Jump to content
Dogomania

eloise

Members
  • Posts

    7795
  • Joined

  • Last visited

Everything posted by eloise

  1. i jeszcze jeden tekst Anny :) Paweł: kto wypina, tego... Ania: Du.pa!!!!! :D
  2. pisałam pisałam, i pisałam... i wszystko znikło!!! Trudno :( może jutro zbiorę siły, żeby znowu to wszystko napisać :( tekst tygodnia : Mamo, chciałabym pofiglować na waszym łóżku! :D
  3. hahaha :) mistrzyni 2 planu jest w 7 miesiącu ciąży, a impreza była bezalkoholowa :) Nie dokończyłam jeszcze o poniedziałku... :) Wyszłam z pracy, pojechałam do domu, a dokładniej po Jonatana i do lekarza, bo dla urozmaicenia mojego nudnego życia, Jonatan zaczął kasłać, a że z jego kaszlem nie ma żartów... No. W każdym razie, Jonatan kaszlący ale zdrowy się okazał. O 17.30 poszłam po Anię, a opiekunka mi mówi: właśnie szukałam do was numeru, bo Ania ma gorączkę, a w ogóle to dzisiaj było tylko 4 dzici z jej grupy, z czego jedna dziewczynka juz przed południem dostała gorączki i babcia ja zabrała... Przyprowadziłam, napoiłam, nasmarowałam i dziecko ożyło, aż za bardzo ;) nawet :) We wtorek wstałam o 5.30 bo miałam jeszcze coś do zrobienia, naszykowałam się do pracy, pomalowałam jednym ciągiem ( rzadkość!!! ) o 7 wstało towarzystwo i okazało się, że Ania znowu goraczkuje i że boli ją gardło... Pojechałam z nia do lekarza, pani doktor trochę się zdziwiła na mój widok, bo nie minęło nawet 20 godzin od naszego ostatniego spotkania :D Ania okazała sie przeziębiona, osłabiona, ale nie nadajaca się do drastycznego leczenia. Zostałyśmy w domu, z nadzieją, że w czwartek wrócimy do świata. Miło nam minął ten wtorek. Grałyśmy w gry, Ania nawet zasnęła i porzadnie odpoczęła w łóżku. Gorzej zrobiło się, jak wrócił Jonatan. Choćbym nie wiem jak sie starała, jak równo ich traktowała i tak sie tłuką,ciągną, drapią, gryzą... potem wyją, smarkają, przytulają się, i mnie przytulają... a potem znowu się tłuką, szarpią... aż w końcu idą spać.
  4. zdecydowanie walentynkowe :) zrobię takie moim psom za rok :D
  5. my tez mamy takiego jednego gryzącego i kochamy mimo wszystko :diabloti: mam na myśli Kapsla moich rodziców- obrzydliwie brzydki, wredny i gryzący :)
  6. mój tata wychował się w domu, gdzie psy mieszkały w budzie, a szczeniaki się topiło. Jednak moja mama i kolejne zwierzęta w domu sprowadziły go na właściwą drogę ;) teraz na hasło: Andrzej, posuń się, bo Kapsio nie może wskoczyć" mój tata się... przesuwa :D i pozwala Kapslowi lizać sie po uszach :)
  7. Cześć Kochani. Nie odzywam się od kilku dni, nie dlatego, ze powiało u nas nudą, tylko wręcz przeciwnie-oszaleć można z nadmiaru wrażeń! Umówiłam się z moim szefostwem, ze będę pracować w tym tygodniu na poranne zmiany, żeby popołudniu jeździć do mojej siostry, zająć sie Józiem, żeby Ola mogła jechać do szpitala do Niny.Paweł miał odbierać dzieci popołudniu... wszystko zapięte na ostatni guzik. I guzik z tego wyszło. W poniedziałek o 6.01 zadzwoniła Ola z informacją, że Nina calutką noc wymiotowała, zabrudziła wszystkie ubrania, kołdrę, wszystkie ubrania Michała i że to pewnie rotawirus, wiec ona jako matka karmiąca nie może już tam jechać,a ktoś musi Michałowi zawieźć ubrania, jedzenie, pieniądze... Więc ekspresowo naszykowałam dzieci, spakowałam jedzenie dla siebie, kosmetyczkę, kawę w kubek, podałam leki komu trzeba i jeszcze umówiłam Jonatana do lekarza na popołudnie, bo Jonek kaszlał caaaałą noc. Wyekspediowałam dzieci, zrobiłam zakupy dla Niny i Michała i pojechałam do mojej siostry po toboły. Długo jechałam, więc kawa mi jakos z kubka wyparowała, zadzwoniłam do Oli,zeby zrobiła mi mały zapasik, wbiegłam na 3 piętro ( nie było łatwo!!!) Zabrałam kawę, pomiziałam Józia po brzuszku, wziełam wielkie torby i pobiegłam do samochodu, żeby ... utkwić w korku. Wiedziałam, że tak będzie, więc spokojnie wyjęłam kosmetyki i zrobiłam makijaż :) Jedynie rzęsy tuszowałam dopiero po zaparkowaniu :) Dojechałam do szpitala, cudem znalazłam miejsce parkingowe w pobliżu wejścia, pobiegłam na oddział, przed drzwiami wymieniłam się z Michałem torbami i pobiegłam do samochodu, żeby zobaczyć, ze jest 9.50 a ja o 10 miałam zacząć pracę. Do przejechania miałam niewiele, ale ruch spory, świateł dużo... Podjechałam pod sklep o 10.01!!!
  8. Kurczę, Dziewczyny tak bardzo, bardzo, BARDZO się cieszę, ze Animals Mielec zaczęło działać!!! :)
  9. gratulujemy dokocenia :) u mnie nikt nie chce się zgodzić na 2 kota :( mąż grozi, ze albo kot albo on ;)
  10. gratuluję Dziewczyny :) wpłata zaraz pójdzie :)
  11. moja siostrzenica Nina trafila do szpitala- prawdopodobnie ma zakazenie ukladu moczowego. W szpitalu dziedzi z nia tata, bo Ola karmi piersia malego Jozia. Ola pojechala teraz ich odwiedzic a mnie przypadlow udziale zostacz Joziem :) juz zapomnialam jak o jest z takim maluchem!!! co za slodziak :) choc dzisiaj akurat ma kolke bidulek i czeka na mnie niespodzianka w pieluszce ;)
  12. Magda, jak jeszcze raz mi napiszesz, ze mnie podziwiasz, to padnę! To ja CIEBIE podziwiam!!! Książki??? nie jestem w stanie przyswoić żadnych nowości, czytam po 3 razy i nic... na maile i smsy odpisuje tylko w czasie podróży do pracy. Albo jak usypiam Jonatana. Wczoraj zasnęłam razem z nim przed 21. Obudziły mnie o północy moje własne brudne zęby ;) Trzymaj sie dzielna Kobieto! Czy Ty tyjesz ze stresu? Ja przeciwnie, chudnę i wyglądam jak przecinek. Opycham sie cukrem, zeby nie paść na pysk a waga pokazuje coraz mniej...
  13. podłączam się pod pytanie Ulki :) Madzia, napisz chociaż kilka zdań :)
  14. i jeszcze karma na rok gratis przy adopcji ;)
  15. Ania ogląda tylko kucyki pony a Jonatan... nie ogląda wcale!! Słychać też nie chcą... Jonek tylko tańczyć lubi :) Zwykle rodzice narzekają, że ich dzieci za dużo bajek oglądają, a ja mam odwrotny problem z Jonkiem- chciałabym go czasem posadzić na 10 minut i mieć pewność, że siedzi w miejscu, a on nic nie ogląda... Milena niedawno go przyłapała jak oglądał Cejrowskiego ;) ale to był tylko jeden jedyny raz :)
  16. niemieckie laboratorium też nie bada poziomu clonazepamu :( a szkoda, bo taka wiedza ułatwia wiele :( dobrze, ze Lizunia zdrowa!
  17. a tak, moim zdaniem, wyglądał nasz poranek z perspektywy Pawła ;) Dzwoni budzik. Ludzie! środek nocy, dopiero się położyłem a tu budzik dzwoni?! ufff... dobrze, ze go wyłączyła i wstała, a nie uruchomiła drzemkę... te drzemki to potrafią człowieka dobić! Rety... dopiero co budzik dzwonił, a tu już Jonek wstaje... Dobra, dobra, otworzę ci te drzwi! Idę jeszcze spać! Nadal środek nocy!!! Nie no... człowiek chce chwilę się jeszcze zdrzemnąć, a ta krzyczy i krzyczy: wstawaj!!! 6.40!!! Czas na inhalację z Jonkiem! Czy nigdy jej nie mówiłem, że nie musi 3 razy krzyczeć tego samego? I czemu za każdym razem krzyczy głośniej??? EHHHH, Pfffff, yyyyyy. I o co te pretensje znowu? Że jęczę??? Tylko wzdycham przy przeciąganiu! Znowu to samo! Że za wolno chodzę! Budzę się dopiero kobieto!!! Nie będę zasuwał jak motorówka o tej porze! Czy to dziecko musi się tak wić przy tej inhalacji? Nie może spokojnie usiać i poczekać aż para przestanie lecieć??? On się wierci, a ja dostaję po głowie, że zamiast na nosie ma inhalator na policzku. I dlaczego nie mogę przymknąć oczu, kiedy Jonek ogląda filmik? Zwariować można! Chwila dla siebie,w końcu, ubiorę się, pójdę do łazienki i może jeszcze sprawdzę co nowego w grze, ale to w sypialni, bo jak w kuchni wyciągnę telefon to mnie znowu zgnębi jednym spojrzeniem. Jonatan, czemu znowu wlazłeś mi do łazienki??? Co? Co ona znowu mówi? A, że moja wina, bo drzwi nigdy nie zamykam i wszyscy muszą słyszeć, że akurat sikam. A kto im każe słuchać??? Jeszcze sobie spakuję torbę, dobra jestem gotowy. O nie, jeszcze kawa. Nie wytrzymam. Ile można??? Co rano to samo!! Wieczne pretensje o nie zamknięte drzwi od szafki z kawą albo z kubkami. Tekst mogłaby zmienić, naprawdę- mam rozbić o te drzwiczki czoło, czy oko stracić??? Zero inwencji! i jeszcze ten ton. I foch. I co rano to samo- serio, dzień w dzień. Czy jej się to nigdy nie znudzi??? Co? Co mam zrobić? Aaaaa, tak. Tak Aniu, ślicznie wyglądasz. Co znowu? Że za mało pochwaliłem? , mówię przecież, ze ślicznie! Mam komplementować wszystko osobno? Fryzurę, ubranie i jeszcze paznokcie??? Przez te paznokcie musiałem wczoraj pól godziny zajmować się Jonatanem. Musiałem w tym czasie 5 razy wstawać z kanapy,a to nie takie proste podnieść się z pozycji leżącej! I jeszcze wysłuchiwać tych komentarzy: zajmij się nim, czemu się nie zajmujesz? czemu mu nie czytasz? daj mu auto, załóż pieluchę, umyj zęby, no zajmij się nim... przeszkadza, weź go jeszcze na chwilę... A do tego Ania będzie taka sama: mamo, tata się gapi w telewizor, gapi się i gapi... A może ja się nie gapię, tylko po ludzku oglądam?!?! Od najmłodszych lat ta popaprana solidarność jajników. Wezmę dzieci na dół, przecież ona się tak miota po całym domu, że zaraz zaczniemy wirować od tego wiatru, który wytwarza. Dobra, jest babcia i dziadek, to ja zmykam. O, zniosła ubrania, będzie ubierać dzieci, to idę sobie naszykować śniadanie. Wezmę może sałatkę do pracy, bo potem znowu się nasłucham: ja się napracowałam a ty wolisz kupić kanapkę niż wziąć moją pyszną sałatkę. Pyszna- fakt, ale nie zapominam przecież złośliwie- zwyczajnie zapominam! Dzieci ubrane, to mogę schodzić. Ania odwieziona, teraz Jonek a potem podwózka pod stację. Nie?? Nie zawiezie mnie? Pewnie by zdążyła, ale jej się nie chce. Zawsze sieje panikę, ze się spóźni,a nigdy się nie spóźnia. To nic, spacer z rana jak śmietana. W końcu jestem sam, jadę do pracy- trochę odpocznę!
  18. Tak wyglądał mój poranek: 5.00 zadzwonił budzik. Wyłączyłam, delikatnie wstałam, pomiziałam Foxa i wyszłam z sypialni. Wstawiłam wodę na kawę, a kiedy woda się gotowała, sprzątałam blat w kuchni, żeby mieć gdzie postawić kubek... Sprawdziłam też, gdzie jest Ofik- najwyraźniej przeprosił się z Anią, bo spod kołdry wystawał tylko ogon. Wstał do mnie na chwilę, pozwolił się podrapać po brzuchu, nakichał na mnie i poszedł dalej spać. Szybki makijaż a potem kawa, herbata, kanapka i 10 minut dla mnie i telewizora. Obejrzałam nawet kawałek Kropki nad I. Nie szukałam dalej, bo i tak chyba wszędzie mówią o abdykacji Papieża. Naszykowałam dla siebie jedzenie do pracy i obudziłam Anię. Ania idzie dzisiaj do teatru i obiecałam jej piękną suknie i wystrzałową fryzurę. Ale żeby założyć jej suknie, trzeba było spełnić kilka warunków: zjedzone śniadanie, umyte zęby, umyte ręce, wypity syrop, bo inaczej suknia nadawałaby się co najwyżej do prania a nie do założenia. W między czasie wstał Jonek, który nie chciał sikać, nie chciał iść, nie chciał nic, tylko siedzieć i jeść. Zrobiłam mu kaszkę, wysadziłam na siłę, oczywiście się wysikał, kaszki nie zjadł a na inhalacje też zezem patrzył. Do inhalacji obudziłam Pawła, bo musiałam jeszcze uczesać Anię. Fryzura była dużo wcześniej wybrana i nawet nie bardzo skomplikowana, ale czasochłonna, 10 minut jak nic. Potem musiałam biegać i szykować towarzystwo do wyjścia z domu. Kurtki, czapki, spodnie, buty, majtki, rajtki, napoje, ręczniczki- sama nie wiem, skąd we mnie tyle siły, żeby o tym wszystkim pamiętać. Choć właśnie uświadomiłam sobie, że Jonek na bank wyszedł z domu z nie umytymi zębami- ja mu nie myłam, a Paweł bez personalnej instrukcji tego nie zrobi. O 7.32 wsiedliśmy do samochodu, zawiozłam Anię, zawiozłam Jonka, po drodze wpadając do domu po jego papcie, bo zostały w mojej torbie, machnęłam Pawłowi papa, odmawiając podwózki na stację i pognałam do domu, nakarmić psy, dać Foxowi tabletki, posprzątać następną partię naczyń i włączyć zmywarkę, po czym biegusiem leciałam na przystanek, żeby zdążyć na pociąg, bo o 9 musiałam być w pracy.
  19. czekam na info od mojego weta, czy mozliwe jest wykonać to badanie w Niemczech- w Polsce podobno nie...
  20. 1 dzień przerwy,a Wy, Ciotki już 3 strony u Fraszencji naklikałyście :) Z Moteuszem musi być dobrze i koniec- innej wersji nie przyjmuje się na tym wątku! ;)
  21. o jej!!! jakie wielkie piękne oczy :) można mieć psa i taki jasny dywan??? u mnie przestałby być jasny po pierwszym wylegiwaniu się psa!!!! :)
  22. Tydzień temu w piątek byłą u nas fatalna pogoda. Padało strasznie, zacinało prosto w twarz, wróciłam do domu, odebrałam dzieci i zakomunikowałam: szykujemy sie i jedziemy po tatusia do pracy. Ania się początkowo ucieszyła: super! Zrobimy sobie piknik! Oznacza to, ze zabieramy do samochodu napoje, kabanosy, ciasteczka, paluszki, tik taki, i jedziemy. Ale jak przyszło do wychodzenia z domu... urządziła taką histerię, ze moi rodzice, wbrew sobie- jestem pewna, zaproponowali, żeby Ani została z nimi. Wiem, że to zwykle tak funkcjonuje, że dzieci uwielbiają zostawać z dziadkami, ale Ania lubi tylko do momentu, w którym wychodzę z domu,a potem wyje, że za mną tęskni. Rodzice juz nie raz z nią to przerabiali, a jednak podjęli ryzyko ;) Zapakowałam Jonka i pojechaliśmy... Nie ujechaliśmy jednak daleko, bo zatrzymała nas do kontroli policja. Śmiałam się i kiwałam głową całe 7 minut, na jakie pan funkcjonariusz zniknął z moimi dokumentami- to był 2 raz w moim życiu, kiedy zatrzymała mnie policja- i to był 2 raz na tej samej ulicy :D Jak opowiedziałam Pawłowi to też miał ubaw po pachy. Kiedy zatrzymali mnie 1 raz, to pan mi powiedział, ze... niestabilnie jechałam :D zapytałam go, czy jego zdaniem da sie stabilnie po drodze, którą jechałam. Bo to jest tak fatalnie wyprofilowana ulica, że to się w głowie nie mieści :)
×
×
  • Create New...