Jeśli chodzi o zagryzionego jamniczka to zanalizowano nagranie z monitoringu i odnaleziono właściciela amstaffa. Policja nakazała mu udać się z psem do psiego psychologa, nie dała nawet mandatu. Jesteśmy wszyscy w ogromnym szoku, ale czy policja nie złamała też prawa? Jak to ugryźć?
-
Wyglądają trochę jak sierotki :oops:
-
Pamiętam, że kiedy ją odbierałam od hodowcy wtarabaniła się jeszcze na stół i z wielkiej filiżanki siorbała kawę z mlekiem. Zrobił jej wtedy zdjęcie, spotkałam go przypadkiem 2 tygodnie temu i obiecał go poszukać, może je jeszcze gdzieś ma... Nie była bardzo grzecznym psem, ot taki prawdziwy rozpuszczony jedynak mamusi... patrzyła łobuzersko w oczy i robiła swoje. "Ofka, przestań" ją tylko rozbawiało. Wystarczyło że Ania - moja ówczesna współlokatorka - powiedziała poważnym tonem "PARANOIO!" i zaraz był spokój...
-
Dostałam dzisiaj maila od właścicieli jamniczka: Wpadek zdarzył się w Wa-wie 22 grudnia ok.20-tej na rogu ul.Anielewicza i Smoczej (między przystankiem autobusowym linii 111 i 180 w kierunku ul.Okopowej a pawilonem handlowym "U Doroty". Córka szła z Bursztynkiem (tak nazywaliśmy go) na smyczy ul Smoczą, skręciła w ul.Anielewicza i na poziomie pawilonu handlowego wyskoczył z boku (z przerwy między pawilonem a budą spożywczo-alkoholową "U Sąsia...da", wielki pies i bez ostrzeżenia(szczeknięcia) przewrócił na ziemię Bursztynka pleckami do dołu i zaczął go rwać zębami (jak lwy ludzi na qvo-vadis) Stało sie to tak nagle że Bursztynek nawet nie zaszczekał. Pies był ogromny ,biały z wielkim pyskiem.Według ludzi był to amstaf-ale było ciemno można się co do rasy pomylić.Córka próbowała wydobyć Bursztynka ciągnąc do góry smycz - zebrali się ludzie ale wszyscy bali się zbliżyć do psa.Dzwonili do straży, na policję ale nie zjawił się nikt. Właściciel starszy siwy człowiek pojawił się jak było po wszystkim. Położył się na ziemi z tyłu psa i zaczął go ciągnąć do siebie i krzyczał żeby puścił zdobycz ale pies ani myślał go słuchać. Po pewnym czasie zaczął na właściciela szczekać i wtedy wypuścił Bursztynka. Miał mimo że był w sweterku miał rozerwaną skórę i tchawicę.Nie dawał znaku życia.Ktoś zawiózł córkę do lecznicy weterynaryjnej na ul.Zytnią 15 ale nie było szans ratunku bo Bursztynek nie żył. Jak córka odjeżdżała to już właściciela nie było. Prosimy o pomoc w namierzeniu i UKARANIU właściciela agresywnego psa.
-
Nic mu nie wciskałam, sam żebrał. Wczoraj na kolację jadł dorsza duszonego, uwielbia ryby, skakał przy karmieniu jak napompowana piłeczka. Do Gagaty zgłosiła się pani szukająca małego pieska do adopcji. Poprosiłam, żeby zaproponowała Maksia. Przecież on może spokojnie już iść do domu, jest zdrowy. Tylko musiałaby to być osoba, która się zgodzi miksować jedzenie i kontrolować wagę psa.