Witam, noc z soboty na niedzielę była denerwująca, Korusia b. źle się czuła. Wymiotowała to co zjadła (piersi z kurczaka, ryż marchewka), nie chciała pić chodziła, albo stała, bała się położyć, była słabiutka, nie burczała na Kiri, która była wyraźnie nią zaniepokojona. Nie chciałam jeździć do całodobowej kliniki, nie znają Korci, bałam się, że mogą "przedobrzyć". Nad ranem zatelefonowałam do "rodzinnej" Pani Wet., pomyślałam- "niech się dzieje co chce, najwyżej mnie obsztorcuje, "... Otóż nie, przyjechała do gabinetu, prześwietliła, podała kroplówkę, leki.
Już z gabinetu Korusia z zabandażowaną łapką (ma założony wenflon), potuptała dosyć ochoczo.
Jednak bywają lekarze z sercem, nawet w niedzielę wcześnie rano pomagają, nie odsyłają do dyżurnych lecznic. I jeszcze jedno, nie złupiła mojego portfela;).
Dziś kontrolna wizyta.
Korusia czuje się dobrze, bo znów chodzi za Panem.
Dopiero jak źle się czuje, wówczas ja jestem najważniejsza, dobre i to;)...