-
Posts
6495 -
Joined
-
Last visited
Content Type
Profiles
Forums
Events
Everything posted by matrioszka2
-
Czekamy na relacje Rodziców Maciusia ... No i samej golf. Aha, zupełnie zapomniałam ... Jak przyjechałam , astka-boksia była w pakamerze pracowników.Troszkę na mnie szczeknęła, ale ewidentnie ze strachu, bo jak wyciągnęłam rękę, to ona prawie leżała.Później luzem biegała po schronisku.Próbowała do mnie podchodzić, ale kiedy do niej wyciągałam rękę, ona robiła się płaska , jak listek.Jest niewiarygodnie przestraszona.Musiała być bita.Tak zalęknionego psa, zwłaszcza, że non stop przebywa w towarzystwie ludzi , dawno nie spotkałam. :-( I najważniejsze ; kierownik zmartwił się, że nic dla nie mamy ....Powiedział, że dłużej jej w domku trzymać nie może (nie wiem czemu) i mała pójdzie do boksu ogólnego. Nie wyobrażam sobie tego.Po prostu sunia zginie.:shake: Dziewczyny, które wiedzie ... piszcie do ludzi od astów.Kto może niech ogłoszenia robi.Może jakiś miłośnik dałby jej darmowy DT... Nie wiem, co wymyślić.Suka dżastiny dostała cieczkę...może i ta dostanie,a wtedy katastrofa w boksie ogólnym.Katastrofa.:placz: I to jest interwencja na cito.
-
Miluś zostaje z nami. Nowodworskie onki - domach :)
matrioszka2 replied to beka's topic in Już w nowym domu
Cudna Sonieczka ! Cuuuudna ! -
Miluś zostaje z nami. Nowodworskie onki - domach :)
matrioszka2 replied to beka's topic in Już w nowym domu
[quote name='*Gajowa*']Tarunia pojechała wczoraj do swojego domku nad morzem.[/QUOTE] Gajowa jak zwykle: konkretnie, skromnie i optymistycznie.Dziękujemy.:loveu: No i jak tu być Twoją fanką ...?:cool3: ---------------------------------------------------------------------------------------------------- Wiemy , że wróciła z tej adopcji.:-( Jest cudna, więc szybko znajdzie kochające ją serce.;) -
W schronisku zjawiłam się tuż po jedenastej.Psy w boksach w zasadzie w ogóle nie zareagowały na moją obecność.Malutka już czekała w salce operacyjnej.Kierownik był u siebie.Trochę porozmawialiśmy.Wypełniłam dokumenty na zabrane psy , czyli : boksię, szczyla boksiowej , spaniela i małą czarną (dzisiaj).Dostałam świadectwo szczepień wraz z opinią o suczce.Mała jest już zachipowana.:lol:W schronisku rozpoczęło się chipowanie.W drodze do Lublina nie wiedziałam, że mam psa.Siedziała cichutko, spokojnie.Nie miała objawów choroby lokomocyjnej ( na wszelki wypadek - dla Rodziców Maciusia- dołączyłam do obróżki tabletkę).Ze względu na trudności znalezienia miejsca parkingowego, zatrzymałam się dość daleko od miejsca docelowego.Na wszelki wypadek założyłam małej szelki.Miałam obawy co do jej zachowania na ruchliwej ulicy pełnej samochodów i ludzkich nóg.Byłam gotowa nawet ją nieść.No i co ? I nic.Zachowanie suni bardzo mile mnie zaskoczyło.Szła równiutko przy nodze.Nigdzie się nie plątała, że raz przy lewej, raz przy prawej ... Szła przy prawej (może nowemu opiekunowi przyda się ta informacja ;)).Co jakiś czas sprawdzałam, czy mi gdzieś się nie wysmyknęła ; ani razu nie pociągnęła, nie została w tyle, nie wyprzedziła mnie.Jestem jej zachowaniem zachwycona (zwłaszcza , że dla kontrastu wczoraj spaniel ciągnął mnie, jak worek:mad:). Zatrzymywałam się kilkakrotnie, by poprawić torebkę na ramieniu ... czekałam na światłach przy przejściu - stawała jak kamień , patrzyła przed siebie i ruszała wtedy , kiedy ja.Przy przejściach czekała na polecenie"Idziemy".Żadnego kręcenia się, wiercenia, rozglądania.No tyle, że na jednej z głównych ulic, na środku próbowała załatwić się, ale wykazałam się refleksem:eviltong: i zaciągnęłam ją za winkiel , i tam dokończyła "dzieła" ( nie zaprzeczę - "dzieło" zaczęło się metr wcześniej)."Robota" okazała się właściwa ( dla zainteresowanych - szczegóły mogę podać na priva:evil_lol:). Za duży rozpęd wzięłam, więc na miejscu okazało się, że strasznie się spypłałam i musiałam odpocząć i ochłonąć.Siadłam na kanapie, a mała ... śmiało wskoczyła obok.No siłą ... po prostu siłą musiałam ją zganiać.Spacerowała po wszystkich pomieszczeniach.Przejawiała wobec obecnych (kobiety i mężczyźni) zachowania przyjazne.Ani razu nie szczeknęła.Łasiła się.Ewa bardzo dobrze przygotowała się na tę wizytę; woda na kąpiel już była zagrzana, a z torby - jak stary fachowiec- wyjęła odpowiednie kosmetyki "z górnej półki" i zapowiedziała zabiegi.Jej wielkie zaangażowanie "w akcję" doceniałam po dostrzeżeniu zaraz po wejściu , oczekującej przy piecu - specjalnie na małą - eleganckiej, czyściutkiej maty (misia ? kocyka ?) w łapki.I niech mi nikt nie mówi, że to normalne posiadać coś takiego .... w miejscu pracy.:cool3: Nie wiem, co było dalej, bo ja już spóźniona popędziłam do pracy, a Ewę też czas naglił. Z tego, co czytam , mała jest już po i w drodze do stolicy. Cieszę się, że mogłam pomóc.:lol:
-
Pomyliłam wątki ... Napisałam też na nowodworskim.Gapa do kwadratu. No bo to było tak .... Kiedy go przejmowałam od Gosi, psiut rzucił się na mnie radośnie, jakby mnie znał.Spoufalał się ze mną, aż do samego obojczyka. Podniosłam klapę bagażnika (spoxik - kombi) - od razu wiedział, o co chodzi.Rozsiadł się wygodnie.Podróż do Lubartowa odbyliśmy spokojnie.Przed domem wysiadł bez pozwolenia,a to znaczy , że z lekka się podwiesił, bo krótko był w aucie przywiązany (lady - jak wtedy pod Realem.Może on tak lubi ?).Nic mu nie chrupnęło pod żebrami ,nadal oddychał, więc świńskim truchtem przebiegł przez zaspy ogrodu (przeciągając mnie przez nie bezceremonialnie ), obsikał, co się dało i był cały czas psem tak bardzo niuchająco-tropiącym ,że oczekiwałam wykopania spod śniegu jakiegoś smakołyka z ostatniego grilla. W wiatrołapie od razu chciał samodzielnie otworzyć drzwi do reszty mieszkania, co skończyło się artystycznym zjazdem pazurami po drzwiach.Moje lwy zostały zamknięte w kuchni, ale GUPIE NIE SOM, to se obcego wyczuły i zaczęły tak jarmolić, kłapać i jazgotać, że byłam zmuszona wykonać akcję typu :Johny do pokoju - ja do kuchni - moje psy z kuchni tarasem na dwór- i Johny do kuchni, czyli luzik.Północ za pasem, dzieciaki śpią ...Zadowolona, że zapobiegłam krwawej jatce , zrugałam męża, żeby go nie karmił , bo przed podróżą ... bo w trakcie jazdy może się zdarzyć ...bo nic nie wiadomo ... No. Gość , zanim się zorientowałam, opróżnił dwie miski moich osobistych psów.W locie złapał suchą karmę z drugiej miski.Jak już go ciągnęłam , jak konia, to poprawił tym samym.Ale łapy mi nie odgryzł.Parę razy się otrząsnął, fafelkami zabulgotał i poszedł do pokoju gościowego spenetrować stół, co go mąż dla kolegów przyjezdnych przygotował. Zaciągnęłam psa na górę - i nie myśląc już o tym, że przed chwilą zawalczyłam o spokojny snem moich synów ... bez wyrzutów ich zbudziłam i z dumą zaprezentowałam spanielka.Szeptali jakieś tam ochy i achy ... Johny ich wycałował , wycmoktał i wylizał, po czym dał się sprowadzić na dół.Zeszliśmy do "sypialni, czyli przytulnej , cieplutkiej łazienki, gdzie czekało już czyściutkie posłanko i wodziunia w srebrnej miseczce .... ( poniosło mnie ).Przemówiłam czule na dobranoc. I zamknęłam drzwi.W kuchni, na piętrze, po chwili usłyszałam rumor, jakby kopał w drzwi.Glanami.A później wszystko ucichło. Wstałam przed piątą.Wydawało mi się, że wcale nie spałam. No i rano poszło już gładko.Wyprowadziłam na siedem sików.Tylko.Pies obszczekał rowerzystę.I co kawałek odwracał się w stronę domu, skamlał, bo chciał wrócić.Ciągnęłam dziada, bo nalegałam na koopę.Był twardy.Nie zrobił. MONSZ odwiózł mnie do Lublina do pracy.Po drodze musiał wysłuchać wszelkich upomnień, napomnień i ostrzeżeń, czyli , jak ma prowadzić samochód, żeby psa nie połamać i nie doprowadzić do wymiotów; jak go nie zgubić; jak nie doprowadzić do załatwienia się psa w aucie. Z ulgą wyrzucił mnie przed budynkiem, gdzie pracuję.Oczami miotał pioruny, ale milczał.I nie wiem, czemu tak szybko odjechał ... Złoty z NOwodworu dojechał szczęśliwie w godzinach południowych.MONSZ pani nie zastał i po 40 minutach desperacko zagroził, że przywiąże psa do płotu i odjedzie. Pani wyszła z psem na spacer i leciała w te dyrdy, żeby odebrać "świeży towar". Pan kierowca jeszcze do domu nie powrócił , ale ... najważniejsze, że Johny jest bezpieczny. Ufff .... Skończyłam.
-
No bo to było tak .... Kiedy go przejmowałam od Gosi, psiut rzucił się na mnie radośnie, jakby mnie znał.Spoufalał się ze mną, aż do samego obojczyka. Podniosłam klapę bagażnika (spoxik - kombi) - od razu wiedział, o co chodzi.Rozsiadł się wygodnie.Podróż do Lubartowa odbyliśmy spokojnie.Przed domem wysiadł bez pozwolenia,a to znaczy , że z lekka się podwiesił, bo krótko był w aucie przywiązany (lady - jak wtedy pod Realem.Może on tak lubi ?).Nic mu nie chrupnęło pod żebrami ,nadal oddychał, więc świńskim truchtem przebiegł przez zaspy ogrodu (przeciągając mnie przez nie bezceremonialnie :mad:), obsikał, co się dało i był cały czas psem tak bardzo niuchająco-tropiącym ,że oczekiwałam wykopania spod śniegu jakiegoś smakołyka z ostatniego grilla.:evil_lol: W wiatrołapie od razu chciał samodzielnie otworzyć drzwi do reszty mieszkania, co skończyło się artystycznym zjazdem pazurami po drzwiach.:angryy:Moje lwy zostały zamknięte w kuchni, ale GUPIE NIE SOM, to se obcego wyczuły i zaczęły tak jarmolić, kłapać i jazgotać, że byłam zmuszona wykonać akcję typu :Johny do pokoju - ja do kuchni - moje psy z kuchni tarasem na dwór- i Johny do kuchni, czyli luzik.Północ za pasem, dzieciaki śpią ...Zadowolona, że zapobiegłam krwawej jatce , zrugałam męża, żeby go nie karmił , bo przed podróżą ... bo w trakcie jazdy może się zdarzyć ...bo nic nie wiadomo ... No. Gość , zanim się zorientowałam, opróżnił dwie miski moich osobistych psów.W locie złapał suchą karmę z drugiej miski.Jak już go ciągnęłam , jak konia, to poprawił tym samym.Ale łapy mi nie odgryzł.Parę razy się otrząsnął, fafelkami zabulgotał i poszedł do pokoju gościowego spenetrować stół, co go mąż dla kolegów przyjezdnych przygotował. Zaciągnęłam psa na górę - i nie myśląc już o tym, że przed chwilą zawalczyłam o spokojny snem moich synów ... bez wyrzutów ich zbudziłam i z dumą zaprezentowałam spanielka.:shake:Szeptali jakieś tam ochy i achy ... Johny ich wycałował , wycmoktał i wylizał, po czym dał się sprowadzić na dół.Zeszliśmy do "sypialni, czyli przytulnej , cieplutkiej łazienki, gdzie czekało już czyściutkie posłanko i wodziunia w srebrnej miseczce .... ( poniosło mnie ).Przemówiłam czule na dobranoc. I zamknęłam drzwi.W kuchni, na piętrze, po chwili usłyszałam rumor, jakby kopał w drzwi.Glanami.A później wszystko ucichło. Wstałam przed piątą.Wydawało mi się, że wcale nie spałam. No i rano poszło już gładko.Wyprowadziłam na siedem sików.Tylko.Pies obszczekał rowerzystę.I co kawałek odwracał się w stronę domu, skamlał, bo chciał wrócić.Ciągnęłam dziada, bo nalegałam na koopę.Był twardy.Nie zrobił. MONSZ odwiózł mnie do Lublina do pracy.Po drodze musiał wysłuchać wszelkich upomnień, napomnień i ostrzeżeń, czyli , jak ma prowadzić samochód, żeby psa nie połamać i nie doprowadzić do wymiotów; jak go nie zgubić; jak nie doprowadzić do załatwienia się psa w aucie. Z ulgą wyrzucił mnie przed budynkiem, gdzie pracuję.Oczami miotał pioruny, ale milczał.I nie wiem, czemu tak szybko odjechał ... Złoty z NOwodworu dojechał szczęśliwie w godzinach południowych.MONSZ pani nie zastał i po 40 minutach desperacko zagroził, że przywiąże psa do płotu i odjedzie. Pani wyszła z psem na spacer i leciała w te dyrdy, żeby odebrać "świeży towar". Pan kierowca jeszcze do domu nie powrócił , ale ... najważniejsze, że Johny jest bezpieczny.:eviltong: Ufff .... Skończyłam.
-
Czy kierownik zgodził się pożyczyć kontener ? Czy jest powiadomiony, że JA o 11-stej przyjadę po suczkę ? I jeśli jego nie będzie, to inny prac. ma mi ją wydać ? Czy przygotuje zaświadczenia o szczepieniach ? Nie ukrywam, że chciałabym tam tylko wpaść i wypaść. Czy ostatecznie mam zawieźć sukę na Zana na 13-stą ? Jeśli zostajemy przy tej godzinie, to umawiamy się pod MEDIA MARKETEM. Angelika, jeśli chcesz, to podam przez Twoją mamę kosmetyki. No i proszę o Twój telefon (lub mamy), jeśli to nią mam się spotkać. Proszę o enigmatyczne odpowiedzi na moje pytania. Jest dość późno.Chciałabym wiedzieć, jak zaplanować jutrzejsze przedpołudnie. Mam nadzieję, że nam się uda.
-
Wiesz co ... jak zapomnę załadować psa do auta i biedny piesio zostanie w garażu, to też tak później napiszę :"nie mogę pamiętać o wszystkim".:evil_lol: Taki kapiszon jesteś i tyle:eviltong::eviltong::eviltong: Asiu, dzwonię i dzwonię na numer, który mi podałaś, a tu doopa - muzyczka w tle i od kilku godzin nikt nie odbiera, na esemesy nie odpowiada. Lawina tam zeszła , czy co ?
-
Limba - sznaucera mam w rodzinie :-) Cudowną rodzinę też mam :-)
matrioszka2 replied to Mantis's topic in Już w nowym domu
Mantis, nie kuszę, ale widzę że ona Ci bardzo przypasowała... I zżyliście się.I wypiękniała przy Was , no i w ogóle ...Noooo ... -
Pudle i pudlowate w potrzebie proszą o pomoc !!!
matrioszka2 replied to Energy's topic in Już w nowym domu
Może jakieś zdarzenie losowe ... -
Oczywiście, dzielcie i rządźcie. Przecież mówiłam : na całość hotelu i reszta na transport. Ufam Wam i wierzę w Wasze rozsądne gospodarowanie pieniędźmi.Mnie nie trzeba pytać. Policz transport do Wawy, hotel , dojazd do kliniki :razz:, weta ... Wszystkie koszty , jakie poniosłyście. Ile teraz brakuje ?