Dopiero teraz trafiłam na ten wątek. Może będę brutalna, ale jestem za eutanazją. Z tego co przeczytałam Piotruś jest nieprzewidywalny. Zapewne składają się na to jego schorzenia jak i długi pobyt w schronisku.
Rozumiem Wasze emocjonalne zaangażowanie w ratowanie tego psa, ale... trzeba też wyznaczyć pewne granice. Nie ma się co łudzić - tak schorowanego, nawet najpiękniejszego psa raczej nikt nie zaadoptuje. Do tego ta agresja...
Moim zdaniem im wcześniej podejmie się taką decyzję, tym lepiej dla Was. No chyba, że czekacie na jakieś dodatkowe nieszczęście (odpukać), by go znienawidzieć.
Przykro mi to wszystko pisać, ale jestem na tym wątku po raz pierwszy, wszystko przeczytałam i tak na "trzeźwo" takie właśnie myśli przyszły mi do głowy...
Przepraszam, jeśli kogoś uraziłam.
Piotruś, to naprawdopodobniej soft-coated wheaten terrier, czyli terrier pszeniczny. Przemawia za tym wielkość psa, rodzaj włosa (miękki, pofalowany) oraz kolor. W Polsce jest ich bardzo mało i jeżeli Piotruś ma ok. 10 lat, to pochodzi pewnie z czeskiej hodowli (można by sprawdzić czy ma wszczepiony chip).