W sobotę wróciły smutne wspomnienia, trafiłem w miejsce gdzie spędziłem niedzielę poprzedzającą poniedziałek, w który Norcia zachorowała :(
Była wtedy piękna pogoda, tamtego dnia, gdy wracałem do domu zadzwoniłem do domu, zapytać jak tam grube (tak czasem nazywaliśmy Norcię). Mama odpowiedziała, że jak zwykle Nora nie daje spokojnie zjeść, ponieważ ślini się niemiłosiernie i siada tak, żeby przypadkiem ktoś o niej nie zapomniał. Taka to była łakoma sunia.
Następnego dnia wieczorem jechaliśmy do lekarza :shake:
Od tamtych chwil minęły już miesiące, a ból pozostaje.
Norasku, jak mi Ciebie brak.