Jump to content
Dogomania

Fuka

Members
  • Posts

    2653
  • Joined

  • Last visited

Everything posted by Fuka

  1. Flaire, dziękuję, właśnie tak jest. MonikoP, ale ja wcale nie chciałam żebyś mi tłumaczyła cokolwiek. I doskonale rozumiem, że decyzja o nowym psie wymaga przemyslenia. Żałuje bardzo, ze ludzie tak często podejmują taką decyzje ot tak.... a jak to się kończy można się przekonac w schroniskach i nie tylko niestety... Po prostu zdziwiło mnie określenie taki pies w tym kontekscie - Pewnie nie potrzebnie czepiłam się słow.
  2. Aga, kujon Gratuluje! :D Flaire, gdzie ten prezent?
  3. cos tak czułam, że nic z tego nie będzie..... ciekawi mnie trochę określenie - taki pies..... ale może nie chcę wiedzieć co to znaczy :roll:
  4. czytam i czytam, aż mi się quiche prawie spalił... :-?
  5. Fuka

    KWARANTANNA

    Natychmiast bym znia poszła na spacer! A przy okazji - naprawdę zadzwon do jakiegokolwiek weta i spytaj co masz zrobić, bo ja mam oczy wielkie jak spodki i nic z tego nie rozumiem!
  6. Fuka

    KWARANTANNA

    a-gnieszk-o, to jakieś totalne przegięcie, żeby psa trzymać w domu do 5-miesiąca! :o Jeśli pies ma już 14 tygodni i był szczepiony tydzień temu to nie rozumiem dlaczego ma siedzieć w domu jeszcze 6?! :o Coztego, Jak zawsze podpisuje się pod opinią. Nie jestem wetem, więc nie wuiem czy sa na rynku jakieś szczepionki wymagającej długiej kwarantanny - ale na zdrowy rozum - nawet gdyby ktoś cos takiego produkowal to w warunkach wolnej konkurencji i tak nikt by tego nie stosował, bo po co? A-gnieszka-a, ja bym poszła do innego weta. Popytaj psiarzy w okolicy i dogomaniaków - może jest ktoś z Twoich stron kto Ci może polecić kogoś sensownego. Bo dziwny mi sie wydaje ten Twoj weterynarz....
  7. Szaraduszka, bardzo Ci współczuję straty - trzymaj się! E tak tego bym jednak nie ujmowała, bo ja po prostu chcę i mam airedala :lol: A poważniej psa do towarzystwa i dla mnie idealne po temu sa airedale właśnie, które sa psami dość wszechstronnymi. Ale nie ukrywam, że podoba mi się w nich to, ze w razie potrzeby moga stanąć w obronie stada. Podpisuje się pod tym - pies musi znać swoje miejsce w stadzie. A co do psów, które bez specjalistycznego szkolenia znają granice - to dla mnie takie włąśnie są psy o których pisałam. Inna rzecz, że nie można mówić o całkowitym braku szkolenia - każdy z nich był przeciez wychowywany od małego - nie wiem jak zachowywałby się airedale puszczony na zywioł, sądzący, że jest szefem... Chyba nie chciałabym sie o tym przekonać.....
  8. powiem tak - statystyk nie badałam, więc się wymądrzać nie bede, wetem nie jestem - ale z tego co wiem kastracja u psów i u kotów jest bardzo prostym zabiegiem - byłam kiedys swiadkiem jak mój były kastrował kota i skomplikowanie to nie wyglądało. A o tym nietrzymaniu - cos mi sie obiło o uszy więc pacnęlam - nie wiem czy z sensem czy nie. Straszny yorek - nie wiem czy był wykastrowany czy nie, bo do tak bliskiej zażyłości między nami nie dopuścił :evilbat: więc nie bardzo miłam jak to stwierdzic..... Co do nietrzymania moczu u psów - to pamiętam jednego chowa po zabiegu z którym byly straszne problemy - było to w czasach kiedy mieszkałam prawie u weterynarzy - jak ratowałam Wige. Pamiętam, że Ci państwo przeszli z tym psem gehenne - nie wiem kto im tak to spieprzył, bo moi weci byli instancją pomocową juz po feralnym zabiegu. Ale pamietam, że włąściciele przeszli przy tej okazji skrócony kurs psiej kanalizacji... Jak to już chyba gdzies pisałam - jestem zwolenniczka sterylizacji, kastracji u suk i psów niehodowlanych. Tzn z sukami mam trochę mniejszą skłonność po temu - bo zabieg cięższy, narkoza nie jest niczym przyjemnym, a operacja jest dosyć sporą ingerencja i komplikacje moga sie zdarzyć - sama zwlekam z Kawisią. Nie wiem kiedy to zrobię, choć wiem, że zrobie...
  9. Aż strach się bać :P A zżebyś wiedziała, że strach :eek2:
  10. :o to witamy w klubie małe wredne :P Ja bym maluszkowi znalazła zajęcie, wspolne zajęcie pod kierownictwem szefa - powinno mu to pomóc poukładać w głowie, a poza tym pies zmęczony = pies grzeczny.... Ja dzisiaj mam napad wpychania kijów we wszystkie napotkane mrowiska - podpuszczam i patrze co z tego wyniknie :roll: Dlatego popiszę się jeszcze jedną głupota, która mi wpadła do głowy.... A nie jest tak, ze on chce Was rozbawić? Moja duża suka w zabawie warczy tak, że obcy (i ludzie i psy) czasami biora to za agresje, a ona po prostu zaprasza do zabawy..... Tzn - chodzi mi o takie zabawowe wybrniecie z trudnej dla niego sytuacji - czestym tego przykładem jest głupawka i latanie w kólko wokól pana, żeby w koncu wścieklego czlowieka rozbawić i rozładowac sytuacje? Inna rzecz - ze takie zachowanie tez swiadczy o zachwianiu relacji...
  11. Ara, ja może powiem tak- że w ogóle bym się nie wypowiadała w tej kwestii, bo mnie sama zachowanie i nazwijmy to niekonsekwencja autorki tematu niejednokrotnie mocno zirytowało.... I ograniczyłabym się do czytania - gdyby nie Gosia. Jej zachowanie mnie po prostu wpieniło..... Dużo widziałam ale zasłanianie sie etyką zawodową w sytuacji gdy ewidentnie sie ją łamie - jest dla mnie przesadą koło której nie potrafie przejść do porządku. Zgadzam się, że Insomnia niejednokrotnie się Wam 'podłożyła' i podejrzewam, ze z sąsiadką nie radzi sobie przypuszczalnie w podobny sposob. Ale mamy tu młodą dziewczyne, która ma 3 psy - nie radzi sobie i jest w tym coś z bomby zegarowej - kolejny człowiek, który kocha psy, a nie umie ułożyć sobie z nimi bezkonfliktowego życia z otoczeniem. Mysle, ze mamy juz dość nagonki na psiarzy i dlatego warto próbowac troszkę dziewczyne podbudowac i pokazac jej drogi wyjscia. Czy skorzysta - jej sprawa. Ale zabawa w łąpanie jej za słówka, czy wbijanie noża w plecy jak bardzo nieelegancko postąpiła Gosia - to raczej do niczego nie prowadzi. W ten sposob mozna tylko stworzyc kolejna osobe, ktora bedzie zyla w przekonaniu, ze wszyscy sa przeciwko niej... A z rad "wrogów" nawet jezeli sa najlepsze - na pewno nie skorzysta. I nie twierdze - ze Insomnia sama się o to nie prosiła swoim strusiowaniem i szukaniem winnych wszedzie naokolo - nie przyjmujac do wiadomosci, ze szczeniak nie szczeniak - ale poczucie komfortu psychicznego trzeba ludziom w swoim otoczeniu zapewnic. Żyjemy w takim kraju, gdzie wiele osob jest uprzedzonych do psow, a do dużych w szczegolnosci. Nie nalezy dac sie temu zwariowac - ale tez nie nalezy sie podkładać i dodawac argumentow luddziom ktorzy sie boja psow. Mieszkałam dośc długo w Angli i wiem, że tam społeczny poziom zaufania do psów jest dużo wiekszy. Ale stoi za nim nieuchronność prawa i szacunek dla innych. Tam każdy wie, że pies spuszczony - czy duzy czy maly - jest psem nie stanowiacym zagrozenia (i nie chodzi mi tylko o agresje bezposrednia, ale wiadomo, że nie bedzie straszył, warczał przewracał), który jest pod nieuchronna kontrolą właściciela - bo nikt zdrowy na umysle nie puscilby luzem psa nad ktorym nie panuje - jakikolwiek nawet najdrobniejszy wypadek - spotka nieuchronna konsekwencja - cywilna (wysokie odszkodowanie), a jezeli jest to poważniejsze - równiez karna. I ludzie czuja sie bezpieczniej i mają wiecej zaufania do psow... I my odpowiedzialnosci za nasze psy musimy się nauczyc. Rowniez takiej, że nasze psy nie zatrują swoim jazgotem życia sąsiadom.... tak jest nie tak - i widac z tego wyraznie ze trzeba dziewczynie poradzić jak opanowac/poprawic/załagodzić sytuacje. Szczegolnie, ze naogol w takich sytuacjach obie strony maja troche racji - prawda lezy po środku. Sąsiadka jest przypuszczalnie przewrazliwiona i upierdliwa - a psy nie tak idealne jakby nasza bohaterka chciała. zapomniał wół jak cieleciem był - a czy komukolwiek latwo mówic o swoich wpadkach i porażkach? najwyrazniej - Insomnia ma z tym problem, ale też trzeba pamiętac, że jak sie siedzi w centrum - to trudno o dystans i obiektywizm. NIe jestesmy tu chyba od wychowywania kogokolwiek, ale w psich problemach moim zdaniem warto probowac pomoc. Nawet jezeli nie ze wzgledu na Insomnie, to ze względu na jej psy. Bo chyba nie trudno sobie wyobrazić, że z tych kłopotow mogą byc większe. A ucierpią na tym oczywiście psy i ludzka opina o nich. Szczegolnie, że w moim odczuciu duże psy są naogól bardziej obliczalne od małych, które potrafią być bardzo kłopotliwe... (juz wszyscy chyba na forum wiedzą, ze sama wczoraj przezyłam wpadke z moim małym psem, Kawisia złapała dwoch niczemu niewinnych przechodnow za nogawke - mnie przy tym nie było, ona była uwiązana na smyczy razem z moją drugą dużą suką, ale to JA odpowiadam i to JA powinnam była to przewidziec i temu zapobiec - poki co nie prosze nikogo o rade, bo sądze, że wiem najlepiej w czym tkwił moj bład i jak zaradzić temu, żeby NIGDY nie doszło do powtorki, ale być może dlatego jestem daleka od rzucania pierwsza kamieniem)
  12. :hmmmm: Tak najprościej to ja mysle, że to najbanalniejsza sprawa walki o władzę i jakiegos zachwiania w hierarchii, ale nie czuje sie mądra żeby radzić w tej kwestii. I odzywam sie tylko dlatego, ze przyszła mi do głowy jedna głupia rzecz, a może go coś boli? Tzn to mi tak nasuneło przy tym podawaniu łapy, ale może to głupie bardzo, ale wiem, że pies, którego coś boli może reagowac dziwnie... Jedno jest pewne - jego samego te wyskoki stresuja. I druga głupia rzecz - tamto pierwsze szkolenie - ewidentnie było niewypałem. I tak sobie mysle, że może warto by było znaleźć jakies sensowne miejsce i w polączeniu z zabawą popracować jakoś z nim wspolnie. Wspolna praca zacieśnia więź i pomaga ułożyć relacje. Tyle, że to musi pod okiem kogoś kto w razie czego dobrze doradzi i nie spieprzy - może dogomaniacy pomogą Wam znależc takie miejsce w Waszej okolicy? :oops: chyba powinnam uciec od komputera, bo zaczynam radzić w kwestaich zupełnie mi obcych, a wczoraj sama miałam dużą wpadkę jako przewodnik stada.... Mam nadzieje, że moje 3 grosze są na tyle neutralne, ze niczego nie psuje... I jak już sie wtrąciłam - co to za pies, tzn w jakim wieku, jakiej rasy?
  13. Mokka, no i dobrze. Jedno jest pewne, że psy domowe pety, z którymi miałam doczynienie zagranicą - w 90% były kastratami i o czymś to chyba świadczy.... Pomijając przypadek ekstremalny - dużego psa po ciężkich chyba przejsciach, wzietym ze schroniska, ktory był taki słodki, że jego właściciele kiedy wpadł w furię się go bali - to pozostałe były miłe i lagodne... MOwię o psach, które przychodziły poddać się zabiegom gróomerskim i pomijając jednego yorka, też po przejsciach, w którego wcielił sie potwór (naprawdę, bałam się yoreczka, córka włąścicielki też [inna rzecz, że oon był 2 tygodnie po zmianie domu, a przedtem tych domow zaliczyl ponoć sporo] - przez bodaj dwie godziny był niełapalny - tzn mogłabym go złapać, ale nie wiem czy on by to przeżył, woięc podarowałam sobie rolę poskramniacza lwów!) i kilka przeuroczych westikow, ktore muslaly miec mocno zawiązane buzie - to cała reszta była bardzo w porządku... Ale :hmmmm: chyba zboczyłam trochę z tematu. Ale ten yorek był fascynujący po tym jak uwolnił sie z kagańca..... :evilbat:
  14. :oops: a wiesz, że chyba nie.... :wink:
  15. Patiszon, ja wiem, że są psy i psy - i krótko powiem wczoraj moje małe czarne zwierzątko - Kawisia - umiliła sobie czekanie na mnie pod sklepem łapiąc mijających ją dwóch facetów za nogawki..... DO teraz zbieram szczękę.... BO ona takich zagrań nie miała - mysle, że wiem o co jej poszło, dopilnuje, żeby sytuacja taka nigdy sie nie powtorzyła. Ale ja wiem nie od dziś, że małe czarne ma kiełbie we łbie, a na smyczy jej odbija - luzem jest przyjażnie nastawiona do ludzkości (tzn miała epizod polowan na rolkarzy ale już to odpracowałam i jest spokoj) a ja mam do niej nazwijmy to bardzo ograniczone zaufanie - jak jest luzem mam oczy dookoła głowy. Wczoraj wydawało mi się, ze uwiązałam ją w wystarczająco ustronnym miejscu i jak widać nie byłam dość przewidująca... Mea culpa i zgadzam sie z TOba, że tym panom to wisi - to do mnie nalezy to, żeby moje psy nie stanowily dla nikogo zagrożenia i nawaliłam.... Miałam szczęscie, ze nie zrobiła nikomu krzywdy, nawet spodnie przetrwały jej kretynski atak. A najbardziej mnie dobija w tym wszystkim swiadomosc, ze ja nawaliłam podwojnie - bo gdyby któryś z tych miłych panow był mniej miły i zrewanzował sie Kawisi solidnym kopniakiem - to Fuka mogłaby stanąć w jej obronie... Ale coś w tym jest, że od dziecinstwa mam psy - od prawie 20 lat mam psy o, ktorych moge mowic, ze są moje choć co do mojego olbrzymiego sznaucera, którego wtedy dostałam - chyba odpowiedniejsze byłoby stwierdzenie, że to był pies należacy do mnie, ale był psem mojego ojca.... w każdym razie do wczoraj żaden z moich psow nikogo nie ugryzł.... Czuję się jak kompletna idiotka, usprawiedliwia mnie tylko to, że zycie z penymi i przewidywalnymi airedalami - strasznie mnie rozpaskudziło....
  16. A czy daje Ci to takze komfort podcazs dziennych spacerow, kiedy Fuka biega miedzy ludzmi bez smyczy i kaganca? tak daje - bo jak już parokrotnie wspomniałam - ona jest przyjazna i sama na pomysł stosowania przemocy - by nie wpadła. Powiem tak - u mnie w domu - odkąd pamiętam karcenie dziecka nawet najsłabszym klapsem w obecniości psa nie wchodziło nigdy w grę. Moja siostra i ja byłysmy pierwszym pokoleniem karconym za drzwiami, tak też jest z dziecmi mojej siostry (najstarszy ma lat 18). I żeby nie było nieporozumien - żadna z naszych airedalek - nie rzuciła się nigdy na żadnego z domownikow - ale przy jakimkolwiek zachwianiu ich poczucia porządku - jakim może byc chociażby walka na niby w zabawie z dziećmi - przybiega i z warkotem rozdziela towarzystwo. * No i stąd moja pewność, tej kłapiącej szczęki - bo ona urodzona pacyfistka - po takim zagraniu jest bardzo zdenerwowana i lata jej szczęka. Jak położe na ziemi czy na podłodze moją torbę - ona wcale nie musi przy tym warować, ale gdy ktos inny chce podnieść - podbiega groźnie warcząc i przypomina, że to moje... Dodam, że jestem spokojna, że na moje siad zaprzestanie wszelkich działań i odda sprawe pod moją jurysdykcje. To jest coś co kocham w airedalach. * I tak samo się zachowuje Fuki syn - miał niecały rok kiedy na spacerze w biały dzien jego pani i jej 3letnia coreczka zostały zaczepione przez agresywnie zachowującego sie sztajmesa. Stanął przed nimi i zasłaniając je, stał wyprężony cały i piersią odpychając faceta (duży jest, a głos wydaje z siebie bardzo przerazliwy) bardzo groźnie warcząc, zniechęcony facet odszedl, a Tucik przez resztę spaceru nie odstepował swoich pań na krok. A kiedy niania małej - w zabawie ciągneła dziecko za nogi po podłodze i mała się bardzo darła - przyleciał i warcząc złapał opiekunke za reke. Krzywdy nie zrobił - ale pokazał wyraźnie, że dziecku nie może się dziać krzywda. Kiedy podobną zabawę powtorzył ojciec dziewczynki (mysle, że testował psa) pies przybiegł i warknięciem uspokoił swojego pana, z tą różnica, ze nie złapał go za rękę. Przemoc domowa w domach zasiedlonych przez airedale - nie jest łatwą sprawą :wink: I jeszcze - a mam dużo takich historyjek - nasza pierwsza airedalka na spacerze nocnym z moja ciotką - buszowała po krzakach. Kiedy do ciotki podszedł jakiś facet i poprosił o ogien. Pies dalej buszował. Ale w swietle zapałki - facet zorientował sie, że ma doczynienia z kobietą (ciotka była młoda, szczupła, w dzinsach) - i wtedy burcząc sprosności o samotnej kobiecie - wykonał gwałtowny ruch ręka żeby ciotke nazwijmy to przytulic, ale nie zdązył - bo na tej ręce zawisła Jaga..... Syn Jagi - był na spacerze ze swoim panem, tez wieczorem - kiedy jakis pijaczek postanowił umilic sobie czas i rzucił czy zamhnąl się w psa czy wujka butelką - nie zdążył - leżał na ziemi a pies warcząc siedział na nim. Własciciel odwolal psa, facet się podniosł, ale zaraz potem schylił sie po papierosy, ktore mu upadły... i znowu lezał. Pies uznał, że ten znowu będzie czyms rzucać. Zaden z opisanych przeze mnie psow nigdy nie rzucił się na nikogo bez powodu. Nigdy nie zrobił też nikomu wiekszej krzywdy - mozna to nazwac obroną konieczna, adekwatna do sytuacji. Zawsze fascynowało nas to, że mimo, że nigdy nie szkolone - wiedziały, że należy łapać za reke....
  17. Wojtek - 50% - pobiegł za mną ale nie warczał na odchodne - obiekt był juz dokładnie zbadany przez całe stado. :lol:
  18. To ja może uściślę - Fuka na pewno nie zrobiłaby krzywdy... Ale w sytuacji tego wymagającej - myslę, że mogłaby solidnie przestraszyć, złapać, osaczyć. Tak zachowywały się wszystkie moje airedale a z moich obserwacji wynika, że ona im w niczym nie ustępuje, a moją poprzednią sukę pod tym względem chyba przewyższa. Chodzi mi o to, że nieuzbrojony człowiek - myslę, ze bardzo by sie zastanawiał zanim by sopróbował coś nam zrobić. A gdyby się zdecydował - to sądze, że ona by to wybiła mu z głowy. Ona po prostu lubi spokoj i ma silnie rozwiniete poczucie własności. Byłaby w wielkim stresie - już widze ją jak już po wszystkim siedzi dumnie wyprężona przede mna z kłapiącą szczęką :roll: I przyznam sie, że daje mi to pewien komfort psychiczny podczas moich nocnych włoczęg, szczegolnie, że wiem, że nie niepokojona - sama z siebie nic nikomu nie zrobi. Jak już mowilam - ona ceni sobie spokój.....
  19. na pewno znamy :D my jesteśmy mafia airedalowa :evil_lol: Ale co do Karmela - to ja właśnie raczej bym się po nim nie spodziewała zachowań agresywnych wobec psów. On zawsze bardzo przyjazny był - a jak wiadomo różnie z tym bywa u małych terrierów. Spytaj Nitencji - razem z nim, swoim Alexem i jeszcze jedna lakelandką - była kiedyś na dalekiej wystawie - i z tego co pamiętam - sama zdziwiona była, że dwóch facetów na małej przestrzeni tak dobrze się dogadywało. Ja pamiętam jeszcze wystawę gdzies w Czechach, kiedy po zakończonym sędziowaniu Karmel razem z reszta naszych psów bawił sie luzem biegając po ringach. Psów było wokól sporo - i zapewniam Cie, że nie ryzykowalibyśmy gdybyśmy sie obawiali, że on zacznie startować. Popytam jeszcze Goche wieczorkiem - bo ja w ciagyu ostatniego roku nie miałam znim kontaktu. Ale nie sadzę żeby sie zmienił. Owszem z Pepkiem w mieszkaniu się przestał dogadywać ostatecznie - ale z tego co wiem - to nie to dlatego to on wylądował w psiarni, bo był agresorem, niechęć była obustronna - a Pepek ma nardzo delikatna psychikę i on by po prostu nie przeżył kojca, więc padło na Karmela....
  20. Ale to nie zmienia tego, że wszystko na to wskazuje, że masz problem. Tyle, ze ja zawsze uważałam, że kopanie leżącego jest jakoś mało pomocne w rozwiązywaniu czegokolwiek... A z ludźmi trzeba się jakoś dogadywac, nawet jeżeli są upierdliwi i nie lubią psów - szczegolnie jeżeli sa naszymi sąsiadami - bo zaognianie sytuacji nic nie daje. Podobała mi sie rada Basenijego. No i niezależnie od sąsiadki - z psami musisz sobie ułożyc zycie i poprowadzić siebie i je jak najlepiej. Pomocne sa w moim odczuciu - wszelkie szkolenia i psie sporty - w grupie zawsze latwiej, no i zaciesnia to więż z przewodnikiem, a pies, który ma sie gdzie wyżyć - jest łatwiejszy w prowadzeniu... Spróbuj z pomoca dogomaniaków - znaleźć jakies sensowne miejsce w Twojej okolicy. I mimo wszystko wracaj na topici związane z wychowaniem - niektórzy wiedza więcej i pytac warto zawsze. Bo najgorzej jest się zasuplić w sobie i okopac na swojej pozycji. A w razie czego - chyba możesz zalogować sie jako ktoś nowy i zaczac od początku....
  21. Flaire - jak z ludźmi :roll: Tyle, że wszystkie one były wystawowe...
  22. Wojtek, ja to ostatnio przeżywałam z Diukiem. Na polance była taka straaaaaszna opona :evilbat: 0X A jak ja potem obwąchiwał jak w końcu do niej podszedł.... :roll:
  23. A ja trochę z innej beczki: Po pierwsze, czy aby pies jest na pewno zdrowy? Bo objawem niektorych chorób sa mdłości, a co za tym idzie - niechęć do jedzenia.... Po drugie - teraz pobawię sie troche w ładowanie kija w mrowisko... Znałam też kilkoro zdrowych niejadków - tyle, ze wyglądały jak szkieleciki. Zagłodzić się nie zagłodziły - ale problem był - bo one z rzadka po troszeczku cosik skubały - raz na kilka dni i wyglądały kiepsko. Z suczka w końcu po wielu miesiącach prób - dochodziło juz do karmienia z ręki, wpychania kulek do gardła jak u tucznej gęsi.... - w końcu właściciele odkryli, ze ona uwielbia bardzo jeden rodzaj karmy dla szczeniat i mimo, że szczeniakiem nie jest - raz dziennie wcina swoją miskę i wcale jej się to nie nudzi. A jakakolwiek próba zmiany karmy - konczy sie niejedzeniem... Z psem rozwiązało sie to przez zmiane warunków domowych - on nie jadł jak za duzo się działo - ale po dziś dzień je po trochu - ale dwa razy dziennie. No i znam jedna foksiczkę, która nie jest zachudzona, wygląda w sam raz - tyle, że jest foksiczką miniaturową - Lauda od szczenięctwa jada niecodziennie i po troszeczku, jeżeli się jedzenie powtarza odmawia przyjęcia. Poza tym jest najzupełniej zdrowa i normalna - tyle, że ma w życiu ciekawsze zajęcia niż jedzenie... Jedynym okresem kiedy raczyła jadać troche więcej była ciąża i okres karmienia - potem wróciła do swojej 'diety'. Szczeniaki były zdrowe i wymiarowe, jedzą normalnie. Mają juz ponad rok - ostatnio widziałam jednego z nich i jest typowym, nawet dość sporym foxem.
  24. Ina, wiem... Ogłaszam koniec grzebania i sypania solą na dzisiaj! A co do końca - to on zawsze taki sam - tylko nam ludziom załuja morbitalu. Ina, wracamy do tematu luster!
  25. Sama bym na nie nawarczała :diabloti: Fuka od małego uwielbiała bawić sie z towarzyszem z lustra - nie miała wielu mozliwości bo mam lustra wyzej, ale przy kazdej okazji - celebrowała bardzo tego drugiego, znosiła zabawki, zpraszala do zabawy... Inaczej było z Kawa - ta zawsze była wredna - więc jak zobaczyła drugiego czarnucha - to od razu sie na niego rzuciła z wsciekłym warkiem... Wiesz tak sobie mysle, ze to wszystko przez te zabawy u Elizy. Tam towarzystwo dało sie zaczepiać bardziej skutecznie, a tu taki regres w kontaktach :roll: - naprawde mozna sie sfrustrowac :wink:
×
×
  • Create New...