Jump to content
Dogomania

ka_zz

Members
  • Content Count

    34
  • Joined

  • Last visited

  1. Nie jestem pewna, czy zakładam temat w odpowiednim dziale (jeśli nie, proszę o przekierowanie). Temat jest powiązany z chirurgią (dyskopatia - znów, tylko pies inny), więc pozwoliłam sobie założyć tutaj:   Postaram się krótko. Pies sąsiada zachorował. To 6 letni ratlerek, któremu ponoć stwierdzono już wypadnięcie dysku w odcinku lędźwiowym (jest RTG). Psina nie ma pełnego paraliżu, ale zatacza tylnymi łapami (chociaż tyłek większość czasu trzyma jeszcze w górze), często się potyka. Niestety podobno nie trzyma już za bardzo moczu, z kupką to samo. Sąsiad to osoba starsza (65+), ale widać, że mu na psie zależy (chociaż to chłodna miłość; zdarza mu się ciągnąć tę biedną psinę na smyczy za sobą, a pies ledwo wyrabia, więc i tak jestem mile zaskoczona, że był z psem u weta i kompletnie tych objawów nie zbagatelizował). Na operację (ok 1500zł) go nie stać, nie wiem co z dalszym leczeniem, ale mam wrażenie, że sąsiad już nic w tej sprawie nie robi. Zdaję sobie sprawę, że dużo w mojej opowieści znaków zapytania, wynika to głównie z tego, że sąsiada ledwo znam, są to dane zebrane podczas raptem kilku krótkich rozmów. Sąsiad, ledwo zainteresowałam się stanem psiaka, już kolejny raz nieśmiało przebąkuje, że może mnie uda się coś dowiedzieć i jakoś pomóc (jakaś dobra dusza powiedziała mu, że załatwi psu wózek, sąsiad się bardzo ucieszył, ale temat już nie powrócił) i stąd - a nie z mojej nadgorliwości:) - mój post. Nie poręczę za sąsiada, czy wszystko dobrze u weterynarza zrozumiał, dlatego przed jakąkolwiek pomocą zakładam, że porządny wywiad i rozpoznanie u weta będą nieodzowne. Dlatego chciałam podpytać Was, czy macie jakieś pomysły na pomoc w tej sytuacji? Co rozważam: - z własnych środków byłabym w stanie pokryć pierwszą wizytę wraz z rozpoznaniem u dobrego chirurga zajmującego się dyskopatią właśnie i ewentualnie jakiś doraźny zastrzyk, ale wiem, że pierwsza wizyta to dopiero kropla w morzu przy takich dolegliwościach - załatwienie wózka dla psa (nie wiem czy jest to sensowne rozwiązanie dla psa, który jeszcze chodzi), może jakaś uprząż rehabilitacyjna? - telefon do fundacji (jakiej?)/zbiórka na operację (ale pojęcia nie mam, czy jest to w ogóle realne; pies ma przecież właściciela) Jak ugryźć temat? Jeśli ktoś z Was ma jakiekolwiek doświadczenie w temacie, bardzo proszę o odzew. Żal psiaka, aż strach pomyśleć co będzie, jak się już sam nie podniesie...
  2. Na to wygląda:) Wreszcie! Nawet nie wiesz, jak bardzo się cieszę:) Tak jak pisałam, kwestia pewnie jeszcze kilku laserów (chociaż obawiam się, że w domu psina będzie się już tak ślizgać; nie wiem muszę jeszcze o tym pogadać z lekarzem - dziś pierwszy raz zeskoczyła z łóżka, łapy się rozjechały i nie utrzymały jej ciężaru :/). Wizyta dopiero w przyszłym tygodniu, zobaczymy, co powie chirurg.   Dzięki raz jeszcze za dopingowanie nas! Pomogło :D   Ściskam k.
  3. Hejhej jesteśmy, jesteśmy:). Przepraszam za brak odzewu, ale tym razem to pańcia się suni rozchorowała he he Zwykła 'grypa', ale położyło mnie na trochę. Sunia spisała się bardzo dzielnie, grzała mnie jak tylko mogła i tuliła się do mnie...nawet mi jako szalik służyła, bo lubi położyć pysk w poprzek mojego gardła :P Co do tego języka - wiedziałam, że musi mieć to jakieś powiązanie z operacją. Patrz, ciekawe. Nie wiedziałam, że to po lekach. Jeszcze czasami jej się to zdarza, ale coraz rzadziej. Zaczęła za to od 2 dni 'pokasływać', a wręcz kilka razy (chyba po zjedzeniu czegoś) charczeć. Nigdy czegoś takiego nie miała. Poobserwuję jeszcze i jeśli nie przejdzie, to pójdę na kolejną kontrolę.    A tak poza tym to psica czuje się super. Cudownie jest patrzeć, jak już z bólu nie ucieka przede mną i nie wyje :)) Zaczęła nawet skubana już wskakiwać na łózko, koniecznie muszę wyczaić jej jakieś schodki.
  4. Też spałam na podłodze z psicą teraz, ponad 2 tygodnie, w okresie największych cyrków :) Doceniała. Przychodziła się zwyczajowo przytulać i spać z głową na ramieniu, ale kończyło się na nocnych wędrówkach w poszukiwaniu ulgi od bólu. Uff, jak dobrze, że to już za nami:)   Zauważyłam od operacji coś, czego nigdy wcześniej u niej nie widziałam. Nie wiem właściwie z czym to może być związane i czy nie jest to zbieg okoliczności, ale *czasami* wyraźnie mlaszcze językiem, niemalże wystawiając go i wykonując ruchy jak oblizująca się jaszczurka: bardzo szybko i bardzo...hm, no tak jakby chciała tym jęzorem w kogoś wycelować i dźgać :P, zupełnie na wprost. Dziwaczne to. Może przy okazji zapytam, ale mam nadzieję, że to nic groźnego :)   Apetyt ma niesamowity, muszę jej ograniczać. Ale na te piękne oczy to trochę trudno..:p
  5. Dzięki:) Googlałam już schodki dla psów i bez dwóch zdań takowe zakupię. Gorzej, że tylko w necie je widzę, a wolałabym osobiście ocenić, który byłby najbardziej odpowiedni. Ale może marudzę. Będzie ubaw z nauką wchodzenia po takich stopniach - już raz jej przy kanapie rozkładałam różnego rodzaju gadzety, żeby nie musiała skakać. Co robiła? Starannie omijała wszelkie pomocne 'stopnie' i wskakiwała po staremu, w jednym jedynym miejscu, gdzie przy kanapie nic nie leżało :D
  6. Hej hej :) Kurcze, masz rację, faktycznie trochę głupio kolejny raz wychodzi, przepraszam:) serio nie robię tego specjalnie, już kolejny raz jak coś opisuję, ale Ty nic nie piszesz i zawsze się zastanawiam, czy w ogóle to przeczytałaś hehe ale z nas sieroty, no a przynajmniej ze mnie! :) teraz już widzę, że podczytujesz, obiecuję poprawę :))   Więc tak. Czujemy się *wyśmienicie* :)) W zeszły czwartek była kontrola u neurologa - piał z zachwytu. Niestety chirurg jej nie widziała, bo operowała, ale poszedł do niej i na własne uszy słyszałam, jak na zapytanie chirurg jak pies, wykrzyknął wesoło: "no rewelka!" :D   Tak jak pisałam, leki trafione w 10tke. Oraz chwalimy się - już 6ty dzień *bez* leków :)) Tylko w sobotę ją mocniej zgięło i musiałam połówkę podać - cały dzień lało i było b. zimno - niestety lekarz ostrzegał, że jak przyjdzie deszcz czy plucha to psa będzie bolało. Mam już teraz jej zakupić nieprzemakalne ubranko z golfem i nie czekać na zimę - ubierać już teraz, szczególnie przy gorszej pogodzie. Powiedział to i 3 dni później pies po spacerze (niestety w deszczu, trochę ją zmoczyło) kilka godzin później znowu zaczął robić kocie grzbiety. Ale na szczęście puściło. Smyczy na razie nie stosować (szelki), uważać na nią, wiadomo. A już trzeba, bo skubana czuje się tak dobrze, że już sama chce ze schodów schodzić/wskakiwać na łóżko. Tfu tfu odpukać, niech jej tak zostanie, a ja już coś wymyślę, żeby się za bardzo nie rozbestwiła:).   Pytałam jeszcze o te rozjeżdżające się łapki - no oczywiście u lekarza tego nie było widać, tylko jakoś na podłodze drewnianej w domu zaczęła się ślizgać. Neurolog powiedział, że żadnych nieprawidłowości nie widzi, żeby to obserwować, ewentualnie później tym się zajmiemy (jeśli nie przejdzie) - na zasadzie laserów kolejnych. No ślizga się, ślizga, szczególnie jak jest podekscytowana to jej się łapy na cztery strony świata potrafią rozjechać, taka z niej sierotka się zrobiła. Oby przeszło:) Na szczęście na dworzu jest jak najbardziej OK.   To chyba wszystko:) Wielka ulga:)   A oto zdrowiejąca sierotka:  
  7. Hejhej   Z małymi wyjątkami, ale jest znaczna poprawa. Dostaje cały czas przeciwbólowe, zmniejszyłam jej do 2x dziennie. Generalnie leki trafione w 10tke:)) Zaczynamy powoli odpoczywać i przesypiać większość nocy...i dnia :D Zauważyłam też, że nie wyjęto jej wszystkich szwów, jakaś jedna nitka tam jej jeszcze wystaje, muszę jutro to zgłosić. Szyja jeszcze w dwóch miejscach zwisa jej dziwnie jak u indora; słyszałam, że wraz z opatrunkiem przemieścił jej się tłuszczyk i ma dodatkowo jedną 'gulę' trochę poniżej, wyżej trochę wisi jej skóra, no ta szyja nie prezentuje się zbyt estetycznie:) - stąd pewnie chirurg nie zauważyła tam szwów - no, ale to tylko kosmetyka i mam nadzieję, że z czasem jej się to wszystko wygładzi.   ściskamy =) k.
  8. Dzięki, czekam. Każda informacja teraz na wagę złota..ściskam.
  9. Sorry za brak update'u, jesteśmy wykończone. Eh. Już nie wiem sama co napisać. Szczerze - jest gorzej. Właściwie mam wrażenie, że w chwili obecnej jest gorzej niż przed operacją, mam cały czas nadzieję, że to przez ból pooperacyjny i cała operacja się udała. Ale nie jest wesoło.   W poniedziałek znów wisiałam na prywatnym tel dr R., ponieważ wszystko co opisywałam wcześniej (a czego oczywiście nie było tak bardzo widać na kontroli w zeszły czwartek) tylko się zintensyfikowało, dodatkowo dołączyły spazmy? mięśni przy szwach, czyli na szyi. Mięśnie się jej tam kurczą i rozkurczają właściwie non stop (chociaż zaczęło się łagodnie), dodatkowo leci jej przy tym głowa i porusza nią wtedy jak indyk - ma takie tiki, że nie dość, że spina i pręży grzbiet z bólu (teraz właściwie non stop, nadal przychodzi to falami, ale 90% czasu jest źle, 10% ma kilka chwil wytchnienia) to dodatkowo, brzydko mówiąc, wygląda i zachowuje się teraz jak mały paralityk. No i strasznie się męczy, właściwie przez to nie śpi (a ja z nią).   Pytałam R. czy te skurcze to normalne, dowiedziałam się, że tak, bo zszyte ma 3 powłoki?; spytałam czy wobec tego nadal mam trzymać się jej zaleceń i odstawiać pyralginę (dać dwa kolejne dni RAZ dziennie i potem już nic), bo mam wrażenie, że jest jednak gorzej - kazała utrzymać zalecenia. Ale nie dało się. Co prawda daję jej tylko raz dziennie (nad ranem, koło 2-4 jest najgorzej), ale nie daje rady bez przeciwbólowych (chociaż ta pyralgina z tego co widzę właściwie nic jej nie daje). No i psica ostatnio też nie chce za bardzo chodzić. Wystawiam ją na dwór, robi swoje i trzeba ją nosić, nawet do klatki nie garnie się żeby iść - tzn jak trzeba to pójdzie, ale widać, że nie chce, stoi spina się i wszystko się w niej trzęsie. 'Najfajniej', że w rozmowie z R. w poniedziałek doktor była trochę zdziwiona i zaniepokoiła się, że 'może ona jednak ma coś jeszcze w odc piersiowym'. Witki mi wszystkie opadły, porozmawiam z nią dziś na ten temat. Jestem zła. Pies czuje się fatalnie - dziś rano miała spore problemy ze wstaniem (leżała płasko rozwalona na boku), musiała się kilka razy mocno rozkołysać, żeby się podnieść (wcześniej popiskiwała i tylko otwarta lodówka - celem testu - zmusiła ją do bardzo pokracznego wstania. O 7 rano za to obudziła mnie przeciągłym wyciem (leżała spokojnie, ale coś musiało ją zaboleć; zauważyłam też, że nawet jak sama dziś głowę podnosiła, to zdarzało się, że również był pisk :/   No jest tego tyle, że muszę sobie jej te objawy wszystkie chyba wynotować i poprosić na kontroli o jakieś poważniejsze zbadanie psa. Póki co kontrola kończyła się na a) niedosłuchanym sercu - anestezjolog badał, ale za każdym razem kwitował, że pies tak się trzęsie (nerwy), że ona nic nie słyszy oraz b) na postawieniu psa i przyjrzeniu się jej, że ponoć chodzi prawidłowo, głowę też trzyma ok. To wszystko. Skąd więc ten ból i wszystkie inne objawy? Jjuż sama nie wiem, o co mam tak naprawdę pytać, zaczynam się zastanawiać, czy nie powinno się jej w takiej sytuacji jednak zrobić rezonansu - wszyscy wszystko zgadują, nawet R. przez tel pytała, czy widać, że psa boli. A cholera wie, czy to ból, czy tylko przeczulica. Do tej pory była po sterydach tak wściekle głodna, że piszczała tylko o jedzenie, dopiero dziś wyraźnie widać, że boli - ale co boli, tego nie wie nikt, nawet R. zgaduje, że może jednak pies zachowawczo się tak zachowuje (to mój strzał, wolę to, niż problem w odc piersiowym), ale ktoś to wreszcie cholera powinien JAKOŚ zbadać. A no i wróciła dziś już b.mocna przeczulica - wystarczy pstryknąć w nos lub gwałtowniej się koło niej podnieść i pies ucieka lub piszczy.   Z góry przepraszam za pewnie brak składu i ładu w poście - mam straszny mętlik w głowie i trudno mi to dziś wszystko sensownie opisać. Nie wiem, serio momentami mam ochotę 'strzelić sobie w łeb' z tego wszystkiego (już o psie i o tym jak się męczy nie wspomnę).
  10. O, super info, dobrze wiedzieć:). Będę zatem odliczać i w razie czego dopytam jeszcze w przyszłym tyg u weta. Mam też od niedzieli zmniejszać jej dawki pyralginy (kontrolując oczywiście, czy pies daje radę). Po 2 dniach odstawić całkowicie przeciwbólowe. Oby się udało:) Na pewno by się przydało, bo musi mieć już mocno podrażniony żołądek (dostaje coś ala ranigast), zresztą widać po niej, że chodzi jakaś lekko spuchnięta w rejonie brzuszka właśnie.. :S   Do napisania!:))
  11. hejhej, sorry że tak długo nic nie pisałam, działo się.    Psina już po kontroli, chirurg jest...zadowolona :) Oczywiście jest ból i wszystko co tutaj opisuję ona uznaje za oczywiste, po tak poważnej operacji (no i jak to zawsze, wszystkie najgorsze objawy przechodzą u weterynarza jak ręką odjął). Cały czas jedziemy na przeciwbólowych, 2x dziennie. Ale jest kapkę lepiej. Nadal boli, ma w ciągu dnia kilka takich 'faz' kiedy łapie ją silny ból i znów wygina się w chińskie S, ale chirurg mnie uspokoiła mówiąc, że to 'normalne'. Pies wg niej ładnie chodzi, chociaż ja na podłodze (bukowa) zauważyłam, że delikatnie zaczęły jej się rozjeżdzać przednie łapy o_0, szczególnie chyba jak siedzi. Tak do centymetra, jakby się ślizgała. Wspomniałam o tym i mam wrażenie, że lekarz popatrzył na mnie jak na Ufoludka (akurat w klinice podłoga wyłożona była chropowatą terakotą) - powiedziała, że ona nic takiego tutaj nie widzi, ale jest możliwość, że na takich gładkich powierzchniach może coś takiego występować. Dużo się działo w gabinecie (praktykanci itp) i jakoś umknęło mi zapytać, czy i kiedy to ustąpi; nawet pomyślałam sobie, że może miałam zwidy. Ale ewidentnie coś takiego jest, dopytam na kolejnej kontroli i zdjęciu szwów za tydzień. Dołączone zostały lasery na ból. Nic więcej nie da się zrobić, trzeba czekać, żeby przy takim wspomaganiu samo przesło.    Dziś za to widzę dość znaczną poprawę, tylko 2x spinała się z bólu, mam nadzieję, że wszystko idzie ku dobremu :)   Fajnie, że o nas pamiętasz, dzięki :) Miłego weekendu!
  12. Próbowałam - przyjmuje na drugim końcu miasta, nie mam się z psem już jak tam przemieścić (wszystko poszło na leczenie i poźniejszą operację, a bez auta jej nie dowiozę). Dziś rozmawiałam z R. (kom.), to ona zaleciła dodatkowo steryd oraz tramal. Niestety na wizytę kontrolną muszę czekać do czwartku. Piesek aktualnie wygląda nie tyle żywiej, co zwyczajnie lepiej, bo nie zwija się z bólu (i tak naprawdę chirurg była jak to zwykle spokojna, mowiąc że tego typu objawy mogą utrzymać się 2 tygodnie od operacji o_0)   Weterynarz konsultujący dziś z R. powiedział wręcz, że 'nie jest źle', bo pies sam chodzi (a po zastrzykach oczywiście sama zaczęła uciekać z kliniki). Żeby nie było - mała kanciapa w sumie z tej 'kliniki', ale naprawdę mało biorą i już drugi raz dostałam lek i strzykawkę gratis. Mała rzecz, a cieszy. Miłe to.    Szczerze to myślałam, że skoro po zabiegu lata, to jest Ok. Mam nadzieję, że to tylko kwestia bólowa jednak aktualnie. innej opcji nie widzę, opinie okolicznych klinich 24/7 czytam fatalne, nawet mój 'rodzinny' wet odradza takich konsultacji i boję się z nią w takie miejsca iść (ostatnio do podania mojego antybiotyku ze strzykawką chcieli 35zl za podanie...ale dodatkowo 56 zl za pierwszą wizytę...co jak co, wydałam na nią grubą kasę, ale to już gruuuba przesada :/ tak więc dupa.   zobaczymy co chirurg powie w czwartek. też chciałabym szybciej, pytałam chirurg, ale nie da rady... :S 
  13. Mini update: wczoraj (poniedziałek wieczór) pies zaczął przejawiać właściwie te same skurcze i spazmy bólowe co przed operacją. A nawet gorzej. Żeby za bardzo się nie rozpisywać: zastyganie w miejscu, prężenie/koci grzbiet to tylko 'lajtowe' objawy; doszło też baardzo nienaturalne zwieszanie głowy i właściwie jeżdzenie nosem po podłodze, skurcze, dreszcze i bardzo szybki i płytki oddech przy tego typu atakach (znowu falowo, całą noc, spałyśmy niecałe 3 godziny). Przebierała też non stop łapami, bo nie wiedziała, czy się połozyć, czy stać, czy jak jej będzie wygodniej. W jednej minucie nad ranem serio myślałam, że zemdlała lub zaraz zejdzie, nie mogłam jej dobudzić, była ledwo przytomna. Straszne :(   W rezultacie dziś rano dostała (oprócz antybiotyków i wczorajszej pyralginy) ponownie steryd (dexafort), dodatkowo też tramal pod skórę (centymetr). W razie czego dostałam kolejną ampułkę tramalu do podania; chirurg twierdzi, że nadal powinnam też - niezależnie od podanego dziś sterydu i reszty leków - podawać w takiej sytuacji pyralginę co 7 godzin (mimo, że dziś teoretycznie według wcześniejszych zaleceń nie powinna już pyralginy dostawać).      No słabiutko jest, mam nadzieję, że nowe leki jej trochę pomogą, już ledwo na oczy patrze, bo całe noce ją głaszcze i trzymam (boi się strasznie i jak ma atak bólowy to w panicie leci do mojej nogi i chce żeby ją pogłaskać lub przytrzymać, no strasznie mi jej szkoda, dziś nad ranem już sama płakałam, nie wiedząc, co będzie dalej).   Ale wszystkie znajome, dobre dusze mówią i wierzą, że będzie ok i ja też w to wierzę :)     PS. @bou napisałyśmy posta w tej samej chwili :) śmieszne to. jamnisia akutalnie śpi, bo ją dość mocno 'przyćpali' Oby do jutra...
  14. Szkoda:), obstawiałam, że może jednak Warszawa;)   Co do wenflonu - zdjęty w sobotę, dzięki za info. Niestety pospieszyłam się trochę z zachwycaniem się stanem psiny, w sobotę zaczęło ją bardzo boleć, to samo w niedzielę. Dostaje - wg zaleceń - 1/3 pyralginy 2x dziennie. Dziś teoretycznie powinna dostać ostatni raz. Tak naprawdę dopiero od soboty pies zaczął 'odpoczywać' - dużo śpi, właściwie tylko leży, śpi i je:). Mam też wrażenie, że szybko się męczy - wystarczy, że kilka razy głosniej upomni się o jedzenie (a potrafi być w temacie bardzo uparta) i zaczyna sapać. Ale zakładam, że wszystko w normie. W czwartek kontrola u chirurga, ciekawa jestem, co powie i kiedy zdecyduje się zdjąć szwy. By the way - wiesz coś na ten temat? Jaka jest procedura zdejmowania? Znowu jakieś znieczulenie? :/   Pozdrawiam
  15. Ojej, miło nam bardzo :))) Się rozpisuję jak głupia, wiem, ale a) przeżywam jednak trochę oraz b) mam nadzieję, że może ktoś kiedyś w potrzebie na to trafi i moooże coś to wniesie pozytywnego. Szalenie nam miło, że byłaś i jesteś z nami!   Psina je jak wściekła, aż się boję, że może trochę za dużo, próbuję ją stopować hehe:). Kontrola w najbliższy czwartek, zdjęcie szwów jakoś 4 dni później (ma ok 10 dni chodzić ze szwami). To samo z wenflonem w tej chwili. Zostawiamy, na wszelki wielki, do odwołania. Co prawda trochę jej dokucza (co widać na zdjęciu), ale generalnie charakterek powrócił i jest fajnie :)    Dziś dostała pierwszy antybiotyk, na szczęście nie musiałam jeszcze ani razu dawać pyralginy, nawet teraz bólowo wygląda naprawdę dobrze. Tyle tylko, że zjadłaby całą kuchnię wraz z blatem :)   PS  może jakiś spacerek z psinami, jak się moja niebawem podkuruje? : ) Jak jesteś chętna, to daj proszę znać na priv.   Tymczasem wracam do mojego niemowlaka :P   hej!
×
×
  • Create New...