Ta sunia koczuje przy przystanku 3 tygodnie. Jakas pani zgodziła się ją wziąć na swoją działkę, ale przecież stamtąd ona zwieje!
Wetka była u niej dzisiaj, po moim alarmującym telefonie, sunia dała się pogłaskać, nakarmić, ale już na widok obroży reagowała paniką. Musi mieć jakieś złe wspomnienia. Weci z mastiffa mieli dzisiaj młyn w lecznicy, nie mogli wyjść na kilka godzin żeby jej podać na przykład sedalin.
Nie wiem co robić. Ja tam będę we wtorek kastrowac moje psiaki i kota, jedyny pomysł jaki mam to ten żeby jej PRZED OPERACJAMI podać sedalin i zostawić kogoś żeby ją śledził, a po operacjach wsadzić w auto. TO jedyne co mogę, bo nie mam własnego autam, to na wtorek jest wynajęte.