A mnie zastanawia jeden fakt, jak adoptowałam swoją suczkę ze schronu to była dwie doby po sterylizacji, była normalnie w kojcu z budą, na piasku z innymi sukami. Szwy miała rozpuszczalne, żadnego kołnierza czy kaftana, szybko się zagoiło, dosłownie kilka razy tylko musiałam przemyć Povidonem.
To samo z kotką, szwy rozpuszczalne, na drugi dzień już biegała po podwórku, szwy lizała i nic jej się nie stało.
Sterylizowałam też suczkę od chłopa ze wsi, godzinę po zabiegu odwiozłam i trafiła na swoje miejsce, czyli do budy, tak samo szwy rozpuszczalne, zero ubranek i kołnierza, była to sterylka aborcyjna, więc cięcie było ciut większe. Po miesiącu ją odwiedziłam, wszystko w porządku...A chłop na pewno nie przemywał i nie pilnował, żeby nie lizała.
Zastanawiam się czy to nie przesada z tą opieką posterylkową.