dzisiaj rano odebralam juz Yogiego z tymczasowego tymczasu. Wczoraj znowu został na kilka godzin i zrobil jeden wielki burd..
Drzwi podrapane - o wiele bardziej niz u mnie.
Znowu powyciagal rzeczy z szafki, np mąkę. Cale mieszkanie białe. Zerwał żaluzje (na parapecie juz nic nie bylo).
Po prostu jakaś masakra... :/
Przywiozlam go do domu, ucieszyl się do Pumy, zaczely się bawić. Zjadł i jakby nigdy nic. Był "u siebie".
Zostawiłam je za chwile. Ani nie piszczały, ani nie skakały na drzwi...
A przed chwila miałam telefon po Yogiego, ale zupełnie nie pasowali ludzie dla Yogiego