W tym roku córka jechała z naszą psicą na Crufts, procedura wyglądała tak:
1.chip (paszport już miała)
2. szczepienie na wściekliznę
3.po miesiącu pobranie krwi na badanie poziomu przeciwciał - wysyłałam do laboratorium w Płocku
4.odbierasz wynik badania (przychodzi pocztą) - jeśli poziom przeciwciał jest odpowiedni, to po pół roku od pobrania krwi do badania możecie wyjeżdżać. Jeśłi jest za mały, to szczepicie jeszcze raz i powtarzacie procedurę.
5.do 48 godzin przed wyjazdem robicie badanie kliniczne z wpisem do paszportu,odrobaczacie odpowiednim środkiem i zakrapiacie antykleszczowo też odpowiednim środkiem (np. Frontline) - wszystko musi być wpisane w paszport, z datą i godziną.
6.paszport legalizujecie u Powiatowego Weta
i możecie jechać.
Każdy brak wpisu, daty czy godziny nawet w jednej rubryce skutkuje nie wpuszczeniem na przeprawę.
Jeśli chodzi o podróż, to chyba najbezpieczniejsza dla psa jest samochodem. Jest też firma kurierska, która zabiera psa i właściciela, ale ceny mają straszne (przynajmniej dla mnie), bo w jedną stronę coś ok. 2500zł. Nie wiem, jak z autobusami, busami...