Nie! Niczego jej nie zabranialiśmy. To było takie nasze rodzinne dzidzi, któremu było wolno wszystko robić,i które wszelkie psoty miało wybaczane z "urzędu". Nie znała krzyku czy jakis kar. To raczej ona się potrafiła na nas obrażać. Nienawidziła wszystkiego co mokre, więc po kąpieli totalnie mnie olewała. To samo było z myciem zębów czy obcinaniem pazurków. Jejku, ale wtedy była obraza! Gdy wszystkie te zabiegi miała robione jednego dnia to obrażała się do tego stopnia, że wynosiła się z naszego małżeńskiego łoża i szła spać do mamy lub Szymona.
Wszyscy bardzo kochaliśmy to małe stworzonko, a ono kochało nas. Nigdy juz nie spotkam na swej drodze takiej suni jak ona. Ona była wyjątkowa.
Może to zabrzmi dziecinnie, ale faktycznie wyobrażam sobie, ze mamcia razem z tata i wszystkimi naszymi suniami spacerują po wspaniałym ogrodzie za TM