To nie schronisko prosiło o branie psów na zimę. Wolontariusze zorganizowali taką akcję i dzięki temu dziadeczki przeżyły. Miłek wrócił ale żyje, większość została w dt na zawsze. Pomimo starań takie dziadeczki jak on mogłyby nie przeżyć mrozów w zewnętrznych kojcach. W szpitaliku nie ma na tyle miejsca żeby umieścić wszystkie psiaki w potrzebie. Budy są zabezpieczane ale nie da się upilnować żeby stary, często niedołęzny psiak nie wyszedł w nocy na zewnątrz, nie położył na betonie i nie zamarzł do rana. Chyba najważniejsze jest życie i warto podejmować ryzyko powrotu do schronu. Miłek miał pecha ale z drugiej strony przeżył. Uważam,że należy podejmować ryzyko powrotu do schroniska jeśli alternatywą jest cierpienie z powodu zimna lub smierć.
Proszę żeby się skupić na naszym cudnym Miłeczku:)