Jump to content
Dogomania

Greven

Members
  • Posts

    7282
  • Joined

  • Last visited

Everything posted by Greven

  1. [quote name='ewelinabuck']na neutralnym terenie najpierw sproboj czyli nie w ogrodzie nie w domu tylko gdzies w lesie na polach albo w miescia jak juz bierzesz oba psy na smycz i idziesz na spacer jeden niech idzie z jednej strony drugie z drugien badz zabierz ze soba kogos do pomocy i jak sie grzecznie zachowuja i nie warczy kundelek to go chwal i asta rowniez za to ze idzie spokojnie jezeli idzie ktos z toba moze jakies wspolne komendy wydawajcie psom np siad [/quote] Najpierw trzeba by każdego nauczyć tego z osobna. Chyba nie czytałaś uważnie, ale o spacerach kundla nie ma ani słowa, a ast jest do nich kompletnie nie przyzwyczajony, okazuje dużą lękliwość, więc z pracy socjalizacyjnej psów na razie zupełnie nic nie wyjdzie - trzeba by pracować z każdym z osobna, żeby w ogóle mógł odbyć się spacer. Aha, w moim rozumieniu spacer to nie jest wyjście z psem w celu załatwienia przez niego potrzeb fizjologicznych, tylko jednorazowo [B]MINIMUM[/B] 15 minut kontaktu, pracy i zabaw. Wymagania - pochwał, wymagania - pochwał. Koncentracji i nagród. Gdy pies załapie podstawy, to przedłużamy spacer, aby było zawsze duuuuuużo czasu na swobodne szaleństwo, spuszczanie pary, a w międzyczasie zawsze wymagania - pochwały, zabawa, koncentracja, nagrody. Weź chłopie oswoj asta ze spacerami, wsiądź na rower i daj jemu i sobie porządny wycisk. Albo pobiegaj z psem, zmęcz go, wycisz, a potem praca, zabawa, nagrody, koncentracja, nagrody, praca, zabawa, wymagania i na koniec w domu luz... żeby już mu się nawet nie chciało na kundla spojrzeć.
  2. [quote name='6009780']a czy może mi ktoś powiedzieć jak zbliżyć te 2 psy aby było tak jak dawniej, mianowicie nie gryzły sie, gdy tylko kundel zobaczy amsta od razu warczy i nie wiem co wtedy zrobić bo amstaf podchodzi coraz bliżej i wtedy kundel szczerzy zęby i jest atak....[/quote] Przeczytaj jak - to już zostało napisane. Przeanalizuj dokładnie posty w tym wątku. Dasz radę, tylko skoncentruj się.
  3. 600... Czytaj bardzo uważnie to, co piszą Ci dziewczyny, bo piszą w większości mądrze i po to, aby Ci pomóc. A konkretnie Twoim psom. Kilka moich luźnych uwag po przeczytaniu całej dyskusji: - Źle zacząłeś z psami (nieustalona hierarchia od samego początku), ale masz szansę dobrze skończyć, jeśli weźmiesz się za pracę zarówno nad astem, jak i nad kundlem; w tę pracę musi być włączona cała rodzina - Ast to pies bardzo aktywny (tzn. nie musi jak np. husky biec kilka godzin przy rowerze, ale potrzebuje okazji, aby ostro spuścić energię, wyrzyć się) i jeśli chcesz, aby był Twoim mądrym, wiernym towarzyszem, to PRACUJ Z NIM! Wydziel sobie godzinkę w ciągu dnia i poświęć wyłącznie jemu. Weź do kieszeni nagrody, zapnij na smycz i idź na spacer. Zacznij od oswajania lęku psa podczas tych wypraw, pokazuj że spacerowanie nawet z dala od domu jest fajne, bo jesteś Ty. Ty musisz być dla psa jednocześnie autorytatywny i atrakcyjny. Ty nadajesz rytm spaceru, wynajdujesz fajne zabawy, sprawiasz psu przyjemność, jednocześnie wymagając uwagi i posłuszeństwa - Równolegle pracuj z kundlem. Włącz go aktywnie w swoje zajęcia. Poświęć swój czas (również spacery, nagrody, współpraca reszty rodziny) i przygotuj się na spacery z obydwoma na raz - Nawiąż kontakt z psim psychologiem, behawiorystom; znajdź jakąś szkołę dla psów, ale od razu odrzuć miejsce, gdzie szkoli się szarpaniem na kolczatce. Zapisz się z astem na szkolenie, a nabyte umiejętności wykorzystaj w pracy z obydwoma psami - Nie faworyzuj, ani nie demonizuj żadnego z psów. Amstaff musi się nauczyć nie bawić kundlem (gdyby to nie była zabawa, to już byś nie miał kundla, ewentualnie pędził do weterynarza na szycie), a kundel ignorować asta; Ty musisz to z nimi wypracować, a Twoja rodzina musi współpracować
  4. [quote name='Visenna']A no tak, bo jeszcze definicja tego, co to mały pies. Dla mnie mały pies waży do 3-4 kilo. Ja małym psem nazywam (...) Grzywki[/quote] Wydaje mi się, że we wzorcu masa graniczna to 5, albo 6 kg ;) Ocena wielkości psa w oparciu o wagę, to rzecz bardzo subiektywna. Średniej wielkości jest leciutki whippet i "nabity" sznaucer. Piesek o małej masie może dotkliwie pogryźć, a wielki ciężki pies - wcale nie ugryźć. Dla mnie "lista ras które mają nosić kagańce" jest bez sensu. Kaganiec powinien nosić pies, który inicjuje zachowania agresywne, a właściciel nie panuje nad nim mimo smyczy.
  5. Nieważne, czy duży, czy mały pies - pies podbiegający luzem bez wzajemnej akceptacji tego zachowania przez właścicieli obu psów, jest nie tylko narażony na nieprzyjemności, nie tylko może być potencjalnym agresorem, ale też "pięknie" potrafi zepsuć masę pracy, jaką wkłada się w swoje zwierzę. Ja np każdą wizytę w Szczecinie staram się wykorzystać, żeby ćwiczyć z psami "miasto", tzn. chodzenie na smyczy, siadanie przed światłami, obojętne mijanie szczekających za płotem psów, ignorowanie ludzi. Ostatnio szłam z Łapą, ona ma ok 7 mies., nakręca się na psy, w pierwszym kontakcie potrafi zareagować lękiem, a w zabawie szczypać. To oznacza, że wymaga spokojnych, planowanych kontaktów wyłącznie z psami, które znamy, żeby problem wygaszać, a nie go potęgować. I co? I podczas jednego 20 minutowego spaceru doskoczył do niej wielki pies w typie owczarka (właścicielka była na końcu smyczy, ale nie umiała psa utrzymać...) i Łapa ze strachu się posikała, a następnie, ledwo zdołała ochłonąć i choć trochę skoncentrować się z powrotem na pracy, z pod ziemi wyrósł wielki labrador, który na mnie nawarczał (!!) a Łapę zaczął przyciskać do ziemi i kopulować. Właściciela nie było w zasięgu wzroku. Tygodnie pracy poszły się... :siara:
  6. Dla mnie ma znaczenie, czy mojego psa zaczepia pies mały, czy pies duży (chociaż nie życzę sobie, żeby jakikolwiek to robił bez mojej zgody), ponieważ małemu może stać się znacznie większa krzywda w konfrontacji np. z Tangą, która wcale nie zaczyna ataku od chwycenia zębami, tylko naskakuje łapami i przydusza. Jeśli przewróci owczarka, albo goldena i ja ją odciągnę, to tamtem pies będzie conajwyżej przestraszony (i/lub brudny), natomiast jeśli udeży yorka / szczeniaka / małego kundelka / ... / --> tu wpisać dowolną rasę w przedziale wagowym kilka kg, to go najprawdopodobniej uszkodzi. W sytuacji, gdy taki piesek do nas podbiegnie, nic nie da, że Tanga jest na smyczy, a nawet że ma kaganiec. Piesek zostanie skrzywdzony, Tanga się podkręci, ja wkurzę, będzie afera (pitbull zaatakował małego pieska, który chciał się tylko przywitać...) a wszystko dlatego, że właściciel nie przypiął smyczy, nie umiał odwołać psa, lub zbagatelizował moją wyraźną, dobitną prośbę o zabranie psa, ponieważ mój jest agresywny. Nie prowadzę statystyk, ale z moich wieloletnich obserwacji (psy mam od 8 lat) wynika, że właściciele małych psów (kundelków) częściej bagatelizują pracę ze swoimi psami i częściej puszczają je samopas. Oraz właściciele psów potocznie uważanych za łagodne i przyjacielskie - goldenów, labradorów. Ja sobie nie wyobrażam puszczenia samopas, na godzinę, czy na pół dnia jakiegokolwiek psa... :shake:
  7. [quote name='Visenna'] A co do ginięcia w paszach...coz...jeden moj York tak zginął - w paszczy psa Greven. Bawiły się, bawiły...z tym że moj pies w pewnym momencie zaczął okazywać dość wyraŹnie że się boi. Kiedy zagoniony w "kozi róg" kłapnął zębami i szczeknął, zeby odgonić zainteresowaną nim (pewnie jak zabawką) suczkę. I stało sie, suczka kłapnęła zebami też. Greven, czyja to była wina? Moja, bo nie wzięłam psa na ręce, zaufałam że nic się nie stanie, na pewno moja i przede wszystkim moja...ale tak poza tym - którego psa? To tak odnośnie Twoich słow "Wcale nie mam ochoty dywagować, czy słodki yoreczek chce 1. pobawić się 2. zaatakować mnie 3. zginąć w zębach mojego psa." [/quote] Po tej tragedii jestem mądrzejsza i po prostu nie pozwalam, żeby Tanga kontaktowała się z małymi, delikatnymi psami. Chwyciła Twojego zębami, ale gdyby [I]tylko[/I] uderzyła łapą, efekt mógłby być identyczny. Dlatego między innymi mam alergię na małe psy - nie ważne, czy yorki, czy shihtzu, pinczery itd. - podbiegające bez kontroli do Tangi i do innych moich psów. Podbiegają, szczekają, czasem próbują kąsnąć... A właściciela albo nie ma w zasięgu wzroku, albo niemrawo odwołuje psa, albo cieszy się, że piesek taki odważny i rzuca kretyńskim żarcikiem typu "ale on nie gryzie" na moje bardzo wyraźne polecenie zabrania psa. Jedna ofiara Tangi to dla mnie za dużo.
  8. Zapomniałam wcześniej zapytać - jaki przydomek będzie miała Twoja hodowla? Napisz coś więcej o pochodzeniu suki, ojca szczeniąt ;)
  9. [quote name='Amator72']No to ja bardzo poprosze o pomoc. W innym watku juz pisalem o checi wziecia pieska do domu. Czy ktos moze mnie pokierowac w kilku punktach jak do tego najlepiej podjesc w ramach adopcji via internet? Jeszcze raz w kilku punktach: 1. Pies do mieszkania w bloku, dwojka dzieciakow (3 i 6 lat), mieszkanie 4 pokojowe. 2. Preferujemy raczej spokojnego psa, moze byc kundelek, moze byc rasowy (myslelismy z rasowych o cavalierze lub shi tzu, ale nie wiemy czy to nie za duzo zachodu w sensie czesania etc.) 3. Piesek raczej mniejszy niz wiekszy. 4. Na szczeniaka sie chyba nie porwiemy.[/quote] 1. przeglądasz dział z psami do adopcji 2. któryś wpada Ci w oko, być może więcej, niż jeden 3. zapoznajesz się z jego historią 4. jeśli pies jest w DT (a raczej takiego bym Ci polecała, jeśli masz nieduże dzieci i zwierzę musi być pod ich kątem koniecznie!! sprawdzone), to znajdujesz bardzo wiele informacji na jego temat: jaki ma temperament, jakie nawyki, jak z jego zdrowiem 5. piszesz kilka zdań o swoich warunkach (dzieci, mieszkanie, ilość czasu jaką pies musi zostać sam, Twoje pomysły jak urozmaicić mu spacery: szkolenie, zabawy itd.) i osoba z DT pomaga Ci zdecydować, czy to odpowiedni pies dla Ciebie - ona zna go najlepiej 6. resztę załatwiacie już telefonicznie: umawiacie się na kontrolę przedadopcyjną, mailem dostajesz do wglądu umowę 7. ktoś Cię odwiedza w ustalonym terminie, najlepiej aby byli obecni wszyscy domownicy 8. jeśli wynik wizyty jest pomyślny, to organizujecie transport dla psa Wydaje mi się, że słusznie nie porywacie się na szczeniaka przy dwójce małych dzieci. Ja mam bardzo fajnego, około rocznego pieska, super do dzieciaków, ale wesoły i żywiołowy, więc nie taki, jakiego szukasz. Skąd jesteś?
  10. [quote name='Vectra']Czy już mam pisać testament ?[/quote] Znaczy będę musiała wziąć Klementynę z powrotem? :hmmmm:
  11. Trafiłam tu na widok wielkich, czerwonych liter w podpisie Bianki. Będę śledzić ten wątek z nadzieją, że wyjaśni się "tajemnica" Loli. Ja wolę prawdę, choćby najcięższą do przyjęcia, od niepewności :shake:
  12. [quote name='sunshine']Oczywiscie że każdy ma pretensje , sama bym nie chciuała żeby mi obce zwierzęta grasowały po podwórku ale należy to zgłosić np na straż miejską i dogadać się z właścicielem nie od razu mordować psa. Zawsze jest jakieś wyjście.[/quote] Oczywiście, że zabicie psa za to tylko, że wszedł na teren, jest nie do przyjęcia, ale CHI pisała w kontekście obrony inwentarza przed psem, który wpadł - nie ważne, czy na podwórze, czy do budynku gospodarczego, czy na padoki - żeby zapolować na inne zwierzę! Straż miejska? Dzwoniłabyś po straż miejską (a raczej policję, bo straż miejska, jak sama nazwa mówi, występuje w miastach, a nie na wsi ;) ), widząc jak agresywny pies rozrywa Twojego kota, albo uczepiony kozy wgryza jej się w udo, czy raczej chwyciłabyś te przysłowiowe widły i próbowała ratować swoje zwierzę - nawet za cenę zadania obrażeń atakującemu je psu?
  13. [quote name='martitaa']dodam,ze ma cztery konie,sam oczywiscie sie tym stadkiem zajmuje i bardzo to lubi[/quote] O proszę, jak miło ;) Tak z ciekawości - przy plebani jest stajnia, czy trzyma u kogoś? Ksiądz to taki sam człowiek, jak listonosz, gazownik, czy hydraulik. Żaden z powyższych nie może być zmuszony do kontaktu z psem, jeśli sobie tego nie życzy. Może się bać, może nie lubić, może być alergikiem. Wg mnie po mszy w ogłoszeniach parafialnych powinna zostać podana informacja, czy psy na czas kolędy mają być zamykane w osobnym pomieszczeniu, czy mogą być przy domownikach i księdzu. To by pozwoliło uniknąć nieporozumień, gaf, czy niemiłej atmosfery. [quote name='Saite'](...)zdarzają się i tacy, którzy nie życzą sobie obecności psa podczas kolędy nie tylko w tym samym pomieszczeniu, ale i całym mieszkaniu.[/quote] Obecność psa uszczknie im świętości, czy co? :roll: No i gdzie wg takiego księdza ma wylądować pies podczas jego wizyty, jeśli to mieszkanie w bloku - na klatce schodowej? A co z kotem, szynszylem, rybkami w akwarium? To dopiero przejaw uczuć do braci mniejszych...
  14. Tatuaży też się nie robi po literce.
  15. Jeśli chcesz podjąć jakiekolwiek kroki przeciwko temu człowiekowi, to musisz wykopać psa i zawieźć do weterynarza na sekcję zwłok. Jeśli weterynarz jest niezbyt kompetentny, lub olewczy, to wyraźnie zaznacz, że raport z sekcji planujesz wykorzystać w sądzie - wtedy na pewno przyłoży się do zadania. Podkreśl, że najistotniejsza jest przyczyna śmierci psa i wykluczenie ewentualnych innych przyczyn (np. że nie padł z głodu, nie dostał zawału, albo nie miał przewlekłej choroby typu rak, która doprowadziła do zgonu). Piszesz, że jesteś pewna, że to ten konkretny człowiek zabił Twojego psa, ale przecież nie widziałaś zajścia, nie ma żadnych świadków, wywieźć i porzucić go poza wsią mógł każdy. Ba, zraniony pies mógł tam pobiec o własnych siłach i np. zostać potrącony przez przypadkowe auto. Jeśli koło zwłok psa były ślady opon, to porównaj je z bieżnikiem samochodu tego człowieka. Czy konfrontowałaś się już z nim? Wprost zapytałaś, czy to on zabił?
  16. Może mieć cieczkę. Obserwuj, czy to normalna krew, a gdyby w wycieku pojawiło się coś niepokojącego, lub trwał długo (-naście dni), ewentualnie powtórzył się w przeciągu kilku tygodni, to koniecznie weź suczkę do weterynarza, zawsze istnieje ryzyko ropomacicza, albo jakiegoś krwotoku.
  17. Wg Was zaczipowanie nie boli?? :roll: Jeśli chodzi o tatuowanie, to był sobie taki jeden rozmnażacz pitbulli i amstaffów (pseudohodowla zlikwidowana latem przez PiSdZ), który tatuował szczeniaki metodą chałupniczą. Tatuaże chyba miały coś przedstawiać (litery? cyfry?), ale były po prostu zbiorem sinoniebieskich, wielkich krop w pachwinie i na części brzuszka. Wyjątkowo szpetnie to wyglądało. Zdjęcia niestety się nie otwierają, ale może tę sukę też jakiś "hodowca" próbował oznakować?
  18. Ja bym się przede wszystkim skontaktowała z hodowcą suki - jeśli ma doświadczenie (mam na myśli wieloletnie doświadczenie, a nie że mu się dopiero pierwszy, czy drugi miot urodził w karierze), to na pewno coś doradzi. Równolegle weterynarz i kompleksowe badania suki. Jeśli chodzi o karmienie na siłę... Ja nigdy zdrowego zwierzęcia nie karmię, jeśli nie chce jeść. Organizm zwierzęcia instynktownie podejmuje decyzję o głodówce i raczej nie jest ona bezcelowa.
  19. [quote name='Iwona1984']albo wycinanie za dużej ilości skóry na szyji u astów tyż sie da a co nie[/quote] Da się, da. Moje robią to sobie nawzajem.
  20. [quote name='Anna&Adam']Gerda (tak się nazywa) na codzień jest bardzo posłuszna i reaguje na komęde "nie" jednak huki i strzały są wtedy dla niej atrakcyjniejsze. i chyba jednak będzie trzeba w sylwestra z nią chodzić w kagańcu lub na smyczy bo nie ma innego wyjścia naszczęście to będzie raz na rok[/quote] Najposłuszniejszy pies podczas kanonady ma prawo zachować się inaczej, niż zwykle. Np mój pitbull, który szczeka tak sporadycznie, że czasem zapominam, że w ogóle potrafi szczekać - na wystrzały reaguje niskim, wkurzonym poszczekiwaniem. A naprawdę posłuszna suka mojej Mamy kompletnie głupieje i nie reaguje na żadne komendy. Dlatego jeśli Twoja staje się nieodwoływalna, to raz w roku nie spuszczaj jej absolutnie ze smyczy.
  21. [quote name='ewula']Po jakimś czasie, już w domu, mój wspaniały pies, najzwyczajniej w świecie, jakby nigdy nic, w klatce, na stojąco zsikał się, po czym wytarzał się w moczu, nie dając żadnego sygnału potrzeby wyjścia (...) Do tej pory nie wiem, co o tym myśleć! Aż tak mu psychika siadła ??? Zdarzało mu się ostatnimi czasy parę razy popuścić, może trochę więcej niż popuścić, podczas wychodzenia z klatki w kierunku drzwi wyjściowych. Ale się uspokoiło. No i żeby tak centralnie jak dziś, w miejscu swojego legowania, 7-miesięczny pies (jutro kończy 7 m0cy) taki numer zrobił?! Czy z jego psychiką jest coś nie tak?[/quote] Jak bym widziała Junora mojej Mamy :razz: Junior ma ok 6 mies. i wbrew temu, co rozgłasza moja Mama, nie jest "szczeniaczkiem" :evil_lol: Jest młodym, dojrzewającym psem, który zaczyna się orientować w tym, że jest samcem. I popuszcza, tak w swojej klatce popuszcza i potrafi też się zlać po wypuszczeniu luzem. Moja Mama dostaje histerii, a wg mnie to normalne - młody pies, młody samiec. Popuszcza w podnieceniu zabawą, rozemocjonowany bieganiem po domu, obecnością suk. Zostanie wykastrowany, ale na razie musi dojrzeć, dorosnąć. A moja biedna Mama musi przeżyć jakoś tę zasikaną klatkę.
  22. Axa, suka mieszkająca u mojej Mamy, dwa lata temu i w zeszłym roku dostawała prochy i było tragicznie - pies ledwo kontaktował, a i tak umierał ze strachu, śliniła się, dyszała, wpadała na sprzęty, próbowała gdzieś biec, ale łapy jej się rozjeżdżały... naprawdę fatalnie :shake: Od kilku miesięcy Mama ma drugiego psa, młodego i bez lęków. Zauważyła, że podczas spacerów, gdy już sporadycznie zaczęły się strzały (dobre dwa tygodnie temu), Axa najpierw się płoszy, ale potem uspokaja, widząc, że Junior w ogóle nie reaguje na huk. W poprzednich latach Axa tak się stresowała już na kilka dni przed sylwestrem, że czasem przez cały dzień potrafiła się nie wysikać, chodziła na nisko ugiętych łapach, rzucała się do ucieczki na oślep. W tym roku, w związku z tym, że obecność Juniora dobrze na nią działała, Mama zdecydowała, że nie będzie jej podawać nic na uspokojenie. Było naprawdę nieźle. Po zmierzchu padało coraz więcej wystrzałów, a Axa owszem podrywała się z miejsca, zaczynała krążyć po domu, czasem piszczała, ale po chwili uspokajała się i znów kładła. Nie było ziajania, ślinotoku, rzucania się w panice na drzwi. Tuż przed północą zamknęłyśmy Juniora i moją Łapę (w wieku Juniora i również raczej nieczuła na wybuchy) do klatki, ja wzięłam Tangę (mój drugi pies) do łazienki bez okna i usiadłam z nią na podłodze, a Mama pozasłaniała okna i usiadła sobie koło klatki z dziećmi, żeby odwracać ich uwagę w razie czego, podawać smakołyki. O północy Axa zaczęła biegać po domu, ale Mama ją ignorowała, zajmując się zabawą z Łapą i Juniorem. Axa wpadła do schowka na płaszcze, wypadła, schowała się pod stołem, wyleciała z pod stołu, wskoczyła na każdy mebel po kolei... aż w końcu zainteresowała się, co ta moja Mama daje dzieciakom i też przyszła po kawałek parówki. Co prawda była zbyt zestresowana, żeby zjeść, ale jej zachowanie było absolutnie bez porównania lepsze, niż w zeszłych latach. A ja sylwestra spędziłam w łazience z pitbullem, udając że czytanie książki i picie białego wina w cieniu kabiny prysznicowej to najnormalniejsza rzecz na świecie :evil_lol:
  23. [quote name='Martens']Uważam, że kolejność "schronisko => tymczas => nowy opiekun" daje o wiele większe szanse na udaną adopcję niż wzięcie psa bezpośrednio ze schroniska, przede wszystkim ze względu na to, że charakter i stan zdrowia psa nie jest niespodzianką. (...) Gdyby nie domy tymczasowe wiele psów nie miałoby szans na adopcję. W schronisku brudne, niezbyt piękne, o złym stanie zdrowia, z zaburzeniami zachowania - małe mają szanse, że ktoś sie na nie skusi i, co ważniejsze, wytrwa. Natomiast na tymczasach są leczone, wychowywane, stają się psami nieraz bardzo atrakcyjnymi dla potencjalnych właścicieli. I ważne jest, by były adoptowane - żeby można było pomóc kolejnemu schroniskowemu nieszczęśnikowi.[/quote] W pełni zgadzam się z powyższym! Często ludzie kierują się stereotypami, podejmując decyzję o wzięciu psa ze schroniska, a potem są niemiło zaskoczeni, że chociaż wybrali najbiedniejszego i najstarszego, to on ich wcale za to natychmiast nie pokochał (a co gorsza, zachowuje się wrednie i agresywnie), albo wierzą, że pies przygarnięty, bezgranicznie przywiąże się do swojego "wybawcy" (a tu niespodzianka, pies traktuje opiekuna obojętnie), zawsze będzie wierny i posłuszny... :roll: Nic bardziej mylnego. Każdy pies jest indywidualnością, ma swój charakter, przyzwyczajenia, przeżycia które go ukształtowały. Oczywiście wiele można zmienić (na lepsze) pracą z psem, ale na tę pracę trzeba być przygotowanym, zdawać sobie sprawę z konieczności szkolenia i konsekwencji, a nie przez kolejne lata męczyć się z psem, którego się już po prostu wręcz nie lubi... Ja podziwiam ludzi adoptujących psy ze schroniska za odwagę. Biorą na wiele lat zwierzę, o którym - w większości przypadków - nikt nic nie umie im powiedzieć. Oglądają go przez kilka minut przez kraty, mogą w ten sposób ocenić eksterier, ale przecież nie charakter! Już trochę łatwiej, jeśli w schronisku jest wolontariat - wtedy można psa wyprowadzić z klatki, zabrać na spacer, podpytać, jak się zachowuje. Ale to wciąż mało. Pies w warunkach schroniskowych, może być diametralnie inny, niż w warunkach domowych. Dlatego, jeśli ktoś szuka psa i ma konkretne oczekiwania (jak w tym przypadku - pies do mieszkania, musi umieć zostawać sam przez kilka godzin, aktywny i zdrowy, aby nadawał się do sportu), to wg mnie tylko DT. Ewentualnie, jak już ktoś wspominał - pies, który trafił do schroniska z przyczyn losowych i poprzedni właściciel zostawił szczegółowe informacje na jego temat - temperament, przyzwyczajenia, co umie, jakie miał choroby czy urazy. Wiek? Ja bym polecała psa 1-2 letniego, jeśli np. myślisz poważnie o zawodach agility, a trochę starszego, jeżeli ma to być po prostu towarzysz aktywnego trybu życia. W tym wypadku nie tyle wiek, co temperament i stan zdrowia ma znaczenie. Poza tym mam na tymczasie takiego jednego delikwenta, który mógłby Ci podpasować, więc jeśli jesteś zainteresowana, to [EMAIL="[email protected]"][email protected][/EMAIL] :razz:
×
×
  • Create New...