-
Posts
291 -
Joined
-
Last visited
Content Type
Profiles
Forums
Events
Everything posted by maartuusia
-
Rozumiem, dziękuję, zdawało mi się, ze weterynarz mówił coś o 12 tygodniach, ale mogłam źle usłyszec albo zrozumieć. Jeszcze raz dziękuję za informacje.
-
Hmm, wiedziałam, że niejasno się wyraziłam. To wygląda tak jakby pies nie kontrolował odruchu kopulacyjnego (ze wszystkimi jego elementami). Z tym, że pies miał tak od zawsze, niekontrolowane odruchy, zawsze na leżąco, w zasadzie nie byłby ze względu na swoje inwalidztwo wogóle zdolny do kopulacji (a nawet gdyby był nie dopuścilibyśmy do tego), ale wykastrowaliśmy go w dużej mierze po to aby uniknąć tych sytuacji bo mam wrażenie, że jest to dla niego sytuacja bardzo niekomfortowa. Przed zabiegiem zdarzało się to nawet kilka razy dziennie, obecnie, powiedzmy rzadziej niż raz w tygodniu - ale zdarza się - dlaczego?
-
A my mamy pewien problem, pies jest ponad pól roku po kastracji i nadal zdarzają mu się niekontrolowane "napady" (przepraszam, nie znam się na fachowej terminologii), ponieważ pies ma chore łapy i nie ustałby w takiej sytuacji po prostu leży na boku i nim trzęsie, zdarza się to bardzo rzadko i tylko w sytuacji kiedy go głaszczę albo daję jedzenie, suczki absolutnie go nie inferesują. Czy ktoś może wyjaśnić mi powód tych "wypadków", bardzo proszę.
-
Wiesz Puchatku, ona z zasady jest "żarta", fakt, suche je powoli i elegancko (bo nie przepada), ale jak tylko dostaje coś innego to diabeł w nią wstępuje, nie widziałam nigdy psa, który by tak jadł, potrafi wpakować sobie do pyska tyle jedzenia, że jej bokiem ucieka. Rano ostatnio oboje odmawiają jedzenia (chyba ze wzgledu na upały), a wieczorem Lunka jak jest suche to powoli jednym ząbkiem jak puszka to tylko pozostaje film nakręcić :lol:. Mariana jedzenie nie specjalnie interesuje, jest chudy, ale to dla niego lepiej, zawsze kończy jeść później, z reguły coś zostawia, taki mały maruda :loveu:. EDIT: O wypraszam sobie, tzn Lunka sobie wyprasza, az takim żarłokiem nie jest żeby puszki pożerać :).
-
Dziękuję wszystkim za miłe słowa, jesteście naprawdę kochani. Wczoraj poprosiliśmy lekarza o szczerość i tym samym ostatecznie odebrał nam nadzieję. Wiem, że tak się zdarza w życiu i ludze przeżywają jeszcze większe tragedie przed ślubem, mam tylko taką (dosyć egoistyczną) nadzieję, że to nie zdarzy się w dniu mojego ślubu, albo, że pogrzeb nie przytrafi się dzień przed. Ale zostawmy ten temat, proponuję skupić się na psach i przyjemniejszych rzeczach. Lunka pożarła wczoraj puszkę dla grubasów zanim Marian zdążył się do swojej miski doczłapać, serio, serio.
-
Nie ma sprawy Puchatku, troszkę niejasno się wyraziłam. Czekam na informacje ze szpitala, oby były jak najlepsze. A swoją drogą chciałam zwrócić uwagę na niesamowita intuicję psów i ich umiejętność wyczuwania nastrojów i problemów właściciela. Przepraszam, że to napiszę, ale my z Marianem to nawet rozwolnienia miewamy w tym samym czasie.
-
Z pracą jest tak, że na razie robię to co robiłam, moje szefostwo miało plan rozszerzenia działalności aby utrzymać moje stanowisko, ale z nimi jest tak, że niestety ich pomysły nie przekładają się na chęć wkładania wysiłku aby je zrealizować, narazie cisza, pracuję dalej, jak długo to się zobaczy. Ja chciałabym tu po cichutku dosiedzieć do sierpnia i po powrocie z podróży poślubnej zacząć na serio poszukiwania nowej pracy - bo wycieczka już opłacona a który szef po miesiącu czy dwóch pracy da mi 2 tygodnie wolnego? Chyba tylko szalony. Przepraszam, że informuję Was o wszystkich moich kłopotach, w końcu nie jest to forum pt: osobiste problemy Marty K. tylko Dogomania, ale ja już tak mam, że lubię się wygadać.
-
Nie mam dziś zdjęć, przepraszam, obiecałam, ale znowu zamieszanie w domu, za półtora tygodnia wesele a tu umiera mi dziadek :-(, nie miałam wczoraj głowy do robienia zdjęć. Coś kiedyś Seaside mówiła o braku szczęścia przed weselem... Kupiłam wczoraj Lunce nową karmę bo na Royala mam wrażenie nie może już patrzeć (Trovet WRD), droga i mniej wydajna od Royala, ale co tam, może ta będzie jej lepiej smakowała. Kupiłam tez wczoraj puszkę Trovet dla grubasów - wciągnęła nosem, wiem, że biedaczka zdecydowanie woli mokrą karmę, ale moja kieszeń nie wytrzyma codziennie puszki za 9 zł, będę jej kupowała te puchy, raz może dwa razy w tygodniu, może bedę mieszać z suchym, wtedy pucha bedzie na dwa dni, coś wymyslę. Teraz bedę musiała tylko polowanie na koopy uskutecznić :razz: żeby dowiedzieć się jak przyswaja.
-
Na wniosek Seaside postaram się jutro umieścić jakieś świeże fotki moich małych bandytów. A Zuzię serdecznie zapraszam, to rzeczywiście nie jest tak daleko, może uda się zorganizowac jakieś spotkanie, tylko byle nie po 15.08 bo wtedy oddaję mój inwentarz pod opiekę rodziców i wyruszam w lekko opóźnioną podróż poślubną. A Lunka normalnie z dnia na dzień pięknieje, albo ja już mam chorobę jakąś bo codzień wydaje mi się ładniejsza i kochańsza.
-
Lunka zaczyna skakać na ludzi :multi: to znak, że chyba tusza powoli przestaje jej przeszkadzać. A żebyście widzieli jak pogoniła z Marianem kota sąsiadów ostatnio, zawsze chciałam koteczka, ale teraz już wiem, że znowu nie ma na to szans, najpierw Badyl ganiał koty, teraz Lunka pokazuje Marianowi o co z tym sporcie chodzi, ech...
-
Wspaniale :smile: Kiki bedzie miał cudowny domek :sweetCyb: :laola: EDIT: W takim razie ściągam go z podpisu :)
-
Biedna, mała Żabcia, na pewno ktoś ją pokocha, fajniutka sunia, rozwaliło mnie zdjęcie z tym większym psem. Trzymam kciuki za suńkę. EDIT: Odpowiedź na pytanie Figi, Lunka biega jak wariat, zdecydowanie lepiej jak zaraz po przyjeździe do nas, utyka co prawda na przednią łapkę i generalnie mniej jej używa, ale ja widze 100% różnicy, najlepsze tempo ma jak wychodzę wieczorem na podwórko wołać psy na jedzenie hihi. Marian też poprawił swoją sprawność od kiedy jest Lunka.
-
Śledzie Lunka fajnie układa czasem tylne łapy kiedy się kładzie, tu dokładnie nie widać, ale można się domyślić Coś już zdaje się opowiadałam o ojcu, który wkupia się w łaski Lunki (Marianowi oczywiście też przy okazji wpadnie jakiś smakowity kąsek) Trudno było na zdjęciach ująć chudość Lunki, musicie nas odwiedzić, wtedy zobaczycie ją w całej okazałości Tu wygląda jak foczka, ale to wina złej pozy :cool1: Z boku I jeszcze Marian, ale te ciemne wyszły jakieś, jego futerko przypomina teraz sfilcowanego pluszaka, takiego którego dziecko lubi przytulać i futerko mu się już pozbijało.
-
Przepraszam za te zdjęcia, w ubiegłym tygodniu obiecałam wstawić, ale miałam trudności z internetem, a dziś oczywiście zapomniałam aparatu żeby fotki zrzucić, jeżeli nikt nie pobije mnie "bejsbolem" to jutro żeby nie wiem co się działo to wstawię. Lunka to już normalnie psa zaczyna przypomniać a nie foczkę, musicie to zobaczyć.
-
Ja na pewno nie kupię piwa harnaś, ta rekalma jest conajmniej niesmaczna jeżli nie obrzydliwa, wczoraj widząc ją w tv zastanawiałam się czy ktoś na dogo poruszy ten temat, no i proszę, dziś na pierwszej stronie. Dzięki takim reklamom mamy szanse na super znieczulone na cieprienie zwierząt dzieci.
-
Niestety chyba odpadłam po rozmowie z panem koreańczykiem, polacy byli zadowoleni, a jego jakoś nie mogłam wyczuć, nie zadzwonili do tej pory chociaż minęły już dwa tygodnie, szukam dalej. Jestem w starym miejscu pracy pierwszy dzień po dwutygodniowym zwolnienio-urlopie, jutro mam mieć rozmowę z szefową w sprawie nowego stanowiska, ale i tak szukam czegoś innego bo z tymi ludźmi do ładu dojść nie idzie. Nawet jeżeli narazie zostanę tu gdzie jestem to o dogo chyba mogę zapomnieć, bo będę dzieliła biuro z inną osobą :shake:, chyba, że nauczę się być tajniakiem :cool1:, jednak nie ma to jak własne biuro i święty spokój.
-
Witamy po przerwie, trochę nas nie było, bo raz że chorzy wszyscy, dwa zawirowania z pracą a trzy kupę roboty w ogrodzie i w związku ze ślubem. Nie mam dziś żadnych zdjęć, ale na pewno coś wkleję, jutro, może pojutrze. W każdym razie psiaki czują się dobrze, z Lunką, nie ma trudności żadnych, tak patrząc na nią z perspektywy prawie dwóch miesięcy widzę, ze czuje się już jak u siebie, z Marianem dogadują się świetnie, tylko do ludzi nie ma jednak jeszcze pełnego zaufania, woli pochodzić swoimi ścieżkami zamiast poprzytulać się do nas, albo potrzebuje jeszcze czasu, albo to taki charakterek. Jest bardzo czujna, myslałam, że Maniek jest czujny, ale Lunka bije go na głowę, a dziamgot taki z niej, że hej :) Cały tydzień ubiegły spędziliśmy w ogrodzie, Maniek oczywiście nie odstepował mnie na krok, nawet kiedy wywyjałam młotkiem albo łomem, a Lunka obserwowoała sytuację z bezpiecznej odległości. Ojciec za wszelką cenę usiłuje ją przekupić, chce żeby Lunka była jego psem i chyba mu się to udaje bo za nim najczęściej podąża i towarzyszy mu przy różnych zajęciach - no i dla ojca to nie jest Luna tylko Niuńka. Bratu pozwala się głaskać chociaż raczej unika jego towarzystwa. Zaobserwowałam też tendencję reszty domowników do powolnej zmiany imienia Luna na Halinka - pomysł Tomka, jak tylko ją zobaczył uznał, że to jest Halinka. U nas niestety zdarza się to często, imiona naszych psów przez całe ich życie ewoluują - zboczenie takie - i z reguły kończy się to ludzkim imieniem: był Czarek, Rudolf, teraz jest Marian, powoli rodzi się Halinka, mało który pies nie miał w końcu ludzkiego imienia.
-
Mała Lusia....Maleńkie cudo JUŻ W NOWYM DOMKU
maartuusia replied to Seaside's topic in Już w nowym domu
wspaniale :loveu: :loveu: :loveu: :loveu: :loveu:, ale co tu sie dziwić, taka urocza sunia, strasznie się cieszę :multi: . -
Mała Lusia....Maleńkie cudo JUŻ W NOWYM DOMKU
maartuusia replied to Seaside's topic in Już w nowym domu
Skończyło nam się allegro, wystawiłam ponownie, Zuziu proszę daj znać co z domkiem dla Luśki. -
Rozmowa odbyła się, chyba nawet nieźle wypadłam bo zostałam poproszona o spotkanie z szefem działu w którym miałabym być asystentką i jednocześnie sekretarką tego pana (koreańczyka:diabloti: zresztą, nie wiem czy mi się to podoba), w każdym razie czekam na telefon, ale oczywiście może być tak, że się niestety nie doczekam. Jestem na zwolnieniu, to nie jest zapalenie płuc, ale też jakaś paskuda, do końca tygodnia powinnam siedzieć w domu (tylko jak rozwozić przy tym zaproszenia na wesele i odwiedzać mamę w szpitalu:placz: ). Zaj...sty tydzień. Do tego z Lunki w piątek wyszedł diabeł, dostali z Marianem po kości wołowej do poobgryzania i niestety Lunie ubzdurało się, że musi swojej za wszelką cenę bronić, obwarczała mamę i Tomka którzy przechodzili akurat obok niej. Najpierw zrobili dwukrotnie test pod tytułem - ja Ci zabiorę kość a potem oddam, żebyś skumała, że to i tak dla Ciebie, wyszło ok, po pół godzinie poszli znowu poprzechadzać się koło niej i znowu był warkot więc kość została bezwarunkowo odebrana i doszedł klaps w dupsko. Nie wiem czy to skuteczna metoda, ale nigdy nie miałam takiego problemu z psem (chociaż to jeszcze nie problem zdarzyło się raz), każdemu psu mogłam wszystko dosłownie z gardła wyciągnąć, Lunkę też myślałam, że uczę, że jedzenie daję ja i ja je mogę zabrać, bardzo czesto dawałam jej miskę, potem na moment odbierałam, za chwilę mieszałam w niej ręką kiedy jadła, tak na mój rozumek to była metoda - nigdy nie było warkotu ani nic podobnego. Ja planuję w niedługim czasie dzieci, psy muszą być nauczone, że miska może w każdej chwili zniknąć (sami wiecie, że nie zawsze można upilnować malucha) więc wolę się przygotować na taką ewentualność, szczególnie po przejściach z psem teściów, który jest gotowy rzucić się na każdego kto przechodzi w promieniu 2 metrów obok niego kiedy jest przy misce. Co myślicie?
-
Mała Lusia....Maleńkie cudo JUŻ W NOWYM DOMKU
maartuusia replied to Seaside's topic in Już w nowym domu
Zuzia zdaje się, że i ja jakieś obietnice składałam jeżeli chodzi o kasę dla Luśki, ale wiesz jak to u mnie ze zobowiązaniami, wieczne opóźnienie, za chwilę wysyłam kasę.