-
Posts
13134 -
Joined
-
Last visited
Content Type
Profiles
Forums
Events
Everything posted by Flaire
-
!Airedale i inne (prosimy zakladac oddzielne tematy!)!
Flaire replied to a topic in Airedale terrier
Dziękuję Wam wszystkim bardzo za wsparcie. Przyznaję, że chociaż zawsze mówiłam, że to loteria, to jednak miałam nadzieję (jak każdy hazardzista), że się uda i teraz jestem dosyć załamana. Na domiar złego, za godzinę mam gościa na kolację. Robię suflet - na pewno upadnie. :( -
Łomatko, Nitencja. Spoko, komentarze też czytam. :roll: I nawet ze specami rozmawiam, a przynajmniej staram się, bo spec specowi nie równy, a teriery to dla mnie ciekawy temat. Ale [b]obowiązujące [/b]wzorce studiuję przede wszystkim. I do tego się odnosiłam, gdy [b]ZAŻARTOWAŁAM[/b], że 43 cm u welsha to juz blisko teriera irlandzkiego. :roll: , który według obowiązującego (wydawałoby się) wzorca ma mieć wzrostu "Approximately 18 inches (45.5cm) ", czyli, "[b]w przybliżeniu [/b]18 cali (45,5 cm)". Dla mnie, temat zamknięty. :roll:
-
!Airedale i inne (prosimy zakladac oddzielne tematy!)!
Flaire replied to a topic in Airedale terrier
[quote name='Mokka']Buuuu, szkoda :( A jakie są szanse, że następne badanie coś wykaże?[/quote]0,1% ? :cry: :bigcry: :cry: -
!Airedale i inne (prosimy zakladac oddzielne tematy!)!
Flaire replied to a topic in Airedale terrier
Po dzisiejszym badaniu USG wygląda na to, że Misia nie jest w ciąży. :cry: Dla absolutnej pewności powtórzymy badanie za tydzień. -
[quote name='Nitencja']a ja znalazlam tu : [url]http://www.the-kennel-club.org.uk/[/url][/quote]To jest wzorzec brytyjskiego The Kennel Club, który ma prawo różnić się od wzorca FCI, bo The Kennel Club nie jest członkiem FCI. :wink: I w tym przypadku się różni. :D [quote name='Nitencja']i tu : [url]http://www.irishterriers.com/welcome.htm[/url][/quote] A to z kolei jest link do strony, która prowadzi do rozmaitych wzorców, w tym wzorca FCI, z którego cytuję: [quote]SIZE: (Height & Weight) Height at the withers Approximately 18 inches (45.5cm) Weight Dogs 27lbs (12.25kg) Bitches 25lbs (11.4kg) [/quote] Mam szczerą nadzieję (choć pewności oczywiście nie :-? ), że w Polsce obowiązuje wzorzec FCI. :roll:
-
Kto chętny na wspólne treningi obedience w Warszawie?
Flaire replied to Flaire's topic in Kluby i treningi
Spotykamy się w niedzielę, o 8.30 przy przystanku na rogu ul. Międzynarodowej i Al. Waszyngtona! :D Zobaczymy, czy mój "stolarz" się wyrobi z pocięciem tych patyczków... [/list] -
[quote name='Azir']Nie wiem, ja tam nie będę mojego niczego odzwyczajać. Po prostu wydam komendę, a pies poleci po patyk :D [/quote]Ja też tak myślę. Dlaczego? Bo wątpię, że mój (czy Twój) pies uczy się biegnąć po patyczek ścieżce mojego śladu. Ale jeśli nie biegnie po ścieżce śladu, to kładzenie patyczka we wcześniejszych klasach przeze mnie nie jest żadnym "ułatwieniem" tylko niepotrzebną różnicą i na to narzekałam. Natomiast jeśli pies rzeczywiście po tej ścieżce biegnie, to jak pisała dorotak, może się skończyć rozczarowaniem - i tego biegnięcia po ścieżce musiałabyś psa oduczyć. [quote name='Azir']No a dajmy na to klasę 2 i 3 - Aportowanie Tam też wysylasz psa po aport, który ktoś inny położył, mimo że wcześniej uczylaś go aby pobiegł gdy Ty mu rzucisz. [/quote]W aportowaniu pies nigdy nie miał okazji nauczyć się iść po aport po ścieżce śladu. W ćwiczeniu kierunkowego aportowania (bo chyba o to ći chodzi), tak jak w normalnym aportowaniu, węch nie powinien odgrywać roli - natomiast w wybieraniu patyczków, węch jest kluczowy. [quote name='Azir']Nie denerwuje Cię to?[/quote]Musiałabym się zastanowić, ale na pierwszy rzut oka, nie widzę w tej sekwencji sprzeciwieństw, czyli czegoś, czego potencjalnie na wyższym poziomie musiałabym oduczać, tak jak widzę to w innych sekwencjach.
-
[quote name='Azir']Niższe klasy przygotowują psa do tej najwyższej klasy, międzynarodowej. Kiedy przewodnik kładzie patyk sam, jest to dla psa duże ułatwienie, ponieważ idzie on po ten aport po ścieżce zapachowej przewodnika. :[/quote]Czyli w niższej klasie uczymy psa czegoś, od czego później musimy go odzwyczaić. :roll: I to jest "przygotowanie" do najwyższej klasy? :roll: Sorry.
-
[quote name='Azir']Ćwiczę, bo moje psy lubią pracować, a zawody traktuję jako trening w nieco zmienionych warunkach. [/quote]No, Azir, to nie do końca tak, bo ćwiczysz właśnie to, co jest zawarte w konkurencjach obedience, a Twoje psy pewnie tak samo, a może jeszcze bardziej, lubłyby ćwiczyć coś innego. :wink: [quote name='Azir']Każdy kto podchodzi do obedience z nadmiernymi ambicjami może się rozczarować lub zniechęcić psa do radosnej pracy.[/quote]Tu na pewno nie chodzi o ambicje - ja za długo w szkoleniu psów siedzę, żeby mieć jakiekolwiek ambicje :wink: (każdy, kto szkoli, prędzej czy później natyka się na psa, który pozbawia go wszelkich ambicji :wink: ). Oczywiście jeślibym je miała, to na pewno nie próbowałabym startu z Misią :roll: . Dla mnie "zawody" (ja wolę "próby") mają służyć tylko weryfikacji tego, nad czym pracuję - taka zewnętrzna ocena zawsze była dla mnie bardzo pomocna. Ale żeby tak było, to kryteria muszą być dla mnie zrozumiałe i przede wszystkim, jak najbardziej STAŁE i OBIEKTYWNE. Jeśli każdy sędzia sobie, to trudno będzie z tego wyciągnąć jakieś znaczące wnioski. Dlatego tak długo zajęła mi decyzja, czy w ogóle tu w zawodach startować. Ale wracając do patyczków... Zauważyłam, że jedną różnicą w regulaminach 0, 1, 2 a regulaminem między narodowym jest to, że w tych niższych zawodnik sam kładzie swój patyczek we wskazanym miejscu, a potem komisarz dodaje dodatkowe patyczki. Natomiast w regulaminie międzynarodowym, komisarz układa WSZYSTKIE patyczki, łącznie z patyczkiem zawodnika, tyle że oczywiście patyczka zawodnika nie wolno mu dotknąć. Być może różnica pomiędzy tym, czy ja kładę mój własny przedmiot, czy tez robi to, niedotykając go, kto inny, jest dla psa nieistotna, ale tego nie wiem, bo nie jestem psem i nie mam takiego nosa. (Biorąc pod uwagę, co było napisane na temat wybierania przez psa patyczka "gorącego", taka różnica dla psa może istnieć). Ale absolutnie nie widzę powodu, dla którego ta część ćwiczenia ma się różnić pomiędzy regulaminami polskimi, a tym międzynarodowym. :roll: Piszę o tym dlatego, że jeśli kiedyś polskie regulaminy będą redagowane, to ja bym była za ujednoliceniem tego ćwiczenia.
-
[quote name='Azir']A co podbiegnięcia "co najmniej kłusem" to wszystko zależy od kryteriów sędziego oraz od rasy którą ocenia.[/quote]Właśnie, i to mnie wkurza. Po pierwsze, nie wierzę, żeby ci sędziowie naprawdę znali się na kilkuset rasach tak dobrze, żeby potrafili trafnie oczekiwać takiego czy innego "odpowiedniego dla rasy" zachowania. :roll: A po drugie, rasa rasą, ale różnice pomiędzy indywidualnymi osobnikami danej rasy sa ogromne. Ocenianie na podstawie tego, co jest "odpowiednie dla rasy" daje mi do zrozumienia, że z psa takiego, jak mój powinnam odstawić na półkę i w ogóle z nią nie trenować, bo oceniana w świetle tego, co typowe dla rasy nigdy dobrze nie wypadnie. Może właśnie o to chodzi :niewiem: - mam nadzieję, że nie. Dlatego ja wolę kryteria możliwie jak najbardziej obiektywne, które każdy może łatwo zweryfikować. "Bieg co najmniej kłusem" rozumiem - gdy pies biegnie kłusem lub galopem, to dostaje pełną punktację, a gdy zwalnie do chodu - lecą punkty. Jeśli dla obedience FCI kłus to za wolno, to łatwo można napisać "bieg musi być galopem" - to też bym przynajmniej rozumiała. Natomiast "szybko" czy nawet "stosownie do rasy" - sorry. :roll:
-
[quote name='Azir']Spytałam, bo sądziłam, że niezabawowe :wink: podejście do aportowania nie dopuszcza takich metod :) . Ale mnie uspokoiłaś :D [/quote]O, jak najbardziej dopuszcza!!! Więcej - wymaga! Uciekanie od psa, który biegnie do Ciebie z aportem jest kluczowym elementem stosowanej przeze mnie metody!!! Tyle że dotąd robiłam to cofając się, a to znaczyło, że nie mogłam tego robić dostatecznie szybko, żeby zmusić dużego psa do galopu. Malutki pies uczony ta metodą naturalnie by galopował, natomiast żeby uzyskać galopowanie od dużego psa, musiałbym zmodyfikować metodę tak, żeby posuwać się w kierunku od psa szybciej... Poprzez metodę nieopartą na zabawie rozumiem tylko tyle, że nie wykorzystuję w celu nauki aportowania zabawy w przynoszenie - nie opieram się na tym, że pies naturalnie goni czy przynosi. W przypadku Misi - nie mogłabym się na tym opierać nawet gdybym chciała, bo Misia naturalnie nie goni i nie przynosi. :wink: Ale teraz jestem zdecydowana, że nawet naturalnego aportera będę uczyć tak, jak uczyłam dotąd, a nie poprzez zabawę. Tyle że z psem, który kocha zabawę w gonienie mam jeszcze jedno narzędzie, żeby przyspieszyć powrót gdy uczę moją metodą - właśnie rzut piłeczką po przyniesieniu aportu. To bardzo dobrze działa na psy kochające gonienie, tylko trzeba troszkę uważać, żeby nie doprowadzić do plucia aportem.
-
[quote name='Azir']Flaire, jestem bardzo ciekawa, w jaki sposób uczysz psa szybkiego podbiegania z aportem.[/quote]Po prostu w czasie powrotu uciekam od niej - zwiewam. W regulaminie, do którego przygotowywałam, wymgany jest powrót "co najmniej kłusem". I Misia właśnie wraca zawsze szybkim kłusem - bo gdy ją uczyłam, jeszcze zanim było w Polsce obedience, nie miałam potrzeby, żeby biegła szybciej. Natomiast nie ma powodu, dla którego z tej samej metody, którą uczę, nie można "wyciągnąć" przybiegania galopem. Z Misią to będzie już trudne (chociaż, Dorota świadkiem, trochę próbuję :roll: ), bo po pierwsze, ona nie jest z natury szybkim psem (sama z siebie prawie nigdy nie galopuje), a po drugie, już od ponad trzech lat aportuje tak samo - czyli wraca szybkim kłusem. Natomiast z nowym psem, z tylko drobną zmianą w metodzie (a z malutkim psem - nawet bez zmiany) powinno być prosto uzyskać powrót galopem.
-
[quote name='Nitencja'][b]Wymiary irlandczyka : pies 48 cms suka 46 cm[/b][/quote] :o :o :o :o WOW! A to skąd??? Bo we wzorcu FCI jak byk stoi 45,5 cm (18 cali w oryginale irlandzkim). Więc jak Derylek w wieku 8 miechów ma 43 cm, to tak sobie myślę, że może akurat rozmiarem irlandczyka będzie przypominał. :D Natomiast Misia ma prawie 59 cm w kłębie i na wystawie w Krakowie wąchała się z irlandczykiem, który był co najmniej jej wzrostu. Nie wiem tylko, czy był wystawiany, czy tylko z wizytą. :wink:
-
Jeszcze kilka obiecanych moich uwag na temat samego aportowania... :D Ja pochodzę ze środowika, w którym NIKT nie uczy aportowania poprzez zabawę w przynoszenie. Szkoliłam w Stanach psy od wielu lat, pracowałam z wieloma szkoleniowcami i nigdy o tej metodzie w ogóle nawet nie słyszałam. Pierwszy raz spotkałam się z nią gdy przyjechałam do Polski i zapisałam Misię na związkowe szkolenie PT. Jak już pisałam, Misia nie jest naturalnym aporterem. W swojej grupie PT, celowała we wszystkim z jednym, malutkim wyjątkiem: nie aportowała. Wcale. W ogóle. żero. Inne psy już wybierały własne aporty (bo u nas naukę tego zaczynało się już na kursie PT), egzamin tuż-tuż, nawet Leon znalazł swoją ukochaną piłeczkę, a Misia - nic. Nawet za aportem nie patrzyła. Do egzaminu zostały tylko trzy tygodnie gdy po raz kolejny spytałam naszej Pani, czy mogę spróbować Misię nauczyć innym sposobem. Pozwoliła, bo, jak powiedziała, zabrakło jej już innych pomysłow. Wróciłam więc do metody, której zawsze dotąd używałam. Ja uczę aportowania metodą podobną (nie identyczną) do tej, która jest opisana na polskich stronach klikerowych (choć nie używam klikera). Z reguły, uczenie psa aportować tą metodą musi trochę potrwać... Jedną z moich suczek uczyłam aż 6 miesięcy - zaczynałam od tego, że na widok aportu przed nosem odwracała pysk z niesmakiem. :roll: Tak więc byłam przekonana, że nie ma możliwości nauczyć Misię w trzy tygodnie, i że po prostu nie przystąpimy do egzaminu. Ale Misia okazała się niezykle podatną na tę metodę uczennicą, bo od samego początku brała aport do pyska! I ku zdumieni wszystkich, którzy mieli okazję tę metamorfozę zaobserwować, a najbardziej - mojemu własnemu, w trzy tygodnie później, na egzaminie, Misia zaaportowała prawie bezbłędnie - sędzia obciął jej tylko jeden punkt za to końcowe przerzucenie koziołka na trzonowce, o którym wcześniej pisałam. Tak więc w trzy tygodnie, z niewątpliwie najgorszego aportera w grupie (no, chyba że na równi z Leonem :wink: ), Misia stała się jednym z najlepszych - bo o ile się nie mylę, żaden z psów nie uzyskał za aportowanie wyższej punktacji. Teraz, słysząc wszystkie Wasze opowieści o aportowaniu i po tym, jak miałam okazję obserwować naukę aportowania metodą zabawową przez kilka związkowych grup, jestem przekonana, że nawet gdy będę miała psa, który jest naturalnym aporterem, to będę go uczyć aportować tą samą metodą, którą uczyłam moje pozostałe psy - nie będę nawet próbować uczyć przez zabawę. Moje zdanie na ten temat jest zresztą dzielone przez kogoś, kto pisał te klikerowe strony - tam również ktoś pisze, że koziołkien nigdy się z psem nie bawi. To oczywiście nie znaczy, że z psem nie można się bawić w rzucanie - tylko że ta zabawa jest tylko zabawą i nie ma nic wspólnego z ćwiczeniem aportowania. U mocnych aporterów, rzut piłeczką może być nagrodą za dobrze wykonane ćwiczenie (również za dobrze wykonany aport!), ale nie jest ćwiczeniem samo w sobie i w czasie zabawy piłeczką nie wymaga się od psa żadnego konkretnego zachowania. Pomimo że sama nie będę uczyć psa metodą zabawową, to bynajmniej nie twierdzę, że tą metodą nie da się psa dobrze nauczyć - wręcz przeciwnie, ale pod warunkiem, że pies jest mocnym naturalnym aporterem. Misina córka, Api, jest takim naturalnym aporterem (ku mojemu zdumieniu - wyrodna córka :wink: , wyszła na aportera przetestowana przez Mokkę w wieku 6 tygodni i jak Mokka mi o tym powiedziała, to myślałam, że sobie jaja ze mnie robi :lol: ). Api była uczona metodą zabawową i obecnie aportuje bardzo dobrze (chociaż mocno podgryza). Nie zdarza się jej nie podjąć aportu (gdyby to się zdarzało, nie nazwałabym jej mocnym naturalnym aporterem). Przez jakiś czas problemem było uciekanie z aportem; jednak ten problem został już dawno przez Lenę pokonany przy pomocy konsekwentnej pracy z linką. Powinnam jeszcze dodać, że na skutek tej niejako wymuszonej nauki aportowania, Misia aportowanie polubiła. Ciągle nie jest to jej pasją, ale często bawi się w aportowanie bardzo chętnie i wesoło, szczególnie gdy ma konkurencję w postaci innego psa. Chętnie też za aportem pływa (chociaż naturalnym pływakiem też nie była - tego musiałam ją oddzielnie nauczyć :roll: ). To samo, tylko jeszcze bardziej, stało się z Leonem - Leon kocha ganiać za piłką zawsze i wszędzie. Piszę o tym żeby pokazać, że warto uczyć aportowania nawet psa, któremu, wydaje się, nie sprawia to przyjemności - często okazuje się, że gdy już umie, potrafi to bardzo polubić. :D
-
Mnie w niedzielę jest trochę łatwiej na 8:30 niż na 11.
-
To może ja napiszę, jak ja uczyłam tego wybierania. :D 1. Nauczyłam psa aportować koziołek. Zawsze i bezbłędnie i bez dodatkowych komend. O tym może kilka słów osobno. :D 2. Nauczyłam psa wybierać swój koziołek spośród innych aportów (niektóre były koziołkami, niektóre zabawkami). Większość aportujących psów uczonych tego wybierania załapywało natychmiast. Na przykład Misina córka Api chyba nigdy w życiu, od pierwszej próby, nie wybrała innego aportu jak swojego. Natomiast Misi zajęło to trochę, ale też łatwo załapała. To się stało przy pomocy prób i błędów - wysyłałam ją po aport i gdy podnosiła coś innego dawałam jej (delikatny bardzo) sygnał, że to nie to, natomiast gdy okazywła jakiekolwiek zainteresowanie właściwym aportem, natychmiast bardzo się cieszyłam. Nie pamiętam, jak długo trwało, zanim załapała - pamiętam na pewno, że było to dłużej, niż inne psy, ale też nie bardzo długo, bo pamiętam to jako proces bardzo łatwy (szczególnie w porównaniu z dramatem, jaki kojarzy mi się z nauką aportowania :roll: ). Może zajęło jej to góra trzy weekendy. Jak już załapała, to robiła dobrze za każdym razem. 3. Tych pierwszych dwóch rzeczy nauczyłam zanim jeszcze w Polsce było obedience. Gdy zobaczyłam (po angielsku) regulamin obedience FCI, spróbowałam z tymi patyczkami. Dałam Mocce okrągły kołek i chyba nawet jej mąż pociął go na kawałki (bo ja nie chciałam nacierać patyczków moim zapachem). Jeden z kawałków zatrzymałam u siebie, żeby nauczyć Misię toto aportować (dotąd przynosiła tylko koziołek :roll: ). Uczyłam podobnie jak aport koziołka, tyle że nigdy nie doszłam do etapu rzucania; zamiast rzucać - kładłam. Poszło błyskawicznie, bo Misia natychmiast skojarzyła, o co chodzi. Potem zrobiłyśmy z Mokką próbę wybierania - Mokka dała mi jeden kołek na pół godziny i potem ułożyliśmy resztę i spróbowałam ćwiczenie, używając tej samej komendy, której używam do wyszukiwania koziołka. O ile dobrze pamiętam, Misia poprawnie wykonała to ćwiczenie od początku. Potem, na obozie tropienia, dali nam patyczki kwadratowe (moje były okrągłe). Wtedy spróbowałyśmy z Mokką na tamtych patyczkach i tu była porażka - o ile dobrze pamiętam, Misia zaznaczyła patyczek warując... A trudno jej się było dziwić za bardzo, bo ten sam patyczek wcześniej miała na śladzie, gdzie właśnie w ten sposób miała go znaczyć... Wybitnie głupia pańcia... 4. Teraz jestem na etapie uczenia wybierania patyczka, który był w moim posiadaniu tylko kilka minut, tak jak na zawodach, bo wydaje mi się, że takie, które "mieszkają" u mnie, Misia wybiera poprawnie. To właśnie chcę ćwiczyć na naszych niedzielnych spotkaniach. Jak to robiłam na pierwszy spotkaniu - opisałam poprzednio. Kluczowe w tym, co robiłam, jest rozpoczęcie od analogicznego ćwiczenia, które pies zna bardzo dobrze. Tak więc Misia zaczęła od wybierania swojego koziołka, potem wybrała "swój" (czyli mój :D ) patyczek, a dopiero na końcu spróbowałyśmy patyczek Doroty, który ja miałam tylko krótko. Pierwszym razem z tym obcym patyczkiem się nie powiodło - drugim tak. Czyli mamy jeszcze trochę pracy przed nami, ale jestem dobrej myśli. Jednak czytając regulamin i obserwując Dorotę zdałam sobie sprawę, że robię to ćwiczenie nie całkiem tak, jak powinnam. Mianowicie, w wybieraniu koziołków na PT, koziołki leżą ładnie rządkiem, w kierunku poruszania się psa. Natomiast z opisu ćwiczenia obedience wynika, że te patyczki mogą leżeć całkiem w nieładzie... Tak więc muszę Misię nauczyć znajdowania ich, gdy nie są ładnie poukładane... I tutaj też chcę zacząć od czegoś znajomego, czyli od koziołków (moja zasada to starać się zmieniać tylko jeden element ćwiczenia na raz). Tak więc jeśli wszyscy, którzy planują obecność w tę niedzielę mogliby przynieść swoje koziołki, byłabym bardzo wdzięczna. :D
-
[quote name='Ali26762']I ostatnie namiary na wymiary - wysokość w kłębie 43 cm, waga 10,850 kg. Czy to jeszcze welsz, czy już erdel? :o[/quote]chyba na rozmiar to irlandczyk... Tylko że u nich też chyba moda na przerośnięte ostatnio, bo na wystawach widziałam kilka wyższych od Misi :o (która karzełkiem AT nie jest).
-
!Airedale i inne (prosimy zakladac oddzielne tematy!)!
Flaire replied to a topic in Airedale terrier
Fuka, może sprawdź, czy on lamblii nie ma? :niewiem: -
A tak na troszkę inny temat, to dzisiaj nabyłam surowiec na 38 patyczków. 8)
-
[quote name='AniaP'][quote name='Flaire']Ucząc mojego psa aportownia, nigdy nie używałam żadnej komendy na "do mnie", bo zaczynałam uczyć niemal od końca, czyli od siedzenia przede mną z aportem w pysku. No, też uczyłam od siedzenia przede mną z aportem w pyszczku (przerabiałyśmy kiedyś już ten temat), ale w końcu "do mnie" było nie uniknioneNo właśnie że to nie jest nieuniknione, ale co robić, żeby uniknąć to łatwiej pokazać, niż opisać... [quote name='AniaP']a potem jeszcze "trzymaj", żeby nie wypluła go po drodze. :wink: Jeśli często wypluwa po drodze, to za szybko przeszłaś do tej części uczenia... :( Posuwasz się naprzód dopiero jak poprzedni etap masz całkiem opanowany... [quote name='AniaP']No niestety moja nie zawsze albo może raczej przyleci, ale bez patyczka czy koziołka, a nie o to mi chodzi, Znów, moim zdaniem, za szybko próbujesz robić kroki do przodu... Jeśli przylatuje bez, to znaczy, że nie jest jeszcze gotowa na ten etap ćwiczenia. :( Chętnie bym Ci pokazała, jak to robić z tym aportem, ale Ty daleko mieszkasz... Może następnym razem, gdy będę w Poznaniu, to się spotkamy? Albo może kiedyś uda mi się nakręcić jakiś filmik. :D
-
[quote name='dorotak']Bo w sumie to jest analogiczne ćwiczenie i tak, jak uczyłaś aportu tak teraz możesz nauczyć tego powrotu z patyczkiem. Bo to jest takie samo ćwiczenie z wyjątkiem tego co "w środku" - czyli inny przedmiot i wymaga wyboru.[/quote]Ano właśnie :D . O to cały czas mi chodzi... Ale jakoś nie bardzo potrafię to wytłumaczyć... Ucząc mojego psa aportownia, nigdy nie używałam żadnej komendy na "do mnie", bo zaczynałam uczyć niemal od końca, czyli od siedzenia przede mną z aportem w pysku. Potem, w kolejnych stopniach nauczania, już automatycznie pies, jak ma coś w pysku, przylatuje do tej pozycji. Nie ma znaczenia, czy to koziołek, czy patyczek. I tym samym nigdy nie musiałam uczyć przychodzenia z patyczkiem - pies to robił od samego początku.
-
!Airedale i inne (prosimy zakladac oddzielne tematy!)!
Flaire replied to a topic in Airedale terrier
[quote name='Jonquil']W Płocku to weterynarze mogą ewentualnie to wyciąć. Nikt się nie kwapi z diagnozą. Normalnie to ja bym sobie zarzyczyła zrobienie biopsji i niech sprawdzą co to jest. [/quote]Jonquil, z guzami gruczołów mlekowych u suk to jest tak, że jeśli wiadomo, że to jest nowotwór, a nie zgrubiała tkanka gruczołowa, powiększony węzeł chłonny, itp., to biopsji się raczej nie robi. Dlaczego? Dlatego, że często z biopsji igłą trudno określić, czy to nowotwór złośliwy, czy nie, a w każdym razie, zalecane jest to samo, czyli usunięcię guza. Taki usunięty guz posyła się potem do histopatologii i wtedy, zależnie od wyników, ewentualnie można wyciąć więcej. Biopsję igłą można zrobić, jeśli nie wiadomo w ogóle, czy to nowotwór, czy normalna tkanka. [quote name='Jonquil']A ja za swoją biopsję zupełnie prywatnie w Łodzi zapłaciłam 50 zł. A za psa trzeba conajmniej 10 razy tyle. Skąd to się bierze, może mi ktoś to wyjaśni?[/quote]No, w stolicy 10 razy tyle to na pewno nie. Ale u Ciebie nie robiono tego w narkozie ogólnej, a u psa raczej tak by było - chyba że biopsja igłą, która, jak pisałam, nie jest zbyt miarodajna. A już zamiast biopsji otwartej to zdecydowanie należy wyciąć cały guz. Jak duży jest ten guz? Ja bym pewnie obserwowała jeszcze przez miesiąc i dopiero zdecydowała, co dalej - bo po ciąży (czy urojonej, czy zwykłej) tkanka gruczołowa robi się taka guzowata, ale potem często wszystko się z powrotem rozłazi czy wchłania. Obserwuje się to jak następuje: wymacaj dobrze ten guz, po czym przyrównaj sobie w głowie do czegoś, co ma ten sam rozmiar (ziarnko grochu? winogrono? orzech? ...?). Potem przez tydzień nie dotykaj, a po tygodniu wymacaj raz jeszcze i porównaj, czy guzek się powiększył, został taki sam, czy zmalał. Jeśli to zgrubiała po ciąży urojonej tkanka gruczołowa, to powinien maleć - jeśli nie dostrzegalnie w jeden tydzień, to na pewno w dwa lub trzy. Jeśli natomiast po czterech tygodniach nie będzie w tym kierunku zmiany, to ja bym radziła guzek wyciąć i posłać do histopatologii. Jeśli w Płocku rzeczywiście chca za to 500 zł. to pewnie taniej by Ci było przyjechać do Warszawy. :roll: -
!Airedale i inne (prosimy zakladac oddzielne tematy!)!
Flaire replied to a topic in Airedale terrier
[quote name='Jonquil']Z guzem oprócz smarowania jeszcze nic nie zadziałałam. Bo i nie wiem, co mam zrobić.[/quote]A u weterynarza byłaś? Co powiedział? -
!Airedale i inne (prosimy zakladac oddzielne tematy!)!
Flaire replied to a topic in Airedale terrier
[quote name='Ali26762']Czy to już erdel? :o[/quote]Tego to nie wiem, ale o ile dobrze pamiętam, jeśli zachciałoby Ci się kiedyś uprawiać agility, to właśnie przekroczyłaś granicę klasy Medium i wkroczyłaś do Large. :o -
!Airedale i inne (prosimy zakladac oddzielne tematy!)!
Flaire replied to a topic in Airedale terrier
[quote name='borsaf']Regon jeszcze szczeka, nie miauczy, ale musze pilnować, bo kocie żarcie mu lepiej smakuje. Poza tym to tak, jak upolowane, zdobyczne więc trzeba pożreć :lol:[/quote]borsaf, ja też tak miałam - w końcu postawiłam kocie w miejscu łatwo dostępnym dla kota, ale nie dla Airedala... 8)