U mnie puszczam luzem, tylko też patrzę na zachowanie ludzi- ale tych powyżej 35lat około. Jak młody to normalnie przechodze, nie zwracam uwagi na psa,a i pies na człowieka. A jak idzie ktoś "starszy" to zazwyczaj wołam ją do nogi, żeby mieli większy komfort. Na szczęście (lub nie ;)) mieszkam w małym mieście, i teraz już wiem kto ma jaki stosunek do psa, kiedy trzeba łapać (zwłaszcza pan na rowerze, wzywa policje :pissed:), kto się boi, a kto "ciumka", głaska i nie ma nic przeciwko :) No i nie przechodzi jakoś wielu ludzi, da się spokojnie minąć po 2 stronach. Chyba że idzie ktoś z psem to na smycz biorę, bo nie zawsze się odwołuje (pomijam znajomych psiarzy, tam może lecieć się witać). U mnie najgorsze są "babcie"- zawsze o coś się przyczepią. A jak już idzie z wnukiem to masakra, każdy pies to ludojad.