we mnie też nadzieja wstąpiła po dzisiejszej wizycie u Gaworka.) Przede wszystkim nie było tej mądrzyckiej "życzliwej" opiekunki, która mnie straszyła wścieklizną i uciętą głową Gaworka wysyłaną na PIH.
Dzisiaj była taka miła dziewczyna i ona mi mówiła, że Gaworek "wrócił już do naszego świata", i ze jest coraz lepiej i szczerze cieszyła się mówiąc to.
A pieseczek, był w kagańcu, ale oczki były otwarte i zjadł przysmaczki, które mu przyniosłam i wogóle z miski już dziś pałaszował, i nie reagował paniką na dzwięki, oczami wodził za poruszająca się w pomieszczeniu osobą. Nie ma już stanów paniki.