Jump to content
Dogomania

Fela

Members
  • Posts

    3935
  • Joined

  • Last visited

Everything posted by Fela

  1. Ależ nikt nie bagatelizuje! Dokładnie to samo tłumaczę, że kaszel kenelowy utrzymuje się bardzo długo i to nic dziwnego, że mimo leczenia szczeniorka nadal pokasłuje.
  2. Tak, już coś wiemy. Mamy wyniki badania krwi. Na szczęście stan i wyniki żadnego z nich nie wskazują wirusówki. Jedna suczka ma krwistą biegunkę, ale to raczej nie jest parwo, przyczyny mogą być inne - stan zapalny jelit, robaki. Dostała leki przeciwkrwotoczne. Druga ma biegunkę. Trzecia kaszle i ma szmery w górnej części oskrzeli. Plus temperaturę i większy niż inne stan zapalny. Pozostałe dwa lepiej nieco. Wszystkie są odwodnione i słabe. Mają płynoterapię (kroplówki), antybiotyk, do tego witaminy, metronidazol, przeciwzalane, elektrolity i już nie pamiętam co. Zobaczymy, co będzie jutro. Tymczasem prosimy o pomoc, bo strasznie tego dużo. Poza dzisiejszą piątką mamy: - Czaruś (syn Poli) w Otrębusach - Agatka i Cesiu w DT u Ani na Białołęce - Petitka w DT na Pradze - Maja i Zuzia w DT u Dychy To razem aż 11 maluchów na wydaniu. Plus dwa bidaki wymagające zabrania w schronisku - Mysza ma straszny zgryz, że je zostawiła.
  3. Zuzlikowa, zacytowałam komentarz osoby, która była u Yumanji, na prośbę Idusiek odbierała szczeniaki. Odniosła się do zarzutów Idusiek. Idusiek twerdziła, że szczeniaki są chore (jedna kaszle non stop) i zdziczałe, że została tam pogryziona i że psy gryzą się między sobą. Asia, którą zacytowałam, napisała, że to nie prawda.
  4. Ida, z całym szacunkiem. Wypowiedź Asi nie jest bynajmniej wyrwana z kontekstu, zamieściłam ją na jej wyraźną prośbę. Znam Cię, i wiem, że jesteś nieco nazbyt emocjonalna i konfliktowa. Znam też Asię i wiem, że jest wyważona i spokojna. Nie mam podstaw jej nie ufać. Zuzlikowa, ponieważ ogólnie warunki u yumanji zostały tu zakwestionowane, poczułam się w obowiązku podzielić wiedzą, którą mam.
  5. A wracając do zasadniczego tematu (mam nadzieję, ze już na dobre): była dziś w Ostrowi Mysza1, przywiozła 5 szczeniąt!!! Wszystkie zostały w lecznicy, właśnie czekam na informacje o wynikach krwi. Mysza napisze pewnnie więcej. Potrzebne domki tymczasowe. Po tym, co się tu zadziało, aż się boję prosić o pomoc:placz:
  6. Paskudnie się tu porobiło i nie chciałabym szarpać tematu hoteli na wątku umierających szczeniaków. Ale jestem yumanji winna przeprosiny. Przepraszam ją osobiście i od siebie, za to co zaszło - Idusiek pewnie się oburzy, ale każdy ma prawo do własnego zdania. Yumanji pierwsza (i jak wiedzą wszyscy tu bywający - jedna z bardzo nielicznych!) zaoferowała pomoc dla szczeniąt ze schroniska z Ostrowi Mazowieckiej. [B]Yumanji wzięła do siebie 3 szczeniaki. Uratowała im w ten sposób życie. Kaszlały - leczyła. Zaraziły kaszlem inne - też leczyła. Nie wzięła ich do hotelu, ale dała darmowy tymczas! Nie chciała za to ani złotówki. [/B] Pojechała do yumanj Idusiek (która wcześniej z i rozmawiała i wszystko ustaliła), zrobić zdjęcia. Miała zastrzeżenia do warunków i do tego, że tam daleko (a dlaczego wcześniej zdecydowała, żeby dać tam szczeniaki? Bo jej się Garwolin z Grodziskiem pomylił). Zdecydowała, żeby szczeniaki przenieść do Warszawy. Pojechała po nie Asia, która ma na temat Yumanji i jej warunków inną opinię. Poprosiła mnie i upoważniła do zacytowania maila na ten temat, którego nam wysłała (Asia nie chce logować się na dogo). Oto fragmenty odnoszące się do tematu: "Byłam tam i widziałam - warunki wcale nie są takie tragiczne, jak piszesz, a wiele rzeczy, które napisałaś, to nieprawda: przy mnie żadne psy się nie gryzły i mnie też nikt nie ugryzł (może za nerwowa jesteś i psy to wyczuwają), szczeniaki wcale nie były zdziczałe, przez 2 godziny w aucie żadne nie kaszlało. [...] Jak na tą ilość psów, które tam są (też stare , ślepe na dożycie) i na jej warunki finansowe, uważam, że się stara. Ja bym sobie nie poradziła z czymś takim, naprawdę dziewczyna większość robi sama lub przy pomocy rodziny i ma fajne plany, jak to rozwinąć, jakie wybiegi zrobić, płytki położyć itp. a Ty ją gnoisz - badzo nieładnie. Weź sobie 30 psów: z interwencji, schronisk, wypadków i stwórz im lepsze warunki - to będziesz mogła pyszczyć. Sorki , ale naprawdę mi się to nie podoba, bo nie o to chyba chodzi w tym co mamy robić: CZYLI POMOGAĆ PSOM , a Asia (yumanji), jak może to robi".
  7. Piszę, ponieważ czuję się w jakiś sposób zaangażowana (pośrednio, ale zawsze) w tę beznadziejną sytuację. Szczeniaki, od których się zaczęło, są z "naszego" schroniska. Przede wszystkim muszę yumanji bardzo przeprosić - osobiście i od siebie, za to co zaszło. Zrób komuś dobrze, a na pewno za to w nagrodę po tyłku dostaniesz. Yumanji pierwsza (i jedna z bardzo nielicznych!) zaoferowała pomoc dla szczeniąt ze schroniska z Ostrowi Mazowieckiej. W ostatnim czasie trafiły tam gigantyczne ilości maluchów - w pewnym momencie było ich ponad 40. Bez żadnych warunków, w upale, prawie bez opieki, padały jak muchy. Dosłownie. I tam na miejscu w schronisku, i przywiezione do Warszawy do lecznic. Umierały na moich rękach, na rękach wetów (te, które przyjechały), umierały tam zapomniane, w błocie, w gównach. Yumanji wcześniej wzięła do siebie 3 szczeniaki. Uratowała im w ten sposób życie. Kaszlały - leczyła. Zaraziły kaszlem inne - też leczyła. Nie wzięła ich do hotelu, ale dała darmowy tymczas! Nie chciała za to ani złotówki. Pojechała do yumanj Idusiek (która wcześniej z i rozmawiała i wszystko ustaliła), zrobić zdjęcia. Miała zastrzeżenia do warunków i do tego, że tam daleko (a dlaczego wcześniej zdecydowała, żeby dać tam szczeniaki? Bo jej się Garwolin z Grodziskiem pomylił). Zdecydowała, żeby szczeniaki przenieść do Warszawy. Pojechała po nie Asia, która ma na temat Yumanji i jej warunków inną opinię. Poprosiła mnie i upoważniła do zacytowania maila na ten temat, którego nam wysłała (Asia nie chce logować się na dogo). Oto fragmenty odnoszące się do tematu: "Byłam tam i widziałam - warunki wcale nie są takie tragiczne, jak piszesz, a wiele rzeczy, które napisałaś, to nieprawda: przy mnie żadne psy się nie gryzły i mnie też nikt nie ugryzł (może za nerwowa jesteś i psy to wyczuwają), szczeniaki wcale nie były zdziczałe, przez 2 godziny w aucie żadne nie kaszlało. [...] Jak na tą ilość psów, które tam są (też stare , ślepe na dożycie) i na jej warunki finansowe, uważam, że się stara. Ja bym sobie nie poradziła z czymś takim, naprawdę dziewczyna większość robi sama lub przy pomocy rodziny i ma fajne plany, jak to rozwinąć, jakie wybiegi zrobić, płytki położyć itp. a Ty ją gnoisz - badzo nieładnie. Weź sobie 30 psów: z interwencji, schronisk, wypadków i stwórz im lepsze warunki - to będziesz mogła pyszczyć. Sorki , ale naprawdę mi się to nie podoba, bo nie o to chyba chodzi w tym co mamy robić: CZYLI POMOGAĆ PSOM , a Asia (yumanji), jak może to robi".
  8. W zasadzie także Bella ma już dom. Został więc tylko Czaruś - sierotek ostatni.
  9. Jeśli chodzi o lecznice - naprawdę mamy "przetrenowane" niemal wszystkie ze szpitalem, w Warszawie i okolicach. I doświadczenia rozmaite zebrane przez kilka lat. W innej, tańszej lecznicy te same dwa szczeniaki, które trafiły na Gagarina, zostały zbadane i odesłane do domu! Jacuś nawet nie dostał antybiotyku. Jeśli chodzi o opiekę szpitalną, zwłaszcza nad maluchami, na Gagarina jest zdecydowanie najlepsza - z tych, które znamy. I nie wciskają nam na siłę drogich leków, za część rzeczy nie liczą. W tej chwili nie mamy już żadnego malucha w lecznicy. Ostatnia Luna, o którą walczyli weci w Nadarzynie, odeszła w sobotę w nocy.
  10. U mnie cisza, może do idy ktoś dzwonił
  11. May, ale bardzo niewielką - 15%. Były rozmowy ze wszytskimi współwłaścicielami i z każdym osobno, nic więcej nie dało się utargować :-/
  12. Neigh, niestety trzeba się liczyć z tym, że do weta będzie trzeba latać. Wszystkie szczeniaki są bardziej lub mniej chore. Musiałby być ktoś, kto to ogarnie, bo my już naprawdę fizycznie ani logistycznie rady nie damy. Przynajmniej ja tak uważam. Jesteśmy w stanie dostarczyć karmę i sfinansować weta. Ale jeździć do niego nie damy rady.
  13. Według zeznań pracownika adoptowana. Ale czy to prawda? Tego się nie dowiemy, niestety
  14. Nie pamiętam, niestety, dokładnej kwoty z Gagarina, a rachunek mam w domu. Wiem tylko, że wyszło ponad 700 :-( Rachunku z Nadarzyna jeszcze nie odebrałam. Franek jest super DT u Ani P. (Aniu, dzięki:loveu:), jest tam także Agatka, zobaczymy, czy będzie mgła zostać, czy trzeba będzie czegoś poszukać. Na szczęscie obydwa maluchy są wesołe i mają wielkie apetyty. Agatka jednak jeszcze potwornie kaszle.
  15. [quote name='idusiek']czyli w sumie od początku walki o maluchy nie przezyło już 7 :( Nie wiem już czy płakać czy co :([/QUOTE] Nie licząc tych, które odeszły w schronisku.
  16. Tak, żaden pies nie miał nosówki. Ani parwo. Były robione testy. Maluchy potwornie osłabione, wychudzone, z zapaleniem płuc. Nic dziwnego, jeśli mieszkały na otwartym terenie, na gołym betonie z budą tylko. Pomieszane jak leci, większe z mniejszymi, słabsze z silniejszymi. Wystarczyło, że silniejszy do budy i do miski nie dopuścił. Maluchy były cały czas albo narażone na udar, albo mokre. Nikt nie patrzył, czy jedzą, czy nie. Wielkie hallo, jak raz dziennie miały nasypaną karmę. Jak któryś kładł się i przestawał wstrawać, lądował w "szpitaliku" - czyli w zasadzie z deszczu pod rynnę. Boksy nie są regularnie sprzątane, o dezynfekowaniu nie ma co marzyć. I jak w takich warunkach mają przeżyć szczeniaki, jak padają dorosłe psy? I jak mają przeżyć, jak pokazujemy chorego, chrychającego psa, a w odpowiedzi słyszymy: "eee... doktor mówił, że to nie choroba, tylko pogoda taka" (bez względu na to, jaka jest pogoda, oczywiście) Kolejny maluch właśnie odszedł - w klinice w Nadarzynie. Po wielu dniach walki przez całą dobę, wzmacniania, podawania kilku różnych antybiotyków, przetaczaniu krwi. Malutka Luna w ogóle nie reagowała na leczenie - zachowywała się tak, jakby jej organizm z zasady się poddał. Lekarze powoli się załamują. My też. Bilans ostatniego tygodnia jest taki: z 6 maluchów przywiezionych we wtorek absolutnie wszystkie bardzo kaszlały. I nie był to kaszel kenelowy, ale ostry stan zapalny. Suczka, która miała być zdrowa - pojechała od razu do DS - kaszle, latają z nią do weta Piesek, który miał być zdrowy (ten z DT, który wymówił po 2 dniach) - kaszle, cały czas na antybiotyku Dwa pieski, Jacek i Agatka - trafiły do szpitala na Gagarina w bardzo kiepskim stanie. Agatka dalej bardzo poważnie kaszle, od wtorku do wczoraj leczona na Gagarina, bardzo poważny stan zapalny. Słabiutka. Jest teraz w DT Jacuś nie przeżył. Udusiło go zapalenie płuc. Nie pomogła reanimacja Dwie suczki: Petitka i Luna trafiły do kliniki w Nadarzynie. Petitka w miarę w najlepszej kondycji, bo była w schronisku 2 dni. Jest w DT Luna miała potworny kaszel, biegunkę, wymioty. Odeszła wczoraj wieczorem. Dwa tygodnie wcześniej przywiozłam 3 maluchy w kiepskim stanie. Nie przeżył żaden. Nie wspominając o tym, którego nie udało mi się nawet zabrać ze schroniska, bo odszedł mi na rękach. Jeszcze wcześniej dwa szczeniaki - Kostek i Miś nie przeżyły. Gigantyczny wysiłek lekarzy, gigantyczne pieniądze, ale najgorsze w tym wszystkim - potworne cierpienie tych maleństw.
  17. O mój boże, taki amator kąpieli, a taki mały basen Pańciostwo jej zafundowali ;-) Sama słodycz
  18. Państwo zainteresowani kolejnym szczeniakiem wykręcili się sianem. No cóż, trudno.
  19. Domek wypalił, chłopiec pojechał :-)) Chyba Czaruś - kurcze, ja ich nie rozróżniam. Dzis się szykuje domek dla kolejnego malucha. Jeszcze raz proszę o kciuki, bo jak widać są skuteczne ;-)
  20. [quote name='Kociabanda2']jak on się miewa? Bywa ktoś u niego?[/QUOTE] Nie jesteśmy w hoteliku codziennie, ale bywać bywamy. Pani Maria i jej córka Ania bardzo się Sedem zajmują, jak swoim psem. Nic dziwnego, tyle czasu u nich już spędził.
  21. Sytuacja jest taka, że trzy maluchy szukają domu. Za chwilę może się okaże, że dwa. Są jeszcze chętni bardzo fajni na dziewczynkę, ale jadą na wakacje :-( Jeśli po ich powrocie jeszcze panna będzie, to biorą. I taka to sytuacja.
  22. Kolejnemu maluszkowi - chłopcu tym razem - szykuje się fajny, zaprzyjaźniony domek. Uprasza się o trzymanie kciuków, żeby wwypaliło :-))
  23. W przypadku maluchów z lecznicy przyczyn mogło być wiele, mogły się nałożyć: wirusy, bakterie, odwodnienie, niedożywienie (one jeszcze powinny być karmione przez matkę), robale. Jelitka bardzo delikatne nie wytrzymały tego wszystkiego. Chłopiec wczoraj bardzo płakał, miał wzdęty brzuszek. Dziewczynka siedziała cichutko w kąciku, ze zwieszonym łebkiem. Cień psa. Tylko te oczy. I to straszne pytanie w nich: dlaczego? W schronisku jest teraz 2 pracowników.
  24. Szczeniaków w lecznicy już nie ma. Odeszły obydwa dziś. Spędziłam wczoraj z nimi ponad godzinę, to była jedna z gorszych godzin, wierzcie mi. W schronisku raczej (na pewno) więcej odeszło za TM niż do nowych domów.
×
×
  • Create New...