Jump to content
Dogomania

iza_szumielewicz

Members
  • Posts

    998
  • Joined

  • Last visited

Everything posted by iza_szumielewicz

  1. Lidan, masz rację. W tym wątku pojaiwła się historia pieska, któremu operacja nie pomogła. Jak wyjaśnił mi dr Niziołek są dwa sposoby operacji: 1. klasyczna - wycięcie fragmentu chorej tchawicy i wstawienie tam tulejki (po prostu strzykawki - dosłownie) - to rodzaj operacji, której nie wytrzymał ww. piesek 2. stent - to forma "rozpieraka", który wstawia się w znieczuleniu bez rozcinania powłok skórnych do tchawicy; po tym zabiegu przez 2 dni trzyma się psa pod narkozą, żeby stentu nie wykasłał. W Polsce tej operacji nie przeprowadził jeszcze NIKT! Niziołek jedize na początku przyszłego roku uczyć się tego zabiegu. Uwaga! Koszt tej operacji to...... ponad 5000 złotych. Uwaga bis! Nikt nigdy w Polsce nie przeprowadził operacji tchawicy w odcinku piersiowym! A Mały ma zapaść i w odcinku szyjnym (w tej chwili tchawica w tym miejscu jest wygięta w literę W oraz w piersiowym - ten odcinek jest "tylko" zwężony). Chyba rozumiecie teraz, dlaczego mam wątpliwości. A teraz o Małym. Całe popoludnie był aktywny, jadł,bawił sie i b. malo kasłał. To samo wiecozrem. Tylko w pewnym momencie od tej aktywności posinial mu jęzorek. Teraz leży "po głupim jasiu' pod tlenem. Wcześniej podałam mu kroplówkę podskórną i przeraziłam się, bo zrobił się balon. zadzwoniłam szybko do kliniki, ale uspokoili mnie, że tak ma być. Kurczę, ja nie jestem wetem. Naprawdę zacyznam się bać, ze popierniczą mi się te zastrzyki, kroplówki, igłuy, itd. i zrobię coś złego Małemu. Strasznie jestem zdenerwowana tymi zabiegami, ale przynoszą efekt. Napisałam Niziołkowi smsa, jak jest. JESTEM DUMNA Z TEGO LEKARZA. NAWET JEŚLI PODAROWAŁ MI TYLKO KILKA DNI WIĘCEJ! (opiekunka mojego dizecka zdołowała mnie mówiąc, że niektórym polepsza się przed śmiercią). Może i tak, ale ja płaczę ze szczęścia, ze jest siódmy grudnia, a w nocy z 5 na 6 grudnai pożegnałam się z Małym będąc stuprocentowo rpzekonana, że nie dożyje ranka. Czyż to nie jest CUD??????? ma ruda - wiesz, co?juz dawno nie usłyszałam od nikogo tak miłych słów pod swoim adresem. dziękuję! Walczę, bo taka jestem z natury - kiedy wszyscy inni się poddają, ja idę dalej - nawet jeśli mam przejśc przez pole minowe. Myślę, ze to pozostałości po idealizmie z młodosci. Wiara, wiara i jeszcze raz wiara. No i moja intuicja. Ale 5 grudnia w nocy ta intuicja mnie zawiodła. Naprawdę, myslałam, ze to już koniec. Asher, ty mnie znasz. Wiesz, jaka jestem i jak kocham Małego. Wiesz też dobrze, że jak nadejdzie czas, pozwolę Małemu odejść. To - jak słusznie nazwałaś w rozmowie tel. ze mną - "zabawianie się w Boga" jest straszne. Nie chciałabym wypełniać tej roli, ale pewnie będę musiała. No chyba że mały odejdzie we śnie... Sama chciałabym tak odejść.
  2. Bałam się wrócić z pracy do domu. Bałam się, co zastanę. Mały przywitał mnie w drzwiach (dobry sygnał) bardzo ostrym kaszlem (zły sygnał). Jako ze wszystkie firmy taksówkarskie mogły przyjechać w ciagu godizny!!!, musiałam z psem iśc do klinmiki (ok. 1 km) na piechotę. Wlókł się. kasłał. W klinice kroplówka, antybiotyk i zastrzyk p-zakrzepowy i..... nagle wyprysnał z kliniki, naszczekał na przypadkoweog rpzechodnia. W domu obciągnał dwie michy, 15 minut bawił się zabawkami, wypił praiwe całą miskę wody i pogryzł gryzaka. Naszczekał też na windę!!!!!!:lol::lol: Mysłałam, ze śnię. zadzwoniłam do Niziołka i podziękowałam mu choć za te parę chwil - takich chwil, jakie będę na zawsze pamiętać. Nawet nie śmiem marzyć, żeby tak zostało. Bardzo was proszę, trzymajcie kciuki., Ja jeszcze się nie cieszę. Nie cieszę się, bo boję się (panicznie!!!!) zapeszyć.
  3. Sorka, że wczoraj już nic nie pisałam, ale wróciłam od Niziołka o 21.30. Najważniejsza informacja jest taka, że MAŁY MA SZANSĘ! Stan ciężki, ale nie beznadziejny. Tchawica w tragicznym stanie, zakrzepy w naczyniach płucnych, ale już bez obrzęku. Kaszel bez zmian - straszliwy - suchy ze świszczącym wydechem..... Ma smutne oczy. Widać, że cierpi. Noc była spokojna - po głupim jasiu, naturalnie. Rano na spacerze Mały szedł dość dobrze, pogonił nawet ze 3 metry za gołębiem:cool3:. Bardzo się ucieszyłam. Oczywiście, strasznie się potem rozkasłał. Przygotowałam mu 3 pyszne michy. Obwąchał wszystkie, zjadł trochę z jednej, a potem żebrał przy stole (dostał kiełbaski, a jakże). Niestety, nawet gdybym zdecydowała się na operację tchawicy (ale pewnie bym się nie zdecydowała), to doktor Wypart, który się w tym specjalizuje od października jest na rocznym stypendium w USA. Niziołek mówi, że we Wrocławiu jest jeszcze jeden lekarz, który to robi. Przez 2 dni mam małemu robić podskórne kroplówki z soli fizjologicznej (przy kaszlu traci dużo płynów i minerałów), zastrzyki p-zakrzepowe (też 2 dni), antybiotyk do końca (w sensie jeszcze 6 dni), co trzeci dzień zastrzyk ze sterydu oraz na noc głupie jasie. No i oczywiście na maksa tlen. Niziołek mówi, że gdyby to nie pomogło, ma jeszcze 2 pomysły. Boże, jak ja bym chciała, żeby ta kuracja pomogła. Niziołek mówi, ze obrazy z bronchoskopii, rtg itd Małego są przedmiotem jego wykładów dla studentów. Mój Mały jest sławny:razz::razz: Kocham go tak bardzo! Bardzo Wam dziękuję za słowa otuchy (Niziołek spytał, czy dogomaniacy mnie wspierają:lol:), zwłaszcza w kwestii procesu usypiania. To jest dla mnie przerażająca perspektywa, której NA PEWNO muszę stawić czoło. :-(
  4. Rok temu na nowotrów śledziony zmarl pies mojej koleżanki w prayc, której to ja psa podrzuciłam (znajda, oczywiście). Walczyła bardzo dzielnie. płakała i walczyła. W końcu go uspiła. Zmarł w swoim domu. Spoczywa na Koniku pod Warszawą. Koleżanka ma już koeljnego znajdę - na szczęście zdrowy (znów znajda ode mnie). na nowotrowy umarły (a właściwie zostały uśpione) dwa moje poprzendie psy, z tym że to moi rodizce je usypiali. To oni bezpośrednio mieryzli się z tym dramatem. Mały jest moim pierwszym w pełni własnym psem. Sttrasznie się boję konfrontacji z jego śmiercią. To tak, jakby wydrzec komuś kawałek idealizmu, wiary w szczęście.... Ja tez się boję poiczucia winy. Widzisz ma ruda, gdybym miała podejmowac decyzję o uśpieniu Małego dziś o 5 rano, podjęłabym ją bez wahania. Dwie godizny później jadł z michy i sikał na spacerze. Teraz znów się pokłada na podłodzem, biedak. on nie jest sobą. To taki z natury aktywny pies. Widac, ze się męczy w tej nowej dla niego sytuacji. cchiałby kogoś chwycic za spodnie, naszczekać, narobić rabanu, porozrabiać, a nie moze. Jęzor przekrwiony (od wzmożonego wysiłku przy oddcyhaniu), kaszle okropnie - jakby kaszel wydobywał sie z wnęrnzosci....
  5. Ma ruda, ty śledzisz caly wątek? jestem w szoku!:crazyeye: Tak, Mamę mam wyjątkową. Cała nasza rodizna niezmiernie kocha zwierzęta. Pamiętam, że jak bylam 3 letnim brzdącem, Tata uczyl mnie o czarnych żuczkach w lesie. Do dzis kojarzą mi się z nim. Ale wracając do wątku, mam straszne wahnięcia nastrojów. Teraz jest w miarę ok, ale co będzie w nocy?
  6. Popołudnie znośne - straszny kaszel i osłabienie, ale chęć do życia - zjadł 2 michy, próbował sie bawic zabawkami (jedną kupiłam mu dzis na Mikołaja) i machał ogonkiem do suni.:cool3: O 20 mam wizytę u Niziolka. Chyba ona rozstrzygnie, co dalej. wiecie, Maly mial 15 grudnia jechac "do sanatorium" do moich Rodizców do Olsztyna. oznaczałoby to, ze na 48 m.kw. musza sie zmieścić: moja Mama, mój Tata, moja Babcia, moje dizecko, mój pies i 2 koty. jedyną osoba pracująca i dbającą o to wszystko jest.... moja Mama. Powiedizałam jej, w jakim stanie jest mały. Wiecie, co odpowiedizała? "Wierzę, ze przeżyje. Dam radę". Cudowna Mama, prawda?
  7. Załatwiłam kremację zwłok. Facet przyjedzie. Usługa - 150 zł, urna - 290 złotych. Jak ja się tego wszystkiego boję...:-(:-(:-( Ale muszę być dzielna. Muszę być z Małym do końca. Na pewno się jeszcze spotkamy.
  8. Chyba jakiś cud. mały zwlókł się z łóżka i rzucił się do miski!!!!:crazyeye: Zjadł całą, a potem sam zszedł (i później wszedł) po schodach klatki schodowej. Na spacerze nawet w miarę szedł. Podnosił nogę do siusiu (trochę się chwiał, ale nic dziwnego - spał może ze 2 godizny). Proszę Boga, żeby podjął decyzję - czy mi go zostawić czy odebrać. Ja takiej huśtawki nie zniosę. Mały jest taki kochany! Wiecie, ze jak ak szedł ze mną na spacerze, to uznałam, ze to lepsza wygrana niż szóstka w totolotku. Naprawdę byłam przekonana, że już nigdy nie pójdize ze mną na spacer, że już nigdy nie podbniesie nóżki do siusiu.:-(:-(
  9. Spałam półtorej godizny. Myślałam, że to już koniec. Pożegnałam się z Małym i nawet trochę uspokoiłam, że odchodzi. Powiedizałam mu tysiac razy, ze go kocham i będę z nim do końca. Dyszał straszliwie, oczy wywalone na wierzch. Tlen nic nie dawał (leżałam z nim pod tlenem do 3.50 nad ranem). W końcu zasnął, a właściwie drzemie. Nie zareagował, kiedy wychodizlam z łózka i z pokoju. Kochani, może to trochę dziwna prośba, ale czy ktoś z was jest mi w stanie pomóc załatwić kremację zwłok w warszawie. Nie chcę chować Małego w zimnej ziemi. Nawet nie mam gdzie. Mieszkam na osiedlu. Wokół same bloki. Chcę mieć go zawsze przy sobie. Ktoś ma jakiś pomysł? Beatko, a jak Twoja Sabra?
  10. Niziołek cieszy się, ze to nie zapalenie płuc. Ale on tak tylko pociesza. jutro będę u niego na wizycie (dziś tylko konsultacja telefoniczna, bo był nieosiagalny). Mały lezy, jakby był po "głupim jasiu". Nie chce wyjśc na spacer, nie reaguje na winde na korytarzu (zwykle szalał przy drzwiach). Jak bardzo brakuje mi tego szczeku, tego harmidru, teog psa....:-(:-(
  11. Jestem po rtg. Początek obrzęku płuc. Bez zapalenia płuc. Szybko furosemid, steryd dozylny i antybiotyk. Mały dziś jest w strasznym stanie, ale Niziołek nie traci nadziei. ja wyję non stop. W pracy nie mogłam się w ogóle skoncentrować. tez wyłam. Boję się, ze mnie w końcu wyleją; uchodzę za "psiego świra". Jak przyszłam z pracy, jedzenie nierusozne. Na szczęście po tych wszystkich wizytach lekarskich (SGGW, Klinika Pod Lipą) mały zjadł. W zwioazku z tym nie trzeba dac kroplówki z glukozą. Dobrze, ze chociaż zjadł, kochany mój Malutki:-(:-(:-( Słuchajcie, ja go chyba tracę....... Tak bardzo mi smutno.
  12. Do poniedizałku Mały dostawał Flavamed (wykrztuśny), ale skoro nic nie ma w płucach, Niziołek kazał odstawić, zeby nie prowokowac kaszlu. Gardło nie jest czerwone, tylko mnóstwo tam zagęśżczonej śliny (to od tchawicy). Właśnie się obudził, ale jest niemrawy. Późnym wieczorem mierzyłam mu gorączkę (38), czyli ok. Nie jest wyklucozne, ze Mały ma zapalenie płuc. RTG jutro to wykaże. W razie czego dostaje antybiotyk, wiec nie powinno (jeśli jest zapalenie płuc) być gorzej. Ale, cholera, nie jest też lepiej. Dlaczego on tak kaszle?
  13. Visenna, ja bym na Twoim miejscu nie panikowała. Małe zwężenie i sporadyczny kaszel to nie kataklizm. Pamiętaj, że jedynym skutecznym, aczkolwiek niebezpiecznym sposobem walki ze zwężeniem tchaicy jest operacja. Ale ją robi się już tylko w skrajnych przypadkach, kiedy pies się dusi i sinieje. We wczesnych fazach podaje się tylko wziewne sterydy. operacja jetys ok, jeśli się uda. Niestety, rzadko kto to w Polsce robi i ponad 80% procent operacji nie kończy się sukcesem. Nie wiem, co się dzieje, ale pod wieczór Mały znów kaszle jak szalony. Chyba zwariuję:shake: Kurczę, a juz taka miałam po południu nadzieję.... Ale ok.17.00 na spacerze Mały znów powłóczył nogami. Potem atak kaszlu. Straszny!!!! Niestety, mam wrażenie, że po częsci ten kaszel jest wynikiem nerwów. On jest bardzo wrażliwy. Myślę, ze sam się nakręca w tej chorobie.
  14. JEST LEPIEJ! Kaszle odrobinę mniej, temperatura 38,1 (normalna), szmery w płucach o oskrzelach nieznaczne (co nie wyklucza zapalenia płuc - rtg we wczwartek). Szczeka znacznei wiecej (normalnie to szczeka non stop), bawi się zabawkami (nie bawił się już w ogóle). Ale - na spacerach idzie powoli, sporo kaszle, dalej unika psów.
  15. Rano, kiedy wychodizłam do pracy była lekka poprawa. leciutka. troszkę mniej kasłał. zaraz jadę do domu, apotem na zastrzyk z antybiotykiem. Napiszę wieczorem.
  16. Visenna, zdjęcie rtg nie jest ŻADNĄm podstawa do diagnozy zapaści tchawicy (z tego wzgledu, ze nie upilnujesz, czy jest robione na wdechu czy na wydechu). JEDYNYM MIARODAJNYM badaniem jest bronchoskopia, ale to abdanie inwazyjne - pod pełną narkozą. Tylko ono pokaże, czy pies ma zwężoną tchawicę i do jakeigo stopnia. Akurat tak się skłasda, zę to rpzyopadłośc charakterystyczna dla yorków właśnie, co nie znaczy, zę Twój pies na to cierpi. pamiętaj tez, ze kaszel może mieć charakter odsercowy. czy twj piesek na pewno ma zdrowe serduszko (bylo ekg albo echo serca?)
  17. Wróciłam. Na szczęście, NIE MA zagrożenia życia. Do klopotów Małego przyplątała się infekcja 39 gorączki). Płuca i oskrzela czysrte. cały świszczący kaszl idzie z tchawicy. Antybiotyk w zastrzykach i inne zastrzyki (nawet nie będę tu wymieniać). W każdym razie od jutra przez 7 dni dwa razy dziennie u weta na zastrzyku. Niziołek mówi, ze powinien z tego wyjść. Kocham teog Niziołka:loveu:.
  18. Mamy dziś wizytę o 16.30 w Natolińskiej Klinice Weterynaryjnej. Niziołek ma przynieść "magic zastrzyki" na rozkurczenie oskrzeli. Mały kaszle dramatycznie!:shake::shake::-(:-( Mam dziś absolutmnie wisielczy humor. Na niczym nie mogę się skupić. Tak bardzo chcę Małemu pomóc. Mam wolne, więc perfekcyjnie przestrzegam godizn lekarstw, wentylacji, itd. Wszystko na nic! Mały STRASZNIE KASZLE!!!!!
  19. Wczoraj był megakryzys (mam nadzieję, że to było już samo dno). Pies rano szedł osowiały, nawet nie podnosił nogi, tylko siusiał w trakcie spaceru, a właściwie powłóczenia nogami. Non stop kasłał. Dziś troszkę lepiej. Po wiecozrnym "głupim jasiu" przespał całą noc. Rano znów mocny kaszel, ale na spacerze podnosił juz nogę. Jednak mocno unika psów (nie ma siły na konfrontację), jest wystraszony tym, że kaszle (wczoraj aż mu oczy wychodziły na wierzch:-() i wciąż jest osowiały. Biedak! Wczoraj cały dzien wyłam, ale dziś na nowo mam siłę walczyć. Kurczę, żeby jeszcze trochę pożył. Widać, ze Mały chce żyć - je i chce się bawić, choć nie ma specjalnie siły. Trzymajcie kciuki. Jutro idę do Niziołka.
  20. Asher, właśnie rozmawiałam o Sabince z koleżanką z pracy, która mieszka na naszym osiedlu. Ty też, Sabciu, jeszcze powalcz. Trzymam kciuki. Dziękuję Wam wszystkim za słowa otuchy. Już umówiłam się w Klinice Pod Lipą na dzisiejszy zastrzyk. Na sobotę i niedzielę dostanę zastrzyki do domu. Sama je podam:crazyeye:. Niestety, nie ma możliwości wywiezienia Małego do Olsztyna przed 15 grudnia.:shake: Ale zawiozę Mamie również ten koncentrator tlenu oraz "magiczne zastrzyki" od dr Niziołka. Plus dwie torby sterydów w tabletkach, wziewnych, wziewnych do rozszerzania oskrzeli, wykrztuśnych, itd):cool1::cool1: Obłęd!
  21. Niestety, tlen tym razem w ogóle nie pomaga. koktajl sterydowy i leki rozkurczowe też.:-( mały zanosi się kaszlem. Kaszle non stop - w ciągu dnia i w nocy. Jest już tym tak zmęczony, że podczas sikania chwieje się na nogach. Niziołek zlecił podawanie wieczornych zastrzyków z "głupim jasiem" (buterfanolem), żeby Mały chociaż noc przespał. Jest źle. Bardzo źle, ale wierzę, że i tym razem się uda.
  22. Znów jest gorzej. I to dużo gorzej. Jest prawie jak w lutym. Wczoraj dr Niziołek zaaplikował Małemu "głupiego jasia", żeby przespał noc bez kaszlu. Na nowo doustne sterydy, itd. Mimo wszystko ufam, ze mały z tego wyjdzie i tym razem. Tylko, coś kurczę w tym roku wcześnie się zaczęło. Dwa poprzednie lata pogorszenie stanu przyszło w grudniu, a teraz już w listopadzie....
  23. Śledze od samego początku wątek Lakusia i bardzo się cieszę, ze ma się dobrze. A co do apetytu i zimy, to cos w tym jest. Sama mam Lakusiopodobnego znajdę, który chwilowo wygląda jak ludzik Michelina:lol:
  24. Aha! Oceniajac wygląd Małego (tu rozpiera mnie pycha, naturalnie:cool3:) pamietajcie, ze Mały cierpi na: 1. zapaść tchawicy 2. przewlekłe zapalenie górnych dróg oddechowych (od tchawicy) 3. kręgozmyk w lędźwiach 4. artretyzm przednich łap 5. powiększoną wątrobę (od sterydów) 6.nawracające zapalenie pęcherza z powodu krysztalków w moczu 7. chroniczne zapalenie spojówek (kilka lat temu dr Garncarz przepychał mu kanaliki łzowe, ale to niewiele dało) 8. nadwagę (to, oczywiście, moja wina:evil_lol:) Moim - nieskromnym oczywiście - zdaniem, jak na taką listę chorób Mały ma się wcale dobrze, jhe, he... (chwilowo, niestety. Tylko chwilowo; wiem, że w każdej chwili jego żywot moze się skończyć:shake:).
  25. Bardzo bardzo dziękuję, asiuniap, za wstawienie fot i miłe slowo. Zobaczcie, jaki różowiutki język ma mały. jestem z tego języka dumna. To dzięki tlenowi, który cały czas mu podaję (od września). Terapię zakończe w grudniu. Wywiozę Małego wtedy do Olsztyna na miesiac. Tam, u moich rodizców, przeczeka najgorszą częśc zimy. W Olsztynie Mały zawsze odżywa, a ja panicznei boję się zimy, pamiętając, co bylo dwa lata temu, a zwłaszcza rok temu, tzn. zeszłej zimy. W lutym br. Mały realnie otarł się o smierć. Naprawdę, nie wierzyłam, ze z tego wyjdize. Wtedy język miał siny jak śliwka. teraz jest różowiutki... Jak dobrze....
×
×
  • Create New...