Ehh, skąd ja to znam. Mnie jest strasznie szkoda mojej jednej babci (tej lepszej), bo jest... Hmmmm... No uciążliwa, ale się stara nam pomagać jak może. A tu ja i mama (najbliższe osoby) jej dogryzamy, dowalamy (tata zawsze tak robił, bo to zięć). A to idzie tak samoistnie, nie myślimy co robimy, przy kolejnym bezsensownym pytaniu czy komentarzu: "o ludzie, a po co ci to?" samo tak wychodzi :( Staram się powstrzymywać, ale jest ciężko, nie mam takiego z nią kontaktu jak za dziecka, mam wrażenie że obie zrobiłyśmy się bardziej uciążliwe dla siebie :( I wiem, że będę żałować, że babci jest przykro... Z jednej strony to samo wychodzi, a z drugiej jakby jej brakło to nie wiem jak sobie dam radę. Staram się zmienić, naprawdę, ale jestem impulsywna i najpierw robię/mówię, potem myślę :( Nawet dni, kiedy tata jest w pracy i zawsze byłyśmy razem, rozmawiamy, to teraz po 2h uciekam z psem na długi spacer bo nie wytrzymuje nagadywania... Ale jakby rfu tfu jej brakło, to będę za tym nagadywaniem strasznie tęsknić :(
No, wyżaliłam się, bo święto zmarłych niedługo i rok od śmierci dziadka, i w jakąś depresję wpadłam...